
Ochroniarz
Autorzy
Haylie Bee
Lektury
2,4M
Rozdziały
49
ROZDZIAŁ 1: Pierwsze spotkanie
JONATHAN
Pokojówka wskazała mi drogę do ogrodu na tyłach posiadłości. Powiedziała, że znajdę tam Rosalie William. Rosalie była bogatą młodą kobietą, do której ochrony mnie właśnie zatrudniono.
Wychodząc przez drzwi do ogrodu, miałem w głowie obraz tego, jak będzie wyglądać Rosalie. Myślałem, że będzie jak moje byłe dziewczyny – ubrana w najnowsze ciuchy, z masą makijażu i potrzebująca mnóstwa uwagi.
Ścieżka była obsadzona kolorowymi kwiatami różnych gatunków po obu stronach. Prowadziła mnie w stronę dużego drzewa z huśtawką. Od razu mój wzrok padł na osobę, która na niej siedziała.
Młoda dziewczyna w prostej, białej letniej sukience huśtała się tam i z powrotem. Jej spódnica unosiła się za każdym razem, gdy wiatr w nią uderzał. Wiatr rozwiewał jej długie brązowe włosy. Widziałem jej piękną, uśmiechniętą twarz.
Nie była tym, czego się spodziewałem. Wyglądała prosto, ładnie i jakby nie potrzebowała wiele uwagi. Była całkowitym przeciwieństwem moich byłych dziewczyn, choć wszystkie pochodziły z bogatych rodzin.
Najwyraźniej mnie nie zauważyła, bo huśtała się coraz wyżej i wyżej. Zatrzymałem się kilka kroków od niej. Po prostu obserwowałem scenę przed sobą.
Obraz Rosalie w mojej głowie zniknął, gdy zastąpił go ten nowy.
Nagle zdawała się mnie zauważyć. Spojrzała w moją stronę i niemal wypadła z huśtawki ze zdziwienia.
Roześmiałem się, gdy zatrzymała huśtawkę w niezdarny sposób. Próbowała utrzymać równowagę. Jej dłonie mocno zacisnęły się na linach po obu stronach. Pomógłbym jej, ale stało się to tak szybko, że nie zdążyłem się ruszyć.
Kiedy już stanęła pewnie na ziemi, jej dłoń powędrowała do piersi, gdy wypuściła powietrze.
„Wystraszyłeś mnie na śmierć.”
„Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć” – powiedziałem, wciąż się śmiejąc. Podszedłem do niej i wyciągnąłem rękę. „Jestem Jonathan, twój nowy ochroniarz.”
Wstała z siedzenia, unosząc twarz, żeby na mnie spojrzeć. Zarumieniła się, biorąc moją dłoń, jakby widziała mnie po raz pierwszy.
„N-nie wyglądasz na ochroniarza.”
„A jak powinien wyglądać ochroniarz?” – zadrażniłem, gdy jej twarz stała się jeszcze bardziej czerwona. Próbowała cofnąć rękę. Przytrzymałem jej miękką dłoń sekundę dłużej, zanim ją puściłem.
„Hm... cóż, nie wyglądasz jak ochroniarze wokół mojego ojca” – odpowiedziała cicho, nieśmiało. Odwróciła wzrok na moją klatkę piersiową, która była na wysokości jej oczu.
„Wciąż nie odpowiedziałaś na moje pytanie” – powiedziałem figlarnie.
„Cóż... jesteś dużo młodszy od nich i nie wyglądasz na to.”
„A na co?”
„Nie jesteś sztywny i poważny” – powiedziała, zastanawiając się. „Wydajesz się bardziej zrelaksowany i spokojny... i po prostu nie wyglądasz na typ, który kogoś chroni.” – Spojrzała z powrotem na mnie, mówiąc ostatnią część.
„A jednak jakoś dostałem tę pracę.” – Wzruszyłem ramionami z uśmiechem na ustach.
„Jak w ogóle dostałeś tę pracę?” – zapytała z ciekawością.
„Łatwo. Kiedy twój ojciec zobaczył moje umiejętności strzeleckie i jak z łatwością pokonałem dwóch jego ochroniarzy, od razu zaoferował mi tę pracę” – powiedziałem swobodnie.
„Powiedział nawet, że potrzebuje kogoś młodego jak ja, żebym mógł wtopić się w tłum z tobą w szkole. Nie chciał typowego ochroniarza, który byłby bardzo łatwy do zauważenia. Wiesz, starszego, bardziej poważnego i sztywnego.”
Roześmiała się na ostatnią część.
„To dlatego, że wszyscy mają wojskową przeszłość.”
„Chyba nie muszę mieć wojskowej przeszłości, żeby dostać tę pracę, wystarczą moje hobby.”
„Hobby?”
„Tak. Broń i sztuki walki, dokładnie jujitsu.” – Gdy się zmarszczyla, kontynuowałem: „Nie martw się, mam wiele innych hobby, nie tylko te dwa.”
Jak umawianie się z kobietami, chciałem dodać. Ale postanowiłem zachować tę informację dla siebie.
Po przyjrzeniu się jej powiedziałem:
„Jesteś małym, niskim stworzeniem, prawda?”
Miała prawdopodobnie pięć stóp i cal lub dwa. Ja miałem sześć stóp i dwa cale.
„Nie jestem niska. Po prostu jesteś wysoki” – powiedziała stanowczo, robiąc uroczą nadąsaną minę.
„Jestem wysoki, ale ty jesteś niska, księżniczko.” – Roześmiałem się.
„Nie nazywaj mnie tak. Mam imię. To Rosalie, ale możesz mówić mi Rose dla krótkości.”
„Co jest złego w nazywaniu cię księżniczką? Myślałem, że wszystkie dziewczyny uwielbiają być księżniczkami.”
„Może i uwielbiają, ale ja nie. Czuję się, jakbyś nazywał mnie rozpieszczonym bachor em.”
„Na początku tak cię sobie wyobrażałem, ale już nie” – powiedziałem szczerze.
Skrzywiła się na to, co powiedziałem.
„Cóż, ty też nie jesteś dokładnie taki, jak sobie wyobrażałam.”
„Chyba już to powiedzieliśmy.”
ROSALIE
Otworzyłam usta. Chciałam dalej z nim dyskutować, ale zadzwonił jego telefon.
Wyjął go. „Przepraszam, mogę odebrać?”
Pokręciłam głową na znak, że nie mam nic przeciwko.
Odszedł kilka kroków i odebrał. Usiadłam na pobliskiej ławce i mimowolnie zaczęłam podsłuchiwać jego rozmowę.
Zwykle nie wściubiałam nosa w cudze sprawy. Ale tym razem nie mogłam się powstrzymać – chciałam dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Coś w nim mnie intrygowało.
Patrzyłam na jego wysoką, szczupłą sylwetkę. Stał odwrócony plecami. W jednej ręce trzymał telefon, drugą miał w kieszeni spodni.
Jego ciemne, czekoladowe włosy były gęste i lśniące. Garnitur leżał na nim idealnie. Zegarek na nadgarstku błyszczał w słońcu i wyglądał na drogi.
Przypominał facetów z firmowych przyjęć mojego ojca – pewnych siebie, dumnych, jakby wiedzieli, że są dobrą partią.
Ale było w nim coś innego. Był bardziej wyluzowany, jakby potrafił się uśmiechać nawet w trudnej sytuacji.
I miał w sobie ten urok – a do tego był bardzo przystojny – wszystko przychodziło mu z łatwością. Pewnie mógłby tym urokiem wykręcić się od mandatu za prędkość. Pewnie dzięki niemu dostał tę pracę.
„Hej, kochanie, co słychać?... Gdzie?... Nie, nie będę mógł cię już odbierać, odkąd ojciec zamroził mi konta i zabrał wszystkie samochody...”
Więc dlatego przyjął tę pracę.
„Dziś wieczorem?... Jasne, jestem na tak...” – mówił do telefonu.
Nagle odwrócił się i spojrzał prosto na mnie. Poczułam, jak się rumienię, i natychmiast odwróciłam wzrok.
O Boże. Zobaczył mnie. Na pewno wie, że podsłuchiwałam. Twarz mi płonęła. Cholera! Jakie to żenujące.
W końcu znów zaczął mówić do telefonu, więc odwróciłam się i spojrzałam na jego plecy, czując, że mogę bezpiecznie dalej słuchać.
„Właściwie mam plany na dziś wieczorem. Pogadamy innym razem.” – Rozłączył się i schował telefon.
Zanim się odwrócił, ja już patrzyłam w inną stronę, udając zainteresowanie czymś zupełnie innym.
„Hej” – powiedział, siadając obok mnie. „Wiem, że mieliśmy się wprowadzić dopiero w przyszłym tygodniu, ale mogę to zrobić już dziś wieczorem?”
„Nie dam rady przeżyć kolejnej nocy u mojego kumpla. U niego panuje straszny bałagan, a co noc przyprowadza inną dziewczynę. Mam tego po dziurki w nosie.”
Poczułam, jak się rumienię, gdy dotarło do mnie, co ma na myśli.
„Um... właściwie wszystkie moje rzeczy już tam są. Jedyny powód, dla którego wciąż tu jestem, to to, że ojciec chciał, żebym miała ochroniarza, zanim wprowadzę się sama.”
„Świetnie!” – powiedział wesoło, wstając. „To chodźmy.”
„Dobra. Muszę tylko poprosić ojca o zgodę na wprowadzenie się już dziś.” – Wstałam i ruszyliśmy w stronę tylnego wejścia do rezydencji moich rodziców.
„Masz samochód?” – zapytał.
„Nie, bo nie umiem prowadzić” – odpowiedziałam.
Spojrzał na mnie zszokowany, jakby to była najdziwniejsza rzecz na świecie.
„Ale ojciec zapewni nam samochód.”
„Masz dziewiętnaście lat! Jak możesz nie umieć prowadzić?”
„Jest wiele rzeczy, których nie umiem” – powiedziałam cicho, czując się zawstydzona. Spuściłam głowę. „Ale właśnie dlatego się wyprowadzam. Żeby się tego wszystkiego nauczyć i być niezależna.”















































