
Boskie smoki 1: Narzeczona dla boga wody
Autorzy
Raven Flanagan
Lektury
601K
Rozdziały
15
Rozdział 1.
A BRIDE FOR THE WATER GOD
Byliśmy ludem spragnionym wody. Nasze rzeki wyschły, a ocean nie dawał nam nic. Od miesięcy nie spadła ani kropla deszczu.
Nasze rośliny usychały, a wraz z nimi ginęli nasi ludzie. Starszyzna wioski wysłała mnie małą łódką na bezkresny ocean. Tam, gdzie kiedyś potężna rzeka wpadała do morza.
Zostawili mnie na oceanie, pokładając nadzieję w lepszym jutrze. Bo za morzem mieszkał bóg - Bóg Wody. A ja miałam zostać jego oblubienicą.
Ale tylko oblubienicą na śmierć – przemknęło mi przez myśl. Wybrali mnie spośród innych młodych kobiet i przyodziali w najlepsze białe płótno, jakie znaleźli. Ozdobili moją suknię perłami i błyszczącymi muszlami, a na kręcone brązowe włosy nałożyli welon.
Gdy wzburzone fale odciągały mnie od brzegu, obejrzałam się za siebie. Ludzie zaczynali się rozchodzić, z pochylonymi głowami i złożonymi dłońmi, mając nadzieję, że ich bóg przyjmie ich ofiarę.
Wszyscy sądzili, że zginę, ale jeśli miało to przynieść im deszcz, nie miało to znaczenia. Przez welon dostrzegłam moich rodziców i małą siostrę stojących przy wodzie. Ojciec podtrzymywał matkę, która zalewała się łzami.
Moja mała siostrzyczka trzymała się sukienki matki, ściskając swoją ulubioną lalkę, zbyt młoda, by pojąć, co się dzieje. Pozostałam odwrócona w kołyszącej się łodzi, patrząc, aż stali się małymi punkcikami w oddali. Serce mi pękało, ciało słabło, a jedna samotna łza spłynęła mi po policzku.
Odwróciłam się, by stawić czoła potężnym falom i ciemnoszarym chmurom na horyzoncie. Te chmury niosły deszcz. To, jak daleko były od mojej wyspy, wydawało się okrutnie niesprawiedliwe.
Dlaczego Bóg Wody karał mój lud? Dlaczego musieli umierać? Fala uderzyła w moją kruchą łódź.
Sięgnęłam po wiosło leżące u moich stóp, choć wiedziałam, że jest zbyt wątłe, by mnie ocalić. Było cienkie jak patyk i nie utrzymałoby łodzi w pionie, gdyby uderzyła potężna fala.
Wiatr zmieniał morze w ogromne ściany wody. Szarpał mój welon i sznury pereł na sukni. Trzymałam wiosło blisko, jakby mogło mnie ochronić. Ryk morza był ogłuszający - nie mogłam uwierzyć, że sama woda może wydawać tak przerażający dźwięk.
Fale rosły, słona woda przesiąkała moją suknię, a wiatr wył wokół mnie, jakby ocean i chmury ożyły. W każdej chwili fala mogła roztrzaskać łódź i wciągnąć mnie w głębiny.
Coś uderzyło w łódź od spodu, sprawiając, że sapnęłam z przerażenia.
Przetrwanie w niebezpiecznych wodach to jedno, ale w wodzie czaiły się inne zagrożenia. Aby dotrzeć do boga i ocalić mój lud, musiałam też uchronić się przed rusałkami - złośliwymi, ludożerczymi stworzeniami wodnymi. Wychyliłam się za burtę łodzi.
Coś poruszało się pod falami, jak wielkie ramiona wijące się pod spienioną powierzchnią. Kolczaste grzbiety stworzeń zmieniały morze w niebezpieczne fale. Kolejne stworzenie wynurzyło się blisko mojej łodzi.
Nagle coś uderzyło w bok łodzi. Rusałki mnie znalazły. Ich śmiech był głośniejszy niż wiatr. Był to przerażający dźwięk, jak pieśni delfinów zamienione w odgłos śmierci. Każdy, kto usłyszał pieśń rusałek, był skazany na śmierć. Ale ja nie mogłam umrzeć - jeszcze nie.
Musiałam porozmawiać z Bogiem Wody i błagać o pomoc dla mojej wioski, przyjaciół i rodziny.
Więcej stworzeń wynurzyło się z wody, wydając klikające i syczące dźwięki. Były szare, z płetwami i łuskami.
Miały twarze kobiet, ale od pasa w dół miały ogony, którymi uderzały w moją łódź. Mała łódka ledwo radziła sobie z falami, nie mówiąc już o sile uderzeń rusałek w jej burty.
Trzymałam wiosło, aż palce zaczęły mnie boleć, a woda mieszała się z potem na mojej twarzy. Fale moczyły moją suknię i przylepiały welon do twarzy. Serce waliło mi jak młotem, gdy ogarniał mnie strach.
Jeśli zginę, umrą też wszyscy, których kocham. Pierwsza rusałka wspięła się do łodzi.
Ale nie było w niej miejsca dla nas obu, a jej ciężar przechylił łódź do przodu. Przygotowałam się, chcąc przeżyć. Zamachnęłam się wiosłem i uderzyłam rusałkę, odsyłając ją z powrotem do wody. To rozwścieczyło pozostałe. Więcej z nich rzuciło się na łódź.
Mimo że nie widziałam przez mokrą koronkę zasłaniającą mi twarz, wymachiwałam wiosłem na oślep, odpędzając je.
– Chcecie kawałek mnie? – krzyknęłam, nagle bardzo pragnąc przeżyć. – No to chodźcie, wy wstrętne stwory!
Zerwałam welon z twarzy, mimo że bolało, gdy szpilki ciągnęły moje włosy. Mokra koronka odleciała i zatonęła w wodzie. Rusałki sprawiły, że zniknęła.
Z czystym wzrokiem wstałam. Łódź była mała, ale miałam dość miejsca, by stanąć pewnie. Gdy następna rusałka wyskoczyła z wody, byłam gotowa, by ją odeprzeć.
Walcząc o życie, nie zauważyłam stworzenia wynurzającego się z wody za mną. Byłam zbyt zajęta wrzeszczeniem i odpieraniem rusałek próbujących dostać się do mojej łodzi. Woda się podnosiła, a ja nie mogłam ustać pewnie przez słoną wodę moczącą moje buty.
Cień, ciemniejszy niż najczarniejsza noc i większy niż jakakolwiek góra, wyłonił się z oceanu, pogrążając wszystko wokół mnie w ciemności. Głębokie, donośne warknięcie rozległo się ponad falami, sprawiając, że moje zmęczone mięśnie zadrżały ze strachu.
Rusałki w wodzie odpowiedziały gwizdami i kliknięciami. Gdy stworzenie za mną ryknęło ponownie, tak głośno, że zabolały mnie uszy, złośliwe wodne kobiety zniknęły pod falami.
Odwróciłam się, gotowa stawić czoła jakiemukolwiek wielkiemu zwierzęciu, które się wynurzyło.
– Chcesz kawałek mnie? – krzyknęłam ponad głośnym pluskiem, trzymając wiosło nad głową.
Spojrzałam w górę, i w górę, i jeszcze wyżej. Zwierzę miało kolor ciemnych burzowych chmur i czarnej wzburzonej wody.
Nagły błysk pioruna ukazał mi najbardziej przerażające, ale i najbardziej niesamowite stworzenie, jakie kiedykolwiek widziałam.
Morski wąż wynurzył się z głębin oceanu, poruszając już i tak wzburzonymi falami. Jego ciemnoniebieskie łuski lśniły w krótkim świetle burzy.
Wielkie kryzy i płetwy sterczały, poruszając się na wietrze.
Dwa ogromne skrzydła wynurzyły się z wody, tworząc wielką falę pędzącą w kierunku mojej łodzi. Krzyknęłam, gdy ściana wody uderzyła w moją łódź.
Upadłam, lądując na wąskim siedzeniu i upuszczając wiosło.
Z jakiegoś niezrozumiałego powodu nie mogłam się ruszyć. Po walce z rusałkami nagle nie byłam w stanie nic zrobić.
Jasne niebieskie oczy gigantycznego węża trzymały mnie w bezruchu. Były piękne, jak srebrne światło księżyca odbijające się w morzu.
Łuski stworzenia błyszczały jak głębokie niebieskie klejnoty. Trzy pary zakrzywionych rogów i postrzępionych kryz sterczały z jego głowy, sprawiając, że wyglądał jak król morskich zwierząt.
Jego skrzydła, mieszanka niebiesko-srebrnych skrzydeł nietoperza i płetw ryby, rozpostarły się, tworząc cień wystarczająco duży, by przykryć całą moją wioskę. Jego otwarta paszcza ukazywała rzędy zębów długich i ostrych jak miecze.
Kolejny głęboki, przerażający krzyk wydobył się z jego paszczy, gdy nadal wynurzał się z fal.
– O rany – sapnęłam.
To nie był zwykły potwór morski. To stworzenie było znacznie potężniejsze niż rusałki i piękniejsze niż jakikolwiek wąż morski kryjący się pod falami.
Był wspaniały, piękny i bardzo przerażający.
Był Królem Oceanu, Władcą Mórz i Rzek - był Bogiem Wody.
A jego wielka, szeroka paszcza zmierzała prosto na mnie. Byłam pewna, że Bóg Wody połknie mnie w całości.
Przypływ energii zmieszany ze zmęczeniem po walce z rusałkami wypełnił moje ciało. Byłam tak przerażona i zszokowana, że nie mogłam walczyć ani uciec, gdy paszcza boga zbliżała się do mojej łodzi.
Gdy jego szczęki zatrzasnęły się w kierunku mojej łodzi, wielka czarna fala z białym grzebieniem ruszyła na mnie. Ściana wody uderzyła w moją łódź, przewracając ją i wrzucając mnie w głodne morze.














































