
Potencjalny adorator
Autorzy
Natalie K
Lektury
6,2M
Rozdziały
57
Dwudziestodziewięcioletnia Brytyjka Amelia szuka idealnego faceta w Nowym Jorku - kogoś miłego, twardo stąpającego po ziemi, zabawnego. Zdecydowanie żadnych aroganckich biznesmenów w garniturach! Aż do momentu, gdy spotyka przystojnego, wpływowego prawnika, któremu nie potrafi odmówić...
Kategoria wiekowa: 16+.
Rozdział 1.
AMELIA
Była sobotnia noc w Nowym Jorku. Mimo że mieszkałam tu już ponad dwa lata, wciąż czułam się jak nowa w wielkim mieście. Po przeprowadzce z Anglii nie chciałam stać się „typową Amerykanką”.
Lubiłam Amerykanów. Inaczej bym tu nie przyjechała, ale nadal kochałam swoje brytyjskie korzenie.
Moją herbatę, porządne śniadania, kanapki i, jak mi często przypominali znajomi, ciągłe przepraszanie.
Te dwa lata minęły mi całkiem nieźle. Na początku rodzice pomagali mi z czynszem. Przez półtora roku żyłam znowu jak studentka, dzieląc mieszkanie na obrzeżach miasta.
Było ciężko, ale ciężko pracowałam i w końcu dostałam lepszą pensję i awans.
Od prawie dwóch miesięcy mieszkałam w nowym mieszkaniu i uwielbiałam je. Było małe, ale przytulne.
Miało kanapę, telewizor i blat kuchenny, który oddzielał salon od kuchni, choć tak naprawdę nie były to osobne pomieszczenia.
Miałam jedną małą sypialnię, w której ledwo mieściło się duże łóżko i mały stolik, oraz szafę na wszystkie ciuchy.
Budynek był ładny i zadbany. Sporo kosztował, a stać mnie było na niego tylko dzięki spadkowi po dziadku, który zmarł pięć miesięcy wcześniej.
Był wspaniałym człowiekiem, który od zera dorobił się fortuny. Rzucił szkołę w wieku dwunastu lat - typowa historia niegrzecznego chłopca, który stał się bogatym i mądrym mężczyzną.
Szkoda, że jego syn (mój tata) nie odziedziczył żadnej z jego dobrych cech.
Byłam prawie gotowa, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Byłam w połowie ubrana i wiedziałam, że to Jane. Miałyśmy iść do nowo otwartego baru.
W Nowym Jorku zawsze otwierało się jakieś nowe modne miejsce, a Jane lubiła bywać w najnowszych lokalach.
Pracowałam z Jane od ponad roku i była jedną z moich ulubionych Amerykanek.
Urodziła się w Nowym Jorku i pochodziła z bogatej rodziny, ale nie zadzierała nosa. Ciężko pracowała, by osiągnąć swoją pozycję w pracy i ludzie ją za to szanowali.
– Gotowa na imprezę? – krzyknęła, wchodząc do mojego mieszkania. Trzymała butelkę Moët i jak zwykle wyglądała świetnie.
– Miałyśmy nie pić przed wyjściem – przypomniałam. Za każdym razem, gdy to robiła, kończyłam kompletnie pijana. – Będziesz musiała mnie stąd wynieść, jeśli wypiję więcej niż jeden kieliszek – zaśmiałam się, kończąc się ubierać.
Wyjęła dwa kieliszki z szafki i otworzyła butelkę.
– Daj spokój, Angielko, nie bądź taką cnotką.
– Tylko mały – zgodziłam się niechętnie.
– Mały kurwa duży – mruknęła, nalewając. Była tym typem przyjaciółki, która namawia cię do szaleństw, ale zawsze ci pomoże.
Po opróżnieniu butelki szampana wyszłyśmy na ciepłe powietrze i cieszyłyśmy się lekkim wiatrem, który się zerwał.
Lato było tuż za rogiem, a ciepłe noce były idealne do wyjść na dachy nowojorskich barów. Jane zawołała taksówkę. Ja wciąż nie potrafiłam tego dobrze robić!
– Spotykamy się z Lisą i Emmą – powiedziała, gdy wysiadałyśmy z taksówki przed barem.
Ta część miasta tętniła życiem, mnóstwo taksówek zatrzymywało się, by wysadzić ludzi. W powietrzu czuć było ekscytację, gdy ludzie szykowali się do rozpoczęcia nocnej zabawy.
Lisa i Emma były przyjaciółkami Jane, ale ja też je bardzo lubiłam. Wyjścia z nimi zawsze były super zabawne.
Emma była stewardessą i latała po całym świecie; rzadko bywała w domu podczas naszych imprez.
Lisa pracowała w najlepszym małym sklepie, jaki kiedykolwiek widziałam. Uwielbiałam odwiedzać jej sklep, ale nigdy nie miałam wystarczająco pieniędzy, by kupić któreś z jej vintage'owych ubrań.
Gdy weszłyśmy do głośnego, zatłoczonego baru, ledwo dostrzegłam dziewczyny stojące przy stoliku z tyłu.
Muzyka była bardzo głośna, a w tle słychać było gwar rozmów. Emma rozmawiała z jakimś facetem, gdy Lisa podbiegła, by się przywitać.
– Hej, cieszę się, że jesteście – powiedziała, przytulając mnie i Jane. – Emma próbuje znaleźć faceta. Poluje – dodała, przewracając oczami.
– Cóż – zaśmiałam się. – Uwielbiam pomagać jej w polowaniu na facetów, więc zróbcie miejsce. – Moët już zdążył uderzyć mi do głowy i wiedziałam, że czeka mnie szalona noc, niezależnie od tego, czy ją zapamiętam, czy nie!
Bar okazał się nudny, więc po kilku drinkach postanowiłyśmy przenieść się do starej ulubionej knajpy. Był to ciemny, stylizowany na stary lokal, pełen facetów z Wall Street.
Szukałyśmy bogatego faceta dla Emmy, więc gdzie lepiej się udać?
Muzyka była cichsza niż w poprzednim barze, a mężczyźni byli głównie w garniturach. Rozglądając się, cieszyłam się, że założyłam lepsze ciuchy.
Większość kobiet wokół nas wyglądała, jakby ubrały się na spotkanie ze swoim przyszłym mężem, prawdopodobnie bogatym, świeżo upieczonym doradcą finansowym lub bankierem inwestycyjnym.
Wiedziałam, że nie powinnam mieszać drinków, bo zawsze kończyło się to tym, że ktoś musiał mnie zanosić do domu, a ja czułam się fatalnie i przez tydzień martwiłam się, co zrobiłam.
Ale co tam! Byłam wstawiona i chciałam kolejnego Long Island iced tea.
Kiedy wracałam od baru z drinkiem, zobaczyłam dziewczyny z kilkoma facetami, a jeden z nich przykuł moją uwagę. Był przystojny... naprawdę przystojny.
Miał gładko ogoloną, mocną szczękę i schludnie przystrzyżone włosy. Było w nim coś takiego. Emanował siłą i był bardzo onieśmielający, mimo że się uśmiechał.
Jego garnitur wyglądał na drogi, a biała koszula sprawiała wrażenie, jakby była przeznaczona na sesję zdjęciową, a nie na wyjście do baru.
Rękawy koszuli miał starannie podwinięte do łokci, a krawat był poluzowany wokół szyi, co nadawało mu seksowny wygląd, jakby miał za sobą długi dzień.
Jego przyjaciel nie wyglądał tak imponująco. Też był dobrze ubrany, ale sprawiał wrażenie łagodniejszego i mniej pewnego siebie. Gdy mówił, gestykulował nad stołem, co sprawiało, że wydawał się bardziej przyjazny.
Przystojniak uśmiechnął się do mnie, gdy podeszłam do stolika, i musiałam zmusić się, żeby odwrócić wzrok. Gdy spojrzałam ponownie, zobaczyłam, że ma ciemne, tajemnicze oczy.
Jego usta wyglądały na miękkie i całowalne, a kąciki zawsze były lekko uniesione, nawet gdy się nie uśmiechał. (Nie w dziwny sposób - to było urocze).
Wzięłam kolejny łyk mojego Long Island iced tea i zamieszałam słomką. Starałam się nie dać się wciągnąć jego urokowi.
Potem poczułam, że znowu na mnie patrzy, a gdy podniosłam wzrok, nasze spojrzenia się spotkały. Szybko spuścił wzrok i zaśmiał się pod nosem. Najwyraźniej uznał mnie za zabawną!
– Cześć – powiedziałam cicho. Skinął głową bez słowa i odwrócił się, by porozmawiać ze swoim przyjacielem.














































