
Sprawy rodzinne
Autorzy
C.B. Rose
Lektury
1,8M
Rozdziały
40
Cassidy Parker miała naprawdę ciężkie życie. Urodziła się w rodzinie uzależnionych od narkotyków rodziców, którzy porzucili ją w wieku czternastu lat. Przez lata krążyła po toksycznych rodzinach zastępczych. Do tego doszła toksyczna relacja z jej szkolną miłością… Ale teraz ma szansę, by wszystko zmienić i być szczęśliwą u boku przepięknie przystojnego Xaviera Montero. Problem w tym, czy jej przeszłość jej na to pozwoli?
Rozdział 1
Cassie
„Jeszcze pół godziny i jestem wolna!” – mówię zirytowanym głosem. Rozciągam kark i ramiona, bo bolą mnie po całym dniu pracy. Powtarzam sobie, że ta robota to tylko chwilowe rozwiązanie. Niedługo skończę szkołę pielęgniarską.
Jeszcze tylko rok nocnych zmian w kasynie Sapphire. Potem w końcu zacznę pracę swoich marzeń.
„Możesz wyjść wcześniej, jeśli chcesz. Nie jest nawet dziesiąta w piątkowy wieczór. Mogłabyś jeszcze gdzieś wyjść i się zabawić” – mówi Sadie. Jest moją szefową i pracuje jako barmanka. Odzywa się zza lady.
„Nie, w porządku. Jutro wieczorem wychodzę ze znajomymi. Poza tym przyda mi się ta dodatkowa pół godziny na napiwki.”
„O rany, no tak!” – krzyczy Sadie. Wybiega zza baru i mocno mnie przytula. „Wszystkiego najlepszego z wyprzedzeniem, kochanie!” – Śmieję się i dziękuję jej.
Wiem, że będzie mi jej brakowało, kiedy stąd odejdę.
Sadie jest dla mnie jak druga mama, odkąd tu zaczęłam pracować. Najpierw w ochronie, a teraz przy barze.
Moja mama zmarła na przedawkowanie, kiedy miałam czternaście lat. Potem przez kolejne cztery lata miałam wiele kiepskich matek zastępczych. A kiedy skończyłam osiemnaście lat i opuściłam system pieczy zastępczej, zostałam z niczym. Spotkanie Sadie było prawdziwym szczęściem.
„Wszystkiego najlepszego z wyprzedzeniem, Bella Bells!” – wrzeszczy radośnie Mia. Przytula mnie od tyłu. Mia to kolejna kelnerka w barze. Jedna z niewielu współpracowniczek, które uważam za przyjaciółkę.
Odwracam się, żeby odwzajemnić uścisk i dziękuję jej.
„Szkoda, że nie możesz jutro ze mną świętować, ale musisz pracować.”
„Też mi szkoda, ale rozumiem. Musisz zarabiać. Rachunki same się nie płacą, a jeść trzeba, prawda?”
„Dokładnie! A skoro mowa o zarabianiu, ktoś cię znowu poprosił.”
Puszcza do mnie oko i spogląda w stronę stolika. Trzech facetów mniej więcej w moim wieku właśnie usiadło. Dwóch z nich śmieje się i przygląda innym kelnerkom.
Trzeci siedzi na końcu. Też się rozgląda, ale nie wydaje się tak zainteresowany.
Wszyscy są przystojni, ale ten lekko ponury jest naprawdę przystojny. Ciemne włosy, mocna szczęka, opalona skóra, lekki zarost na gładkiej twarzy. Nawet w przyćmionym świetle widzę stąd jego mięśnie pod ubraniem. A te oczy! Są piękne. Założę się, że dziewczyny lecą na niego jak ćmy do światła. Jak mogłoby być inaczej, skoro tak wygląda?
Wyciągam notes, idąc w ich stronę. Wszyscy patrzą na mnie. Ci dwaj, którzy gapili się na kelnerki, wciąż się uśmiechają jak dzieci w sklepie ze słodyczami.
„Dobry wieczór, panowie. Co mogę dla was przynieść?”
Ten po mojej lewej pochyla się zbyt blisko, żeby przeczytać mój identyfikator.
„No cóż, Bella, poprosimy trzy whisky.” – Uśmiecha się, jakby używanie imienia z mojej plakietki czyniło go kimś wyjątkowym. Nie wie, że to nawet nie jest moje prawdziwe imię.
„A może jakąś przekąskę do tego?” – mówi ten po prawej. Unosi brwi w moją stronę. Nie ma mowy.
„Przepraszam, moja kuchnia jest zamknięta. Ale jeśli naprawdę jesteście zainteresowani, mogę was przenieść do innego stolika, gdzie bufet jest zawsze otwarty” – mówię. Wymuszam słodki uśmiech.
Wszyscy się śmieją, nawet ten ponury. Ciekawe. Nie jest tak zdystansowany, jak myślałam.
„Nie, tu nam dobrze. Dzięki” – mówi Pan Ponury. Puszcza do mnie oko.
„W porządku. Zaraz wrócę z waszymi drinkami.” – Uśmiecham się i wracam do baru, żeby złożyć zamówienie. Oglądam się i widzę, że Pan Ponury mnie obserwuje. Te piękne oczy mnie wciągają. To będzie najdłuższa pół godziny w moim życiu z Panem Ponurym, Flirciarzem 1 i Flirciarzem 2.
***
Stawiam ich drinki na tacy i idę w stronę stolika. Wtedy widzę blond kelnerkę z bardzo dużym biustem rozmawiającą z nimi. Moja zmiana jeszcze się nie skończyła, a ona już próbuje podkraść moich klientów.
Zaraz, zaraz. Czy ona naprawdę próbuje poderwać Pana Ponurego? Przyglądam się jej uważnie. Czuję, że chcę chronić to, co moje. Nie wiem, czy chodzi o to, że zabiera mi moją strefę i potencjalne napiwki, czy o to, że podchodzi zbyt blisko Pana Ponurego.
Tak czy inaczej, musi się teraz wynosić. Moje kroki stają się cięższe, gdy się zbliżam. Ale zwalniałam, kiedy widzę, jak Avery flirtuje, a on flirtuje w odpowiedzi. Moja pewność siebie natychmiast znika. Dziwne uczucie uderza mnie znikąd.
To głupie. Jestem głupia. Weź się w garść, Cassie! Nawet nie znasz tego faceta! Po prostu dam im drinki i pójdę do domu. Mogą robić, co chcą. Nie obchodzi mnie to. Nie powinno mnie obchodzić.
Po tej wewnętrznej rozmowie podchodzę do nich i stawiam drinki na stole.
„Proszę wasze drinki, panowie. Mogę jeszcze coś przynieść?”
„Chyba na razie mamy wszystko. Może później?” – mówi Pan Ponury. Uśmiecha się do mnie. O Boże! Ma piękne oczy! Mrugnij, Cassie, mrugnij!
„Cóż, kiedy będziecie gotowi na kolejkę, dajcie mi znać. Ja teraz przejmuję jej stolik” – mówi Avery. Uśmiecha się wrednie. Ona tu jeszcze jest? „Twoja zmiana się skończyła, prawda Bella?” – pyta. Ten irytujący uśmiech wciąż ma na twarzy. Przewracam oczami i patrzę na Pana Ponurego z pięknymi oczami.
„Moja zmiana się skończyła, ale jeśli będziecie czegoś potrzebować, pomachajcie do którejś z kelnerek. Z przyjemnością wam pomogą.”
Kiedy zaczynam odchodzić, Pan Ponury chwyta mnie za nadgarstek. Sztywnieję na jego dotyk. Miałam się odwrócić i powiedzieć Panu Ponuremu, co o tym myślę, kiedy szybko puszcza moją rękę.
„Przepraszam.” – Wygląda na naprawdę skruszonego, ale w jego oczach jest coś jeszcze, kiedy na mnie patrzy.
Nie potrafię określić, co to za uczucie, ale wygląda na mieszankę niepokoju, złości i ciekawości.
„Mogłabyś chwilę zaczekać?” – Kiwam głową i odwracam się do niego całkowicie.
Sięga do kieszeni i wyciąga sporo gotówki. Podaje mi ją. Kątem oka widzę, jak Avery patrzy wściekła, obserwując to. Śmieję się w duchu z jej reakcji, chowając pieniądze za ramiączko stanika. Czuję, że Panu Ponuremu podoba się miejsce, w którym chowam pieniądze, bo widzę, jak porusza się niespokojnie na krześle.
Pan Ponury odchrząkuje, żeby znowu zwrócić na siebie moją uwagę.
„Więc zastanawiałem się, czy masz jakieś plany po zmianie. Idziemy później do klubu i pomyśleliśmy, że może chciałabyś pójść z nami?”
„Och, um, dzięki, ale nie spotykam się z klientami poza pracą.”
„A co powiesz na drinka z nami tutaj? Wypicie drinka i pogadanie to nie spotykanie się, prawda?”
„Muszę jutro wcześnie zacząć pracę, więc nie mogę. Ale dziękuję.”
„Tylko jeden drink? Obiecuję, że nie zatrzymamy cię długo.”
Naprawdę się stara! Chciałam mu stanowczo odmówić, żeby przestał mnie zapraszać. Ale jego słodkie spojrzenie utrudniało sprawę.
Współczuję kobiecie, która z nim zwiąże. Będzie miała problem z mówieniem mu „nie”. Uwierz mi, wiem coś o tym.
„Słuchaj” – wzdycham. „Doceniam zaproszenie, ale nie jestem zainteresowana.”
Dziękuję mu jeszcze raz za duży napiwek i niemal biegnę do zaplecza, żeby się przebrać i iść do domu. Evan jest szefem ochrony i moim jedynym innym przyjacielem tutaj. Stoi przy drzwiach, obserwując wszystkich jak zwykle.
„Hej Cass! Widzę, że Avery nie traciła czasu i przejęła twoje stoliki.”
„Ta kobieta jest jak sęp. Zawsze poluje na napiwki i nowych facetów.”
Oboje głośno się śmiejemy.
„Przynajmniej dziś wieczorem nie skupia się na tobie” – mówię mu. Klepię go po ramieniu.
„Nie zapeszaj.” – Robi minę i trzęsie się, jakby się bał. Rzucam szybkie spojrzenie w ich stronę. Widzę oczy Pana Ponurego wpatrzone we mnie i Evana.
Uśmiech, który mi wcześniej dawał, zniknął. Teraz ma wściekły wyraz twarzy, który sprawia, że małe włoski na moich ramionach stają dęba. Szybko się odwracam i przechodzę przez drzwi, żeby się przebrać.
***
Kiedy wychodzę, widzę, że Avery postanowiła usiąść na kolanach Pana Ponurego. Najwyraźniej zwykłe krzesła nie są dla niej wystarczająco dobre. Znowu przewracam oczami.
Przechodzę przez bar, mając nadzieję wymknąć się niezauważona. Mam tylko metr pięćdziesiąt siedem wzrostu, więc powinnam móc wtopić się w tłum i zniknąć.
To dokładnie to, czego potrzebuję. Brzmi szalenie, ale mam przeczucie, że ta trójka znowu spróbuje mnie zaprosić, żebym dziś z nimi wyszła. Po tym zimnym spojrzeniu, jakie Pan Ponury rzucił mi wcześniej, nie chcę dawać im szansy.
Właśnie kiedy przemykam obok ich stolika, głośny głos przebija się przez hałas kasyna.
„Hej Bella!” – krzyczy do mnie Avery.
O na litość boską! Zatrzymuję się i odwracam w ich stronę. Romeo 1 i Romeo 2 zrywają się z miejsc i machają do mnie, żebym podeszła. Mój wzrok pada na Pana Ponurego i mogłabym przysiąc, że bezgłośnie mówi do mnie „pomóż”. Wzdycham w duchu, idąc z powrotem do ich stolika.
„Tak?” – pytam. Zakładam uśmiech. Avery ma jedno ramię wokół szyi Pana Ponurego. Drugą ręką podaje mi wizytówkę.
„Po co to?”
„To lekarz, który robi świetną robotę, czyniąc kobiety pięknymi. Powinnaś do niego zadzwonić. Jego praca mogłaby pomóc ci zarabiać więcej na napiwkach.” – Boże, daj mi cierpliwość, żebym nie skrzywdziła tej idiotki i nie zmusiła tych facetów do zeznawania przeciwko mnie w sądzie.
„Uważasz, że potrzebuję operacji plastycznej, żeby wyglądać bardziej jak ty, i to zwiększy moje napiwki?”
Jest tak zajęta kiwaniem głową, że nie widzi obrzydzenia na twarzach trzech mężczyzn.
„Czyli mówisz, że mężczyźni, tacy jak ci trzej, naprawdę lubią plastik?” – Mój słodki głos i uśmiech nie ukrywają zjadliwego tonu w pytaniu. Zmienia uśmiech na minę, która chyba ma mnie przestraszyć, ale nie działa.
Prostuje się i odwracam do trzech mężczyzn z figlarnym uśmiechem.
„W takim razie powinniście wziąć udział w dzisiejszej loterii. Słyszałam, że pierwszą nagrodą jest zestaw pojemników Tupperware.” – Trzej mężczyźni wybuchają śmiechem. Avery zeskakuje z kolan Pana Ponurego i staje przede mną. Wchodzi mi prosto w twarz, ale się nie cofam. Evan nagle się pojawia i wchodzi między nas plecami do Avery. Kładzie ręce na moich biodrach i odwraca mnie w stronę wyjścia z kasyna. Pochyla się blisko i mówi tak, żeby tylko ja słyszała.
„Idź do domu. Ja się tym zajmę.”
„Sama dam sobie z nią radę.” – Krzyżuję ramiona i dąsam się, jakby właśnie zabrał mi ulubioną zabawkę.
„Wiem.” – Delikatnie mnie popycha do przodu i robi odpędzający gest rękami.
Przewracam oczami po raz nie wiem który tego wieczoru i wychodzę.
***
Xavier
. Dziś Austin, Ethan i ja idziemy do baru w Sapphire Casino. Mój ojciec jest właścicielem klubu tanecznego i małego kasyna. Pomagam je prowadzić razem z bratem Austinem i najlepszym przyjacielem Ethanem.
Jedną z dobrych rzeczy w naszej pracy jest to, że czasami możemy sprawdzić inne biznesy podobne do naszego.
Sapphire Casino to nasza największa konkurencja, odkąd otworzyli się jakieś pięć lat temu.
Byliśmy tam już kilka razy. Ale wygląda na to, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy przyciągają coraz więcej klientów. Stało się to po tym, jak ulepszyli strefę barową. Wchodzimy i widzę dlaczego.
To jak strip club w środku kasyna. Dodali kilka specjalnych pokoi za prywatną strefą barową. Wszystkie ich kelnerki wyglądają jak striptizerki.
No, wszystkie oprócz jednej stojącej przy barze. Ma w sobie coś miłego. Nie jest jak pozostałe kelnerki. I oczywiście mój brat od razu ją zauważa.
„Kurwa, ale laska!” mówi głośno Austin, patrząc na nią.
„Którą?” pyta Ethan. Próbuje zobaczyć, o kim mówi mój brat.
„Tę przy barze.” Ethan gwiżdże długo.
„Ja ją pierwszy zobaczyłem” mówi Austin.
„To nie będzie miało znaczenia, jeśli ona najpierw zauważy mnie.” Patrzę na nich ze złością, kiedy tak się kłócą, robiąc na nią prawo. Ci dwaj muszą się zamknąć i przestać gapić się na nią z otwartymi gębami. Wkurza mnie to. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Nie jest tak, że nie widziałem ich wcześniej w takim stanie. Ale z jakiegoś powodu dziś wieczorem mnie to wkurza. Kiedy tak stoimy, jedna z kelnerek podchodzi do nas.
„Szukacie stolika?” pyta.
„Jasne, weźmiemy jej stolik” mówi Austin, wskazując na kelnerkę przy barze.
„Oczywiście” mówi hostessa z uśmiechem. „Jest bardzo popularna. Chodźcie za mną.”
Co to ma znaczyć?
Kiedy już siedzimy, kobieta, na którą gapimy się od momentu wejścia do kasyna, podchodzi. Austin nie czeka ani sekundy, zanim zaczyna flirtować. Ethan dołącza, pytając o „dodatek”. Przewraca oczami i jej usta wykrzywiają się w słodki uśmiech.
To zaskakująco atrakcyjne.
„Przepraszam, moja kuchnia jest zamknięta. Ale jeśli naprawdę jesteście głodni, mogę was przenieść do innego stolika, gdzie bufet nigdy się nie kończy.”
Jej odpowiedź sprawia, że się śmieję. Jest odważna, ale wciąż uprzejma. Ta kobieta jest interesująca. Nie, nie interesująca. Przestań!
Kiedy mówię sobie, żeby przestać, widzę, jak Austin i Ethan zastanawiają się nad jej propozycją przeniesienia nas do prywatnego pokoju z inną kelnerką. Zanim zdążą odpowiedzieć, mówię nie. Nie chcę innej kelnerki ani prywatnego pokoju. Chcę tylko jej.
Czekaj, skąd się wzięła ta myśl?
Bella jest przy barze, czekając na nasze drinki. Odwraca się w stronę naszego stolika i nasze spojrzenia się spotykają. Od razu czuję przyciąganie, ciepło rozchodzące się we mnie. Głos Austina przerywa ten moment.
„Wezmę jej numer” mówi, patrząc na nią przy barze.
„Nie” odpowiadam.
„Dlaczego nie?”
„Nie jest w twoim typie.”
„A skąd wiesz?” Dlaczego mój brat musi być taki wkurzający?
„Bo nie jest! Wygląda na typ do poważnego związku. To nie ty!”
„No to ty też nie jesteś tym typem!”
„No i? Kto powiedział, że jestem zainteresowany?”
„No to wygląda na mój typ” mówi Ethan. Świetnie, on też?
„Nie ma mowy.” Moje słowa wychodzą mocniej, niż zamierzałem, niemal jak rozkaz.
„Dlaczego?”
„Bo tak mówię!” Czy właśnie zachowałem się jak dziecko?! Obaj patrzą na mnie dziwnie. Cholera, sam na siebie patrzę dziwnie. Dlaczego mnie obchodzi, czy poproszą ją o numer? Zanim zdążę zrozumieć swoją reakcję, blond kelnerka podchodzi do naszego stolika.
„Dobry wieczór, panowie. Jestem Avery. Mogę coś dla was przynieść?” Próbuje brzmieć seksownie, ale to nie działa.
„Nie, w porządku” mówi Austin, nawet na nią nie patrząc.
„Jesteście pewni, że nie mogę wam niczego przynieść?” Przesuwa ręką po moim ramieniu, mrugając sztucznymi rzęsami. Wszystko w niej wydaje się sztuczne. Założę się, że nawet jej zęby są sztuczne. Zanim zdążę odpowiedzieć, Bella wraca z naszymi drinkami.
„Wasze drinki, panowie. Mogę jeszcze coś dla was zrobić?” Jej głos jest słodki, bardzo różny od głosu blondynki stojącej za blisko mnie. Avery patrzy na nią ze złością, ale Bella nawet na nią nie patrzy. Właściwie wygląda na to, że celowo ją ignoruje.
„Myślę, że na razie w porządku. Może później?” mówię do niej. Patrzy na mnie tymi pięknymi piwnobrązowymi oczami. Nie mogę oderwać wzroku. Avery mówi nam, że będzie się nami zajmować przez resztę wieczoru, bo zmiana Belli się kończy. Kiedy to mówi, Bella przewraca oczami i uśmiecha się, ale nie przestaje na mnie patrzeć. Nie żebym chciał, żeby przestała. Zaczyna odchodzić, ale wyciągam rękę i delikatnie chwytam ją za nadgarstek.
Jej skóra jest miękka pod moim dotykiem i chcę trzymać ją dłużej. Ale zauważam, że jej ciało sztywnieje, kiedy jej dotykam. Szybko puszczam, nie chcąc sprawiać jej dyskomfortu.
Ogarnia mnie niepokój, kiedy zastanawiam się, co mogło sprawić, że Bella tak zareagowała na mój dotyk. Chcę zaciągnąć ją do prywatnego pokoju i zapytać o to, ale prawdopodobnie bym ją przestraszył.
Wyciągam gotówkę na napiwek, a kiedy ją bierze, składa ją i wkłada za ramiączkę stanika, uśmiechając się do mnie. No kurwa! Chciałbym teraz być tym dwudziestocentowym banknotem.
Robię, co mogę, żeby ją zatrzymać w rozmowie, ale wydaje się bardzo zdeterminowana, żeby odejść. To nie jest typowa reakcja, jaką dostaję od kobiet.
Patrzę, jak idzie w stronę tyłu, do strefy tylko dla pracowników. Przy drzwiach stoi facet, mniej więcej w moim wieku. Uśmiecha się, kiedy podchodzi.
Nie słyszę, co mówią, ale oboje się śmieją. Kiedy dotyka jego ramienia, ogarniają mnie uczucia, których nie czułem od dawna. No witaj zazdrości i chęci posiadania. Dawno się nie widzieliśmy.
***
Minęło około dziesięciu minut, odkąd Bella weszła do strefy dla pracowników, kiedy Avery wraca do naszego stolika. Odkłada tacę i siada mi na kolanach.
Czy ona nie rozumie pojęcia przestrzeni osobistej?
Przesuwa palcami po moich włosach, kiedy Bella wychodzi z zaplecza.
„Kurwa!” mówię cicho, widząc, jak Bella przewraca oczami i wykrzywia wargi. Wyraźnie nas unika, idąc dłuższą drogą przez bar w stronę wyjścia z kasyna. Kopię brata pod stołem, żeby zwrócić jego uwagę. On i Ethan są zbyt zajęci ignorowaniem Avery, żeby zauważyć odchodzącą Bellę.
Austin patrzy na mnie ze złością, a ja cicho kiwnę głową w stronę Belli. Avery widzi, co robimy, i woła imię Belli.
No, do czegoś się przydaje. Twarz Belli łagodnieje ze współczuciem, kiedy zmienia kierunek w stronę naszego stolika. Czy byłoby niegrzecznie zepchnąć Avery z moich kolan i zastąpić ją Bellą?
Obserwujemy, jak Avery próbuje obrażać wygląd Belli. Moim zdaniem Avery nie może się równać z Bellą. Patrząc na twarze Ethana i Austina, zgadzają się.
„Czyli mówisz, że faceci, jak ci trzej, naprawdę lubią plastik?” pyta Bella Avery, uśmiechając się. Kiedy Avery patrzy na nią ze złością, Bella odwraca się do nas. Czuję podniecenie, kiedy widzę błysk w jej oczach.
„No to powinniście wziąć udział w dzisiejszej loterii. Słyszałam, że pierwszą nagrodą jest zestaw Tupperware.” Czy ona właśnie porównała Avery do Tupperware? Śmieję się tak mocno, że mogę się posikać.
Kiedy Avery zeskakuje z moich kolan, żeby stanąć twarzą w twarz z Bellą, Austin, Ethan i ja ruszamy bez zastanowienia, żeby ją chronić. Chociaż Avery jest wyższa i cięższa – przez operacje plastyczne – Bella się nie cofa. Może Bella wcale nie potrzebuje naszej pomocy.
Facet, z którym Bella rozmawiała wcześniej, pojawia się nagle, wpychając się między dwie kobiety i mówiąc Belli, żeby odeszła.
Moje oczy natychmiast patrzą na jego ręce na biodrach Belli i moje mięśnie napinają się. Co ważniejsze, Bella nie sztywnieje, pokazując, że czuje się komfortowo z jego dotykiem. To sprawia, że jestem jeszcze bardziej spięty. Nie znoszę tego gościa.
Bella wydaje zirytowany dźwięk – w słodki sposób, dodam – i szybko idzie w stronę wyjścia z kasyna. Pan Łapczywy, ochroniarz, prowadzi Avery w przeciwnym kierunku, kłócąc się.
Notatka mentalna: Powiedzieć Belli, żeby wyznaczyła granice z Panem Łapczywym ochroniarzem.
„Zaraz wracam” mówię chłopakom, zrywając się z miejsca i biegnąc za Bellą, nie czekając na odpowiedź. Dogoniam ją, kiedy właśnie wychodzi z kasyna. „Bella! Czekaj!”
„Um, tak?” Zatrzymuje się i odwraca do mnie. Zauważam, że wciąż trzyma wizytówkę, którą dała jej Avery. Patrzy, jak biorę od niej kartę i zgniatam ją.
„Nie potrzebujesz tego” mówię jej delikatnie.
„Wiem” mówi, uśmiechając się. Nie mogę się powstrzymać od uśmiechu na jej pewność siebie. Sięgam do kieszeni, wyciągam portfel i daję jej swoją wizytówkę. Unosi brew, nie patrząc na kartę. „To twoja wizytówka?”
„Tak” odpowiadam, uśmiechając się.
„Nie potrzebuję jej.” Powtarza moje słowa, uśmiechając się słodko i wyciągając kartę do mnie. Przykrywam jej dłoń swoją i delikatnie odpycham kartę z powrotem do niej.
„Może nie potrzebujesz, ale wiem, że chcesz.” Śmieje się cicho, trzymając moją kartę w jednej ręce i stukając nią o drugą.
„Naprawdę?”
„Zdecydowanie.” Pokazałem jej mój najbardziej czarujący uśmiech, ten, któremu żadna kobieta nie mogła się oprzeć, i zrobiłem krok bliżej. Oczy Belli pozostały spojone z moimi, kiedy powoli zmniejszałem przestrzeń między nami. Potem jej oczy się zmrużyły, jakby próbowała coś rozgryźć.
„Czy my się już spotkaliśmy?” Jej pytanie mnie zatrzymało.
„Nie sądzę.”
„Wydajesz mi się znajomy.” Przekręciła głowę na bok, jakby inny kąt mógł jej pomóc sobie przypomnieć.
„Mogę ci obiecać, że nigdy się nie spotkaliśmy.” Pochyliłem się, szepcząc przy jej uchu. „Ale moglibyśmy, Bella laleczko.” Wyprostowałem się, żeby zobaczyć Bellę bladą, z szeroko otwartymi oczami. „Bella?”
Usłyszenie jej imienia zdawało się ją obudzić. Zamrugała kilka razy, potem odepchnęła moją wizytówkę z powrotem do mnie. Nasze dłonie się dotknęły, kiedy puściła, zostawiając kartę w mojej ręce.
„Nie jestem zainteresowana.” Odwróciła się, pobiegła w stronę najbliższej taksówki i zawołała przez ramię: „Miłego życia!” Byłem zszokowany jej reakcją, ale kiedy się otrząsnąłem, pobiegłem za nią, krzycząc, żeby zaczekała. Ale to nie zadziałało.
Taksówka już dołączyła do ruchu i zniknęła. Kurwa! Kurwa! Kurwa!
„To było epickie!” głos Austina rozległ się wokół mnie, kiedy stałem tam, gapiąc się na miejsce, gdzie zniknęła taksówka Belli. On i Ethan byli zgięci ze śmiechu, prawdopodobnie z powodu show, które właśnie urządziły Bella i Avery. Śmiech Austina ustał, kiedy zobaczył moją twarz. „Hej.” Odwróciłem się do niego. „Czemu taka smutna mina? Bella cię odrzuciła czy coś?” Spojrzałem z powrotem na ulicę, potem z powrotem na brata.
„Coś w tym stylu” westchnąłem.
Kim jesteś, Bella, i dlaczego uciekłaś?














































