Mężczyzna z lasu - Okładka książki

Mężczyzna z lasu

Midika Crane

Rozdział szósty

Thea

Kiedy wracam do domu, tata siedzi przy stole.

Mimo, że lekko łysieje, a kosmyk ciemnych włosów na jego brodzie sugeruje coś w rodzaju zarostu, jesteśmy do siebie podobni.

Wszyscy mówią, że mamy taki sam nos, a wokół naszych oczu jest ten sam ciemny odcień.

Uśmiecha się i odkłada gazetę na stół, pozwalając mi spojrzeć na pierwszą stronę.

Twarz Jessiki została wydrukowana w dużej skali, ze zniechęcającym tytułem i najprawdopodobniej, poniżającym fragmentem o tym, że miała depresję i że to było samobójstwo.

Gdyby miasto w to uwierzyło, nie pojawiłaby się żadna propaganda i wszystko byłoby w porządku.

– Hej, kochanie – mówi, patrząc na mnie zza swoich okularów. Uśmiecham się do niego ciepło, rzucając plecak na jedno z krzeseł w jadalni i siadając na miejscu naprzeciwko niego.

– Byłam właśnie u June – kłamię. Nie ma sensu wspominać o Casprze.

Tata wstaje, chowając gazetę pod pachę i idzie do kuchni. – Wyglądasz na zmarzniętą. Chcesz się czegoś napić?

– Jasne – mówię, pocierając dłonie. Nie ma pojęcia, że przyjechałam tu cudzym samochodem, zamiast iść pieszo od June.

Wiem, że nie znosi tego, że wybrałam trasę tak blisko Upiornego Lasu.

Tata przez chwilę krząta się w kuchni, gotuje wodę i przygotowuje herbatę. W międzyczasie zdejmuję buty i wieszam kurtkę na oparciu krzesła.

– Ktoś jeszcze dzisiaj zaginął – mówi mi tata z kuchni, sprawiając, że krew zaczyna mi się burzyć. – Tym razem chłopiec.

To już trzecia osoba, która zniknęła z miasta. To nie może być zbieg okoliczności. – Kto?

– Ryan Connolly – mówi mi tata. Zamykam oczy, a w mojej głowie pojawia się obraz młodego chłopca. To kolejny, z którym chodziłam do szkoły.

Jego rodzina jest bardzo zamożna, mieszka w najlepszej dzielnicy, zapewnia mu najlepsze ubrania i samochód. Nie był wyczynowcem, ale pieniądze zapewniły mu popularność, a nawet dziewczyny.

– Co myślą jego rodzice? – pytam ostrożnie. Rodzice Ryana są znani z tego, że trzymają miasto na smyczy, są ważnymi postaciami w społeczeństwie.

Czasami wydaje nam się, że jego ojciec uważa, że jest zastępcą Alfy, ponieważ nikt nie przejął tej roli od ojca Jaspera.

Tata chichocze. – Twój chłopak i jego ojciec, wraz z połową miasta, szukają go.

Mój ojciec kocha Lucę. Kocha go. Tak dobrze się dogadują, że to oni powinni się spotykać.

To ojciec przedstawił mnie Luce i od razu pozwolił nam się spotykać, w przeciwieństwie do innych chłopaków, którymi wcześniej byłam zainteresowana.

– Podobno jakiś mężczyzna wprowadził się niedawno do posiadłości w Upiornym Lesie. Być może będzie przesłuchiwany – mówi tata, stawiając przede mną herbatę. Casper...

On nie może być powodem ich zaginięcia, prawda?

Popijam herbatę. – To chyba jedyny trop.

Spoglądam w dół na filiżankę, czując kwaśny smak, jaki pozostawia w ustach. Nie jest to orzeźwiający, garbnikowy smak, do którego byłam przyzwyczajona.

A kiedy przełykam, serce ściska mi się w piersi, gdy widzę zawartość filiżanki.

Gęsta, czarna... prawie jakbym piła czystą oliwę.

Odstawiam filiżankę powoli, starając się nie krzyczeć. Staram się nie krzyczeć. Casper mnie ostrzegał. Ale to jest mój ojciec, nie otrułby mnie.

– Smakuje ci herbata? Jest nowa, ma uspokoić nerwy – mówi ojciec. To uderza w moje serce z całą mocą. Kłamie mi przez swoje poplamione kawą zęby.

Mój własny ojciec właśnie podał mi środek uspokajający i nie chce się do tego przyznać.

Nie zareaguję. Nie mogę.

– Chyba pójdę do łóżka – mówię ostrożnie, czując już, że mój język jest ciężki i lepki w ustach.

On naprawdę to zrobił. Naprawdę odurzył swoją własną córkę.

– Zmęczona? – pyta niewinnie, łapiąc moje spojrzenie. Kiwam głową, stając powoli, żeby nie upaść.

Cokolwiek mi podał, działa szybko. Wygląda na to, że zaczyna się od moich stóp, przygniata je do ziemi jak ciężar, a potem pełznie w górę moich nóg.

Mówi "dobranoc", ale ja nie odpowiadam. Jedyne, o czym myślę, to "dlaczego". Dlaczego mnie odurzył? Co on chce ze mną zrobić?

Muszę się stąd wydostać, zanim odpowiem na te pytania bez mojej wiedzy.

Zatrzaskuję za sobą drzwi sypialni, potykając się o ciężkie stopy i czując, że moje ciało przedziera się przez coś gęstego jak woda.

Opadam na łóżko z trudem podnosząc się na tyle, by chwycić telefon.

Luca tu przyjdzie... Uratuje mnie.

Próbuję napisać SMS-a, ale oczy mi się mrużą, a kciuki nie chcą się poruszać, jakby mój mózg odciął się od ciała.

Muszę doczołgać się na rękach i kolanach do łazienki, pochylając się nad sedesem, żeby włożyć palce do gardła i zwymiotować herbatę.

Po czterokrotnym wypłukaniu ust, wlokę się na zdrętwiałych nogach do pokoju, zanim zawroty głowy uderzą we mnie jak ciężarówka, a ja potknę się twarzą do przodu i stracę przytomność.

Budzę się. Przebijam się przez ciężką mgłę unoszącą się nad moim umysłem, wyłapując dźwięk dwóch znajomych głosów. Wciąż leżąc na łóżku, patrzę przez szparę w drzwiach sypialni.

Stoi tam Luca i mój ojciec, pogrążeni w gorącej rozmowie.

– Teraz?

– Nie miałem wyboru.

– Dlaczego tak szybko przechodzimy do następnego etapu?

– On tu jest. Ten cholerny człowiek zniszczy wszystko, jeśli ją znajdzie. Zabierze ją nam, bo ona należy do niego.

Nie chcę już nic więcej słyszeć. Muszę się stąd wydostać. A okno jest moją jedyną opcją.

Jeden łyk, który wzięłam, musiał nie wystarczyć, żeby utrzymać mnie w stanie nieprzytomności, bo czuję, że wracam do normalności, a okno otwieram zupełnie bezszelestnie.

Luca i tata, wciąż rozmawiając, nie zauważają, że dość nieelegancko zmuszam swoje ciało, by wyfrunęło przez okno.

Upadam na brzuch, a ziemia prawie mną kręci. Gdy tylko zorientują się, że nie ma mnie już w tym pokoju, przyjdą po mnie i zrobią Bogini wie co.

Znajduję się na nogach, a moja głowa się oczyszcza, narkotyk, który zwymiotowałam, znika w odmętach moich żył. Jestem wolna... ale... dokąd mam iść?

Mój własny chłopak mnie zdradził... i mój ojciec też. Nie wiem, co jest gorsze.

June. Mogę jej zaufać. Okrążam dom, znajdując ścieżkę, która prowadzi do jej domu. Mogę tam pobiec i nigdy nie oglądać się za siebie.

Wtedy rano… ale za tym, co się właśnie stało stoi policja. Przynajmniej połowa ich sił.

Łzy płyną, a ja nie potrafię ich powstrzymać. Mój umysł nie jest w stanie poskładać żadnej sensownej myśli, która miałaby dla mnie sens. Z wyjątkiem jednej. Casper. Wiedział o herbacie i o tym, że ktoś mi ją poda.

Nawet mnie przetestował, ale nie udało mi się.

Nagle dopadają mnie mdłości. Narkotyk nadal działa, a ja czuję się tak, jakby to była druga fala infekcji mojego organizmu.

Upadam na kolana na środku ścieżki, z każdą sekundą ogarnia mnie dezorientacja.

I wtedy go widzę.

Stoi między drzewami, cienie wiją się wokół jego kończyn, oczy mają kolor bardziej fioletowy niż kiedykolwiek widziałam. Nie wygląda realnie, jak uosobienie samej magii.

Wydaje się, że emanuje z niego w ciemnych smugach nocy.

Casper.

Wygląda na rozczarowanego, że widzi mnie tutaj, w środku lasu, w nocy. Casper podchodzi i klęka przede mną.

Lśniące skórzane rękawiczki otulają jego dłonie, niemal wtapiając się w rękawy koszuli. Dlaczego jest tak schludnie ubrany w środku nocy?

Chwila... – Dlaczego tu jesteś?

Mój głos jest szorstki, brzmi dziwacznie przy delikatnych dźwiękach nocy. A w momencie, gdy rozległ się jedwabiście gładki głos Caspra, zabrzmiałam jak obłąkana.

– Dlaczego to wypiłaś? Ostrzegałem cię – mruczy Casper, odgarniając moje włosy palcami w rękawiczce. Przeszedł mnie dreszcz. Nie mówi mi, dlaczego tu jest, a ja z jakiegoś powodu wiem, żeby nie naciskać.

– Nie spodziewałam się tego – mówię, patrząc mu prosto w fiołkowe oczy.

Casper wstaje, zerkając na mnie przez ramię i wzdychając. Dołączam do niego i staję na nogi, ale najpierw dramatycznie się chwieję.

Na szczęście Casper podtrzymuje mnie, chwytając rękami za ramię, żebym nie upadła na tyłek.

– Dlaczego on? – pytam słabym głosem. – Dlaczego mój własny ojciec?

Casper wygląda ponuro. Jeśli rzeczywiście zawędrował do lasu w tym samym czasie, co ja, to może wie, dlaczego mój ojciec postanowił mnie odurzyć. A może także, dlaczego Luca ma w tym swój udział.

– Przeze mnie – mówi mi. – Miał cię zabrać daleko, w miejsce tak odludne, tak samotne, że już nigdy nie uciekniesz, ani nie zobaczysz słońca.

Jego słowa cofają mnie na chwilę. Takie bezduszne, bez żadnego opamiętania. Najbardziej przeraża mnie fakt, że ani razu się nie wzdrygnął, pozostając wiernym swoim słowom o czystej szczerości.

– Dlaczego przez ciebie? Co mu zrobiłeś? – Przez chwilę nie wygląda na to, żeby miał zamiar mi powiedzieć, ale zaczyna mnie naprowadzać na właściwą drogę.

– Nic mu nie zrobiłem. Chodzi o to, co ja mu zrobię – mówi tajemniczo Casper. Marszczę brwi, nie bardzo rozumiejąc, o co mu chodzi.

Gdy idziemy, spogląda na mnie z góry. – Okłamywałem cię w kilku sprawach.

– Jakich? – pytam ostrożnie.

Wiele osób mnie okłamywało, a teraz nie wiem, komu mogę zaufać. Mój własny ojciec kłamał. Mój chłopak.

Wszyscy, których kocham i na których mi zależy, zwracają się przeciwko mnie, a ja nawet nie wiem dlaczego.

– Po pierwsze, moje imię – mówi. Casper to nie jest jego prawdziwe imię?

Nagle w lesie rozlegają się echa czyjegoś krzyku. Wymieniamy spojrzenia i od razu zdajemy sobie sprawę, kto jest z nami w lesie.

– Musimy iść – nalega Casper, czy kimkolwiek on jest. Chwyta mnie za rękę, a skóra jego rękawiczki wydaje się obca.

Zaczyna mnie odciągać od odgłosu krzyku.

Nagła zmiana kierunku i naleganie na ruch powodują, że kręci mi się w głowie, a narkotyk, który wcześniej zażyłam, znów zaczyna dawać o sobie znać.

– Nie mogę – oddycham, a moje stopy ślizgają się po ścieżce. – Znowu mogę zemdleć.

I mam rację. W chwili, gdy Casper się obraca, mój wzrok przysłania mgła i wiem, że w tym momencie nie będę w stanie powstrzymać się przed utratą przytomności.

Ostatnim wspomnieniem, jakie mam przed zapadnięciem zmroku, jest Casper, który łapie mnie w ramiona.

– Nie pozwolę, żeby stało ci się coś złego. Będę cię chronił, obiecuję...

Następny rozdział
Ocena 4.4 na 5 w App Store
82.5K Ratings
Galatea logo

Nielimitowane książki, wciągające doświadczenia.

Facebook GalateaInstagram GalateaTikTok Galatea