
Uczucia w sali konferencyjnej
Rozdział 2.
ALEX
Nogi mnie bolą po całym dniu w pracy, ale jestem zadowolona, bo sprawy zaczynają się układać.
– O rety – mówi Sharon, gdy wchodzę do pokoju socjalnego. – Dobry dzień? – pyta, widząc mój uśmiech. – Chyba napiwki dopisały.
– Napiwki były w porządku – odpowiadam. – Ale dzień się poprawił od rana, dlatego jestem w dobrym humorze.
Sharon kręci głową. – Ty to zawsze widzisz szklankę do połowy pełną – mówi z lekkim uśmiechem.
Niedługo powiem w pracy, że odchodzę, ale na razie trzymam język za zębami. Ktoś mógłby puścić parę z ust szefom, zanim sama zdążę to zrobić.
Sharon potrafi dochować tajemnicy, ale większość ludzi tutaj nie. Poza tym nie chcę, żeby Sharon ani nikt inny czuł się gorzej przez moje szczęście.
– Jedziesz dziś autobusem do domu? – pyta Sharon.
Kiedy chłopak Sharon jej nie odwozi, jedziemy razem autobusem. Jedziemy w tym samym kierunku, ale ja wysiadam wcześniej.
Kobiety starają się trzymać razem, poruszając się po mieście nocą. Kiedy jadę sama, mam w torbie coś do obrony.
– Tak. Jedziesz ze mną dziś wieczorem? – pytam.
Sharon kiwa głową, zakładając kurtkę. – Tak, Marco musi dziś pracować. Pewnie będę jeździć autobusem cały tydzień.
Wkrótce będzie musiała jeździć sama i to sprawia, że czuję się nieswojo. Ale nadal nic jej nie mówię. Powiadomię ją po rozmowie z szefem jutro.
Wyjmuję czarny płaszcz z szafki i czerwoną czapkę. Noce w San Francisco są zwykle chłodne, nawet latem, a teraz jest dopiero luty.
– Jestem gotowa – mówię, zarzucając torbę na ramię.
Wychodzimy z restauracji i idziemy na przystanek autobusowy kilka przecznic dalej. Idziemy razem w milczeniu.
Na przystanku Sharon pyta: – Jak tam z Bruce'em?
Wzdycham i mówię: – Zrobiliśmy sobie przerwę.
Mój chłopak od dwóch lat, Bruce Chambers, powiedział, że powinniśmy zrobić sobie przerwę.
Nie przepadam za przerwami.
Myślę, że to koniec.
On chce umawiać się z innymi. Ja nie. To jest zerwanie. Nie robienie sobie przerwy. Ale chyba nikt nie lubi przyznawać, że został rzucony.
Oczywiście, on już umawia się z kimś innym. O to w tym wszystkim chodziło.
Faceci potrafią być tacy samolubni.
– Zerwaliśmy – mówię, poprawiając to, co powiedziałam wcześniej.
Nadjeżdża autobus. Wsiadamy i siadamy na naszych zwykłych miejscach z przodu.
– Nie wyglądasz na specjalnie zmartwioną – mówi Sharon.
Ma rację. Nie jestem.
Bruce jest przystojny. Jest wysoki i dobrze zbudowany, ma gładką, ciemną skórę i ładny uśmiech. Ale myśli tylko o sobie i gapi się na inne kobiety.
W łóżku też nie było rewelacyjnie. Zdawałam się o tym zapominać, kiedy był dla mnie miły. Co zdarzało się tylko wtedy, gdy wiedział, że mam dość jego gierek.
– Takie jest życie – mówię.
Sharon wygląda na zdezorientowaną.
– To znaczy, że tak to już bywa.
Użalanie się nad sobą to strata czasu. A szczerze mówiąc, nigdy nie myślałam, że Bruce jest tym jedynym. Był po prostu kimś, z kim spędzałam czas.
Chyba byłam dla niego tym samym.
– To mój przystanek – mówię, wstając, gdy się zbliżamy. – Do jutra.
Mój blok jest tuż po drugiej stronie ulicy. Wchodzę i jadę windą na czwarte piętro.
Mieszkanie jest małe, około 90 metrów kwadratowych. Ma dwie sypialnie, dwie łazienki, małą kuchnię i malutki salon.
Ale Shayla i ja uważamy, że płacimy za dużo za czynsz.
Shayla wita mnie, gdy wchodzę. – Cześć, Sugar.
Mówi „sugar” z południowym akcentem, dodając dodatkowe „h”.
– Chyba się prosisz o kłopoty – mówię.
Niewiele osób zna moje pierwsze imię i właśnie dlatego. Shayla wie, że nie znoszę, gdy mówią na mnie Sugar. Dlatego to robi.
– Widziałaś pismo o podwyżce czynszu? – pyta.
Shayla siedzi na kanapie w legginsach do jogi i koszulce. Jej ciemna skóra wygląda idealnie, a ciemne włosy są długie, z wieloma drobnymi warkoczykami.
Zaczyna bawić się jednym z warkoczyków.
– Tak, widziałam. – Wyjmuję jakieś papiery z torby i podaję jej. – I na szczęście dostałam pracę jako pracownik biurowy w Blandford Corporation od poniedziałku.
Idę do kuchni i biorę butelkę wody. Wracam i siadam na kanapie obok Shayli.
– Nie wiedziałam, że miałaś rozmowę o pracę – mówi.
Śmieję się. – Ja też nie.
Po tym, jak wyjaśniam, co się stało, piję trochę wody.
– Dziewczyno – mówi Shayla z ulgą. – W samą porę.
Shayla zajmuje się fryzjerstwem. Tak się poznałyśmy.
Na pierwszym roku studiów szukałam kogoś, kto wyprostuje mi włosy. Dziewczyna z jednych zajęć poleciła mi Shaylę i od razu umówiłam się na wizytę.
Shayla zrobiła najlepszą robotę z moimi włosami w życiu. Dużo gadałyśmy i śmiałyśmy się, i zostałyśmy dobrymi przyjaciółkami.
Zamieszkałyśmy razem dwa lata temu, po tym jak chłopak Shayli zostawił ją dla innego faceta.
– Przydałoby ci się podcięcie – mówi, patrząc na końcówki moich prostych włosów. Gdybym ich nie prostowała, byłyby lekko falowane. Ale uważam, że tak łatwiej je ogarnąć.
Shayla ciągnie mnie za włosy. – Idź do łazienki, żebym mogła cię obciąć.
Nie oponuję. Wstaję i idę do łazienki. Gdzie indziej można dostać darmowe strzyżenie od profesjonalistki?
– To co będziesz robić w tej nowej pracy? – pyta Shayla, zaczynając obcinać mi włosy.
– Szczerze mówiąc, nie zadawałam wielu pytań. Pracowałam i już wcześniej długo rozmawiałam z Barbarą, kobietą, która dała mi tę pracę.
Shayla obraca moją głowę, każąc mi patrzeć przed siebie. Patrzę na nią w lustrze. – Chyba będę odbierać telefony, robić notatki, pisać listy biznesowe i takie tam.
– Obie wiemy, że mogłabym to wszystko robić z palcem w nosie.
– Dobrze. Może jak już tam trochę popracujesz, pomożesz mi dostać tam robotę – mówi.
– A co z otwarciem własnego salonu?
Posiadanie własnego salonu fryzjerskiego było marzeniem Shayli od dzieciństwa. Odkładała każdy grosz, który zarabiała, żeby spełnić to marzenie.
– Nadal tego chcę – mówi Shayla. – Ale może będę musiała trochę poczekać. – Shayla wzrusza ramionami. – Tylko do czasu, aż sytuacja się poprawi.
Nie. Nie podoba mi się to.
– Co Langston Hughes mówił o odkładanym marzeniu? – pytam, patrząc na nią w lustrze.
– Nie martw się, nie rezygnuję ze swoich marzeń – mówi Shayla. Strzepuje ścięte włosy z moich ramion. – Okej. Gotowe.
Przeczesuje palcami moje włosy, układając je idealnie. – Wyglądasz świetnie, jak zawsze.
Kładę dłoń na jej dłoni. – Dzięki.
– Wszystko dla ciebie – mówi Shayla, żartobliwie szczypląc mnie w policzek.
Uśmiecham się.
Ja też zrobiłabym wszystko dla ludzi, których kocham.
Continue to the next chapter of Uczucia w sali konferencyjnej