
Zakazane terytorium
Autorzy
Amber Russell
Lektury
1,7M
Rozdziały
30
Alexina ma dwadzieścia jeden lat i jest przyszłą alfą Shadow Pack – aż do momentu, gdy niespodziewany atak zmusza ją do ucieczki o własne życie, prosto na terytorium innego wilka. Zmęczona, samotna i pozbawiona wszystkiego, zasypia, spodziewając się, że już się nie obudzi. Jednak otwiera oczy i odkrywa, że wciąż żyje. Gdy zaprzyjaźnia się z siostrą alfy, Alexina zaczyna dostrzegać przed sobą nowe życie – a może nawet miłość – rozwijające się w Mystic Pack.
Rozkaz Alfy
Alexina
Pozwoliłam oczom się zamknąć, poddając się ciepłu popołudniowego słońca. Szum liści poruszanych wiatrem w lesie, radosne odgłosy ptaków i dochodzący z oddali śmiech bawiących się dzieci – wszystko to mieszało się w kojącą symfonię, która rozwiewała moje zmartwienia. Miękki ręcznik plażowy pode mną zwiększał komfort, chroniąc moje ciało przed twardym podłożem.
„Hej, siostrzyczko” – głos Nico zaskoczył mnie i sprawiłam, że podskoczyłam. Nie usłyszałam, jak podszedł.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam Nico stojącego nade mną z szerokim uśmiechem na twarzy. Był bez koszulki, odsłaniając umięśniony brzuch, a jego blond włosy były rozczochrane w sposób, który wyglądał naprawdę seksownie. Jego niebieskie oczy spojrzały na mnie, potem na basen, a następnie znów na mnie. O cholera, co on knuje?
„Błagam, Nico, nie rób tego!” – wrzasnęłam, gdy podniósł mnie w ramiona. Objęłam go za szyję, doskonale wiedząc, że za chwilę wylądujemy w basenie. Ale jeśli ja miałam tam wpaść, to on leci ze mną.
Wstrzymałam oddech, gdy Nico zeskoczył z betonu, wrzucając nas oboje do chłodnej wody. Nagły chłód sprawił, że moje ciało zesztywniało przy Nico. Zimna woda kłuła moją rozgrzaną skórę, niemal boleśnie, ale jednocześnie dawała ulgę.
„Cholera jasna, Nico!” – warknęłam, wyrywając się z jego ramion, gdy wypłynęliśmy na powierzchnię.
„Daj spokój, Lex, nie złość się. Poza tym wyglądałaś, jakbyś potrzebowała ochłody” – powiedział żartobliwie, płynąc na drugi koniec basenu, zanim zdążyłam się odegrać.
„Lepiej miej nadzieję, że cię nie złapię” – powiedziałam gniewnym tonem, ale on już był poza basenem i uciekał.
„Kocham cię, Lex” – zawołał do mnie, zostawiając mnie dysząc ciężko przy krawędzi basenu.
Mogłam za nim pobiec, ale nie miałam siły. Przyszłam tu, żeby się zrelaksować i pozagrzewać na słońcu, ale Nico miał inne plany.
Wyszłam z basenu, osuszyłam się i poszłam do środka się przebrać. Byłam zirytowana na Nico za przerwanie mojego spokojnego czasu, ale wiedziałam, że wybaczę mu w momencie, gdy go znów zobaczę – może po tym, jak kilka razy walnę go w ramię.
Nico został adoptowany przez moich rodziców, gdy miał zaledwie dwa lata, podczas gdy ja wciąż byłam w brzuchu mojej matki. Jego rodzice zostali zabici przez łotrów, a ponieważ ojciec Nico był naszą betą, było rzeczą naturalną, że nasza rodzina go przygarnęła.
Musieliśmy wybrać tymczasową betę, dopóki Nico nie będzie wystarczająco dorosły, by przejąć pracę swojego ojca, co zrobił pięć lat temu, gdy skończył osiemnaście lat.
Jako jedyne dziecko alfy byłam następna w kolejce do przewodzenia naszemu stadu. Nie spieszyło mi się z przejęciem władzy, ale wiedziałam, że będę gotowa, gdy nadejdzie czas.
Byłam szkolona od małego dziecka, jak być alfą. Moja linia rodzinna miała ogromną moc i musiałam pokazać, że potrafię dobrze z niej korzystać.
Ojciec narzucił mi rygorystyczny harmonogram treningów od dziesiątego roku życia i poza nim i Nico byłam najlepszą wojowniczką w naszym stadzie.
Może się to wydawać dziwne, skoro mam tylko metr sześćdziesiąt wzrostu – nie jest to wzrost, jakiego można by oczekiwać od przyszłej alfy. Ale moja wilczyca miała normalny rozmiar jak na samicę, a bycie mniejszą faktycznie pomagało mi w walce. Mogłam łatwiej unikać ciosów i stanowiłam mniejszy cel.
Po przebraniu się w suche ubranie i wysuszeniu suszarką moich długich brązowych włosów, właśnie miałam zejść po schodach, gdy z zewnątrz dobiegł wycie.
Zbiegłam po schodach, spotykając ojca, który wychodził ze swojego gabinetu z zaniepokojoną miną.
„Atak... Atak... Jest atak!” – przerażone krzyki członków naszego stada przyszły przez nasze połączenie umysłowe.
Dom stada nagle zawrzał ruchem, wszyscy patrzyli na mojego ojca, czekając na rozkazy. Wydawał polecenia, podczas gdy ludzie biegali dookoła, ale ja stałam jak wryta, słowo „atak” powtarzało się w mojej głowie.
Czułam, jakby świat wirował wokół mnie. Ściany znikały w tle i wszystko, co widziałam, to mój ojciec ze strachem na twarzy – czymś, czego nigdy wcześniej nie widziałam.
Próbowałam zrozumieć, co się dzieje. Kto nas atakuje? Dlaczego?
Pokój zaczął pustoszeć, tłum zmniejszał się z setek do zaledwie kilku osób. Moja matka podeszła do mnie od tyłu, jej dłoń na moim ramieniu ściągnęła mnie z powrotem do rzeczywistości. Jej oczy były czerwone i opuchnięte od płaczu, ale udało jej się uśmiechnąć.
Kolejne dźwięki sprawiły, że chwyciłam matkę w pasie, a jej dłoń przytrzymała moją twarz, gdy przycisnęła moją głowę do swojej piersi. Próbowała zagłuszyć krzyki i wycie, ale to nie działało – słyszałam je aż nazbyt wyraźnie.
„Na podwórko, natychmiast!” – rozkaz mojego ojca sprawił, że ruszyłyśmy. Poszłyśmy za nim na zewnątrz.
„Przemiańcie się” – rozkazał, jego ubrania opadły, gdy zmienił się w ogromnego białego wilka. Moja matka i ja zrobiłyśmy to samo.
„Będą tu za kilka minut. Musicie mnie uważnie wysłuchać” – głos mojego ojca rozległ się w mojej głowie przez nasz link. Skinęłam głową w odpowiedzi.
„Nie możemy wygrać tej walki, Zeno. Jeśli zostaniesz, zabiją cię” – powiedział, jego głos był niski i poważny.
„Co masz na myśli, mówiąc »jeśli zostanę«?” – zapytałam, mój głos był głośny w cichym nocnym powietrzu. Myśl o odejściu była nie do pomyślenia. To była moja rodzina. Nawet jeśli zostanie oznaczało pewną śmierć, nie mogłam ich zostawić.
„Musisz odejść, Zeno. Nie mogę patrzeć, jak umiera moja własna córka. Kocham cię, ale musisz odejść. Teraz” – błagał ojciec, jego głos drżał ze strachu i napięcia.
„Biegnij na południe. Nie zatrzymuj się, dopóki nie będziesz mogła biec dalej” – dodał, próbując utrzymać głos stabilnym. Ale słyszałam niepokój przebijający przez jego słowa.
„Nie! Nie zostawię was!” – powiedziałam, mój głos był stanowczy. Odwróciłam ciało w stronę przerażającego dźwięku nadchodzących wilków, przygotowując się do walki.
„Alexino Torelli, jako twoja alfa, rozkazuję ci opuścić te ziemie i nigdy nie wracać. Będziesz biec, dopóki nie będziesz mogła biec dalej. To rozkaz!” – głos mojego ojca był warkotem, jego słowa wypowiedziane przez zaciśnięte zęby.
Byłam w szoku. Mój ojciec nigdy wcześniej nie wydał mi bezpośredniego rozkazu. Moja wilczyca zaczęła się cofać sama, ciągnąc mnie w stronę tyłu posiadłości, wykonując polecenie, które otrzymała. Ale ja walczyłam, walcząc z potrzebą ucieczki. Nie mogłam zostawić mojej rodziny. Po prostu nie mogłam.
„Proszę, tatusiu, nie rób tego” – błagałam, mój głos łamał się, gdy moja wilczyca ciągnęła mnie coraz dalej. W oddali widziałam zbliżających się wrogich wilków.
„Kocham cię, Zeno” – wyszeptał mój ojciec, jego głos był bardzo cichy, gdy odwrócił się, by stawić czoła nadchodzącemu zagrożeniu. Wilczyca mojej matki wydała smutny skowyt, jej głos szeptał cicho: „Ja też cię kocham”.
„Kocham was oboje” – płakałam, łzy spływały po mojej twarzy, gdy moja wilczyca ciągnęła mnie głębiej w las.
„Kocham cię, Lex” – głos Nico przyszedł przez link, napięty i spięty. Mogłam powiedzieć, że był w środku walki.
„Ja też cię kocham, bracie. Wrócę po ciebie” – obiecałam, mój głos zanikał, gdy ostatki mojego oporu ustąpiły i moja wilczyca przejęła kontrolę.
Biegłyśmy na południe, las był rozmytą plamą wokół nas. Nagle usłyszałam szybki dźwięk kroków za nami. Odwróciłam się, by zobaczyć czarno-brązowego wilka doganiającego nas. Nie był z naszego stada.
Gdy skoczył na mnie, szybko uskoczyłam na bok, a on upadł na leśną ziemię. Chciałam zostać i go wykończyć, ale moja wilczyca wciąż była pod rozkazem alfy i zaczęła znów biec.
Kolejny wilk nas dogonił, skacząc na moje plecy. Uskoczyłam przed nim, a moja wilczyca w końcu się zatrzymała, pozwalając mi walczyć.
Okrążyłam go kilka razy, czekając, aż odzyska równowagę. Wierzyłam w uczciwą walkę. Jak tylko się ustabilizował, rzucił się na mnie z wyszczerzonymi zębami. Był niechlujnym wojownikiem, jego ataki były łatwe do przewidzenia. Z łatwością uniknęłam jego skoku i przeciągnęłam pazury po jego boku.
Próbował mnie ugryźć, chybiając moją twarz o centymetry, ale dało mi to idealną okazję do jego gardła. Zacisnęłam szczęki wokół jego szyi, potrząsając głową mocno. Jego ciało zwiotczało w moich szczękach i upuściłam go na leśną ziemię. Moja wilczyca natychmiast zaczęła znów biec.
Brałam udział w wielu treningowych walkach, ale to była moja pierwsza prawdziwa. Moje pierwsze zabójstwo. Zrozumienie tego przywróciło mnie do rzeczywistości tego, dlaczego w ogóle walczyłam. Ten wilk polował na moje stado, moją rodzinę. Tych, których zostawiłam.
Ogarnęło mnie poczucie winy. Jak mogłam sobie wybaczyć zostawienie mojej rodziny? Co myślał mój ojciec, wysyłając mnie w ten sposób? Co pomyśli o mnie stado, gdy wrócę? Czy w ogóle ktoś zostanie?
Zostawiłam moje stado, moją rodzinę, by umarła. Zostawiłam ich. Jaki rodzaj przyszłej alfy zostawia swoje stado?
Wiedziałam, że ojciec wydał mi rozkaz alfy, ale żałowałam, że nie byłam wystarczająco silna, by mu się przeciwstawić. Czułam się słaba i żałosna. Nie zasługiwałam na życie. Powinnam była zostać i umrzeć z honorem.
Biegłyśmy godzinami, pokonując co najmniej czterysta mil. Moje łapy były obolałe, gardło wyschnięte, oddech chrapliwy, a serce waliło jak młotem. W końcu moja wilczyca upadła na ziemię.
Leżałam tam z zamkniętymi oczami, czekając, aż śmierć mnie zabierze.
Nico
Dzień ciągnął się w nieskończoność. Była dopiero wpół do pierwszej, a miałem wrażenie, że powinno być już prawie piąta. Zwykle nie miałem problemu ze znalezieniem sobie zajęcia, ale dziś nic nie mogłem ze sobą zrobić.
Patrol zaczynał się o pierwszej, więc postanowiłem wyruszyć wcześniej. Wychodząc tyłem z domu stada, zobaczyłem Lex wylegującą się w słońcu przy basenie. Minęło trochę czasu, odkąd ostatnio ją podroczyłem, a teraz wydawał się idealny moment.
Szeroki uśmiech rozlał mi się po twarzy. To będzie dobre.
„Hej, siostrzyczko” — powiedziałem, zaskakując ją. Musiała być głęboko w myślach, skoro nie usłyszała, jak podchodzę.
Patrzyła na mnie przez kilka sekund, próbując zgadnąć, co knuję. Spojrzałem z niej na wodę i z powrotem na nią.
„Błagam, Nico, nie rób tego!” — wrzasnęła, gdy podniosłem ją w ramionach.
Objęła mnie za szyję, uniemożliwiając mi wrzucenie jej do wody, jak planowałem. Ale to nie miało znaczenia. I tak się zmoknie, nawet jeśli ja też.
Mocnym pchnięciem odbiłem się od betonu, wrzucając nas oboje do chłodnej, czystej wody. Poczułem, jak jej ciało napina się przy moim, gdy zimna woda dotknęła naszej skóry.
Gdy wypłynęliśmy na powierzchnię, odepchnęła mnie, gotowa na mnie nakrzyczeć.
„Cholera jasna, Nico!” — warknęła wściekłym głosem.
„Daj spokój, Lex. Nie złość się” — powiedziałem, szybko płynąc na drugi koniec basenu, żeby uciec przed jej gniewem. Nie zdziwiłbym się, gdyby próbowała mnie utopić — była naprawdę wściekła.
„Poza tym wyglądałaś, jakbyś potrzebowała ochłody” — droczyłem się.
„Lepiej módl się, żebym cię nie złapała” — warknęła ponownie, płynąc teraz w moją stronę.
„Kocham cię, Lex” — odkrzyknąłem, docierając do krawędzi basenu. Oparłem dłonie na betonie i wypchnąłem się z wody, biegnąc szybko w stronę lasu.
Spodziewałem się usłyszeć, jak mnie goni, ale gdy byłem już głęboko w lesie, obejrzałem się i zobaczyłem, jak szybko wyciera się ręcznikiem plażowym. Nie mogłem powstrzymać śmiechu — była na mnie taka wściekła. Będę miał kłopoty, gdy wrócę do domu wieczorem.
Zdjąłem teraz całkowicie mokre szorty i powiesiłem je na pobliskim drzewie. Będą bardzo zimne, gdy skończy się moja zmiana, i zadrżałem na myśl o ich ponownym założeniu. Pomyślałem o powrocie do domu po suche, ale zdecydowałem się tego nie robić. Noszenie mokrych szortów było o wiele lepsze niż ryzykowanie spotkania z wściekłą Lex.
Przemieniłem się w wilka i pobiegłem w stronę mojej trasy patrolowej. Dotarłem tam w ciągu kilku minut i zacząłem swoją zwykłą rutynę.
Byłem zaledwie dziesięć minut na patrolu, gdy usłyszałem wycie i alarm.
„ATAK... ATAK... TO ATAK!” — Przerażone wołania innych wilków przyszły przez nasze połączenie umysłowe.
Gdy tylko słowa przeszły przez połączenie umysłowe, usłyszałem dźwięki walczących wilków dochodzące z lasu. Natychmiast pobiegłem w kierunku najbliższej walki.
Oczy rozszerzyły mi się, gdy spojrzałem na scenę rozgrywającą się przede mną. Widziałem może tylko dziesięciu członków mojego stada walczących z około dwudziestoma wilkami z innego stada.
Zmusiłem mojego wilka do szybszego biegu, gdy usłyszałem krzyki i wrzaski dochodzące od członków mojego stada i innych wilków, gdy walka się zaostrzała.
Byłem zaledwie kilka kroków dalej, gdy coś twardego uderzyło mnie z boku, przewracając na ziemię. Wstałem i stanąłem twarzą w twarz z brązowo-czarnym wilkiem.
Wargi odsłoniły mi się w wściekłym grymasie, pokazując zęby, zanim rzuciłem się na jego gardło. Nie miał czasu zareagować, zanim złapałem jego gardło, mocno wgryzając się, a potem wyrywając kawałek skóry.
Wilk upadł na leśną podłogę, desperacko próbując oddychać. Dziura w jego szyi uniemożliwiała mu prawidłowe oddychanie.
Zostawiłem wilka tam na śmierć i pobiegłem w stronę innych członków stada. Wskoczyłem na grzbiet jednego z wilków, który przygniótł mojego kumpla Terriego do ziemi.
Po zrzuceniu go z Terriego pobiegłem w stronę walki, gotowy pomóc komuś innemu.
Walczyłem z kolejnym dużym brązowym wilkiem, gdy usłyszałem rozkaz alfy od alfy Ryne'a, mówiący Lex, żeby uciekała.
„Kocham cię, Lex” — powiedziałem, próbując utrzymać głos stabilnym. Nie tylko byłem w środku walki z tym wilkiem, ale myśl o tym, że nigdy więcej nie zobaczę Lex, sprawiła, że moje serce pękło na milion kawałków.
„Ja też cię kocham, bracie. Wrócę po ciebie” — usłyszałem, jak mówi, zanim wyłączyła swoje połączenie umysłowe i zniknęła.
Walka trwała jeszcze przez dobrą godzinę, zanim poczułem, jak więź między alfą Ryne'em a mną pęka. Chwilę później nowy głos pojawił się w mojej głowie.
„Ja, alfa Garrett ze Stada Knight, zabiłem alfę Ryne'a. Stado Shadow jest teraz pod moim dowództwem” — przemówił chłodnym, spokojnym głosem, jakby brutalna scena wokół niego w ogóle go nie obchodziła.
Wydał rozkaz, by przerwać wszelkie walki, a wszyscy wilki pozostali przy życiu ze Stada Shadow mieli natychmiast zgłosić się do domu stada.
Czułem, jak nowe więzi zaczynają się tworzyć między moim wilkiem a alfą Garrettem, gdy szedłem do domu. Mój wilk warknął gniewnie — nie było sposobu, by powstrzymać tworzenie się więzi.
Nie chciałem być związany z tym nowym alfą. Nigdy mu nie będę służył. Wolałbym umrzeć, niż dołączyć do takiego stada jak jego.
Stado Knight było znane jako okrutne, bezduszne stado bez żadnych zasad moralnych. Nie pozwolę, by moje nazwisko było kojarzone z tym stadem.
Dotarłem na polanę za domem stada i zobaczyłem wielu członków mojego stada już tam zebranych. Większość z nich wyglądała na przestraszonych lub smutnych z powodu utraty bliskich.
„Dobrze, teraz, gdy wszyscy tu jesteście, możemy zacząć” — powiedział alfa Garrett, stojąc na tylnym ganku domu stada. „Wszyscy członkowie Stada Shadow mają dwie opcje”.
„Opcja pierwsza to natychmiastowe opuszczenie tej ziemi i nigdy nie wracanie. Wyjdziecie tylko z tym, co macie przy sobie”.
„Opcja druga to pozostanie i kontynuowanie normalnego życia teraz jako część Stada Knight. To są jedyne dwie opcje, jakie macie, i musicie podjąć decyzję teraz”.
„Wasza decyzja będzie ostateczna, a każdy, kto nadal będzie tu stał za pięć minut, zostanie zabity” — zakończył Garrett, machając ręką w powietrzu, by pokazać, że nasz czas zaczął się teraz.
Odwróciłem się na pięcie i skierowałem się na tyły posiadłości. Nie obchodziło mnie, że muszę odejść z niczym — to było lepsze niż zostanie tutaj.
Patrzyłem na twarze członków mojego stada, gdy wracali do swoich domów. Większość z nich wyglądała na zawstydzonych, że podjęli decyzję o pozostaniu.
Tak naprawdę nie mogłem ich winić. Większość z nich miała rodziny, o które musiała zadbać. Nie mogli po prostu wyjechać bez jedzenia, pieniędzy czy ubrań.
„Nie ty, Nico!” — głos Garretta odbił się echem od drzew przede mną, zmuszając mnie do odwrócenia się i spojrzenia na niego.
Wciąż stał na ganku i skinął na mnie, żebym do niego podszedł. Wszystko, czego chciałem, to zetrzeć ten dumny uśmiech z jego twarzy.
Wróciłem do domu stada, z sercem ciężkim od niepokoju. Znalazłem się stojąc przed gankiem, czekając, aż Garrett powie mi, dlaczego mnie zawołał. Już dał nam możliwość odejścia, więc po co mnie wzywać z powrotem?
„Gdzie jest córka alfy Ryne'a?” — Jego głos był spokojny, ale wyczuwałem ukryty gniew pod jego spokojną fasadą.
„Skąd, kurwa, mam wiedzieć?” — odparłem, moje słowa pełne nienawiści. Nawet gdybym znał lokalizację Lex, wolałbym umrzeć, niż mu powiedzieć.
„Znajdźcie ją!” — Jego rozkaz do swoich ludzi był ostry, ledwo ukrywany gniew teraz się wylewał.
„Wiem, że jeśli żyje, wróci po ciebie” — powiedział Garrett, z uśmiechem na ustach, gdy udało mu się zepchnąć gniew z powrotem pod powierzchnię.
„Świetnie, bo mnie tu nie będzie” — odparłem, odwracając się, by odejść. Czy naprawdę zawołał mnie z powrotem tylko po to, by zadać pytanie, na które wiedział, że nie dostanie odpowiedzi?
„Nie masz pozwolenia na odejście, Nico. Wciąż mogę cię wykorzystać” — powiedział, siadając na jednym z krzeseł na ganku.
„Nigdy ci nie będę służył” — warknąłem gniewnym głosem, mój wilk dodając niskie warczenie do moich słów.
„Albo zostaniesz i będziesz mi służył, albo rozkażę zabicie każdego żyjącego członka pozostałego w tym stadzie” — powiedział groźnie, wstając z krzesła.
„Jaki jest teraz twój wybór?” — Jego uśmiech był przerażający.
Chciałem wyrwać mu serce tam na ganku — wyrwać je i deptać, aż nie będzie niczym więcej niż krwawym bałaganem. Jak mógł być tak zimny, tak pozbawiony emocji, tak nieporuszony śmiercią, która go otaczała?
Moje stado było pełne niewinnych ludzi, głównie kobiet i dzieci. Nie mogłem pozwolić, by zginęli bez powodu. Wiedziałem, że muszę zostać.
„Dobrze” — powiedziałem, czując się całkowicie pokonany.
„Miło to słyszeć. Wiedziałem, że się rozmyślisz” — powiedział Garrett, odwracając się, by wrócić do domu stada.
Byłem wstrząśnięty tym, na co właśnie się zgodziłem, ale nie miałem innego wyboru. Gdybym nie dołączył do stada Garretta, zabiłby każdego członka mojego.
Próbowałem odepchnąć ciężar mojej decyzji z umysłu, pomyśleć o czymś — o czymkolwiek — innym.
Moje myśli pobiegły do Lex. Zastanawiałem się, czy udało jej się uciec żywą. Mogłem tylko mieć nadzieję, że znalazła gdzieś bezpieczeństwo. Moją jedyną nadzieją było to, że pewnego dnia znowu zobaczę moją siostrę.














































