
Seria Partnerka Kane'a tom 2: Alfa Xander
Autorzy
Holly Prange
Lektury
1,7M
Rozdziały
42
Rozdział 1.
Książka 2:Alpha Xander
Cassia
Patrząc na miasto z góry, widzę wszystko. Ludzie na dole wyglądają stąd jak mrówki. Budynki lśnią w słońcu, sprawiając, że Crescent City wygląda ciepło i radośnie.
Ale w moim sercu nie ma radości. Kiedy tu przybyłam, byłam pełna nadziei. W końcu udało mi się uciec z sabatu, który był dla mnie źródłem cierpienia.
Miasto bardzo różniło się od miejsca, w którym dorastałam. Nigdy wcześniej nie opuszczałam wielkiego domu, w którym mieszkał mój sabat. Przybycie tutaj wprawiło mnie w zachwyt, jakbym miała przed sobą morze nowych możliwości.
Szybko jednak przekonałam się, że myliłam się, sądząc, że mogę tu zacząć od nowa. Naiwnie wierzyłam, że kiedykolwiek zaznam szczęścia. Zastanawiam się - dlaczego los jest dla mnie tak okrutny?
Opuściłam mój okropny sabat, żeby ich powstrzymać, ale też by odzyskać wolność. Wolność od strachu i samotności, które towarzyszyły mi każdego dnia. Kręcę głową, zła na siebie za to, że byłam tak łatwowierna. Obejmuję się ramionami, jakbym próbowała się poskładać.
Kiedy w końcu poczuję się bezpiecznie? Kiedy znajdę miejsce, które mogłabym nazwać domem?
Gdy po raz pierwszy dotarłam do Crescent City, pojawiłam się tuż za miastem i weszłam pieszo. Mogłam pojawić się w środku, ale nie chciałam, żeby myśleli, że się zakradam. Zależało mi, żeby pozwolili mi wejść.
Wiedziałam, że to pomoże im mi zaufać. Na początku alfa budził we mnie lęk. Ale z czasem wydawał się trochę rozluźnić.
Jego partnerka była jednak inna. Od początku była ciepła i przyjazna. Sprawiła, że poczułam się swobodnie i mile widziana. Zaczęłam mieć nadzieję, że to miejsce może stać się moim nowym domem.
Myślałam, że w końcu będę mogła znaleźć przyjaciół, mieć własny kąt, swobodnie się poruszać. Może nawet znaleźć kogoś, kto by mnie pokochał. Ale jak bardzo się myliłam.
Moje serce krwawi. Od lat nie zaznałam prawdziwej radości. Można by pomyśleć, że odkrycie, że mam partnera, to naprawi.
Jest bardzo przystojny, ma ciemnobrązowe oczy i prawie czarne włosy. Jego skóra jest lekko opalona, a mięśnie jędrne i dobrze ukształtowane. Jest wysoki, ma szerokie ramiona i silną prezencję.
Od razu poczułam się do niego przyciągana. Serce zabiło mi mocniej, gdy go zobaczyłam. Niestety, on zdaje się nie chcieć mieć ze mną nic wspólnego. Od czasu, gdy go znalazłam, wydaje się mnie unikać, jakbym była trędowata.
Co prawda pomógł mnie chronić, gdy walczyliśmy z moim sabatem, ale od tamtej pory prawie go nie widziałam. O ile wiem, nigdy nie odwiedził mnie w szpitalu po walce. Te kilka razy, gdy mnie mijał, całkowicie mnie ignorował, jakbym była powietrzem.
Ból, który teraz czuję, jest prawie nie do zniesienia. Czuję się pusta w środku, jakby została ze mnie tylko skorupa. Moje ciało wydaje się odłączone, jakbym się rozpływała.
Jedynym powodem, dla którego wiem, że wciąż tu jestem, jest bardzo silny smutek i samotność w mojej piersi. Po wszystkim, przez co przeszłam, nigdy nie sądziłam, że coś takiego może tak bardzo boleć. Zawsze marzyłam o tym, by mieć kogoś, kogo pokocham i kto pokocha mnie.
Okazuje się, że jest ktoś, kto miał być dla mnie tą osobą. Miał być moją drugą połówką, bratnią duszą. A on mnie nie chce.
Chyba powinnam się tego spodziewać. Nawet gdyby na początku mnie zaakceptował, jestem pewna, że zostawiłby mnie, gdy tylko poznałby prawdę o mnie. Nie wiem, czy ktokolwiek chciałby kogoś takiego jak ja.
Czuję, jak moje oczy zaczynają piec, gdy emocje stają się zbyt silne. Nagle coś lekko dotyka mojego ramienia, a ja podskakuję zaskoczona, wyrwana z moich smutnych myśli.
Trzymając się za pierś, jakbym próbowała powstrzymać serce przed wyskoczeniem, odwracam głowę. Wypuszczam z ulgą powietrze, gdy widzę twarz Scarlet.
Wygląda na skruszoną, gdy mówi:
– Przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć. Wszystko w porządku?
Zmuszam się do sztucznego uśmiechu.
– Nic mi nie jest. Po prostu myślałam.
Scarlet przygląda mi się przez chwilę i łatwo można stwierdzić, że nie byłam zbyt przekonująca. Zaciska usta, zanim szybko kiwa głową, pokazując, że nie będzie mnie zmuszać do rozmowy, jeśli nie chcę.
Zamiast tego bierze mnie za rękę, by zaprowadzić mnie do dużej kanapy. Gdy tylko jej skóra dotyka mojej, moja wizja szybko się zmienia, gdy dostaję krótki wgląd w przyszłość. Znika równie szybko, jak się pojawiła, a ja mrugam szybko oczami, by je oczyścić.
Wkrótce siedzę już na kanapie, a Scarlet obok mnie. Moje oczy są szeroko otwarte, gdy odwracam się, by na nią spojrzeć, tym razem z prawdziwym uśmiechem.
– Co...? – pyta zaciekawiona Scarlet, widząc zmianę mojego nastroju, gdy uśmiech rozlewa się po jej własnych ustach.
– Właśnie zobaczyłam kawałek twojej przyszłości. Chcesz wiedzieć, co będziesz miała? – pytam, nie mogąc powstrzymać mojego uśmiechu od podekscytowanego rozszerzenia się, gdy widzę, jak twarz Scarlet się zmienia. Jej oczy otwierają się szeroko w szoku, a usta opadają.
Równie szybko jej uśmiech wraca - tylko znacznie większy i jaśniejszy niż wcześniej.
– Naprawdę?! Możesz mi to powiedzieć?! Już teraz?! Pielęgniarka powiedziała, że będę musiała poczekać co najmniej kilka miesięcy! – mówi bez tchu.
– A jednak możesz się dowiedzieć już teraz, jeśli chcesz – odpowiadam łagodnie. Jej szczęście zdaje się trochę na mnie udzielać, co jest miłe. Zaczynałam czuć, że na zawsze utknę w tym mrocznym miejscu, w którym się znalazłam.
Bierze obie moje dłonie i trzyma je w swoich, uśmiechając się do mnie radośnie. Otwiera usta, by coś powiedzieć, ale słowa zdają się nagle utknąć jej w gardle, zanim znów je zamyka i marszczy brwi.
Przechylam głowę, patrząc na nią ze zdziwieniem, zastanawiając się, skąd ta zmiana.
– Co się stało? – pytam delikatnie.
– Ethan nie chciałby przegapić tych wieści... – odpowiada, wydając się na początku nieco rozczarowana. Wyraźnie nie może się doczekać, by dowiedzieć się, czy będzie miała chłopca czy dziewczynkę.
Patrzy czule na swój brzuch, lekko głaszcząc go dłonią. Jeszcze nic nie widać, ale na jej twarzy pojawia się delikatny uśmiech.
Cieszę się, że mogła się przebadać po egzekucji Luciena. Tak bardzo się martwiła, gdy powiedział, że dziecko, którego się spodziewa, jest jego.
Nawet po tym, jak Ethan powiedział jej, że to nieprawda, nie mogła przestać się martwić, że dziecko należy do Luciena. Biorąc pod uwagę wszystko, co się wydarzyło, jej reakcja była zrozumiała.
Mogę sobie tylko wyobrazić, jak przygnębiające musi być niewiedzenie, jakie złe rzeczy mogły ci się przydarzyć, gdy byłaś nieprzytomna. Sama myśl o tym sprawia, że czuję dreszcze.
Na szczęście lekarz był w stanie potwierdzić, że dziecko rzeczywiście jest Ethana, na podstawie tego, kiedy zostało poczęte.
Kilka sekund później jej oczy znów się rozjaśniają, a usta otwierają. Prawie mogę sobie wyobrazić żarówkę zapalającą się nad jej głową.
– A co, gdybyśmy zrobili kolację?! Mogę zaprosić wszystkich naszych bliskich przyjaciół i rodzinę, a ty nam wtedy powiesz!
Wypuszczam cichy śmiech; jej szczęście jest zaraźliwe. Tak jak za pierwszym razem, gdy ją spotkałam, udaje jej się sprawić, że się rozluźniam.
Gdybym nie wiedziała lepiej, powiedziałabym, że to prawie jak magia.
– To brzmi świetnie. Kiedy chcesz to zrobić? – odpowiadam.
– Co powiesz na sobotę za dwa tygodnie?
– To będzie działać! Daj mi tylko znać, o której godzinie!
– Dobrze! – Scarlet niespodziewanie przyciąga mnie do uścisku. Na początku jestem zbyt zszokowana, by się ruszyć, ale potem też ją obejmuję.
To miłe uczucie - pocieszające. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz dostałam przytulasa. Czy miałam osiem lat? Może dziesięć?
Hmm... naprawdę tego potrzebowałam. Zbyt szybko odsuwa się, zanim klaszcze w dłonie.
Śmieję się lekko, zanim mówię:
– Powinnam już iść. Pracuję dziś wieczorem w ambulatorium.
– W porządku, to do zobaczenia później! – mówi. Wstaję, a Scarlet idzie za mną, przesuwając swoją kartą, żebym mogła zjechać windą na dół.
Gdy przybywam do ambulatorium, widzę, że jest tam tylko jedna osoba oprócz pielęgniarki o imieniu Lauren. Szybko kończy i wysyła pacjenta, zanim podchodzi do mnie.
– Okej, skoro już jesteś, to ja będę się zbierać. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, lista kontaktów jest w górnej szufladzie biurka – mówi, biorąc swoją torebkę i przewieszając ją przez ramię.
Po prostu kiwam głową z lekkim uśmiechem, zanim wychodzi, a drzwi zamykają się za nią. Ponieważ wilkołaki szybko się leczą, w ambulatorium zwykle nie ma dużego ruchu.
Zazwyczaj przychodzą głównie ciężarne kobiety na badania kontrolne lub do porodu. Poza tym często naprawiamy złamane kości, bo to pomaga im szybciej i prawidłowo się zrosnąć.
Innymi słowy, nie ma tu teraz wiele do roboty. Nie mogąc znieść nudy, chodzę dookoła i uzupełniam wszystkie zapasy.
Niestety, zajmuje mi to tylko około trzydziestu minut. Siadam na stołku przy biurku, zastanawiając się, co robić dalej.
Muszę się czymś zająć. W przeciwnym razie zacznę myśleć o nim. To tak, jakby mnie prześladował.
Każda myśl zdaje się kończyć na nim. I za każdym razem moje serce boli ze smutku.
Nagle głośny huk przeraża mnie, gdy drzwi zostają gwałtownie otwarte. Moje oczy rozszerzają się, gdy patrzę na dwie osoby, które teraz stoją przede mną.
Jeden jest podtrzymywany, gdy kuśtyka z zakrwawioną nogą. Z rany wystaje kość.
Ale to nie on mnie szokuje. Mężczyzna, który go trzyma, to ten, za którym tęskni moje serce.
Mój partner, Xander.














































