
Śmierć, wilkołak i nimfa
Autorzy
Toria Blue
Lektury
605K
Rozdziały
36
Rozdział 1.
MEREDITH
Wszyscy mówili, że niewiele wiem o życiu.
Mieli rację.
Znałam jednak swoją pracę. Jako nimfa wodna musiałam pomagać naturze i wodzie. Byłam duchem natury, stworzonym, by służyć mojemu żywiołowi.
Ale życie? To było coś innego. Po co żyłam? Czy to wszystko, co było? Jeśli tak, nie chciałam tego. Jak mogłam naprawdę żyć, skoro zawsze musiałam być posłuszna?
Pragnęłam niebezpieczeństwa, emocji, strachu, bólu i cierpienia. Chciałam czuć wszystko, ale miałam robić to, co inni uważali za słuszne. To, czego ode mnie oczekiwali.
Czy to było złe? Nie musiałam myśleć ani wybierać. Mówili mi wszystko, a ja po prostu to robiłam. Życie w małym pudełku.
Dlaczego nie mogłam być z tego zadowolona? Byłoby łatwiej. Byłoby prosto, gdyby mi to wystarczało. Ale życie w ten sposób nie czyniło mnie szczęśliwą.
Spacerowałam po lesie z siostrą. Było ciemno, a chłodny wiatr muskał moją skórę.
Próbowałam ją rozweselić. To nie był czas na ciszę. Potrzebowała zrobić coś wyjątkowego. Coś ekscytującego. Coś innego.
– To twoje osiemnaste urodziny, a ty chcesz tylko iść do lasu? – zapytałam Magdalenę, idąc obok niej. – Mogłybyśmy zrobić coś fajnego, zobaczyć tę jaskinię w górach albo pójść do starszych i opowiadać historie o strasznych ludziach z miasta. Uwierzą we wszystko, co im powiesz. – Zaśmiałam się, obracając się podczas chodzenia.
Nie odpowiedziała, ale lekko się uśmiechnęła. – Mogłybyśmy wymknąć się do świata ludzi – powiedziała, patrząc na mnie. Wiedziałam, że nie podobają jej się moje pomysły. Lubiła spokojne, łatwe życie.
Może nie powinnam namawiać jej do łamania zasad. Ale chciałam, żeby zobaczyła, że możemy żyć inaczej. Nie musiałyśmy przestrzegać reguł.
Może po prostu chciałam, żeby ktoś inny marzył o podróżowaniu po świecie. Może po prostu chciałam kogoś, kto by zrozumiał.
– Chcę zobaczyć te światła w wodzie – powiedziała mi. – Ty je widziałaś, gdy skończyłaś osiemnaście lat; teraz ja chcę je zobaczyć – dodała.
Gdy nimfa wodna kończyła osiemnaście lat, mogła zobaczyć tysiąc maleńkich świateł w wodzie, gdy jej dotykała. To było piękne, najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam. Ale problem polegał na tym, że Magdalena twierdziła, że to wszystko, co chciała zrobić tego dnia.
Chciałam, żeby się bawiła. Mogłybyśmy nawet pić, nic mnie to nie obchodziło. Po prostu chciałam zrobić coś innego niż zwykle.
Życzyłam sobie, żeby przestała być taka ostrożna, choć na jedną noc. Żeby naprawdę żyła, zrobiła coś niebezpiecznego.
Byłam tylko cztery lata starsza od Magdaleny, ale ona zachowywała się jak starsza. Zawsze ostrożna, zawsze starająca się trzymać mnie z dala od kłopotów. Była młodszą siostrą, która zachowywała się jak opiekunka. To mnie czasem irytowało. Nie chciałam być chroniona.
Byłyśmy bardzo różne. Ona zawsze spokojna i pełna wdzięku, podczas gdy ja... cóż, nie byłam. To ona była tą, z której nasza rodzina byłaby dumna, podczas gdy ja byłam po prostu... sobą.
Moi rodzice często nie lubili tego, jak się zachowywałam, co robiłam, co mówiłam. Moja matka ciągle tworzyła dla mnie nowe zasady, traktując mnie jak dziecko, mimo że byłam dorosła. Mówiła, że będę mogła żyć według własnych zasad, gdy wyprowadzę się z domu... ale nie wiedziałam, czy kiedykolwiek to nastąpi.
Nie miałam dokąd pójść. Nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić. Ucieczka była jedynym wyjściem, ale było to zbyt niebezpieczne. Nawet ja wiedziałam, że obcy skrzywdziliby łotrów. A nie mogłam po prostu zostawić mojej rodziny. Byli wszystkim, co miałam.
Zbliżałyśmy się do wielkiego jeziora, gdzie zawsze chodziłyśmy, by oddać cześć Bogini Księżyca i jej wodnym darom. Pobiegłam w stronę jeziora, oglądając się za Magdaleną.
Miała na sobie białą, zwiewną sukienkę i biały wianek na jasnobrązowych włosach, które sięgały jej do połowy pleców. Moje włosy były podobne do jej, tylko trochę ciemniejsze, bardziej kręcone i tej samej długości.
Ja też byłam w sukience, ale nie tak ładnej jak jej. Moja była czarno-brązowa, z krótkimi rękawami i wysokim rozcięciem na nodze. Była wygodna i łatwa do poruszania się.
Jedyną wadą było to, że moje nogi i ręce często były podrapane od upadków i uderzania o różne rzeczy. Ale jako nimfa wodna szybko się goiłam, a jako wilkołak nie czułam bólu i znikały w ciągu dnia lub dwóch.
Nie rozumiałam, jak Magdalena mogła być taka spokojna. Szła jak zawsze. W moje urodziny śmiałabym się i ekscytowała. Wtedy nie byłam jeszcze taka smutna. Wciąż czekałam, aż mój partner pojawi się w każdej chwili. Dopiero później zdałam sobie sprawę, że nie przyjdzie, i wtedy zaczęłam czuć się mniej szczęśliwa z życia.
– Idź! Woda na ciebie czeka – powiedziałam jej. Światła wyglądały naprawdę ładnie w nocy, dlatego czekała, aż się ściemni. Cały dzień siedziała w domu, by uczynić tę chwilę wyjątkową. To było coś, co nimfa przeżywała tylko raz w życiu.
Oparłam się o drzewo, obejmując je i opierając głowę o korę. Patrzyłam, jak Magdalena wchodzi do wody, jej sukienka namakała od małych fal.
Jezioro rozświetliło się tysiącem maleńkich gwiazd, ich światło sprawiało, że wyglądała promiennie. Wyglądała pięknie w tym świetle i zastanawiałam się, czy ktokolwiek kiedykolwiek patrzył na mnie i myślał, że jestem tak ładna.
Zawsze wiedziałam, że Magdalena jest ładniejsza ode mnie. Wszyscy zawsze mówili o tym, jaka jest piękna, podczas gdy o mnie mówili tylko, jaka jestem „interesująca”. Mogłoby to być miłe, gdyby nie mówili tego, gdy robiłam coś, czego stado lub moja rodzina nie lubiła. Nie byłam lubiana w stadzie... to czyniło mnie „interesującą”.
Magdalena była w wodzie tylko do kolan. Zamknęła oczy i wiedziałam, że rozmawia z Boginią Księżyca. Byłam zbyt daleko, żeby ją usłyszeć, ale to była jej chwila. Musiała przeżyć to na swój sposób.
Usłyszałam, że ktoś nadchodzi zza moich pleców. Odwróciłam się i zobaczyłam Adriana. Był moim jedynym prawdziwym przyjacielem przez całe życie. Nie mogłam wyobrazić sobie życia bez niego. Był jedną z niewielu osób, które naprawdę mnie rozumiały, z którymi mogłam rozmawiać bez udawania.
– Co ty tu robisz? – zapytałam, idąc w jego stronę. Żartobliwie go popchnęłam, ale się nie ruszył. – Wy, wilkołaki, nigdy się nie nauczycie, co? Nie możesz po prostu obserwować nimf. Wiesz, że to wyjątkowe dla nimf rozmawiać z Boginią Księżyca. To nie jest miłe – powiedziałam, robiąc smutną minę.
– Ty też jesteś wilkołakiem – powiedział żartobliwie, szczypając mnie w policzek.
Odtrąciłam jego rękę. – Mam ci przypomnieć, że nie jesteś nieśmiertelny? – zapytałam.
Zaśmiał się głośno, odrzucając głowę do tyłu. – Nie możesz mnie przestraszyć, mała damo – drażnił się, wyciągając rękę, by mnie uszczypnąć.
Odsunęłam się od jego żartobliwego ataku, patrząc na Magdalenę. Wyglądała na zdezorientowaną, wychodząc z wody, jej mokra sukienka przylegała do ciała. Coś było nie tak...
– Nawet jeśli cię lubię, powinieneś prawdopodobnie odejść. Magdalena może nie być tak miła – ostrzegłam go, ale wydawał się zagubiony we własnym świecie. Patrzył na coś innego, skupiony na jeziorze. – Adrian? – zawołałam, brzmiąc zaniepokojoną.
Wyglądał na chorego i... zdezorientowanego?
Patrząc tam, gdzie on patrzył, zdałam sobie sprawę, że nie wpatrywał się w jezioro. Wpatrywał się w Magdalenę. Ona patrzyła na niego równie intensywnie. Oboje byli zamrożeni, zagubieni we własnym świecie. Spojrzałam między nimi, czując się nieswojo.
Adrian powiedział coś cicho i zaczął iść w jej stronę.
Zwykle nimfy nie lubiły, gdy im przeszkadzano w takich chwilach, ale byłam pewna, że Magdalena też nie chciała kontynuować swojego rytuału.
Dopiero gdy zobaczyłam, jak idzie w stronę Adriana, zrozumiałam. To były jej osiemnaste urodziny. Większość wilkołaków znajdowała swoich partnerów w osiemnaste urodziny. Jeśli nie wtedy, to najpóźniej do dziewiętnastki.
Byli partnerami... Nie mogłam już dłużej patrzeć. Jeśli znalezienie partnera było tak magiczne, jak wszyscy mówili, nie było to coś, na co inni powinni patrzeć.
Nie umknęła mi zabawna strona sytuacji. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi przez całe życie, a teraz wszystko miało się zmienić. Mogłam być nieostrożna i naiwna przez większość czasu, ale wiedziałam, że nasza relacja nigdy nie będzie taka sama.
Czułam się głupio, że kiedykolwiek miałam nadzieję, że jeśli nie znajdzie swojego partnera, moglibyśmy być razem. Sama myśl o tym teraz sprawiała, że czułam się chora. Jak mogłam myśleć o takich rzeczach o partnerze mojej siostry? Byłam głupia, myśląc, że ktoś mógłby być tak nieszczęśliwy jak ja. Adrian był bez partnera przez długi czas, ale teraz było jasne, że po prostu czekał na jej osiemnaste urodziny.
Miałam dwadzieścia dwa lata, prawie dwadzieścia trzy. Adrian był w tym samym wieku. Rzadko zdarzało się znaleźć partnera po dwudziestce. Mówili, że jeśli nie znajdziesz partnera do tego czasu, prawdopodobnie już się to nie stanie.
Myśl o byciu tak pechową przerażała mnie. Z każdym mijającym rokiem traciłam więcej nadziei. Nie rozumiałam, dlaczego wciąż miałam jakąkolwiek nadzieję... nic się nie zmieniało.
Przez całe życie uczono mnie, że partner to twoja druga połówka, przeznaczona do kochania i ochrony ciebie. Był jedynym, który mógł sprawić, że czułaś się naprawdę kochana. Był twoim najlepszym przyjacielem, ale kimś więcej. Jedyną osobą na świecie, która naprawdę cię znała.
Sprawiał, że chciałaś być lepsza. I wiedziałaś, że twój partner zawsze będzie przy tobie, bez względu na to, jak głupia czy dzika byłaś. Miał być tam, gdy nikogo innego nie było.
Myśl, że mogę nigdy tego nie mieć, była bardzo smutna. Byłam na wielu ceremoniach łączenia, mając nadzieję znaleźć moją drugą połówkę. Ani razu nie poczułam tej iskry, o której wszyscy mówili, tego przyciągania partnera.
Może... gdybym była bardziej podobna do mojej siostry, zasługiwałabym na partnera. Gdybym była tak pełna wdzięku i piękna jak ona.
Poszłam do wioski stada. Było późno, a strażnicy stawali się podejrzliwi. Znali nasze potrzeby jako nimf i tylko Magdalena, nasza matka Melisa i ja mogłyśmy być na zewnątrz tak późno. Nawet nasz ojciec, Bernard, nie mógł z nami iść.
Weszłam do naszego małego dwupiętrowego domu, znajdując mamę siedzącą pod ramieniem taty w salonie, kominek sprawiał, że pokój był ciepły i jasny.
Dźwięk zamykających się drzwi musiał ją obudzić. Uśmiechnęła się do mnie i wstała. – Już z powrotem? – zapytała, podchodząc do mnie, by wyciągnąć coś z moich włosów. – Dlaczego twoje włosy są brudne? Spałaś na ziemi? – zapytała.
Nic nie powiedziałam. Brud był od drzewa, o które się opierałam.
Rozejrzała się po pokoju. – Gdzie jest Magdalena? – zapytała.
Spojrzałam na swoje stopy, potem z powrotem na nią. – Znalazła swojego partnera – powiedziałam jej.
Położyła dłoń na sercu, odwracając się do mojego ojca. – Bernard, słyszałeś to? – zapytała, ale on już wstawał.
Uśmiechał się szeroko, jego oczy błyszczały. – To wspaniała wiadomość! Kto to jest? – zapytał, patrząc na mnie.
W tym momencie wydawało się, że byłam jedyną nieszczęśliwą osobą.
Cieszyłam się z Magdaleny i Adriana, ale czułam się źle. Nie mogłam sprawić, by moi rodzice byli tak szczęśliwi.
Spojrzałam w dół. – Myślę, że lepiej będzie, jeśli sama wam powie. Nie będzie jej długo – powiedziałam cicho. – Idę teraz spać. Jestem zmęczona – dodałam, próbując się uśmiechnąć. Nie sądziłam, żeby mi uwierzyli. Rozumieli mnie. Zawsze rozumieli. Ale nie wiedzieli, jak mnie pocieszyć.
Jak mogli? Co mogli powiedzieć? Że partnerzy nie są tacy ważni? Nie mogli tego powiedzieć, nie po tym, jak przez całe życie mówili mi, że to najwspanialsza rzecz na świecie.
Niedługo potem usłyszałam, jak Magdalena wraca. Słyszałam ich rozmowę przez zamknięte drzwi mojej sypialni.
Wyszłam z pokoju i usiadłam na szczycie schodów. Usiadłam na podłodze obok poręczy, gdzie nie mogli mnie zobaczyć.
– Och, on jest taki wspaniały! Jest miły, mądry i zabawny – powiedziała radośnie.
Nigdy nie widziałam jej tak szczęśliwej, tak podekscytowanej. Wiele razy próbowałam ją podekscytować, pokazać jej coś nowego, coś ekscytującego. Nigdy mi się nie udało. Jej partner to zrobił.
– To Adrian, syn Jonathana – powiedziała, jej głos pełen miłości. Była naprawdę szczęśliwa.
– To dobry chłopak. Cieszę się z twojego szczęścia, kochanie – powiedział tata, całując ją w czoło. Wszyscy się przytulili i można było poczuć, jak bardzo byli szczęśliwi.
Magdalena wcześniej nie mówiła wiele o partnerach. Widziała, jak bardzo mnie to bolało, gdy nie mogłam znaleźć swojego. Nie chciała robić sobie nadziei, myśląc, że może skończyć jak ja.
Mogłybyśmy obie być pechowymi wilkołakami bez partnerów. Myliła się. Ona będzie szczęśliwa ze swoim partnerem, podczas gdy ja zostanę tutaj. Albo może wyjdę za wilkołaka, który już stracił swojego partnera. Kogoś równie pechowego jak ja.
– Czy Meredith wróciła? – zapytała cicho.
– Tak – powiedziała mama, spuszczając wzrok. – Wyglądała na smutną. Wiem, że cieszy się twoim szczęściem. Kocha cię. Ale zrozum, że ona też cierpi – powiedziała, jej głos brzmiał smutno.
Magdalena skinęła głową, wyglądając na smutną z mojego powodu.
– Gdybym wiedziała, że to może się zdarzyć, nie mówiłabym jej tych wszystkich rzeczy o partnerach. – Szczęście mamy zostało zastąpione poczuciem winy i smutkiem z mojego powodu.
Łzy napłynęły mi do oczu. Dlaczego byłam taka pechowa? Ja też chciałam wspaniałego partnera. Chciałam, żeby moi rodzice byli ze mnie dumni. Nie mogłam już dłużej słuchać, więc wróciłam do swojego pokoju. Ciemność otaczała mnie ze wszystkich stron, a ja spędziłam noc sama ze sobą...













































