
Na końcu świata
Hej, Ginny!
SAVANNAH
Nadszedł ranek. Szliśmy do szkoły jak zawsze, ale kiedy tam dotarliśmy, wszystko stało się dla mnie bardziej stresujące.
Z tak zepsutym mózgiem mam coś, co nazywa się ostrą paranoją.
To jest jak wtedy, kiedy oglądasz straszny film i czujesz tę gęsią skórkę i ten dół w żołądku, który zaczyna ropieć, czaisz?
Czujesz napięcie w powietrzu?
Jak spokój przed burzą?
Czułam to bardzo często; niby wszystko było okej, ale włączał się instynkt walki lub ucieczki.
Mój niepokój wydatnie w tym pomagał – jeśli moja paranoja była ćpunem, to on był dilerem.
Przez ostatnie kilka miesięcy przyzwyczaiłam się do tego, brałam leki i chodziłam na terapię.
Ale to wciąż sprawiało, że serce waliło mi w piersi, a żołądek fikał koziołki.
Za każdym razem udawało mi się skupić i wyrwać z tego, używając rozsądku i rozproszenia, ale zawsze było ciężko.
Posiadanie tego typu problemów było kurewsko do bani.
Jak każda choroba.
Chodzenie do szkoły nie powinno być czymś, czego się boisz, czego nienawidzisz, albo czymś, co sprawia, że chciałbyś po prostu umrzeć, żeby nie musieć się tym martwić.
Ale oto byłam tutaj, czując, że mogę zwymiotować przez chęć wewnątrz mnie, aby NIE wejść do środka.
To nie była moja intuicja.
Na której nie mogłam już polegać.
Percy położył rękę na moich plecach, pytając mnie o jakiś uścisk dłoni, który jako dzieci robiliśmy ze sznurkiem; rozpoznał wysyłane przeze mnie znaki i pomógł mi przejść przez drzwi.
Gdy pakowaliśmy nasze rzeczy do szafek, mój nastrój przełączył się na autopilota i przeszłam przez biegi emocji, które wydawały się normalne.
Rozmawiałam z Percym o jakichś bzdurach, czekając na pierwszy dzwonek, żebyśmy mogli zacząć ten dzień, kiedy usłyszałam głos w głębi korytarza, wołający: "Ginny Granger".
Percy spojrzał na mnie, potem na zbliżający się głos, potem z powrotem na mnie z szerokimi oczami i wąskim uśmiechem.
– Ginny Granger, jesteś przywoływana.
Percy zachichotał na tę nazwę pod nosem, jakby miał już dość moich bzdur, a ja nawet jeszcze niczego nie zaczęłam.
Kiwnąwszy głową, odwróciłam się, by stanąć twarzą w twarz z winowajcą.
– Tak, Słoneczko? – Zamknęłam swoją szafkę.
Uśmiechnął się, jego czyste, białe zęby lśniły pod jarzeniówkami.
Damon patrzył na mnie z góry na dół, nie po to, żeby mnie sprawdzić, ale bardziej jakby próbował mnie rozgryźć, jakbym była jakimś dziwnym robakiem, którego bada się pod mikroskopem.
– Chcesz przyjść spędzić z nami czas po szkole? – Słoneczko wsunął ręce w swoje dżinsy i pochylił się.
To było urocze, jak starał się sprawiać wrażenie nieśmiałego. Może nie mam doświadczenia w randkowaniu, ale nie jestem też głupia.
To było dobre posunięcie.
Tylko nie wystarczająco dobre.
– Spędzić czas z waszą trójką? Och kurwa.
Odrzuciłam włosy na ramiona i przyłożyłam dłoń do serca.
– To najsłodsza oferta na świecie.
Moje usta wykrzywiły się w złośliwy uśmieszek.
Percy schował się za mną, korzystając z drzwi swojej szafki.
– Ale będę musiała zdać.
Wypuściłam wstrzymywany oddech i spojrzałam na całą trójkę.
– Masz coś lepszego do roboty, piękna? – Słoneczko wkroczył do akcji, naprawdę próbując nakłonić mnie do powiedzenia "tak".
Rozumiem to, byłam miła dla niego, więc myśleli, że widocznie go lubię.
Nie lubiłam.
Zwyczajnie nie mam nic do blondynów. Nie mam nic przeciwko nim, po prostu rodzina ze strony mojego taty to sami blondyni, więc ten efekt na mnie nie zadziałał.
– Lepszego niż ty, Słoneczko? Oczywiście, że tak.
Percy zadusił się, zanim zaczął kaszleć i uderzył się w klatkę piersiową, aby to ukryć.
Słoneczku zrzedła mina, ale oczy Damona zaświeciły się jak u dziecka w Boże Narodzenie.
– Przykro mi, ja też nie jestem tobą zainteresowany.
Brązowowłosy chłopak kiwnął głową i spojrzał na Słoneczko; Damon zatrzymał wzrok na mnie.
Uśmiech Słoneczka powrócił, jakby miał zamiar spróbować jeszcze raz.
– Dobrze ci poszło z tym uśmiechem i oczami i tym całym “oj, jestem taki nieśmiały”, które wypróbowałeś. Gdybym była inną dziewczyną, może bym się na to nabrała. Szkoda, że nie jestem. Pa, Słoneczko.
Pomachałam i złapałam Percy'ego za ramię, zanim pociągnęłam go za sobą.
Zamknął swoją szafkę z trzaskiem i odeszliśmy szybkim krokiem.
Kiedy skręciliśmy za róg i zniknęliśmy z pola widzenia, Percy powtarzał w kółko "o mój Boże", jakby to była jakaś dziwna przyśpiewka, zaklęcie czy coś.
– Nie mogę uwierzyć, że właśnie to zrobiłaś. Widziałeś jego twarz? Jego szczęka opadła aż do podłogi.
Przewróciłam oczami, gdy weszliśmy do klasy i zajęliśmy swoje miejsca.
Pierwsza lekcja się przeciągała. Tak samo jak trzy następne.
Kiedy nadszedł czas lunchu, Percy i ja zajęliśmy miejsce na zewnątrz w cieniu.
Leżenie na trawie i przy wietrze było całkiem przyjemnie.
Nie zauważyliśmy, że Damon i jego grupa do nas podeszli.
Jego ciemny cień padł na ziemię, na której siedzieliśmy. Spojrzał na nas, wprawiając Percy'ego w zakłopotanie.
– Wiecie, szkoła trwa od miesiąca i nie zauważyłem was w ogóle, a teraz znajduję was wszędzie.
Jego głos brzmiał tak, jakby był mną zirytowany, jakbym to ja go śledziła!
– To przestań mnie szukać, świrze, to może pomóc.
Upiłam łyk napoju i spojrzałam na niego.
Miał ręce skrzyżowane na piersi, jasnoszara koszulka wisiała wokół jego grubych mięśni.
– Czy mogę ci pomóc w czymś jeszcze, aniele?
Kąciki jego ust zadrgały.
– Myślę, że kłamiesz. – Jego ręce opadły na boki; ten sposób, w jaki patrzył na mnie z góry; mogłam zobaczyć siebie w odbiciu jego ciemnych oczu.
– Och, serio? Powinnam zapytać, o co chodzi. Czy zamierzasz opowiedzieć mi cały swój długi, rozrysowany plan jak jakiś złoczyńca z Bonda?
Podałam swój napój Percy'emu i skoczyłam na nogi, ignorując drżenie w kolanach.
– Myślisz, że jesteś zabawna – prychnął.
A więc go irytowałam?
Ciekawe.
– Nie, aniołku, nie uważam tak. Ale uważam, że to zabawne, jak na mnie reagujesz.
Damon Henley, ten notoryczny beztroski buntownik, wytatuowany nieznajomy złodupiec, którego tak naprawdę nawet nie znam, zaczynał wściekać się na mnie i moje riposty.
– Damon, idziemy, chodź już – zawołał go brązowowłosy chłopak z drzwi stołówki.
Książę i ja urządziliśmy sobie zawody w gapieniu się.
– Damon? Hmm. – Spojrzałam na niego w górę i w dół, cmokając i z powrotem siadając.
– Do zobaczenia, Granger.
Zasalutowałam mu i odebrałam moje picie od Percy'ego, który wyglądał, jakby mógł zemdleć w każdej sekundzie.
– Naprawdę musisz się uspokoić, Prosiaczku. Zaraz dostaniesz wylewu. – Ukradłam jego chipsy i wrzuciłam jednego do ust.
Reszta dnia była w porządku.
Percy nie odzywał się do mnie zbyt często, ale kiedy przyszła gimnastyka, cieszyłam się, że idzie z przyjaciółmi, nawet jeśli oznaczało to, że przez jakiś czas byłam sama.
Lubiłam być sama w domu, ale w miejscach publicznych było odwrotnie.
Niepokój jest taki, jakby każda myśl, którą masz, każdy ruch, który wykonujesz, był pod znakiem zapytania.
Zastanawiasz się nad podstawowymi rzeczami, jak na przykład gdzie wyrzucić swój lunch.
Trzymałam się ogryzka jabłka przez trzydzieści minut, zanim zobaczyłam, że ktoś inny wyrzucił swój, więc wiedziałam, że też mogę to zrobić.
Percy sprawił, że ten głośny głos w mojej głowie ucichł.
Bez niego było tak, jakby mój niepokój był głośnym kierowcą na tylnym siedzeniu, prawiącym komplementy i kwestionującym każdą małą rzecz wokół.
Każdego dnia trener Kline każe nam przebiec trzy okrążenia na bieżni, to nasza gimnastyka.
Jeśli skończysz przed upływem godziny, musisz chodzić, dopóki nie zadzwoni dzwonek.
Nienawidzę wychowania fizycznego.
Nienawidzę go.
Podczas gdy my biegamy, chłopaki są na miejscu pośrodku toru, który biegnie wokół.
Wchodzę na tor, zaczynam.
Biegłam w swoim pasie, kiedy Słoneczko wyskoczył na moją stronę, utrzymując prędkość w trawie obok mnie.
– Więc ty i Percy Madis? – Zapytał.
Zwalniając i dochodząc do tempa spaceru, przewracam oczami.
– Masz coś do powiedzenia o nim, Słonko?
Trzymając ręce do piersi i potrząsając głową, powiedział mi, że nie.
– Po prostu się zastanawiam.
– Cóż, przestań się zastanawiać i zostaw nas w spokoju. Uzgodniliśmy, że nie jestem zainteresowana żadnym z was trzech i nie przyjmuję formalnych wniosków o przyjaźń w tym czasie.
Słoneczko zaśmiał się, trzymając się mojej strony, zanim zatrzymał się przede mną.
– Racja, jako Granger masz już Weasleya i Pottera za swoich dobrych przyjaciół.
– Tak się cieszę, że rozumiesz. – Uniknęłam go, ale wrócił przede mnie.
– I tak wolę imię Savannah niż Ginny.
Kurwa, on wie.
Patrzył na mnie oskarżycielsko.
– Lubię Ginny, ale cokolwiek cię zadowoli.
– Savannah Gabriele Madis. Siostrzenica zastępcy Madisa, pierwsza kuzynka Percy'ego.
Poczułam, jak pada na mnie cień. Nie patrząc za siebie, i tak wiedziałam, że to mroczny książę.
– Pytasz czy co? – Skrzyżowałam ramiona i wysunęłam biodro do tyłu.
– Masz kłopoty w nowej szkole, Savannah? Kłopoty z cheerleaderkami, które zabierają twoje rzeczy?
I teraz wie, czemu pożyczyłam jego ciuchy.
– Cóż, myślałam, że jesteście chujami. Teraz wiem, że naprawdę jesteście, no wiesz, upewniłam się.
Klasnęłam sarkastycznie w dłonie.
– Dobra robota, Sherlocku, Watsonie, to czyni cię wygranym? Coś jeszcze wymyśliliście?
Damon przysunął się do mojego boku, brązowowłosy chłopak do drugiego, a Słoneczko stanął przede mną.
– Czy twój kuzyn powiedział ci coś o mnie? – Damon spojrzał przez pole do miejsca, gdzie odwrócony Percy robił podskoki.
– Dlaczego miałby? Nawet nie znam waszych imion. Poza tym, co się stało podczas lunchu. Percy powiedział tylko "wow" i przypomniał mi, żebym używała swoich manier.
Nie mogę sprawić, by to stało się problemem Percy’ego albo wujka Jonaha.
– Nawet nie wiedziałam, jak masz na imię, dopóki Oreo nie powiedział tego dzisiaj. – Rzuciłam okiem na brązowowłosego chłopaka, który uśmiechnął się tak szeroko, że w jego policzkach pojawiły się dołeczki.
– Oreo? – Jego głos był zwiewny i rozkoszny, wypełniony rozbawieniem na pieszczotliwe imię, którym nagle go ochrzciłem.
– Trudno w to uwierzyć, zwłaszcza że już mnie okłamałaś. – Głos Damona był jednak zimny i surowy jak zawsze.
– Racja, dlaczego nie miałabym chcieć, żeby jakiś przypadkowy dupek, który jest zarozumiały i którego arogancja rywalizuje z arogancją samego Zeusa, znał moje imię?
– Dupek, który jest przekonany, że chcę się z nim pieprzyć, czego, uwaga, spoiler, nie zrobię ani z nim, ani z jego przyjaciółmi.
Zmierzyłam Słoneczko, a następnie Oreo surowym wzrokiem, aby to pokazać.
Damon spojrzał na mnie.
Jakby próbował czytać mnie jak książkę.
Jakbym miała każde słowo wypisane na mojej skórze i była przed nim obnażona, aby mógł zobaczyć każde zdanie.
– Nie wiem, kim naprawdę jesteście, nie obchodzi mnie to. Przepraszam, że zabrałam twoje ubrania, ty… oczywiście wiesz, dlaczego to zrobiłam. Potrzebowałam ich, a teraz są zwrócone.
– Nie musimy tego robić, szukasz mnie, śledzisz mnie, pytasz o mnie. Możemy po prostu zostawić to jako zły dzień, który stał się gorszy, a teraz o nim zapomnieliśmy.
Cisza.
Pieprzony, bzdurny, chujowy skurczybyku.
Oczywiście, że to pogorszyłam.
– Jeśli jest jakiś problem, po prostu zwal to na mnie. Percy i wujek Jonah nie mieli nic wspólnego z tym, że pożyczyłam twoje rzeczy.
– Jeśli to naprawdę taka wielka sprawa, wybierz karę i miejmy to, kurwa, za sobą.
Diabelski uśmieszek zakręcił się na ustach Damona.
– Miłego dnia, Savannah, do zobaczenia.
I odeszli, zostawiając mnie, żebym wróciła na tor i odtworzyła tę rozmowę z myślą, że Damonowi podoba się pomysł ukarania mnie.
Czy właśnie pogorszyłam sprawę?
Tak.
Tak właśnie zrobiłam.
Continue to the next chapter of Na końcu świata