
Pragnienie mężczyzny
Autorzy
Maree O'Brien
Lektury
1,4M
Rozdziały
14
Rozdział 1 - Poranek po
Księga Pierwsza: Zmazana
„Panna O'Neil” wściekły głos w słuchawce zaskoczył ją. Nie pamiętała, kiedy odebrała telefon. Głośny dzwonek rozbrzmiewał gdzieś w tle, gdy wpatrywała się w szoku w ekran komputera, ale nie powinna była odbierać.
To nie mogło być prawdziwe. Nic z tego nie mogło być prawdziwe. To musiał być sen. Nie, koszmar.
Obudź się, obudź się, obudź się – powtarzała sobie w myślach, zamykając oczy i pocierając twarz wolną dłonią.
„Panno O'Neil, wiem, że pani tam jest” – nieprzyjemny głos sprawił, że otworzyła oczy. Nic się nie zmieniło. Ekran wyglądał tak samo.
„Tak?” – nie poznawała własnego głosu.
„Pan Wood chce panią widzieć w swoim biurze o dziesiątej rano. Punktualnie” – ostre, szybkie słowa sprawiły, że wzięła gwałtowny oddech. Pan Wood był prezesem Wentworth Accounting Services i przez ostatni rok starała się zwrócić na siebie jego uwagę. Ale nie w taki sposób.
„Jestem chora” – jej głos drżał. „Dzisiaj jestem chora.”
„Nie dziwię się” – kobieta po drugiej stronie linii wydała z siebie dźwięk pełen obrzydzenia.
Andrea spojrzała ze strachem na ekran komputera. Czy to możliwe, że pani Windsor, szefowa działu kadr, też widziała te obsceniczne zdjęcia na swoim ekranie?
To musiało dotyczyć czegoś zupełnie innego.
„To bez znaczenia. Będzie pani w biurze pana Wooda o dziesiątej rano i radzę nie kazać mu czekać.”
„To pomyłka” – jej głos drżał, a oczy zaczęły piec. To się nie działo naprawdę. Dlaczego to się działo? „To wszystko wielka pomyłka.”
„Tak, to również jest jasne” – chłodny głos pani Windsor uciszył ją, zanim zdążyła wymyślić jakieś usprawiedliwienie. „Będzie pani miała okazję wyjaśnić panu Woodowi, co pani nawyrabiała, podczas spotkania. Miłego dnia, panno O'Neil.”
Miłego dnia? Andrea patrzyła na martwy telefon. Miłego dnia? Jak ktokolwiek mógł pomyśleć, że dzisiaj to „miły dzień”?
Spojrzała na ekran, który teraz wydawał szybkie dźwięki powiadomień – liczba nieprzeczytanych maili i wiadomości na Facebooku rosła z każdą sekundą. Zdjęcia wciąż tam były.
Kobieta na ekranie wyglądała dokładnie jak ona. Jeśli głowę Andrei nałożono na czyjeś ciało, nie dało się tego łatwo zauważyć.
Wstała z krzesła i poszła pod prysznic. To miało pomóc. Śmierdziała wymiocinami, starym piwem i dymem papierosowym. Stała nieruchomo, gdy gorąca woda spływała po jej ciele.
Zwykle to ją uspokajało i odpędzało zmartwienia. Nie dzisiaj. Dzisiaj była zbyt zajęta próbami przypomnienia sobie, co się stało wczoraj wieczorem. Jak wpakowała się w ten kłopot?
Firmowa wigilia WAS zawsze odbywała się w środowy wieczór, w szczycie sezonu świątecznego.
A skoro nie było innych imprez w tym samym czasie, wszyscy musieli przyjść.
Zazwyczaj była to udana noc, ale coś się stało wczoraj wieczorem i teraz żałowała, że nie była gdzieś indziej. Gdziekolwiek indziej.
Część problemu polegała na tym, że nie pamiętała, co się wydarzyło, co mogłoby tłumaczyć te zdjęcia.
Przyjście – tak, to było jasne. Przemówienie na wigilii też było świeże w jej pamięci, ale wszystko po tym było niewyraźne.
Upicie się i sfotografowanie w fotelu Joshuy Wooda, na jego biurku i w różnych pozach w jego biurze nie były nawet słabymi wspomnieniami.
Jak miała „wyjaśnić, co nawyrabiała”, skoro nie miała pojęcia, jak ani dlaczego zrobiła to, co pokazywały te zdjęcia?
Przetarła ręcznikiem swoje zdrętwiałe ciało. To nie była ona. Nie mogła być nią. Była grzeczną dziewczynką. W liceum była cichym kujonem.
Na studiach była nudną prymuską. A teraz była pracowitą księgową. Nie „imprezowała”. Nie wpakowywała się w takie sytuacje.
Siedziała w pierwszym rzędzie i robiła notatki.
Stojąc przed szafą, wyciągnęła garnitur. Nie, spadł na podłogę – spódnica była za krótka. Następny poszedł za pierwszym – marynarka za ciasna.
Wkrótce stos wyprasowanych ubrań służbowych leżał na podłodze, każde bardziej niewłaściwe niż poprzednie.
Zadzwonił telefon. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Tym razem nie zamierzała odbierać.
„Andrea Ethel O'Neil” – automatyczna sekretarka sprawiła, że głośny głos jej matki stał się jeszcze głośniejszy. Skrzywiła się.
Matka używała jej drugiego imienia tylko wtedy, gdy była na nią zła, a samo użycie tego imienia było wystarczającą karą.
„Odbierz telefon, młoda damo. Właśnie włączyłam komputer i masz mi coś do wyjaśnienia. Już dzwoniła do mnie ciocia Doreen. Jak mogłaś mi to zrobić? Wychowałam cię lepiej! Jeśli panie z golfa to zobaczą...”
Głos urwał się, gdy matka wydała z siebie smutny dźwięk. „To po stronie rodziny twojego ojca. Wiedziałam, że kiedyś to wyjdzie. Nie mogę uwierzyć, że mogłaś mi to zrobić.”
„Nie mam słów, Andrea, w ogóle nie mam słów. Co mam zrobić, skoro okazujesz tak mało szacunku dla mnie i sposobu, w jaki cię wychowałam? Nie mogę z tobą rozmawiać. Po prostu nie mogę. Musisz sprawić, żeby to zniknęło. Napraw to, Andrea. Napraw to natychmiast.”
Głośny dźwięk zakończenia połączenia sprawił, że podskoczyła. Dlaczego połączyła swoje konto na Facebooku z matką i całą rodziną?
O nie, zdała sobie sprawę – kiedy ktoś oznaczył ją na tych zdjęciach, musiały stać się widoczne dla wszystkich jej znajomych na Facebooku.
Chwytając ciemne spodnie i najbardziej zakrywającą koszulę, jaką mogła znaleźć, ubrała się i wróciła do komputera. Matka miała rację w jednej kwestii – musiała to naprawić natychmiast.
Zła na siebie za taką głupotę, kliknęła na pierwsze zdjęcie, żeby je usunąć. Wtedy zobaczyła pola poniżej: Polubienia 25 674; Udostępnienia 33 569; Komentarze 46 985. Jak to możliwe?
Zdjęcia zostały opublikowane zaledwie kilka godzin temu, a ona nie miała tylu znajomych.
Jej ręka drżała, gdy przesuwała myszkę, szukając przycisku usuwania. Facebook nie był czymś, co dobrze znała.
Jasne, zaglądała tam każdego ranka i wieczoru, ale to było dla zabawnych historyjek, słodkich zdjęć kotów i okazjonalnych wiadomości o ludziach, którzy mieli życie. Naprawdę, to było bardziej dla rozrywki niż dla kontaktów zawodowych.
Wtedy zobaczyła zegar w rogu ekranu. Serce jej zamarło. Zabrakło jej czasu. Już się spóźniała do pracy. Jeśli nie wyjdzie teraz, nie zdąży na to spotkanie z panem Woodem.
Zostawiając komputer, chwyciła swoje rzeczy i poszła do drzwi. To będzie musiało poczekać, aż zapyta Jill w pracy, jak usunąć zdjęcia. Kolejna godzina nie pogorszy sprawy.
O dziewiątej czterdzieści pięć rano weszła do centrali. Plan Andrei był prosty.
Wszyscy będą przy swoich biurkach, pracując. Ona spokojnie i cicho pójdzie prosto do biura pana Wooda, a potem znajdzie Jill.
Nigdy nie była wzywana do biura Joshuy Wooda, więc wiedziała, że to poważna sprawa, ale nie mogło to być związane ze zdjęciami.
Ani on, ani pani Windsor nie mieli z nią żadnych kontaktów towarzyskich. Wątpiła, czy ten poważny pracoholik w ogóle miał profil na Facebooku.
Miało sens, że jeśli była tak pijana, musiała w jakiś inny sposób się skompromitować.
Ochroniarz przy wejściu do budynku siedział odchylony na krześle, przyglądając się jej od stóp do głów, gdy czekała na windę.
Odwróciła wzrok na metalowe drzwi przed sobą. To wszystko było w jej głowie. Była zbyt zdenerwowana. Albo to, albo te zdjęcia były dopiero początkiem.
Czy oprócz prywatnego biura swojego prezesa ośmieszyła się również publicznie?
W windzie zamknęła oczy i próbowała się przygotować. Upicie się i zrobienie czegoś żenującego na firmowej wigilii nie było niczym niezwykłym.
W zeszłym roku Jack Welsh się upił i obłapiał każdą kobietę, która znalazła się zbyt blisko. Wszyscy się z tego śmiali. Rok wcześniej Beth, recepcjonistka, zwymiotowała do akwarium.
Dokuczano jej, ale nic więcej się nie stało. Andrea wiedziała, że jeśli zignoruje żarty, stanie się to starą wiadomością i ludzie pójdą dalej.
Więc gdy drzwi się otworzyły, wyszła z windy z wyprostowanymi ramionami i podniesioną głową. Otwarta przestrzeń biurowa tętniła życiem, gdy szła w kierunku biura na południowym końcu.
Wypuściła powietrze, o którym nie wiedziała, że je wstrzymywała, a jej usta wykrzywiły się w mały uśmiech ulgi. To wszystko było w jej głowie.
Jej zaniepokojony umysł rozdmuchał to do większej sprawy, niż było w rzeczywistości.
W połowie drogi przez salę, jak co rano, odwróciła się, żeby przywitać Jill. Jej krok się zatrzymał. Uśmiech zamarł na jej twarzy. Po prostu stanęła w pół kroku. Wszyscy na nią patrzyli.
Zanim zdążyła o tym pomyśleć, obróciła się w pełnym kręgu. Wszyscy gapili się na nią z szeroko otwartymi oczami i zszokowanymi minami. Potem do niej dotarło – ta bardzo głośna cisza.
To było tak, jakby ktoś nacisnął przycisk pauzy, zatrzymując czas dla wszystkich oprócz niej.
Zachwiała się, niepewna, co robić.
„Dziwko” – słowo przecięło powietrze. Dobiegło gdzieś zza niej, ale gdy odwróciła się odruchowo, by spojrzeć na osobę, obelga uwolniła jej współpracowników z czegokolwiek, co ich unieruchomiło. Zszokowane spojrzenia zmieniły się w gniewne spojrzenia i otwarte obrzydzenie. Cicha atmosfera ożyła gniewnym brzęczeniem.
Cofnęła się trzema powolnymi krokami w kierunku, w którym szła, zanim się odwróciła i drżącymi krokami kontynuowała drogę ze spuszczoną głową, zgiętymi ramionami i zdrętwiałym ruchem.
Coś w nią uderzyło i odbiło się. Pospieszyła przez gniewne słowa i oskarżenia, ale jej mózg odmawiał ich zrozumienia.
Ci ludzie, z którymi pracowała przez trzy lata. Znała tych ludzi. Byli jej przyjaciółmi. To nie było w porządku.
Powstrzymując łzy, niemal wpadła na drzwi. Patrząc w górę na wysokie ciemne drewno bezpośrednio przed sobą, wiedziała, że pobiegła w złym kierunku. Powinna była pójść do wyjścia.
Jej galopujące serce mówiło jej, żeby uciekła jak najdalej od tego miejsca. Ale zamiast tego stała w miejscu, w którym najmniej chciała być – przy drzwiach Joshuy Wooda.
Mrugając szybko, pomyślała o ucieczce. Jeśli przedostanie się z powrotem przez wściekły tłum, może uciec z tego piekła.
Jedna stopa wyślizgiwała się ze szpilek, które głupio założyła dzisiaj, gdy drzwi się otworzyły.
Tam stał. Pomimo wszystkiego czuła, że nie może nie patrzeć na tego mężczyznę.
Joshua Wood miał sześć stóp i dwa cale silnego ciała, szerokich ramion i przystojnej twarzy, o którą starzy malarze ustawiliby się w kolejce.
Powiedzenie, że był wspaniały, to było za mało.
„W porządku, wracajcie do pracy” – jego szorstki głos, skierowany do biura za nią, sprawił, że jej słabe kolana zadrżały jeszcze bardziej. „Panno O'Neil” – jego szczęka zacisnęła się, gdy stanął z boku, by wpuścić ją do swojego biura.
Wepchnęła stopę z powrotem do buta, potykając się, gdy wchodziła do pomieszczenia, które było jej teraz tak dobrze znane.
„Panie Wood, to pomyłka” – jąkając się, zatrzymała się pod ciężarem jego chłodnych oczu.
„Proszę usiąść, panno O'Neil” – silny gniew był ledwo ukryty w jego krótkich słowach. „Zna pani panią Windsor, a poprosiłem pana Shawa, żeby do nas dołączył.”
Usiadła na krześle, które jej wskazano. Pani Windsor robiła notatki po lewej stronie pana Wooda, a puste krzesło stało po jego drugiej stronie. Siedzieli w przerażającej ciszy, czekając, aż dołączy do nich jej przełożony.
Księga Pierwsza: Zmazana
Coś w niej chciało gadać o pogodzie, o czymkolwiek, byle tylko przerwać tę nieznośną ciszę w pokoju. Ale siedziała, wpatrując się w swoje dłonie, podczas gdy zimne, złe przeczucie wkradało się jej pod skórę.
„Przepraszam za spóźnienie” – głos był wesoły, gdy drzwi zamknęły się za Henrym. „To był naprawdę parszywy poranek. Jesteś zaskakująca, Andy. Gdybym lubił obstawiać pieniądze, dziś zostałbym bez grosza.”
Cofnęła się lekko. Zrobiła to odruchowo, nie przez to, co powiedział, ale dlatego, że Henry wciąż używał tego imienia.
Nienawidziła, gdy jej imię skracano tak, że brzmiało jak męskie. Mimo że mówiła mu to wiele razy, nie potrafił przestać.
Nie odrywała wzroku od swoich dłoni, gdy opadł na jedyne wolne krzesło w pokoju. Puściłby do niej oko, gdyby spojrzała, ale dziś nie miała na to siły. W sumie był nieszkodliwy.
Zbyt pewny siebie w bezpośredni, oczywisty sposób, ale większość tego była tylko grą.
Nie było wątpliwości, że był przystojny, ale bez względu na to, jak drogie były jego ubrania, zawsze wyglądał trochę niechlujnie i brakowało mu czegoś, czego nie potrafiła do końca określić.
Mimo że byli przyjaciółmi i mniej więcej w tym samym wieku, Henry Shaw nie mógł się równać z Joshuą Woodem.
„Wezwałem panią dziś do mojego biura, panno O'Neil, aby wyjaśnić pani postępowanie” – oczy pana Wooda nie oderwały się od papierów na biurku.
Andrea otworzyła i zamknęła usta, ale nie wydała żadnego dźwięku.
„Pani zachowanie było całkowicie niewłaściwe i nie takie, jakiego oczekujemy od pracownika. Zachęcamy wszystkich, by dobrze się bawili na świątecznej imprezie i może, patrząc wstecz, to był błąd. Szczerze mówiąc, panno O'Neil, jestem wstrząśnięty i zdenerwowany, że tak mało dba pani o dobre imię firmy i moją osobistą reputację.”
„Nie rozumiem?” – cichy głos, którego nigdy wcześniej u siebie nie słyszała, wydobył się z jej ust.
„Czy zaprzecza pani, że to” – przesunął kolorowe wydrukowane zdjęcia przez biurko w jej stronę – „jest pani? Czy może mi pani powiedzieć, że ta kobieta to ktoś inny?”
„Nie” – powiedziała cicho, nie mogąc oderwać wzroku od zdjęć, tych samych, które widziała dziś rano na swoim komputerze. „Ale jak?”
„Jak, rzeczywiście, panno O'Neil. Proszę nam powiedzieć, jak i dlaczego pani to zrobiła?”
Potrząsnęła głową, nie wiedząc, co powiedzieć.
„Czy firma zrobiła pani coś, co skłoniłoby panią do tego? Czy ja panią zdenerwowałem, rozgniewałem lub zawstydziłem?” – kontynuował, gdy potrząsnęła głową. „W takim razie proszę wyjaśnić wszystkim obecnym, dlaczego zaatakowałaby pani dobre imię tej firmy i moje własne?”
„Nie wiem” – jej oczy rozglądały się po pokoju ze strachem, zanim znalazły punkt na dywanie, na którym mogła się skupić.
„Więc nie ma pani żadnego powodu ani usprawiedliwienia dla tego, co pani zrobiła?”
„Daj spokój, Josh” – Henry brzmiał, jakby przewracał oczami. „Wszystkie kobiety w firmie dostają szału przez ciebie. Prędzej czy później coś takiego musiało się wydarzyć. Nie rozumiem, dlaczego robisz z tego taki problem.”
„To nie jest śmieszne, Henry. Co chciałbyś, żebym zrobił?”
„Tak, nie powinno to wyjść na jaw, ale to nie jej wina. Myślałem, że ty, ze wszystkich ludzi, chciałbyś to zbagatelizować.”
„To nie leży w mojej mocy” – powiedział gniewnym głosem. „Nie mam wyboru, muszę zrobić z niej przykład. To do mnie należy jej ukaranie.”
„Myślałem, że już to zrobiłeś” – Henry zaśmiał się cicho.
Andrea spojrzała na Henry'ego, zdezorientowana jego oczywistym żartem, i stwierdziła, że nie tylko ona próbuje zrozumieć jego fatalnie wybrany humor.
Pan Wood wpatrywał się w Henry'ego i potrząsnął głową powolnym ruchem kogoś, kto próbuje utrzymać gniew pod kontrolą.
„Wygląda na to” – zamknął oczy, a gdy je otworzył, zignorował wszystkich innych i spojrzał bezpośrednio na panią Windsor – „że ponieważ oferujemy nieograniczony alkohol i nie mamy pisemnych zasad dotyczących zachowania podczas firmowych imprez, nie mogę pani natychmiast zwolnić.”
„Zwolnić mnie?” – Jej zadłużenie na karcie kredytowej, kredyt samochodowy i czynsz pojawiły się w jej umyśle. To była jej wymarzona praca i ciężko pracowała, żeby ją zdobyć. Nie mogła sobie pozwolić na jej utratę.
„To trochę przesada, nie sądzisz, Josh?” – powiedział Henry z niedowierzaniem.
„Nazwa firmy jest na wszystkich zdjęciach, Henry” – ostry, gniewny ton Josha nie pozostawiał wątpliwości, jak bardzo był wściekły. „Moje nazwisko jest roznoszone po całym internecie, Facebooku, Instagramie, Twitterze, Google'u.”
„YouTube” – dodał Henry.
„I Bóg wie, gdzie jeszcze” – pan Wood przerwał. „YouTube?”
„Ale były tylko na moim. Tylko na moim Facebooku” – strach był wyraźny w jej głosie.
„Są wszędzie, Andy” – Henry wzruszył ramionami. „Twoje i Josha małe sekretne spotkanie rozchodzi się szybciej niż plotka w małym miasteczku.”
„Ja? Jakie sekretne spotkanie?” – pan Wood powiedział gniewnym głosem.
„Nie” – wydała z siebie żałosny dźwięk, gdy jego twardy, gniewny wzrok zwrócił się ku niej.
„Daj spokój, Josh” – zaśmiał się Henry. „Do tańca trzeba dwojga, a może minęło już tyle czasu, że zapomniałeś, jak to działa?”
„Sugeruje pan, że pan Wood jest współwinny tego niewłaściwego postępowania?” – głos pani Windsor był zimny i spokojny.
„Film na YouTube pokazuje tylko występ Andy. Ale nie jest sama w pokoju, i chociaż nie widać jego twarzy, kto inny miałby to być?”
„Co?” – zarówno pan Wood, jak i Andrea wypowiedzieli to słowo jednocześnie, różne tony, ale to samo słowo.
„Zobaczcie sami” – Henry wzruszył ramionami, jakby to nie było niczym, czym należałoby się martwić. „Wpisz w Google'a „W.A.S. it good for you?” niezła gra słów z literami firmy, albo „Why wouldn't you, Mr. Wood?” Jest wymienione pod wieloma bardziej sprośnymi odniesieniami, ale te dwa są moimi ulubionymi.”
Andrea wpatrywała się w Henry'ego z otwartymi ustami. W tle palce pana Wooda uderzały w klawisze z wielką siłą. Komputer wydał dźwięk. Potem ożył jej głosem.
Joshua Wood zaklął, zamykając oczy i wbijając opuszki palców w czoło. Gdy jego dłonie opadły w pięści na biurko, komputer niemal śpiewał jego imię jej głosem.
Z małego fragmentu ekranu, który mogła zobaczyć, nie mogła uwierzyć w to, co było wyraźne, szczegółowe i niemożliwe do zaprzeczenia dla wszystkich w pokoju. Zdjęcia ożyły z dodatkowymi szczegółami.
W tej chwili „ona” na ekranie pocierała jego wizytownik w sposób, który nie pozostawiał nic do wyobraźni.
Wszyscy spojrzeli na wizytownik wciąż stojący na środku jego biurka. To była firmowa rzecz. Każdy pracownik dostawał trójkątną tubkę i dwie kartki papieru.
Raz w roku proszono ich, by zapisali swoje cele zawodowe na jednej kartce, a osobiste na drugiej.
Kartki składano razem i wsuwano do zamkniętego wizytownika, na którym było ich imię.
Pomysł polegał na tym, że ich cele byłyby przed nimi każdego dnia i pchały ich do przodu, będąc w zasięgu ręki.
Jego cele jednak pchały ją do sięgnięcia po coś, czego wątpiła, by zapisał na którejkolwiek kartce.
„Cholera jasna” – wydał z siebie bolesny dźwięk, gdy wersja jej na ekranie poruszała się.
Poczuła, jak krew odpływa jej do stóp. Nie chciała w to wierzyć. Nie mogła w to uwierzyć.
A jednak jej głos był bardzo wyraźny, a ta istota na komputerze była jej dokładną kopią, aż do blizny, którą dostała jako nastolatka. Żołądek podszedł jej do gardła.
Plastikowy kosz pojawił się przed nią w samą porę, by złapać zawartość jej żołądka.
„To nie ja” – pan Wood wskazywał na ciemny kształt mężczyzny na ekranie.
„Wypowiada twoje imię z rozkoszy, stary” – zaśmiał się Henry. „Nie martw się tym, Josh. To dowodzi, że jesteś mężczyzną, a nie maszyną. Mam na myśli, który facet nie zareagowałby tak na występ takiej jakości. Nie ma się czego wstydzić.”
„To. Nie. Byłem. Ja.” – Pan Wood wypowiedział słowa po kolei.
Szklanka wody pojawiła się przed Andreą.
„Bez względu na to, czy to pan, czy nie” – pani Windsor brzmiała, jakby mówiła przez zaciśnięte zęby. „Mamy dużo szkód do naprawienia i nie mam czasu siedzieć tu i słuchać, jak się kłócicie.”
„Jak dostała się pani do mojego biura?”
Andrea podniosła głowę i została chwilowo schwytana przez jego twardy wzrok.
„Jak zdobyła pani klucz do mojego biura?” – powtórzył pan Wood.
„Nie wiem” – łzy piekły ją w oczach, gdy gardło ścisnęło się od emocji.
Wydał sfrustrowany dźwięk.
„Nie możemy jej zwolnić? Wciąż nie możemy jej zwolnić, prawda?”
Andrea zamknęła oczy, gdy łzy spłynęły po jej policzkach.
„Panno O'Neil, oficjalnie udzielam pani ostrzeżenia. Jeśli zrobi pani cokolwiek więcej, by zaszkodzić dobremu imieniu Wentworth Accounting Solutions lub któremukolwiek z jego pracowników lub kierownictwa, będę zmuszony zakończyć pani zatrudnienie. Czy pani rozumie?”
Płaczliwy dźwięk wyrwał się z niej, gdy skinęła głową.
„Proszę spakować swoje rzeczy i zgłosić się do pani Windsor. Dziękuję, Jane” – powiedział, gdy pani Windsor opuściła pokój z telefonem przyklejonym do ucha, zanim jeszcze wyszła za drzwi.
„Ale” – wydała z siebie czkawkę – „powiedział pan, że nie jestem zwolniona?”
„To prawda” – jego głos nie wyrażał żadnych emocji. „Ale biorąc pod uwagę pani nowy sławny status, nie możemy mieć pani na stanowisku, gdzie spotyka się pani z klientami. Przenoszę panią z Działu Audytu do Finansów Wewnętrznych.”
„Co?!” – Henry zakrztusił się. „Będzie dla mnie pracować!”
„Już nie” – pan Wood podpisywał coś. „Umieszczam ją tam, gdzie mogę mieć na nią oko. Musisz wiedzieć, w jakiej sytuacji mnie postawiła.”
„Myślę, że wszyscy jesteśmy świadomi pozycji, w której chce cię mieć!” – zaśmiał się Henry.
„Henry” – pan Wood zacisnął zęby.
„Daj spokój, Josh, naprawdę myślisz, że to mądre? Mieć ją” – lewa brew Henry'ego uniosła się – „pracującą w twoim zespole?”
„Henry, wystarczy” – poważne ostrzeżenie pana Wooda zostało przyjęte uśmiechem.
„Pomyśl, jak personel zareaguje na wiadomość, że będzie pracować pod tobą” – ukryte seksualne znaczenie było ledwo ukryte w głosie Henry'ego, ale Andrea była zbyt zdenerwowana, by zareagować.
„To jest całkowicie niewłaściwe, Henry.”
„Cała sytuacja jest niewłaściwa, Josh! Zostaw ją tam, gdzie jest. Pozwól całej sprawie się uspokoić.”
„Nie, jest dwa miliony wyświetleń tego klipu na YouTube. Nie mam pojęcia, co powiem klientom. Włamała się do mojego biura, użyła moich przyborów biurowych i moich mebli. Nawet zszywacz nie został w spokoju. Zarząd będzie chciał mojej krwi za to. I nie pozwolę personelowi myśleć, że uszło jej to na sucho.”
„Dwa przecinek sześć miliona wyświetleń” – Henry spojrzał na ekran. „I rośnie.”
„Nie pomagasz, Henry” – jego głos był zimny. „Jeśli chcesz zrobić coś pożytecznego, możesz zabrać pannę O'Neil ze sobą, wychodząc. Och, i zabierz kosz ze sobą, mam wystarczająco dużo wymiotów w tym pokoju.”
Jej oczy podążyły za jego wzrokiem do mokrej plamy na dywanie, która była poplamiona dziwnym kolorem. Red Bull. Przypomniała sobie, że wręczono jej coś o nazwie „Mighty Aphrodite”.
Gdy odwróciła się z powrotem do pana Wooda, by przeprosić, już rozmawiał przez telefon.
„Przypuszczam, że to oznacza, że awans odpada” – powiedziała do Henry'ego, gdy pomagał jej wstać.
„Myślę, że to bezpieczne założenie” – uśmiechnął się ze zrozumieniem. „Trzymaj się, Andy. Będziesz się z tego śmiać, zanim się zorientujesz.”
Śmiać się z tego? Szalony, dziki śmiech, gdy będzie wysyłana do jakiegoś szpitala psychiatrycznego, był zawsze możliwy. Poza tym nie widziała żadnego końca tego koszmaru.
Jej kariera leżała w gruzach, a była o krok od bezrobocia i braku pieniędzy.
Wszyscy, których znała, włączając w to jej matkę, ją samą i sprzątaczkę, której kiwała głową na powitanie każdego ranka, ją nienawidzili.
A żeby wszystko było jeszcze gorsze, mężczyzna, o którym marzyła przez ostatnie trzy lata, nie mógł znieść jej widoku. Tak, zdecydowanie widziała siebie śmiejącą się z tego.















































