Cover image for To nie jest kolejny romans biurowy

To nie jest kolejny romans biurowy

Kolejny Dzień

EMERALD

Powrót z lunchu był bardziej przygnębiający niż zwykle. Nikt nie lubi wracać do pracy po przerwie, ale tego dnia czułam się z tym jeszcze gorzej.
Jedzenie było wyśmienite. Burgery z Tootsie's zawsze smakowały niebiańsko.
Bułka idealnie chrupiąca w dłoniach...
Burger z serem, cebulą i pomidorem na wierzchu - nie przepadam za sałatą w burgerach, jem sałatki tylko wtedy, gdy mam wyrzuty sumienia po zjedzeniu zbyt dużej ilości śmieciowego jedzenia poprzedniego wieczoru...
Zapach był cudowny przy każdym kęsie, a smak rozchodził się po całym ciele...
Było to lepsze niż seks, choć miałam tylko trzech niezbyt udanych partnerów, więc trudno mi to ocenić.
Nie, smutna część dotyczyła tego, o czym chciał porozmawiać Lance.
Zauważał te same rzeczy, które ja zaczęłam dostrzegać, gdy odwiedzał mamę. Jej stan się pogarszał.
Pielęgniarka zasugerowała, żeby jedno z nas się do niej wprowadziło albo umieścić ją w domu opieki.
Lance nie mógł zamieszkać z mamą, żeby się nią opiekować, a ja miałam pracę.
W tej chwili ledwo mogliśmy opłacić pielęgniarkę i jej leki. Płaciłam też wszystkie jej rachunki, o czym Lance jeszcze nie wiedział.
Usiadłam przy biurku i wpatrywałam się w czarny ekran. Już teraz miałam problemy z opłaceniem wszystkiego, więc jak miałam zapłacić za umieszczenie mamy w domu opieki?
Miałam ochotę płakać, ale wzięłam głęboki oddech. Żadnego płaczu w pracy, Emerald Wells!
Nie wiedziałam, co zrobić z moją matką, ale wiedziałam, co będę robić przez następne pięć godzin.
Praca. Nie czeka na nikogo. Po prostu ląduje na twoim biurku jako stos dokumentów.
– Potrzebuję tego streszczonego i przesłanego do mnie do rana – powiedział pan King, a ja wpatrywałam się w wielki stos. – Czy jest jakiś problem?
Zwykle próbowałabym zyskać więcej czasu, żeby nie musieć zostawać po godzinach, ale skoro mogłam potrzebować pieniędzy na dom opieki dla mamy, potrzebowałam dodatkowych godzin pracy. Wielu z nich.
– Nie, panie King – odpowiedziałam, akceptując to.
Koniec z kolacjami z Lance'em, koniec wyjść z moimi dwiema przyjaciółkami, które nie były moim szefem, koniec wolnego czasu w ogóle.
Zamierzałam pracować tak dużo, jak to możliwe. Wzięłam pierwszy plik i zaczęłam czytać.
– Proszę pana, to stary kontrakt sprzed pięciu lat – powiedziałam.
– Tak, wiem. Potrzebuję raportu o wydatkach, panno Wells, a nie oczywistych faktów – odpowiedział.
– Czy dział finansowy nie powinien się tym zająć? – zapytałam.
– Dlaczego miałbym odrywać ludzi od ważnych kontraktów, żeby dodawali i odejmowali liczby sprzed pięciu lat? – zapytał.
Wzruszyłam ramionami i zaczęłam pracować nad tym, wraz z moją zwykłą pracą.
Było po 18:00, gdy drzwi biura otworzyły się tak gwałtownie, że podskoczyłam i uderzyłam kolanem o biurko, a potem przejechałam krzesłem po własnych palcach u stóp.
– A niech to licho – powiedziałam cicho i przygryzłam wargę, żeby powstrzymać prawdziwe przekleństwa.
– Nazywano mnie różnie, ale to coś nowego, panno Wells. – Pan King spojrzał na mnie bez wyrazu.
– Czy mogę w czymś pomóc, proszę pana? – zdołałam powiedzieć zamiast tego, co naprawdę chciałam powiedzieć, bo potrzebowałam tej pracy teraz bardziej niż kiedykolwiek.
– Nie. Upewnij się, że to będzie gotowe do rana – powiedział, zanim ruszył w stronę windy.
– Czy mogłabym zabrać je do domu? Mój brat właśnie wrócił i zawsze jemy razem kolację i gramy w gry planszowe, w których oboje jesteśmy kiepscy – zawołałam za nim, a on zatrzymał się na środku korytarza.
Stał nieruchomo tak długo, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie ma jakiegoś problemu zdrowotnego, zanim odchrząknął.
– Po prostu zostaw je tam. Wyślę kogoś z finansów, żeby je później odebrał – powiedział i ruszył dalej do windy.
– Och, jaki świetny pomysł. Szkoda, że ktoś nie wpadł na to kilka godzin temu – powiedziałam cicho, odkładając pliki z powrotem na stos.
– Ten uparciuch musi być mniej zarozumiały, zanim rzucę zszywaczem w jego głupią, nadętą twarz.
Wyłączyłam komputer i przełączyłam telefony na pocztę głosową, zanim chwyciłam torebkę i telefon i wyszłam z biura. Wysłałam wiadomość do Lance'a i wezwałam taksówkę.
Emerald
Trochę późno wychodzę z Piekła. Chcesz, żebym coś kupiła po drodze, czy zamierzasz zmusić mnie do gotowania?
Dotarłam do domu i było ciemno, czego się nie spodziewałam.
– Lance? – zawołałam i natychmiast zostałam trafiona piankowymi pociskami, gdy włączyłam światła.
– Padnij i kryj się, Emerald! Zygzakiem! Wężykiem! – Lance śmiał się, gdy próbowałam chociaż zejść z linii ognia.
– Dupek! Nie mam broni!
– Przeładuj! Jest więcej ukrytych w całym mieszkaniu, Em. Znajdź jakąś. – Zaśmiał się, chowając się znowu za kanapą.
– Jesteś takim dzieciakiem, przysięgam. – Prychnęłam, zdejmując buty i rzucając torebkę, by przebiec przez salon w poszukiwaniu broni.
– Jak udało ci się zostać Marines i jak oni cię znosili, to dla mnie zagadka.
– To dlatego, że świetnie wyglądam i jestem taki czarujący – odpowiedział.
– Wyglądasz jak małpi tyłek, a ostatnią osobą, która nazwała cię czarującym, była prababcia Davis. – Zaśmiałam się, chwytając dziwny pistolet.
Godzinę później padliśmy ze śmiechu, gdy ostatni pocisk przeleciał przez powietrze.
– Byłam w dużej niekorzystnej sytuacji, wiesz – zachichotałam, gdy wstał, by odebrać pizzę, która została dostarczona.
– Moje specjalne szkolenie z broni nie liczy się w wojnach na strzałki, Em. – Przewrócił oczami.
– Nadal celujesz lepiej. – Chwyciłam papierowe talerze i otworzyłam pudełko.
– I nie podskakuję, gdy strzałka przelatuje bliżej niż metr ode mnie. – Zaśmiał się.
– Przeleciała tuż obok mojej głowy, dupku. – Popchnęłam go w ramię.
– O milę. – Prychnął.
– Gadaj dalej, a pokonam cię w Piotrusia – ostrzegłam go poważnie.
– Tak się boję, O Wielka. – Zaśmiał się i wziął talerz, który przygotowałam dla siebie.
– Właśnie tak. Lepiej uciekaj – powiedziałam, gdy szedł do salonu, pokazując mi środkowy palec. – Poczekaj tylko, aż powiem twoim kumplom, że twoja mała siostrzyczka totalnie doprowadziła cię do płaczu, gdy wygram.
Oglądaliśmy jakiś głupi program w telewizji, jedząc i grając w gry prawie do północy, zanim powiedziałam, że czas kończyć.
Nadal miałam pracę rano i już naciskałam na to, jak dobrze zadziała moja poranna kawa.
Lance wyglądał na bardzo zmęczonego, choć wątpię, żeby kiedykolwiek to przyznał.
Myłam zęby, gdy przyszła wiadomość.
Tate
Dlaczego niektóre ptaki odlatują na południe na zimę, podczas gdy inne zostają tam, gdzie są?
Zaśmiałam się i pokręciłam głową na tę losowość. Po ośmiu miesiącach byłam przyzwyczajona do otrzymywania przynajmniej jednej takiej wiadomości każdej nocy.
Emerald
Są zdezorientowane co do kierunków. To duży problem ptaków.
Skończyłam myć zęby.
– Z kim piszesz? – zapytał Lance, gdy splunęłam.
– Tylko z przyjacielem – odpowiedziałam.
– Facetem?
– Wow. Naprawdę idziesz w tę stronę? – Zaśmiałam się. – Tak, facetem. Nie widzę, dlaczego to ma znaczenie.
– Nie piszesz z facetami uśmiechając się w ten sposób, jeśli jesteście „tylko przyjaciółmi”. – Wypchnął mnie biodrem od umywalki. – Jak ma na imię?
– Żebyś mógł go sprawdzić? – Spojrzałam na niego podejrzliwie.
– Tak – odpowiedział po prostu.
– Ta, nic ci nie powiem, żołnierzyku. – Zaśmiałam się i poszłam do swojego pokoju.
– To prawdziwy powód do zmartwień, Em – powiedział głośno z szczoteczką do zębów w ustach. – Nie chcę, żeby moja mała siostrzyczka umawiała się z jakimś dupkiem-podrywaczem, a między nami, złamałbym go, gdyby doprowadził cię do płaczu.
– Jestem dorosła, Lance. Miałam już złamane serce i jestem całkiem pewna, że poradziłabym sobie z tym ponownie.
Przewróciłam oczami, podłączając telefon do ładowania i kładąc go na szafce nocnej. – I jesteś zbyt opiekuńczy. Naprawdę jesteśmy tylko przyjaciółmi.
– Ale chcesz czegoś więcej – powiedział.
– Nawet gdybym chciała, prawdopodobnie nie trwałoby to długo. Mamy fajne rozmowy, ale nie ma wiele więcej, co naprawdę wskazywałoby na „związek”. Może „przespać się ze mną”, ale to wszystko.
– Boże! Jezu, Emma! Nie chcę tego wiedzieć! – powiedział i rzucił we mnie szczoteczką do zębów.
– Fuj! Lance, nadal jest na niej pasta – powiedziałam, gdy wylądowała u moich stóp. Kopnęłam ją w stronę drzwi, a on podszedł, żeby ją podnieść i wycelował nią we mnie.
– Nie ma czegoś takiego jak zbytnia ochrona, jeśli chodzi o chronienie mojej siostry przed facetami, którzy tylko ją skrzywdzą – powiedział poważnie.
– Lance. Mam dwadzieścia cztery lata. Mogę poradzić sobie z konsekwencjami złych wyborów randkowych, które podejmę.
Położyłam ręce na biodrach. – Nie żebym podjęła jakiekolwiek wybory randkowe w ciągu ostatnich jedenastu miesięcy, ale nie możesz kwestionować każdej osoby, z którą rozmawiam.
– Jedenaście miesięcy? Em, biedactwo. – Pokręcił głową.
– Zamknij się, dupku. – Rzuciłam w niego kapciom.
– Dobra. Jesteś dorosła i nie mogę podejmować za ciebie decyzji, choć bardzo chciałbym zamknąć cię w klasztorze czy coś. – Skrzyżował ramiona. – Ale nie oczekuj, że polubię kogokolwiek, z kim się umówisz. Nigdy.
– Boże, próbujesz nadrobić tę rozmowę, którą przegapiłeś, gdy zaczęłam się umawiać, czy co? Idź spać. Jezu. – Padłam na łóżko.
– Dobranoc – powiedział, gasząc moje światło.
– Dobranoc. – Uśmiechnęłam się w kołdrę.
Po tym, jak zamknął drzwi, sięgnęłam po telefon.
Tate
Miałem nadzieję, że przejęcie władzy przez ptaki można przewidzieć po porach roku, ale jestem coraz bardziej zaniepokojony.
Emerald
Czekaj! Teraz to już wszystkie ptaki?! Czy jest za późno, żeby zmienić się w kretoludy i dołączyć do nich pod ziemią?
Uśmiechnęłam się do telefonu, wysyłając wiadomość i wygodnie układając się w kołdrze, podekscytowana jego odpowiedzią.
Tate
O nie, są jeszcze kretoludy?!
Emerald
Jesteśmy bardzo w mniejszości, ale wciąż jest nadzieja. Ptaki i szkło nie dogadują się, więc proponuję, żebyśmy wszyscy zostali pracownikami wesołego miasteczka i zamieszkali w domach śmiechu.
Tate
Myślę, że moje garnitury wyglądałyby tam bardzo nie na miejscu, Emerald.
Emerald
To nie moja wina, że brakuje ci wyobraźni w ubiorze. Słyszałeś kiedyś o dżinsach?
Tate
Mam dżinsy. T-shirty też, Pani Wszystkowiedząca. Ciekawi mnie, co myślisz, że noszę na siłowni.
Emerald
Elegancki trzyczęściowy garnitur.
Boże, mam nadzieję, że nie nosisz dżinsów na siłownię. Sama myśl o tym sprawia, że się pocę. To byłoby takie niewygodne.
Tate
Najwyraźniej nie chodzisz na siłownię, do której chodzą faceci.
Emerald
Ha! Żart na tobie. W ogóle nie chodzę na siłownię. Zbyt się boję, że ludzie będą mnie oceniać. Po prostu proszę brata o jego trening. Ale robię go łatwiejszym, bo on jest szalony.
Tate
Jest z tobą spokrewniony, więc nie jestem całkowicie zaskoczony.
Emerald
Tak naprawdę w ogóle nie jesteśmy spokrewnieni. Nasi rodzice nie mogli mieć dzieci, więc Lance i ja jesteśmy adoptowani.
Tate
To wyjaśnia, dlaczego w ogóle nie jesteście do siebie podobni. Wiesz coś o swoich biologicznych rodzicach?
Emerald
Prawdziwi rodzice Lance'a zginęli w wypadku samochodowym, gdy miał dziewięć lat. Moi byli bardzo młodzi. Miałam kilka tygodni, gdy mnie oddali.
Emerald
Kiedy powiedzieli mi, że jestem adoptowana, nie wiedziałam, jak nazwać moich prawdziwych rodziców, więc powiedziałam „dawcy narodzin” i tak już zostało.
Tate
Dlaczego nie masz ich zdjęć na biurku? Najwyraźniej bardzo ich kochasz.
Emerald
Kilka lat temu był pożar. Rozprzestrzenił się bardzo szybko. Na szczęście nie było nas wtedy w domu, ale przetrwało tylko kilka zdjęć i są tak zniszczone i kruche, że nie chcę ryzykować ich uszkodzenia.
Poza tym, najlepsze były z mamą, żeby pomóc jej pamiętać. Zastanawiam się, czy pozwoliliby jej zatrzymać je, gdy przeniesie się do domu opieki. Na pewno by pozwolili, prawda?
Tate
A co z twoim tatą?
Emerald
Rak. Tuż przed pożarem. Byliśmy właściwie na jego pogrzebie. To był bardzo zły rok dla rodziny Wellsów.
Emerald
Lance musiał wyjechać na swoją pierwszą misję krótko potem. Mama nie radziła sobie z tym wszystkim zbyt dobrze, więc rzuciłam studia, żeby wrócić do niej.
Tate
W twoim CV nie było żadnych dyplomów. Nie wróciłaś?
Emerald
Kiedy poczułam, że mogłabym sobie z tym poradzić psychicznie, mama zachorowała.
Tate
Ale poczuła się lepiej. Dlaczego nie wrócić wtedy?
Emerald
Ona nigdy nie poczuje się lepiej, Tate. Idź spać.
Odłożyłam telefon z powrotem na stolik i wpatrywałam się w niego.
To był pierwszy raz, kiedy zadawał osobiste pytania. Zwykle nasze rozmowy pozostawały zabawne.
Musiałam przyznać, że czułam się z tym... miło. Nie miałam wielu przyjaciół, a z tymi, których miałam, nie rozmawiałam o takich rzeczach.
Rozmawiałabym z Lance'em albo z mamą, jeśli miała dobry dzień. Przez jakiś czas chodziłam do terapeuty, ale przestałam chodzić na wizyty po kilku miesiącach.
Zamknęłam oczy i zasnęłam.
***
– Czy nadal masz ten stary samochód? – zapytał Lance przy śniadaniu o trzeciej nad ranem.
– Tak – wymamrotałam, pocierając zmęczone oczy. – Kluczyki są przy drzwiach. Baw się dobrze.
– Nadal nie jesteś rannym ptaszkiem, jak widzę. – Zaśmiał się. – Przypomnij mi, jak udało ci się utrzymać tę pracę?
– Mówię szefowi, co ma robić i kiedy – mruknęłam. Trzymałam posmarowaną masłem grzankę między zębami, wpychając koszulę w spódnicę i zapinając zamek.
– Zdecydowanie jesteś w odpowiedniej pracy, mała rządząca. – Prychnął. – Miłego dnia, Em.
– Tobie też, frajerze – zawołałam, zakładając buty i chwytając torebkę.
Odebrałam kawę i pranie chemiczne w drodze do penthouse'u pana Kinga. Dziwnym trafem Vince Hyatt dołączył do mnie w holu.
– Martwa prostytutka? – zgadłam.
– Jestem prawnikiem, nie sprzątaczem, Emma. – Zaśmiał się. – Nie, Tate po prostu potrzebuje porady prawnej.
– O piątej rano? Boże, mam nadzieję, że liczysz mu podwójnie. – Pokręciłam głową.
– Ależ skąd, liczę potrójnie.
Winda wypuściła nas, a Vince poszedł do kuchni, podczas gdy ja ruszyłam w stronę sypialni.
– Dzień dobry, panie King – powiedziałam i zatrzymałam się na chwilę, widząc, że światła są już włączone, a łóżko puste. Wielki bałagan, ale puste.
– Panno Wells – odezwał się z garderoby, a ja podskoczyłam lekko.
– Kim jesteś i co zrobiłeś z moim bardzo zależnym szefem? – wypaliłam, widząc, że jest już ubrany.
– Zaskakujące, ale czasami potrafię się sam ubrać. – Przewrócił oczami.
– Niezbyt dobrze. – Skrzywiłam się na widok krawata, który miał na ramionach. – Ciemnoniebieski z czarnym garniturem? Przynajmniej buty nie są brązowe. Dam ci solidne cztery na dziesięć.
– Tylko cztery? – Uniósł brew.
– Ta marynarka jest z innego garnituru niż spodnie. Odcienie czerni są różne – wskazałam.
– Gdybyś wieszała garnitury razem zamiast osobno, takie rzeczy by się nie zdarzały, wiesz.
– Czy naprawdę prowadzimy tę rozmowę teraz? – Przewrócił oczami i zdjął marynarkę, podając mi ją i krawat.
– Chyba zasługujesz na A za wysiłek, ale zostaw ubieranie profesjonalistce – powiedziałam, podając mu kawę i idąc do garderoby.
– Pan Hyatt jest tutaj. Ma pan spotkanie o ósmej z dyrektorami Roth i Grant, a potem spotkanie z szefem marketingu w sprawie kontraktu Muller o dziewiątej.
– Reszta poranka jest wolna do jedenastej. Ma pan lunch u Juliana z Henrym Loganem. Nie było notatek dlaczego, a mój poranny telefon pozostał bez odpowiedzi.
– Odwołaj to – powiedział, gdy podawałam mu właściwą marynarkę i lepszy krawat.
– To przyszło od asystentki pańskiego ojca. Nie mogę tego odwołać. – Westchnęłam ze zniecierpliwieniem.
– Ma pan telekonferencję o drugiej z biurami w Nowym Jorku i Los Angeles, a ktoś o nazwisku Haas A. Booner dzwonił. Poinformowałam Devona, że oddzwoni pan do niego po trzeciej.
– Kurczę. Mam telefon komórkowy, na który może zadzwonić – mruknął pan King.
– Przypomniałam mu o tym, a on wydał z siebie niegrzeczny dźwięk przed rozłączeniem, więc myślę, że to oznacza, że woli rozmawiać ze mną. Jestem zdecydowanie milsza z nas dwojga, panie King. – Uśmiechnęłam się.
– Ma pan rezerwację w Garden on the Square z matką o siódmej. To jej urodziny. Wysłał pan bukiet jej ulubionych kwiatów i te cytrynowe ciasteczka z piekarni Sweet Thing's.
Wyszłam z sypialni i zrobiłam mu kanapkę na śniadanie, odpychając Vince'a w trakcie.
Gdy była gotowa, chwyciłam torebkę i wyszłam, rozpoczynając kolejny dzień z życzeniem, by pan King mógł być bardziej podobny do Tate'a w ciągu dnia.
Continue to the next chapter of To nie jest kolejny romans biurowy