
Odcienie ognia 2: Przepowiednia płomieni
Autorzy
Daphne Anders
Lektury
215K
Rozdziały
30
Rozdział 1
Księga 2: Proroctwo Ognia
KIRA
Nazywano mnie Królową, lecz wciąż czułam się jak dziewczyna drżąca z obawy przed gniewem ojca. Teraz korona ciążyła mi na głowie za każdym razem, gdy dworzanie szeptali słowo dziedzic.
„Dziedzic” – to słowo napawało mnie lękiem. Mimowolnie dotknęłam swojego płaskiego brzucha.
Dobrze, że nie uroniłam ani jednej łzy. Dobrze, że udawałam, iż pewnego dnia będę miała dziecko. Wkrótce.
Przyjdzie czas, kiedy urodzę potomka i rada przestanie zadawać niewygodne pytania. Ale nie teraz.
Słowa uzdrowiciela wciąż brzmiały mi w uszach. To jeszcze nie pora, Wasza Wysokość. Wiele królowych zostaje matkami późno, po wielu latach.
Dla nich byłam królową tylko z nazwy. Mimo że posiadałam smoka, wciąż wątpili, czy jestem dość dobra – dość silna – dość wartościowa, by wydać na świat dziecko.
Wartość królowej mierzono dziećmi, których jeszcze nie miała. Rada obserwowała mój pusty brzuch, który z każdym dniem stawał się coraz bardziej wymowny.
Co mówią o mnie dziś wieczorem? rozmyślałam. Że jestem ładna, ale bezpłodna? Że wybór młodej żony nie przyniósł Cerionowi potomka? Nienawidzę tego, że to boli. Nienawidzę, że mi zależy. Ale mi zależy.
Ktoś delikatnie zapukał do wielkich drewnianych drzwi.
„Proszę” odezwałam się cicho.
Weszła moja siostra Raya, z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie była już księżniczką Valonu, lecz Lady Rayą Dani, żoną brata Ceriona, Ariona.
Raya przekroczyła próg. Jej jasna cera i włosy zalśniły w blasku księżyca.
Małżeństwo nie ujęło jej urody. Wręcz przeciwnie, uczyniło ją jeszcze piękniejszą.
Raya początkowo milczała. Wiedziała, że cisza jest teraz na wagę złota.
Stanęła obok mnie przy oknie i dotknęła mojej dłoni, wciąż lekko się uśmiechając.
„Wyczułam to” powiedziała cicho.
Wiedziała, tak samo jak ja. Nie byłam w ciąży.
Skinęłam głową. „Znowu nic z tego”.
„Przykro mi” szepnęła i poczułam, jak obie pogrążamy się w smutku.
„Czasem myślę, że coś jest ze mną nie tak…” Próbowałam brzmieć pewnie, ale głos mi drżał.
Zawsze starałam się być silna. Zawsze byłam twarda i stawiałam czoła przeciwnościom.
Poradziłam sobie ze stratą matki. Poradziłam sobie z tym, że byłam bita przez własnego ojca.
Poradziłam sobie nawet z nagłym pojawieniem się smoka.
„Kira”. Głos Rayi nagle stał się stanowczy. „Nic ci nie jest. Uratowałaś królestwo, choć ludzie próbowali cię zabić, a rada chciała, żebyś poniosła klęskę zamiast odnieść sukces”.
Zaśmiałam się gorzko, pełna gniewu i smutku.
„Spróbuj to powiedzieć tym starcom. Policzyli, ile razy nie zaszłam w ciążę i zawsze wiedzą, kiedy mam okres”.
„Twoja wartość nie zależy od posiadania dziecka” powiedziała.
Sprawiła, że zabrzmiało to prawdziwie; wierzyła w to, mimo że nie było to prawdą.
„Dla nich zależy. Szepczą w sali obrad: «Nie dała nam dziedzica»”. Westchnęłam ciężko, pocierając oczy.
„Niech ich małe umysły kurczą się jeszcze bardziej. Masz smoka i wasze smoki są partnerami. To jest przeznaczenie. Twoje małżeństwo jest dziełem przeznaczenia”.
Raya zawsze dodawała mi otuchy w chwilach zwątpienia.
Spojrzałam na malowaną miniaturę na półce. Przedstawiała naszą matkę.
Naszą matkę, młodą i piękną, z ramionami otulonymi asnofioletowym szalem.
„Czy czasem o niej myślisz?” zapytałam.
„Cały czas” odpowiedziała Raya.
„Ona wiedziałaby, co powiedzieć”. Mój głos zadrżał. „Mówiła mi: «Gdy świat jest głośny, znajdź ciszę. A gdy nawet cisza boli, płacz. Płacz czyni cię silną, nie słabą»”.
Raya przytuliła mnie, a uścisk siostry był ciepły i pocieszający. Potrzebowałam tego. „Nie jesteś sama. Jestem przy tobie” zapewniła mnie.
Przytulałam ją długo, dopóki nie poczułam, że mogę ją puścić. „Jak ci się żyje w małżeństwie? Czy wciąż jesteś w tym zamku szczęśliwa? Czy Arion nadal wstaje skoro świt, żeby ćwiczyć strzelanie z łuku na balkonie?”
Uśmiechnęła się. „Tak, Kira, jestem szczęśliwa, a on wstaje każdego ranka, żeby ćwiczyć. Proponuje, że mnie nauczy, a ja codziennie rano przypominam mu, że poślubił księżniczkę. Ty zawsze lubiłaś walkę bardziej niż ja”.
Zaśmiałam się szczerze. „Sprawiasz, że jest lepszym człowiekiem, Raya”.
„Tak właśnie powinna działać miłość, prawda?”
Chwila była jednocześnie radosna i smutna.
Miłość – mam ją, ale dzisiejszego wieczora wydaje się krucha, jakby mogła zostać łatwo złamana przez niepowodzenia.
„Kira”. Wzięła głęboki oddech. „Nawet jeśli nigdy nie będziesz miała dziecka, ty i Cerion nadal będziecie rządzić. Razem. A Arion i ja, rada i twoi poddani na zawsze zachowamy pamięć o tobie”.
„Bez dzieci niektórzy ludzie idą w zapomnienie” przypomniałam jej.
Jej niebieskie oczy rozbłysły nadzieją, czymś, co myślałam, że zniknęło. „Więc napiszemy nowe historie”.
Raya znów mnie uściskała, po czym zostawiła mnie sam na sam z moimi myślami.
Położyłam się do łóżka, pod chłodne, czarne jedwabne prześcieradło. Byłam zmęczona, ale nie złamana.
Sen nie przychodził. Leżałam rozbudzona i nieruchoma.
Usłyszałam ciche odgłosy w sypialni. Skrzypnięcie drzwi i znajome kroki, ciche i ostrożne.
Potem łóżko drgnęło i wiedziałam, że Cerion jest obok.
Cerion wsunął się pod kołdrę; nie odezwał się, po prostu objął mnie ramieniem i leżał ze mną cicho i nieruchomo.
Wtuliłam się w jego ramię, utrzymując nas blisko siebie.
Westchnął, po czym pocałował mnie w czubek głowy. „Kir, nie śpisz?”
Zna odpowiedź. Milczałam.
„Chciałbym móc wziąć na siebie twój ból” powiedział. Jego głos nie był pewny ani stanowczy; nie był to Cerion, którego znałam. Brzmiał na smutnego i przejętego.
Milczał długo, po czym znów się odezwał. „Chciałbym, żeby to wszystko zniknęło: każdy złośliwy szept, każdy ból w twoim ciele, każda wątpliwość. Nienawidzę tego, że królestwo ocenia cię przez pryzmat tego, co ich zdaniem twoje ciało powinno robić. Nie jesteś przez to mniej warta, Kira. Dla mnie nigdy nie będziesz mniej warta”.
Łza spłynęła mi po twarzy, gdy to powiedział.
„Będę czekał, aż bogowie zdecydują. Jeśli postanowią nie decydować, będę czekać wiecznie. I tak zostawimy ślad w historii, nawet jeśli nigdy nie będziemy mieli dziecka”.
Jego dłoń spoczęła na moim brzuchu. Dał mi nową nadzieję.
Położyłam głowę na jego piersi,. Moje szybko bijące serce uspokoiło się, gdy wsłuchało się w jego.
Dom.
„Kocham cię” powiedział cicho i przytulił mnie mocniej. „Za to, kim jesteś, nie za to, co dajesz”.
Skinęłam lekko głową i zamknęłam oczy. Nadzieje królestwa mogą zależeć od mojej zdolności do posiadania dziecka, ale dzisiejszego wieczoru nadzieja jest w nas – w naszej miłości – prawdziwej miłości.
Zasnęłam, nie dlatego, że wszystko było idealne, ale dlatego, że na razie wystarczyło mi być kochaną.














































