
Zaproszenie
Autorzy
Teddy
Lektury
3,5M
Rozdziały
36
Rozdział 1.
Czarna koperta spoczywała na jej kuchennym stole.
Była intensywnie czarna, z imieniem Willow wykaligrafowanym srebrnym atramentem na froncie. Srebrna pieczęć lakowa z herbem rodu Bane'ów dopełniała całości.
Zaproszenie dotarło wczoraj, ale jeszcze go nie otworzyła. Doskonale wiedziała, jakie są imprezy u Bane'ów.
Pełno tam pięknych ludzi z grubymi portfelami, którzy mogli sobie pozwolić na wszystko. Jej najlepsza przyjaciółka, Lorie, opowiadała, że właśnie tak było.
Lorie bawiła się na takiej imprezie w zeszłym roku, kiedy zaprosił ją Luca, najstarszy z braci Bane.
Poszła - bo i cóż innego mogła zrobić - a kiedy wróciła następnego ranka, nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Od razu obudziła Willow, żeby podzielić się swoją historią, choć obawiała się, że Willow może jej nie uwierzyć.
Willow wysłuchała niesamowitej opowieści o bogactwie, urodzie i namiętności.
Wyglądało na to, że mężczyźni z rodu Bane mieli wielu przyjaciół o podobnych upodobaniach, co Willow uznała za przesadę.
Lorie mówiła, że na imprezie było co najmniej sto osób. To nie było zaskakujące. Każdy znał Bane'ów z tego czy innego powodu.
Willow czuła się trochę rozczarowana, że nie została zaproszona, ale nie dziwiło jej to. Nie pasowała do typu osób, które Bane'owie zwykle zapraszali.
Lorie była wysoka i szczupła, z prostymi blond włosami i jasnobrązowymi oczami. Jej skóra była idealnie opalona, a dla Willow zawsze wydawała się mieć wszystko poukładane - bardziej niż ona sama.
Lorie była typem kobiety zwykle zapraszanej na takie imprezy.
Willow natomiast miała zaledwie metr sześćdziesiąt wzrostu. Miała krągłości, spory biust i burzę rudych loków sięgających do połowy pleców.
Jej skóra była bardzo jasna, z kilkoma piegami na nosie, co sprawiało, że ludzie zauważali jej szmaragdowe oczy - jedyną rzecz, którą w sobie lubiła.
– Willow, daj spokój. Musisz chcieć je otworzyć i zobaczyć, który z braci cię zaprosił – powiedziała Lorie z kanapy.
– Wiem, kto mnie zaprosił.
Lorie przewróciła oczami.
– To tym bardziej powinnaś iść. Ja idę.
– Piękne, chude kobiety; ludzie szastający pieniędzmi; seks na każdym kroku... Po co miałabym iść w takie miejsce? – powiedziała Willow, wstając od kuchennego stołu.
Musiała przestać patrzeć na list, bo inaczej mogłaby chcieć go otworzyć.
– Jesteś piękną kobietą – powiedziała Lorie. – Poza tym, nie musisz nic robić. Wiele osób idzie tam po prostu się zrelaksować.
Willow milczała, więc Lorie mówiła dalej.
– Och, daj spokój! Mogłybyśmy się dobrze bawić. Upić się, pozwolić bogatym facetom stawiać nam drinki, potańczyć... Musisz przyznać, że brzmi to przynajmniej trochę kuszące.
Willow westchnęła. Lorie miała rację. To brzmiało kuszące, ale Willow nie chciała tego przyznać.
– Proszę cię. Co ty i Luca robiliście w zeszłym roku? Nie zostaniesz ze mną dłużej niż dziesięć minut i dobrze o tym wiesz – powiedziała, śmiejąc się.
– Jeśli pójdziesz, obiecuję, że zostanę z tobą. Chyba że sama zechcesz znaleźć kogoś fajnego do zabawy – powiedziała Lorie, puszczając oko, i obie kobiety wybuchnęły śmiechem.
Dlatego właśnie kochała Lorie. Były przyjaciółkami od dwudziestu lat, od kiedy miały po pięć lat, i znały się jak łyse konie.
Willow głęboko westchnęła, spojrzała znowu na zaproszenie leżące na stole, po czym przewróciła oczami i otworzyła je.
Papier był bardzo przyjemny w dotyku. Miał kremowy odcień, a na nim eleganckim pismem, pasującym do koperty, widniało:
„Panno Bridges,
Jest Pani zaproszona na doroczną imprezę Bane'ów o godzinie 23:00, 13 października, w posiadłości Heathcliff w centrum miasta.
Przez całą noc dostępne będą drinki, jedzenie i rozrywka.
Informacje o stroju i zasadach znajdzie Pani na kolejnych stronach. Bracia Bane mają nadzieję, że Pani przybędzie.
Damon Bane.”
Willow spojrzała na dress code, wciąż nie do końca wierząc, że mogłaby pójść.
Dress code był taki, jakiego się spodziewała po tym, co mówiła jej Lorie - obcisły, odsłaniający dużo ciała, ale formalny. Wysokie obcasy były obowiązkowe.
Mężczyźni mieli po prostu założyć garnitury, ale pomyślała, że to pewnie dlatego, żeby bracia Bane nie musieli się zbytnio stroić.
Zasady były proste:
1.) Kierowca odbierze Cię spod domu o 22:30.
2.) Nie można wejść do posiadłości Heathcliff po północy.
3.) Nikt nie musi robić niczego, czego nie chce.
4.) Musisz pokazać zaproszenie przy bramie, żeby wejść.
5.) To, co dzieje się w Heathcliff, zostaje w Heathcliff.
– I co? – zapytała Lorie, podskakując z podekscytowania.
Willow westchnęła, odłożyła list i spojrzała na nią, podjąwszy decyzję.
– Wygląda na to, że potrzebuję sukienki.














































