
Życie to nie gra
Charlotte prowadzi podwójne życie. Online jest Marsem: graczem, mistrzem strategii i jednym z chłopaków. W rzeczywistości jest zbyt nieśmiała, by wypowiedzieć choćby jedno słowo. W swojej drużynie jest nieomylna. W szkole jest dziwakiem. Przeprowadzka przez cały kraj daje jej szansę na nowy początek - dopóki fatalne zderzenie z przystojnym bratem jej nowej przyjaciółki nie wywraca jej świata do góry nogami. Czy będzie miała odwagę umówić się z gwiazdą futbolu TJ? A może powinna trzymać się swojej internetowej miłości, Tony'ego - nawet jeśli on myśli, że ona jest chłopakiem?
Chłopcy zawsze będą chłopcami
CHARLOTTE (CHARLIE)
Weszłam na arenę gry jako potężna orkowa wojowniczka w zbroi, gotowa do starcia u boku moich trzech zaufanych kompanów.
Graliśmy razem od lat, szlifując nasze umiejętności. Ufaliśmy sobie bezgranicznie i niejeden raz ratowaliśmy sobie nawzajem skórę.
Byłam w pełni przygotowana do walki, ale moi przyjaciele jeszcze nie pojawili się online.
— Przepraszam za spóźnienie, Mars. Już dołączam. Trening się przeciągnął — odezwał się mój najlepszy kumpel Jupiter, czyli Jup, na naszym czacie głosowym.
— Dobrze, że jesteś... Co ty masz na sobie?
Zamiast swojej zwyczajowej postaci mrocznego elfa, Jup wyglądał jak mały, puszysty niebieski królik.
— O rany. Moja siostra musiała grzebać w moich ustawieniach. Zaraz wracam.
Wyszedł i wrócił wyglądając znowu normalnie.
— Ani słowa innym — poprosił Jup, ale śmiałam się zbyt mocno, żeby odpowiedzieć.
Po kilku minutach dołączył Pluto. Zwykle grał jako rudowłosa kobieta, ale dziś miała na sobie błyszczącą czerwoną sukienkę. Parsknęłam jeszcze głośniejszym śmiechem.
— Hej Jessica, właśnie przegapiłaś Rogera — powiedziałam, wciąż chichocząc.
— Co? — zapytał zdezorientowany Pluto.
— Dajmy temu spokój — burknął Jupiter, wyraźnie niezadowolony.
— Co was tak bawi? — zapytał Neptune, gdy dołączył do nas.
Odwróciłam się, żeby pomachać, ale zamarłam na widok jego postaci. Podobnie jak Pluto, grał jako kobieta, ale była blondynką i miała na sobie ledwie strzępek ubrania.
— Jak udało ci się rozebrać swoją postać do naga? — zapytałam.
— Jak się chce, to można wszystko — odparł z uśmieszkiem.
— Skoro już wszyscy jesteśmy, to zaczynamy? — zapytał Jup.
Nasza gra, Strike from Above, to strzelanka z elementami RPG. Gramy jako czteroosobowa drużyna zwana Rzymianami, bo nasze ksywki przypominają rzymskich bogów.
Zaczęliśmy od trybu fabularnego, ale już go ukończyliśmy. Teraz mierzymy się z innymi w turniejach.
Radzimy sobie całkiem nieźle. Jesteśmy piąci w kraju, ale tylko w rozgrywkach online. Jeszcze nie braliśmy udziału w zawodach na żywo, bo moi rodzice są zapracowani i nie chcą, żebym podróżowała sama.
Firma, która nas sponsoruje, naciska, żebyśmy wkrótce pojechali na turniej. Zdaje się, że w przyszłym roku odbędą się jakieś niedaleko domu Pluto. Mam nadzieję, że mama da mi zielone światło, skoro jego rodzice zgodzili się, żebym u nich przenocowała.
Główna przeszkoda to konieczność wygrania lokalnych eliminacji, żeby się zakwalifikować, a wszyscy mieszkamy w różnych miejscach.
Mama zna rodziców moich kolegów z drużyny, bo jest prawniczką i przeglądała nasze kontrakty. Poprosiłam ją, żeby nie zdradzała im mojej tajemnicy.
Chłopaki nie wiedzą, że jestem dziewczyną.
To dziwaczne, bo Jupiter i ja jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi od siedmiu lat, ale nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Myślą, że jestem chłopakiem, a ja nie wyprowadzałam ich z błędu. Nie chcę, żeby traktowali mnie inaczej.
Teraz używam programu, który obniża mój głos, gdy rozmawiamy. Nie musiałam tego robić, gdy mieliśmy po dziesięć lat, ale teraz brzmię jak 17-letnia dziewczyna.
W naszej drużynie Jupiter (naprawdę Tony) jest dowódcą. Ja jestem strategiem i najlepsza w strzelaniu z dystansu. Chłopaki mówią do mnie Charlie, jeśli używają mojego prawdziwego imienia. Już nie używam Charlie. Teraz jestem Charlotte, ale im o tym nie powiedziałam.
Neptune (Cory) i Pluto (Frank) to pozostali członkowie ekipy. Są lepsi w walce wręcz.
Zwykle używamy naszych ksywek z gry, nie prawdziwych imion, z wyjątkiem rozmów z rodzicami.
Nie gadam dużo z Neptune'em ani Pluto poza grą, oprócz ustalania treningów. Ale z Jupiterem rozmawiam non stop. Jest bardzo sympatyczny, ale inny ode mnie. Wydaje się popularny i gra w futbol.
Nie potrafię rozmawiać z ludźmi w realu. To znaczy, nie mogę wydobyć z siebie głosu, gdy jestem wśród obcych. Więc większość czasu spędzam na nauce.
— Charlotte, obiad na stole — zawołała Margot z dołu. Jest moją nianią od lat. Pytam mamę, dlaczego wciąż mam opiekunkę w wieku 17 lat, ale ona twierdzi, że Margot jest już jak rodzina.
— Już lecę! — odkrzyknęłam.
— Stary! Wyłącz mikrofon zanim zaczniesz drzeć się wniebogłosy! — warknął Nep.
— Sorki, chłopaki. Zapomniałam. Ale muszę lecieć na obiad — powiedziałam.
— Dlatego zawsze wyłączam mikrofon. Nie chciałbym, żebyście słyszeli odgłosy z mojego pokoju podczas gry — powiedział Nep.
— To obrzydliwe i wolałabym o tym nie myśleć — skrzywiłam się.
— Dużo czasu sam na sam z prawą ręką? — zażartował Jup.
— Bardzo śmieszne. Właściwie to moja ręka jest samotna, bo tyle ładnych lasek się do mnie klei — przechwalał się Nep.
Neptune lubi dużo gadać o dziewczynach. Jak Jup, uprawia sport, ale uważa się za wielkiego podrywacza. Mówi, że wyłącza mikrofon, ale często o tym „zapomina”. Podejrzewam, że chce, żebyśmy słyszeli, co wyprawia. Obrzydliwe.
— Co na obiad, bogaty dzieciaku? — drażnił się Jup.
Jest moim najlepszym kumplem, ale lubi się z ludzi nabijać.
— Nie jestem pewna, ale pachnie jak makaron — odparłam.
— Ale ci zazdroszczę. Moja mama jest ostatnio zarobiona i dawno nie gotowała. Marzę o porządnym włoskim żarciu — westchnął Pluto.
— Przykro mi, Plut. W każdym razie, narka chłopaki. Wrócę za jakieś półtorej godziny — powiedziałam, zanim opuściłam czat.
Gdy zeszłam na dół, zobaczyłam, że Margot zostawiła mi talerz lasagne. Resztę schowała do lodówki i posprzątała. Chwyciłam talerz i usiadłam przy kuchennym stole, żeby zjeść — sama, jak zwykle.
Lodówka wydała cichy szum.
— Hej Lodówko, jak ci minął dzień? Tak samo jak zwykle?
Kostkarka do lodu zaszumiała, a ja mruknęłam:
— Och, przykro mi. Tak, mój dzień w szkole też nie należał do udanych.
Mój głos brzmiał dziwnie w cichej kuchni, więc zamilkłam.
Ciężko mi było przyznać, nawet przed lodówką, jak bardzo bolało mnie, gdy widziałam inne dzieciaki szepczące o mnie, gdy myślały, że nie patrzę. Zdarzało się to raz lub dwa razy prawie codziennie. Wmawiałam sobie, że już się do tego przyzwyczaiłam, ale chyba nigdy nie da się do tego przywyknąć.
Może nie radzę sobie z ludźmi, bo nigdy nie rozmawiam z żywymi osobami — ale gadanie do sprzętów kuchennych też raczej nie pomoże.
Obecność Margot też niewiele zmienia. Margot zachowuje się bardziej jak pracownik. Nie rozmawia ze mną jak człowiek z człowiekiem. Mama i tata myślą, że gramy razem w gry. To było częścią obowiązków Margot na początku. Ale Margot dawno temu przestała to robić.
Nigdy nie powiedziałam rodzicom, że Margot idzie do swojego pokoju i zamyka drzwi, jak tylko skończy swoje zadania. Nie chcę, żeby czuli się winni — ani żeby Margot miała kłopoty.
Prawie nie widuję rodziców. Kocham ich i jestem dumna z tego, jak dobrzy są w swojej pracy, ale chciałabym, żeby częściej bywali w domu.
Tak naprawdę jedynymi osobami, z którymi gadam, są moi kumple z gry na czacie albo Jup w esemesach.
Jestem tak szczęśliwa, że go mam, bo inaczej byłabym kompletnie sama jak palec.
















































