
WCh 2: Elfia Korona
Autorzy
F. R. Black
Lektury
2,1M
Rozdziały
33
Rozdział 1.
Księga Druga:Elfia Korona
Czerwony
„Na zdrowie Britney, kochanie” – mówię, poprawiając jaskrawoczerwoną szminkę.
Moja paczka dwudziestu dziewczyn wiwatuje w luksusowej limuzynie, przekonując mnie, że z blond peruką mogłabym uchodzić za słynną Britney.
Przewracam oczami, gdy migoczące różowe, niebieskie i fioletowe światła utrudniają mi widzenie. Moim zdaniem jestem ładniejsza od Britney Spears. Chciałaby być na moim miejscu.
Nic jednak nie mówię, sącząc drinka z kieliszka, który błyszczy przy każdym rozbłysku. Muzyka Britney Spears huczy wokół nas.
Moja seksowna czerwona sukienka to był strzał w dziesiątkę, ale te migające różowe światła sprawiają, że wygląda bardziej różowo niż czerwono.
Nie wiem, co o tym myśleć, bo nie przepadam za różem. Róż to słaby kolor, a czerwony to kolor mocy. Szybko siadam prosto – nie rozlewając przy tym drinka, co graniczy z cudem – i wciskam guzik, by pogadać z kierowcą.
„Malcolm, dobrze wiesz, że nie znoszę różu” – wołam do głośnika, starając się nie brzmieć na wstawioną. – „Wyłącz te cholerne różowe światła!”
Powinien to wiedzieć jak własną kieszeń.
Wkrótce różowe światła gasną, co sprawia, że opadam z powrotem na miękkie siedzenie z szerokim uśmiechem. „O wiele lepiej, kochanie” – wołam, po czym śmieję się, biorąc kolejny spory łyk.
Muszę wspomnieć, że mój drink jest dziś jaskrawoczerwony. Dlaczego? Bo jestem Big Red, ot co. Mój wzrok na chwilę się zamazuje, po czym wraca do normy, co wywołuje u mnie głośny śmiech.
„Whooo!” Przykładam dłoń do ust, bo przez moment kręci mi się w głowie – NIE ZWYMIOTUJ.
Moje przyjaciółki szaleją, potrząsając włosami i tańcząc blisko siebie.
Dziś wieczorem będę gwiazdą Las Vegas.
Palms Casino Resort wyprawia dla mnie wielką imprezę urodzinową, by uhonorować mnie za wszystkie pieniądze, które rozdałam.
To miłe czasem dać pieniądze ludziom, którzy ich potrzebują, i wygląda na to, że to ich uszczęśliwia. W porządku. Będę musiała zapytać moich asystentów, którym organizacjom charytatywnym przekazali kasę.
Dojeżdżamy do głównego wejścia i poprawiam moją krótką, błyszczącą sukienkę. Podjeżdża do góry, odsłaniając trochę mój tyłek – nie chciałabym, żeby takie zdjęcie wylądowało w sieci.
Chociaż mam na sobie naprawdę seksowną bieliznę, tak tylko mówię.
Gdy tylko mój czerwony szpilka dotyka ziemi, jasne światła błyskają mi w oczy. Moje długie nogi są silne, perfekcyjnie opalone i wyglądają dziś obłędnie.
Jestem Jessica Rabbit, kochanie – nie Britney.
Uśmiecham się, idąc jak po wybiegu, z przyjaciółkami za mną. Ta scena powinna być w zwolnionym tempie. Jest tak idealna. Moje złote, ogniste włosy spływają mi po plecach jak powoli płynąca lawa.
To mój naturalny kolor.
Zawsze tak mówię, bo to takie rzadkie w dzisiejszych czasach. Inne kobiety zawsze próbują go skopiować, ale nigdy nie dorównają mojemu szkockiemu rudemu odcieniowi. Jestem MacLeoir, świetne geny.
Zastanawiam się przez chwilę. Powinnam kazać wszystkim pić dziś za każdym razem, gdy powiem „kochanie”. To byłoby naprawdę zabawne.
Mam tendencję do częstego używania tego słowa, gdy piję.
Jestem witana jak królowa i prowadzona do strefy VIP, czując na sobie pełne podziwu spojrzenia wszystkich. Jestem 175 cm totalnej seksowności. Mogłabym być supermodelką, gdybym chciała, bo mam naprawdę długie nogi.
Moje piersi są duże i jędrne, i wierz lub nie, miałam operację, żeby je zmniejszyć. Cokolwiek większego niż miseczka D to moim zdaniem przesada.
Ta impreza jest szalona.
Piję dużo shotów i tańczę, potrząsając włosami, otoczona gorącymi facetami. DJ krzyczy do mikrofonu, że to moje urodziny, a wszyscy wrzeszczą, światła migają szybko.
Śmieję się, chwiejnie idąc do łazienki, gdy wpadam na jakiegoś faceta. „Przepraszam bardzo!”
Mężczyzna odwraca się, a ja się zatrzymuję – nawet na rauszu mogę stwierdzić, że ten facet jest przystojny. Jego blond włosy są idealnie ułożone, a prążkowany garnitur wygląda świetnie. Uśmiecha się do mnie.
O co mu chodzi?
„Przepraszam? Czy my się znamy?” mówię, lekko bełkocząc, pochylając się w jego stronę. Pachnie Old Spice'em, co jest dziwne.
Bierze moją dłoń i poklepuje ją. „Wszystkiego najlepszego, Crystal!” krzyczy ponad muzyką.
„Więc znamy się?” pytam, próbując sobie przypomnieć, czy go kiedyś spotkałam.
„Mam dla ciebie prezent urodzinowy, jedyne w swoim rodzaju doświadczenie!” krzyczy z miłym uśmiechem.
Prezent?
UWIELBIAM. NIESPODZIANKI.
„Czy to moje przyjaciółki to zaplanowały?!” śmieję się. „Tak, pokaż mi!”
Wiwatuje, gdy prowadzi mnie z dala od głośnego tłumu. Mam zamazany wzrok, więc muszę trzymać się jego ramienia.
„Chodźmy do innego salonu, gdzie nie jest tak głośno” – krzyczy.
Podnoszę rękę. „Miejsce publiczne. Nie jestem idiotką”.
„Oczywiście”.
Docieramy do cichego miejsca siedzącego w pobliskim salonie, i chyba słyszę dzwonienie w uszach. „Więc, c-co to za niespodzianka?” pytam, mrużąc oczy, żeby lepiej go widzieć.
Wygląda jak Książę z Bajki.
Śmieję się lekko.
Wewnętrzny żart.
Śmieje się ze mnie, jego niebieskie oczy uważnie mi się przyglądają. „Będziesz idealna do tego”. Wyciąga świecący list, co sprawia, że wstrzymuję oddech.
„Co to jest?!”
„Propozycja”.
„Czego?” Czuję, jak moje oczy się rozszerzają. To niesamowite. „Kurczę, to świeci”. Pochylam się, żeby lepiej się przyjrzeć. Czy mam zwidy?
„Jedyna w swoim rodzaju przygoda” – mówi ostrożnie.
Piszczę. „Wchodzę w to!”
Oczy mężczyzny się rozszerzają. „Wchodzisz? Gdy podpiszesz kontrakt, nie możesz się wycofać. Czy w ogóle chcesz wiedzieć, o co chodzi?”
Śmieję się głośno. „To świetne, gdzie mam podpisać? Czy to był pomysł Peggy?” Wskazuję na niego z przebiegłym uśmiechem. „To ona, prawda?”
„Nie”.
„Jasssne”. Mrugam do niego wielokrotnie. „To takie w jej stylu. Mam nadzieję, że to wycieczka na safari” – moja głowa wiruje – „albo coś jak—„
„Chcesz wiedzieć, co to za wycieczka? To trochę inne niż... safari”. Patrzy na mnie z uniesioną brwią.
„Nie”. Macham na niego, czując nadchodzące beknięcie, które zakrywam dłonią. „Daj mi długopis. Zaczyna mnie boleć głowa i potrzebuję kolejnego drinka”.
Śmieje się, podając mi długopis. „Będziesz idealna do tego, chociaż później możesz się z tym nie zgodzić”.
Cokolwiek.
Cokolwiek.
Podpisuję i próbuję przybić mu piątkę, ale za pierwszym razem nie trafiam.
To będzie taka zabawa.
Wyciągam telefon, żeby napisać do Peggy, że jest cwaniarą i dzięki za prezent.
To Big Red, kochanie!













































