
Ostatni ocalali
Pierwsze Spotkanie
ALITA
Trzask łamanej gałęzi wyrwał mnie ze snu. Serce zaczęło mi walić jak młot.
Nagle wszystkie inne odgłosy ucichły. Nie było już słychać owadów ani małych zwierząt. Tylko wiatr szumiał wśród liści.
Ostrożnie wyjrzałam ze swojej kryjówki, by sprawdzić, czy ktoś się nie kręci. Mimo jasno świecących księżyców, ledwo cokolwiek widziałam.
Czekałam chwilę, nasłuchując. Gdy poczułam się bezpieczniej, wyczołgałam się z ciasnej przestrzeni. Noga i ręka piekielnie mnie bolały, a w gardle czułam suchość.
Rozglądając się po lesie, dostrzegłam światło odbijające się od czegoś. Podeszłam bliżej i zobaczyłam małą sadzawkę. Blask księżyca tańczył na tafli wody.
Uklękłam i napełniłam butelkę. Potem ostrożnie zdjęłam opatrunek z ręki. Zanurzyłam dłonie w wodzie i westchnęłam z ulgą, zmywając zaschniętą krew z ramienia.
Gdy skończyłam, delikatnie wyprałam bandaż i na nowo owinęłam nim ranę.
Spoglądając znów w wodę, zobaczyłam swoje odbicie. Moje długie, białe włosy były splecione w luźny warkocz, z kosmykami sterczącymi na wszystkie strony. Wyglądałam jak strach na wróble.
Varin nie popisał się umiejętnościami fryzjerskimi. Warkocz był tak luźny, że prawie się rozpadał.
Gdy sięgnęłam, by go rozpleść, dostrzegłam coś w odbiciu... Za mną ktoś stał.
Strach ścisnął mi żołądek, a ja zareagowałam zbyt wolno. Odwróciłam się, gdy mężczyzna złapał mnie za włosy i pchnął na ziemię.
Wrzeszczałam, kopałam i machałam rękami, próbując go odepchnąć.
Mężczyzna zaśmiał się złowieszczo, chwycił mnie za szyję i zaczął dusić. Oczy wyszły mi na wierzch, gdy próbowałam oderwać jego ręce od gardła.
– Ha-ha! Zawsze frajda, jak się szamoczą. Wy, świeżo upadli, jesteście jak na tacy. Nawet nie próbujecie zacierać śladów ani maskować zapachu! Jakbyście się prosili o upolowanie!
Patrząc na napastnika, zobaczyłam szaleństwo w jego oczach, a ciało miał pokryte bliznami. Cała lewa strona była poparzona.
Gdy się uśmiechnął, dostrzegłam, że jego zęby były zaostrzone jak u drapieżnika. Czy to w ogóle był człowiek?!
Drapałam rękę zaciśniętą na mojej szyi, nie mogąc złapać tchu. Duszę się!
Szarpałam się i próbowałam się obrócić, by go zrzucić, ale usiadł na mnie okrakiem, unieruchamiając.
Nie, nie, nie! Próbowałam wykrztusić słowa, błagając o litość, ale to tylko bardziej go nakręciło. Oblizał usta i wyciągnął nóż, przyciskając ostrze do mojego policzka.
– Och, będę się delektował... Nie jadłem porządnie od sześciu dni... wszystko przez tego dzikusa. Ale w końcu udało mi się zwiać dwa dni temu.
– Nie mogę tu długo zostać, więc się nie martw, pójdzie szybko... mmm... jesteś taka świeża... trochę chuda jak na mój gust, ale ujdzie... szkoda tylko, że większość się zmarnuje…
Nadal drapałam jego rękę, próbując złapać oddech, gdy on dalej gadał. Nie mogę tak skończyć! Ten człowiek to wariat!
– Hmmm… może pokroję cię na kawałki i schowam resztę na później. Ach, ślinka mi cieknie na myśl o twoim mięsie. Heh… to co zjem najpierw? Na pewno serce i wątroba będą najsmaczniejsze!
Oczy rozszerzyły mi się z przerażenia. On chciał mnie zjeść?!
Zaśmiał się tylko na widok mojego strachu, gdy mój wzrok zaczął się zamazywać.
– Będę się rozkoszował krojeniem cię na plasterki!
Szelest liści sprawił, że spojrzał w stronę lasu, gdy ciemny kształt wyskoczył z zarośli, uderzając szaleńca i zrzucając go ze mnie.
Wzięłam głęboki wdech i przeturlałam się na bok, kaszląc, gdy ciężar zniknął z mojej piersi.
Ciemne plamy pojawiły się przed oczami, gdy spojrzałam w górę i zobaczyłam mężczyznę wstającego ze złością i wyciągającego nóż.
Istota, która go zaatakowała, zniknęła między drzewami. Rozglądał się dziko i wymachiwał nożem. – Cholera!
Trzymając się za gardło, ledwo widziałam coś poruszającego się w ciemności wokół nas i mogłam dostrzec tylko przebłyski świecących oczu, gdy krzewy i drzewa się poruszały.
To krążyło wokół nas w mroku, przerażając i dezorientując ludożercę.
Gdy mężczyzna wymachiwał nożem przed sobą, coś wyskoczyło, uderzając go od tyłu. Wrzasnął wściekle, gdy walczył z ciemnym kształtem, który powalił go na ziemię.
Syczenie i warczenie dobiegało od tych dwóch, gdy szarpali się i drapali nawzajem.
Zobaczyłam błysk ostrza w świetle księżyca, tuż zanim przecięło ono gardło mężczyzny, a coś ciepłego rozprysnęło się wszędzie, nawet na mojej twarzy.
Siadając, dotknęłam ciepłej cieczy, która mnie ochlapała. Patrząc na zdrową rękę, widziałam tylko czerwień… Krew.
Szalony mężczyzna zaczął się dławić, a ja ledwo widziałam obcego stojącego nad nim ze świecącymi oczami. Warczał na szaleńca, który dławił się własną krwią z przerażeniem wymalowanym na twarzy.
Patrzyłam z grozą, jak coś poruszającego się w ciemności wyszło na światło. Było długie i cienkie, a na końcu miało ostre metalowe ostrze pokryte krwią.
Przyglądając się bliżej, zobaczyłam, że było przyczepione do stworzenia, jak ogon…
Kształt chwycił mężczyznę za głowę i pociągnął go kilka kroków dalej do skały.
Zakrywając uszy i mocno zaciskając powieki, odwróciłam się, nie chcąc widzieć okropnego końca ludożercy.
Usłyszałam tylko głuche uderzenie i poczułam, że zaraz zwymiotuję. Zakrywając usta, nie odważyłam się spojrzeć za siebie, a ręce mi się trzęsły.
Zobaczyłam nóż, który mężczyzna wcześniej trzymał, leżący w ziemi naprzeciwko mnie.
Chwytając go, zauważyłam, że ostrze było ostre i wykonane z dziwnego metalu, z tajemniczymi znakami wyrytymi na powierzchni. To była broń, której mogłam użyć.
Warknięcie sprawiło, że spojrzałam z powrotem i zobaczyłam ciało martwego mężczyzny leżące przed istotą, która właśnie mnie ocaliła. Moje oczy powędrowały w górę, gdy przyglądałam się kształtowi przede mną.
Jego skóra była tak ciemna, że wtapiała się w nocne cienie, a wyglądał jak człowiek, stojąc na dwóch nogach z dwiema rękami.
Prawie pomyślałabym, że to człowiek, gdyby nie ogon i rogi zakrzywione do tyłu na jego głowie. Stworzenie nawet na mnie nie spojrzało, gdy jego ogon poruszał się, błyszcząc w świetle księżyca.
Nawet nie zauważyłam, jak bardzo się trzęsę, dopiero teraz. Ogon z ostrzem poruszał się, jakby miał własny rozum. Uklęknął i zaczął przeszukiwać zwłoki, czegoś szukając.
Czołgając się do tyłu, chciałam odsunąć się od bestii, zanim mnie zauważy.
Siadając, oparłam się o drzewo, by wstać, trzymając nóż w zdrowej ręce.
Rozglądając się, próbowałam znaleźć drogę, którą przyszłam. Gdybym tylko mogła wrócić do małej kryjówki, mogłabym się ukryć.
Robiąc krok do przodu, złamałam gałązkę pod stopą, co sprawiło, że zamarłam, a stworzenie przerwało to, co robiło. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam, jak zatrzymuje się na chwilę, po czym wstaje na swoją prawie dwumetrową wysokość.
Odwrócił się w moją stronę, pokazując kły i wyraźną złość, gdy jego oczy się zwęziły.
Patrzyłam na niego z czystym przerażeniem, gdy zrobił groźny krok w moją stronę, poruszając pazurami. To zdecydowanie nie był człowiek. To był potwór.
Zanim zdążył zaatakować, rzuciłam się do ucieczki. Ignorując palący ból, biegłam ile sił w nogach, starając się nie potknąć.
Wściekłe warknięcie dobiegło od ścigającego mnie stworzenia, gdy ruszyło za mną w pościg, i łatwo mogłam stwierdzić, że nie miało żadnych problemów z poruszaniem się po ziemi i szybko mnie doganiało.
Formacja skalna pojawiła się w zasięgu wzroku, a wraz z nią moje schronienie. Szybko wślizgnęłam się do małej przestrzeni, ledwo unikając pazurów, które próbowały mnie złapać.
Wściekłe syknięcie dobiegło od potwora, gdy próbował znaleźć inny sposób, by dostać się do środka. Był zbyt duży, żeby się zmieścić, a ja byłam zbyt daleko w głębi małej przestrzeni, by mógł mnie dosięgnąć.
Chodził tam i z powrotem. Tylko jego ogon i nogi były widoczne z mojego miejsca.
Nadal krążył, czekając i próbując znaleźć sposób, by mnie wyciągnąć, ale ja skuliłam się w głębi, ciężko oddychając i próbując złapać oddech. Jeśli spróbowałby sięgnąć do środka, zraniłabym jego rękę nożem.
Uklęknął przed otworem, próbując mnie dosięgnąć, ale nie mógł, a ja widziałam jego świecące srebrne oczy wpatrujące się we mnie ze złością.
Może jeśli zostanę w środku wystarczająco długo, będzie musiał odejść… prawda?
Po tym, co wydawało się wiecznością, zatrzymał się i gniewnie warknął tuż przed małą przestrzenią.
Zakrywając uszy, mocno zamknęłam oczy i wydałam przestraszony dźwięk, gdy strach nadal przepływał przez moje ciało. Trzęsłam się jak osika i nie mogłam powstrzymać łez spływających po twarzy.
Chcę po prostu wrócić do domu!
To miejsce naprawdę jest piekłem…
Continue to the next chapter of Ostatni ocalali