
Seria Kryminaliści
Autorzy
Mariah Sinclair
Lektury
1,8M
Rozdziały
37
Rozdział 1.
Książka 1:Getting Carter
CARTER
„Cholera, weź go całego do ust.”
Wcisnąłem jej głowę tak głęboko, jak tylko mogłem, wpychając mojego penisa do jej gardła. Kobieta klęczała przede mną, jej usta oplatały mojego członka, podczas gdy ja stałem nad nią.
„Połknij go w całości,” powiedziałem stanowczo, wciąż trzymając jej głowę i próbując, by wzięła więcej. Chciałem, żeby cały znalazł się w jej ustach. Wiedziałem, że może przyjąć więcej i miałem rację.
Brała coraz więcej, dławiąc się i drapiąc moje nogi, aż w końcu puściłem ją na chwilę, by mogła złapać oddech.
„John, chodź tu,” zawołałem przyjaciela, który czekał za drzwiami sypialni.
„Co jest, Carter? Czego potrzebujesz?” spytał, gdy kazałem dziewczynie włożyć mojego twardego penisa z powrotem do ust.
„Stań za nią i ją zerżnij. Chcę to zobaczyć,” powiedziałem, czując jak zaczęła ssać mocniej. Gdyby zrobiła to od razu, może nie musiałbym wołać Johna.
John rozebrał się, założył prezerwatywę i wszedł w nią.
„Teraz pchnij mocno,” poleciłem mu. Choć tak naprawdę nie musiałem tego mówić.
Trzymałem ją mocno za włosy, wbijając palce w jej głowę i wpychając penisa głęboko w jej usta, aż do gardła.
Czułem, jak moje mięśnie się napinają, obserwując jak John porusza się w przód i w tył, a ona wydaje dźwięki, przyjmując nas obu jednocześnie.
„Mocniej!” krzyknąłem do Johna.
„Uch, tak,” warknął, robiąc co kazałem i wchodząc w nią z całej siły.
„Mmm, kurwa,” jęknąłem, gotowy do finału. „Podoba ci się, jak obaj jesteśmy w tobie, co? Lubisz, jak mój kumpel cię ostro posuwa.”
Zaczęła płakać i jęczeć jeszcze głośniej, mrucząc tak, jakby cierpiała, ale jednocześnie cieszyła się z tego, co z nią robiliśmy.
„O tak, to jest dobre.” Pchnąłem jeszcze raz, tym razem mocniej, zwalniając gdy byłem blisko końca.
Było coś podniecającego w obserwowaniu kobiety uprawiającej seks na moich oczach. Była bezbronna wobec naszych zachcianek, kontrolowana i robiła wszystko, co jej kazaliśmy.
A my braliśmy wszystko, co miała do zaoferowania i więcej, o czym wiedzieliśmy, że może zrobić, nawet jeśli ona sama o tym nie wiedziała.
„Urrgh.” Pchnąłem ostatni raz i skończyłem w ustach kobiety, podczas gdy John doszedł zaraz po mnie, zdjął prezerwatywę i spuścił się. Ja trafiłem do jej gardła, on na jej biały tyłek.
„Możesz się ubrać i iść, John.” Spojrzałem na dziewczynę, której imienia nawet nie pamiętałem. „Ty też możesz się zbierać.”
„Zadzwonisz do mnie, prawda?” spytała, wciąż klęcząc, pokryta naszymi śladami.
Chwyciłem jej podbródek między kciuk a palec wskazujący. Uniosłem jej głowę, upewniając się, że patrzy mi prosto w oczy.
„Kochanie, jesteś łatwa. Jeśli myślisz, że jesteś w jakiś sposób wyjątkowa wśród wszystkich kobiet, które chcą być ze mną, to grubo się mylisz.”
Zaśmiałem się. Była jedną z miliona, które bez trudu błagały, by trafić do mojego łóżka i uprawiać ze mną seks.
Czasami zastanawiałem się, czy te kobiety nie są bardziej zepsute ode mnie. Podobał im się pomysł bycia źle traktowanymi przeze mnie, bo jestem przystojny, bogaty i wpływowy w świecie narkotyków.
„Ale... ale...” błagała, w końcu zaczynając się ubierać.
„Żadnych ale.” Obniżyłem głos i spojrzałem groźnie, by zrozumiała, że skończyłem rozmowę. „Jeśli nie zamkniesz się i nie wyjdziesz stąd, zadbam o to, żebyś gorzko tego pożałowała.”
Najwyraźniej zrozumiała, bo nie powiedziała już ani słowa i wyszła z domu, odprowadzona przez Johna.
Gdy wyszła, John i ja wzięliśmy po piwie i usiedliśmy w salonie.
„Blondynki... czasem są takie głupie,” zażartował John.
„Nie masz racji, stary.” Uśmiechnąłem się, gdy obaj się zaśmialiśmy.
„Dzięki, że pozwoliłeś mi dołączyć, tak przy okazji.”
„Od czego są przyjaciele?”
Zawsze miałem Johna przy sobie - to sprawiało, że wszystko było zabawniejsze. Po co oglądać porno, skoro można zrobić własne, na żywo? Może by mnie to niepokoiło, gdybym przejmował się tymi kobietami, ale nie przejmowałem się.
„Co z tym ćpunem Sullivanem?” spytałem Johna, przechodząc do interesów. „Już go poturbowałeś? Możemy go po prostu zabić. Wiesz, że nigdy nie spłaci tego, co nam jest winien.”
„Tak, wiem. Byłem u niego wczoraj i trochę go poturbowałem. Ten nieudacznik błagał o życie i powiedział, że jego siostra chce się z tobą spotkać. Podobno jest naprawdę ładna, ale to słowa ćpuna.” John rozwalił się na kanapie, kładąc ręce na oparciu, jak zawsze wyglądając na wyluzowanego.
„Hmm, jestem zainteresowany. Umów coś na dziś wieczór, żebym mógł się z nią spotkać. Niech przyjdzie tu po piątej. Mam kilka spraw do załatwienia w magazynie, ale wrócę o tej porze.”
Chciałem zobaczyć, jaki rodzaj układu ta kobieta będzie próbowała mi zaproponować. Pewnie myślała, że może uratować brata, oferując mi loda czy coś w tym stylu.
Była siostrą narkomana; nie mogła się zbytnio od niego różnić. Jeśli nie była zbyt brzydka i miała wszystkie zęby, pozwoliłbym jej mi obciągnąć i dałbym jej bratu jeszcze dzień lub dwa życia.
„Załatwię to,” powiedział John.
Pojechałem do magazynu, biorąc całą obstawę i zmieniając samochód w połowie drogi. Zawsze dbałem o ostrożność, gdy musiałem tam jechać.
Dlatego trzymałem zapasowy samochód na jednym z parkingów w centrum. Wszyscy chcieli wiedzieć, gdzie jest mój magazyn - zwłaszcza Frank Esposito, mój wróg i były partner.
Frank pewnego dnia uznał, że nie dostaje wystarczająco dużo i założył własny interes, próbując przejąć wszystko, nad czym tak ciężko pracowałem.
Teraz był gotów znaleźć mój największy atut - miejsce, gdzie produkowałem moje główne produkty i przechowywałem wszystkie ważne dokumenty z moimi kontaktami i rzeczami, które mogły mnie wpakować w kłopoty.
Na szczęście, nawet jeśli znajdzie to miejsce, mam po swojej stronie prawie każdego gliniarza, a ci, których nie mam, są zbyt przerażeni, żeby się mną przejmować.
„Czy dzisiaj przyszło dwadzieścia kilo kokainy?” spytałem Roberto, mojego kierownika magazynu i jedynej osoby oprócz Johna, której ufałem.
„Tak, szefie. Już wysłałem Viktora, żeby dostarczył ją naszym klientom, a wszystkie pieniądze zostały przelane na bezpieczne konto.”
Roberto podał mi tablet, który trzymał, pokazując, że wszystkie potrzebne przelewy zostały wykonane. Przejrzałem to i potwierdziłem, że wszystko idzie zgodnie z planem, po czym oddałem mu urządzenie.
„Dobra robota. Ale wiem, że zawsze mogę na ciebie liczyć.”
„Mieliśmy mały problem, który jest na dole w piwnicy.” Roberto przeczesał ręką swoje brązowe włosy.
„Mam to pod kontrolą, ale chciałem wiedzieć, co chcesz, żebym zrobił z tym typem. Złapaliśmy jednego z tych idiotów, który próbował cię okraść.”
„Chodźmy go przywitać,” powiedziałem z uśmiechem.
Roberto i ja zeszliśmy na dół do piwnicy, a raczej lochu, bo to głównie tam zajmujemy się każdym, kto mi się sprzeciwia.
Roberto solidnie poturbował tego głupiego człowieka. Był cały we krwi, z prawym okiem tak spuchniętym, że się nie otwierało i krwawiącą wargą.
Sądząc po tym, jak się kulił i jęczał, wyglądało na to, że może mieć połamane żebra.
„Więc myślałeś, że możesz mnie okraść? Mnie, Cartera Jacksona. Musisz być naprawdę głupi.” Zaśmiałem się, krążąc wokół krzesła, do którego był przywiązany.
„Przepraszam. Proszę, proszę, mam rodzinę,” błagał, gdy odchodziłem.
„Powinieneś o tym pomyśleć, zanim postanowiłeś mnie okraść.” Zwróciłem się do Roberto. „Zostaw go przy życiu, ale wytnij mu język i wydłub oczy. Niech będzie przykładem dla innych.”
„Nie, proszę! Błagam!” krzyczał.
Zignorowałem go i wyszedłem, moja praca w magazynie była na razie skończona. Zadzwoniłem do Johna w drodze powrotnej do domu, żeby sprawdzić, czy umówił spotkanie z siostrą Sullivana.
„Rozmawiałeś z siostrą, jak prosiłem?”
„Tak, będzie tu o wpół do szóstej. Brzmiała nawet trochę seksownie przez telefon. Może później się nią zabawimy.” John zaśmiał się po drugiej stronie.
Hmm, więc może to nie będzie takie złe. Może będę musiał się z nią przespać od razu.
„Wiesz, że nigdy nie mam problemu z dzieleniem się z najlepszym kumplem.”
„Nie wiem, po co w ogóle pytałem. Wiem, że zawsze mnie kryjesz... Słuchaj, jestem cholernie głodny. Idę po żarcie. Chcesz, żebym ci coś przyniósł?”
„Tak, co bierzesz?”
„Myślałem o tej meksykańskiej knajpie obok centrum handlowego.”
„Nie mam ochoty na meksykańskie. Ta indyjska restauracja jest tuż obok. Możesz mi przynieść trochę tego kurczaka tikka masala i parę samosów?”
Sam byłem głodny, bo nie jadłem lunchu, zajęty tą kobietą, a potem pracą. Trochę indyjskiego jedzenia byłoby teraz w sam raz.
„Jasne. Widzimy się w domu za godzinę.”
„Dobra.”
Gdy wróciłem do domu, miałem jeszcze czterdzieści pięć minut do przyjazdu siostry Sullivana, więc usiadłem na kanapie przed moim wielkim telewizorem i włączyłem Call of Duty.
Pogram trochę na PlayStation 4, czekając, bo skończyłem dziś robotę. Po szybkiej grze czy dwóch, dzwonek do drzwi przerwał mi i spowodował, że zginąłem w grze.
Tak, ta kobieta zrobi mi loda za to. Była dziesięć minut za wcześnie, ale przynajmniej punktualna.
Gdy otworzyłem drzwi, szczęka prawie mi opadła. Nie była tylko ładna, była piękna i wyglądała inaczej, dokładnie w moim typie.
Jej czarne włosy były gładkie i proste, sięgające do połowy pleców. Jej brązowe oczy były lekko skośne, a pełne różowe usta wyglądały, jakby świetnie czuły się wokół mojego penisa.
„Cześć, piękna. Wejdź,” uśmiechnąłem się, cofając się, by mogła przejść przez drzwi.
„Musisz być Carterem,” powiedziała, brzmiąc na nieszczęśliwą i zirytowaną, gdy wchodziła.
Co do cholery? Zwykle kobiety były bardzo podekscytowane na mój widok. Wydawało się, że nie zrobiłem na tej dziewczynie żadnego wrażenia, coś, do czego nie byłem przyzwyczajony. Wyzwanie... to może być interesujące.
„Mogę ci coś do picia przynieść?” Potrafię być czasem uprzejmy.
„Piwo,” odpowiedziała znudzonym głosem.
„Kobieta według mojego gustu. Czemu nie poczujesz się jak u siebie na tej kanapie, a ja zaraz wrócę, piękna.”
„Nie przypisuj sobie za dużo. Jestem tu dla mojego brata. Nie jestem jedną z twoich łatwych dziewczyn, a na imię mam Emma, nie piękna,” powiedziała ostro, rzucając mi wredne spojrzenie, zanim usiadła na kanapie.
„Mmm, ostra. Jak mi się tak poszczęściło?” zadrwiłem z niej.
„Idiota,” mruknęła z niezadowoloną miną.
Po prostu się zaśmiałem i poszedłem do kuchni po dwa piwa. Wróciłem i dałem jej jedno, po czym usiadłem naprzeciwko niej w moim skórzanym fotelu.
„Więc, Emmo,” powiedziałem, akcentując jej imię, by ją zirytować, „słyszałem, że chcesz zawrzeć układ w sprawie życia twojego brata ćpuna.”
Miałem przeczucie, że sądząc po jej atrakcyjności i postawie, nie przyszła tu, by zaoferować mi loda.
„Jestem gotowa dla ciebie pracować, żeby spłacić jego dług,” odpowiedziała, pijąc piwo. Obserwowałem, jak jej ładne usta obejmują szyjkę butelki, nagle zazdroszcząc szklanemu pojemnikowi.
„Jest tylko jedna praca, którą jestem gotów ci zaoferować. Zostaniesz ze mną przez trzy miesiące i będziesz robić wszystko, czego zażądam.
To znaczy, jeśli zechcę cię pochylić nad tym stołem jadalnym i wepchnąć w ciebie mojego penisa, zrobisz to.” Już byłem podniecony tą myślą; była bardzo seksowna w długiej, czarnej spódnicy, czekająca na użycie.
„Co? Oszalałeś! Wychodzę!” krzyknęła, wstając z kanapy, gotowa opuścić mój dom.
„Wyjdziesz tymi drzwiami, twój brat nie żyje,” ostrzegłem ją.
„Ugh.” Zacisnęła pięści, uderzając nimi o boki, gdy przestała iść. „Bez seksu. Możesz robić ze mną wszystko, co chcesz, ale tylko ty możesz mnie dotykać. I nie będę z tobą uprawiać seksu.”
„Bez seksu przez pierwszy miesiąc. W drugim miesiącu dostanę twoje usta na mojego penisa. W trzecim miesiącu będę mógł uprawiać z tobą seks, kiedy tylko zechcę. To moja ostateczna oferta, albo dzwonię, żeby zabili twojego brata.”
Usiadła z powrotem, ciężko oddychając, ze złością rozważając moją propozycję. Po minucie czy dwóch ciszy w końcu odpowiedziała.
„Dobrze,” powiedziała z niechęcią.
Podszedłem do niej i przejechałem palcem po jej policzku aż do szczęki. „Kochanie, będziesz błagać o seks ze mną dużo wcześniej niż za dwa miesiące.”
Może teraz jest uparta, ale złamię ją. Nie mam co do tego wątpliwości. Gdy z nią skończę, nie będzie chciała odejść. Ale odejdzie - nikt nigdy nie zostaje.















































