
Zakazany owoc
Królowa Dram
Helen
jak tam wczorajsza impreza?
Emma
OMG Helen
Emma
było zajebiście
Helen
😩
Helen
opowiedz mi wszystko
Emma
wypiliśmy 2 beczki piwa, 5 butelek wódki i spaliliśmy tyle zielska
Emma
przespałam się z tym gorącym baristą ze Starbucksa haha
Helen
cooooooo?! 😳
Helen
tak trzymaj 🙌 ☕️
Emma
Chris pytał o ciebie całą noc
Helen
zamknij się
Emma
mówię śmiertelnie poważnie
Emma
dopóki ta spragniona dziwka Brittany nie przyssała się do niego w jacuzzi moich rodziców.
Helen
nieeeeeeeeeee
Helen
to powinnam być ja w tym jacuzzi 😭
Emma
jak było na weselu?
Helen
dobrze, tak mi się wydaje
Helen
dopóki moja mama i ojczym nie wybrali się w ostatniej chwili na miesiąc miodowy.
Helen
Teraz utknęłam tu sama z moim przyrodnim bratem, dopóki nie wrócą.
Emma
czy on jest słodki? 🤓
Helen
omg ohyda!
Helen
he he wieśniak i jest strasznym świrem
Emma
nie odpowiedziałaś na moje pytanie 😘
Helen
ughhhhhhhhhh jesteś okropna
Emma
Co on teraz robi?
Helen
jest w ogrodzie, rąbie drewno
Emma
🌶🌶🌶🌶
Helen
🤮
Wiadomość o Chris i Brittany była jak cios w serce, ale Emma umiała mnie pocieszyć.
Pisanie z nią wiadomości sprawiało, że Bear Creek było bardziej znośne – nawet cały czas się ze mną droczyła.
Po tym, jak mama i Jack wyszli, przeszukałam dom w poszukiwaniu sygnału komórkowego. Musiałam zdobyć najnowsze plotki z wczorajszej imprezy u Emmy.
Znalazłam schody na strych. Wyszłam na górę, ale z jakiegoś powodu nadal nie mogłam wysłać wiadomości.
Wtedy zauważyłam świetlik.
Podsunęłam pod niego krzesło, otworzyłam go, a potem wciągnęłam swój tłusty tyłek na dach. Cholera, nie jestem w formie.
Teraz siedziałam tutaj, chichocząc jak nastolatka, gdy razem z moją najlepszą przyjaciółką nadrabiałam zaległości z ostatnich czterdziestu ośmiu godzin. Każdy kto by mnie teraz zobaczył pomyślałby, że jestem obłąkana..
Na szczęście, jedyną osobą w pobliżu był Sam.
Nie żebym była z tego powodu szczególnie szczęśliwa...
Spojrzałam w dół, podnosząc rękę, by osłonić oczy przed wiatrem.
Tak jak mówiłam Emmie, Sam był na podwórku i rąbał drewno. Znowu był bez koszuli, wymachując ciężką siekierą, jakby to było nic takiego.
Na jego szerokiej klatce piersiowej pojawił się pot i spływał aż do paska dżinsów. Jego bicepsy wybrzuszały się, gdy wymachiwał siekierą.
Podziwiałam jego siłę – rąbanie drewna wydawało mi się najnudniejszym zajęciem na świecie. On nawet nie słuchał muzyki!
Wyczuwając moje spojrzenie, Sam odwrócił się w moją stronę, opierając siekierę na ramieniu. Natychmiast wróciłam do swojego telefonu.
Nie chciałam, żeby pomyślał, że go obserwuję.
Chyba miałaś na myśli podziwiasz odezwał się nieznośny głosik z tyłu mojej głowy.
Powiedziałam tej myśli, gdzie może się udać, a następnie obróciłam moje ciało w przeciwnym kierunku.
– Hej! – usłyszałam jego krzyk. – Co ty do cholery tam robisz?
Obejrzałam się za siebie. – Próbuję złapać sygnał.
– Bądź ostrożna, dobrze? Jest wietrznie!
– Dzięki za prognozę pogody, ale nie jestem idiotką! – krzyknęłam.
Sam niewinnie podniósł ręce do góry. Wróciłam do swojego telefonu. Chwilę później usłyszałam dźwięki rąbanego drewna.
Uch. Zamknij się, George Washington. Próbuję tu pisać sms-y.
TRZASK!
Podniosłam się..
Co to kurwa był za dźwięk?! Czy dach się zapada?
Nie, to nie może być to. Jack wyglądał jakby znał się na młotku i gwoździach. Pewnie był niezłym stolarzem.
Wtedy to zobaczyłam.
Otwarty świetlik zamknął się pod wpływem wiatru.
Cholera!
Doczołgałam się, próbując go otworzyć.
Ale oczywiście nie mogłam.
Byłam tu uwięziona.
I była tylko jedna osoba, do której mogłam zwrócić się o pomoc.
Jęknęłam i doczołgałam się w kierunku podwórka.
Okay, Sam. To twoja szansa, żeby nie być totalnym kutasem. Zaskocz mnie.
– Ummm... Sam? – zawołałam.
Odwrócił się, opuszczając swój topór.
– Ja uch... ja...
– Wypluj to z siebie, siostrzyczko! Jestem trochę zajęty!
Skrzywiłam się.
Zasłużyłaś na to, ty niegrzeczna suko.
– Świetlik. Wiatr go zamknął, i... i...
Nawet tam, na górze widziałam gówniany uśmiech Sama. Do diabła, można to było zobaczyć z kosmosu.
– Potrzebujesz mojej pomocy?
Przytaknęłam. – ...Tak.
– Już pędzę, siostrzyczko – powiedział z lekkim chichotem w głosie.
Przewróciłam oczami.
Pieprzone Bear Creek.
Czekałam tam kilka minut, drżąc na wietrze, aż usłyszałam skrzypnięcie otwieranego świetlika. Wyskoczyła z niego głowa Sama. Stłumiłam śmiech – wyglądał jak kret wychylający głowę.
Wyciągnął rękę. – Tędy, siostro.
– Wiesz, że wystarczy 'Helen' – powiedziałam, czołgając się w jego stronę.
– Ej, nie bądź taka – zmarszczył się kpiąco. – Nigdy nie miałem siostry.
Odsunął się na bok, gdy podeszłam do świetlika, a potem pomógł mi wrócić do środka. Przygotowałam się na pieszczoty lub złapanie za tyłek, ale jego ręce były bezpieczne i solidne – żadnych zabawnych sytuacji.
Poczułam najmniejsze ukłucie rozczarowania.
Zeszłam z krzesła, a Sam mnie puścił. Starałam się spojrzeć mu w oczy.
– Um... Dzięki.
– Nie ma za co, Helen – roześmiał się. – A nie, jednak przeprasza, zostanę przy siostro. Podoba mi się sposób w jaki reagujesz.
Wydałam z siebie pusty chichot i próbowałam przejść obok niego po schodach. Sam zagrodził mi drogę.
– Myślałem… – powiedział, wiercąc się w miejscu. – W zamian za uratowanie ci życia i w ogóle…
– Nie uratowałeś mi życia!
– Chodzi o to, że pomyślałem, że może moglibyśmy pójść na małą wędrówkę. Jestem pewien, że nie chcesz spędzić swoich wszystkich dni tutaj zamknięta w środku.
– Nie znasz mnie bardzo dobrze – powiedziałam, idąc w kierunku schodów. Zablokował mnie ponownie.
– Słuchaj, Helen. Powinniśmy się lepiej poznać, dla dobra naszych rodziców. I...naszego własnego – jego głos brzmiał szczerze. Spotkałam się ponownie z jego oczami. Nie widziałam w nich nic poza przyjaźnią.
Więc, może mogłabym wybrać się na małą wycieczkę. Jest przecież moją rodziną.
– Ok – westchnęłam. – Co miałeś na myśli?
Oczy Sama zamrugały.
***
– Pospiesz się, siostro!
Sam gnał naprzód przez las.
Dupek.
Trzymałam się z tyłu, truchtając w moich różowych butach, dżinsowych szortach i kamizelce z napisem "Królowa Dram" wypisanym diamentowymi kryształkami. Mój różowy, błyszczący plecak wisiał mi na ramionach, a z zamków błyskawicznych pobrzękiwało mnóstwo breloczków.
Czułam, że wyglądam naprawdę śmiesznie i żałowałam, że nie ubrałam się bardziej stosownie do okazji. Myślałam, że "mała wędrówka" oznacza krótki spacer wokół drzewa czy coś w tym stylu – szliśmy tędy już od trzech godzin.
Nigdy w życiu tyle nie chodziłam.
Oof!
Potknęłam się o korzeń drzewa. Spojrzałam w dół na moje buty i zobaczyłam ślady otarć.
Cholera, to już nie zejdzie!
– Możemy zawrócić? – jęczałam. – Jestem zmęczona jak cholera.
Sam się odwrócił. – Chcesz trochę wody?
– Chcę trochę wódki.
Przewrócił oczami i podał mi butelkę z wodą ze swojego plecaka.
– Czy zawsze tyle narzekasz?
Odwróciłam się, opuszczając plecak, aby odsłonić słowa napisane na mojej kamizelce. Sam chichotał. – Racja. Powinienem był się domyślić.
– Dlaczego ci się tutaj podoba? – zapytałam, wymiatając milionową czarną muchę z mojego ramienia. Było ich tu więcej niż w domu. – Natura jest taka nudna.
– Natura nie jest nudna – powiedział Sam. – Tak powinno wyglądać życie. Oddychanie świeżym powietrzem pod otwartym niebem – gestykulował nad nami. – Słuchanie szeleszczących liści. Chłodna bryza na twarzy.
Zmiotłam kolejną muchę. – Użeranie się z bandą krwiopijców.
Sam zmarszczył brwi. – Po prostu daj temu miejscu szansę, dobrze? Boulder to też nie pieprzony Nowy Jork.
– W porównaniu z Bear Creek jest – odparłam.
– Musisz spędzać trochę czasu na zewnątrz.
– Cóż, tak. Emma i ja chodzimy czasem do parku w ładne dni.
– Proszę bardzo. Więc lubisz naturę.
– My tylko chodzimy tam palić trawkę.
– Trawka też jest częścią natury. Pochodzi z Ziemi.
Uśmiechnęłam się. – Czy palicie tu trawkę?
Sam nonszalancko wzruszył ramionami. – Nie osobiście. Ale mogę lub nie mogę znać faceta...
– Jasna cholera. Masz zioło? – naciskałam. – O mój Boże, ta podróż byłaby o wiele lepsza!
– Wow, siostro – zaśmiał się. – Czy moje uszy mnie oszukują, czy faktycznie interesujesz się naturą?
– Nie, nie interesuję się, to masz czy nie?
Odpowiedział uśmiechem.
– Ugh, ty draniu!
Sam zaśmiał się. – Przepraszam, siostro, ale wkurzanie cię to będzie chyba moje nowe hobby.
– Tak, cóż, kiedy alternatywą jest chodzenie po lesie i rąbanie drewna...
Znów się roześmiał.
Wręczyłam Sam’owi jego butelkę z wodą. On schował ją z powrotem do plecaka.
– Obiecuję, że to będzie tego warte. Tylko jeszcze trochę wytrzymaj.
Westchnęłam. Żartobliwy ton opuścił jego głos – było jasne, że chciał mi coś pokazać.
– Okay. Jeszcze tylko chwila.
Sam zwolnił, gdy wędrowaliśmy dalej wzdłuż wąskich ścieżek. Teraz byliśmy obok siebie. Drzewa zaczęły się przerzedzać, a wkrótce znaleźliśmy się na polanie.
Szczęka mi opadła.
Ziemia była pokryta tęczą dzikich kwiatów!
To był jeden z najpiękniejszych widoków, jakie kiedykolwiek widziałam. Mój mózg artysty oszalał na punkcie palety kolorów.
Czerwienie, błękity, fiolety, złota... Czułam się jakby patrzyła na obraz Moneta.
Zauważyłam, że Sam przygląda mi się z tym swoim głupim uśmieszkiem. Starałam się jak mogłam, aby ukryć swoją radość. Nie ma mowy, żebym dała mu taką satysfakcję.
– Ziemia jest wilgotna od śniegu, który spadł tej zimy – wyjaśnił. – W tej temperaturze, ze słońcem na zewnątrz, byłem pewien, że zakwitną tu piękne kwiaty.
– Naprawdę znasz się na rzeczy – przyznałam.
– To miejsce mam we krwi – powiedział Sam, rozglądając się dookoła. – Larsenowie są w Bear Creek od pokoleń. Moi przodkowie pomogli założyć to miejsce w czasach gorączki złota. Wiem wszystko o tych lasach.
Usiadłam na kamieniu, odpoczywając i podziwiając widoki.
– Znasz szybszą drogę powrotną do domu? Wkrótce będzie ciemno, a ja umieram z głodu.
Sam zdjął plecak z pleców.
– Tak... Chciałem ci o tym powiedzieć wcześniej… – otworzył swój plecak. – Myślałem, że rozbijemy tu obóz na noc.
Moje oczy się wybałuszyły.
Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie.
To nie może się dziać.
– Obóz? – to wszystko co udało mi się z siebie wykrztusić.
Sam wyjął długą, wąską, nylonową torbę ze swojego plecaka.
– Mam tylko jeden namiot. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.
UMMMMMM...
Cooooo?!
Nie zamierzam spędzić nocy sama w namiocie z tym wstrętnym neandertalczykiem!
...prawda?
Continue to the next chapter of Zakazany owoc