
All For Show Tom 2: W imię miłości
Autorzy
J.B.
Lektury
17,7K
Rozdziały
39
Annalise pragnie tylko jednego — prawdy. Kiedy jednak uderza niebezpieczeństwo, ostatnią osobą, po której spodziewa się ratunku, jest Gavin — mężczyzna, którego władza jednocześnie ją przeraża i kusi. Jego świat jest pełen ostrych krawędzi i tajemnic, a on jasno dał do zrozumienia, że chce ją w nim mieć — na własnych warunkach. Każdy dotyk zaciera granicę między ochroną a zawłaszczeniem, każde słowo wciąga ją głębiej w jego orbitę. Ale Annalise również ma swoje tajemnice, a jeśli wyjdą one na jaw, wszystko może lec w gruzach. Między pożądaniem a buntem zaufanie staje się niebezpieczną grą. A kiedy stawką są serca, wycofanie się może już nie wchodzić w grę.
Domek na plaży
ANNA
Jego dłonie były wszędzie. Dotykały, chwytały i pieściły każdy wrażliwy centymetr mojej skóry. Za każdym razem, gdy nasze ciała się stykały, płonęły od ognia, który między nami buchał.
„Tak cholernie za tobą tęskniłem, Annalise”, mruknął cicho, a jego głęboki, chropowaty głos łaskotał mnie w ucho.
„Mhm”, mruknęłam w odpowiedzi, delikatnie przygryzając ten dobrze znany mi poranny zarost na jego brodzie. „Pocałuj mnie.”
Kiedy to zrobił, cicho jęknęłam w jego usta. Jego smak był tak znajomy, że czułam się jak po powrocie do domu.
„Gavin”, westchnęłam z trudem, gdy odsunął się na chwilę. „Ja też za tobą tęskniłam.”
Boże, jak bardzo pragnęłam tego mężczyzny. Miesiącami marzyłam o choćby odrobinie jego czułości, a teraz wreszcie tu był. W końcu—
Bip! Bip! Bip!
Moje oczy otworzyły się szeroko. Wbiłam wzrok w sufit nad moją głową, zalany złotym blaskiem wschodzącego słońca.
„Ugh!” Prawie wybuchnęłam głośnym krzykiem, kopiąc materac z dziecięcą furią. „Znowu?!”
Anubis zapiszczał ze swojego miejsca w nogach mojego łóżka, po czym powoli podczołgał się wyżej, by delikatnie polizać mój policzek.
Szybko zgarnęłam z twarzy splątane włosy. Najwyraźniej nieźle rzucałam się przez sen. Nic dziwnego, skoro moje sny były pełne niegrzecznych igraszek z udziałem tego-którego-imienia-nie-wolno-wymawiać.
„Wszystko w porządku, piesku”, powiedziałam z westchnieniem, głaszcząc puszysty łeb mojego futrzanego przyjaciela. „To tylko zły sen.”
Mój wewnętrzny głos zaśmiał się złośliwie. Wcale nie wydawało się tak źle, kiedy on—
Ucięłam tę myśl, zaciskając zęby, a potem gwałtownie spuściłam nogi z krawędzi łóżka.
Boże, nienawidziłam go. Nienawidziłam go tak bardzo, że aż bolało. Nawet z odległości setek mil, nawet po tygodniach ignorowania każdej jego próby kontaktu, on wciąż mnie prześladował.
„Jak jakaś pieprzona zaraza.” Pomaszerowałam po skrzypiącej, drewnianej podłodze prosto do łazienki.
Przynajmniej tak sobie wmawiałam. Prawda o całej tej sytuacji była znacznie bardziej skomplikowana. Moje nastroje ciągle skakały od palącej wściekłości, przez miażdżącą depresję i obojętność, aż po sporadyczne zaprzeczanie. Wcale nie pomagała mi świadomość, że bez cienia wątpliwości mogłam go odzyskać jednym telefonem.
Jedno kliknięcie na jego kontakt i mogłabym siedzieć w prywatnym odrzutowcu, lecącym z powrotem do wartego grube miliony penthouse'u, rzut beretem od moich przyjaciół, by wpaść prosto w ramiona miłości mojego—
Pokręciłam głową. Nie ma mowy, nie idę w tę stronę. Wciąż go nienawidzę.
Byłoby o wiele łatwiej, gdyby same pieniądze wystarczyły, żebym chciała wrócić. Gdyby luksus mógł mnie zadowolić, nie musiałabym przejmować się tym, czy Gavin mnie kocha i czy mogę mu ufać. Moglibyśmy po prostu żyć jak partnerzy, bez całego tego emocjonalnego bagażu. Może wtedy nie obchodziłyby mnie jego kłamstwa.
Ale to były tylko fantazje. Skoro wolał grać w gierki i rzucać półprawdami, to ja nie chciałam być jego żoną. Co to by było za życie? Potrzebowałam czegoś więcej.
Przecież wiesz, dlaczego tak naprawdę jesteś wściekła, zanucił drwiący głosik w mojej głowie. I to prawie w ogóle nie ma związku z twoim snem.
Jęknęłam i spojrzałam na swoje zmęczone odbicie w lustrze. Jasne, dobrze wiedziałam, co mnie tak naprawdę gryzie. Ale naprawdę nie miałam ochoty o tym myśleć. O nim również nie. Jednak moje libido miało najwyraźniej inne plany. Cholerne hormony.
Odkąd wyjechałam z Nowego Jorku, mój były narzeczony punktualnie jak w zegarku co tydzień wysyłał mi kwiaty. Co tydzień na moim progu lądowały przepiękne i szalenie drogie bukiety wraz z odręcznie zapisanymi, pełnymi uczuć liścikami. Wmawiałam sobie, że mnie to irytuje. Nienawidziłam tego, że nie daje mi przestrzeni.
Aż pewnego razu kwiaty nie przyszły.
Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Może w końcu dał sobie spokój.
Przecież tego właśnie chciałam, prawda? Z jakiego innego powodu ignorowałabym go z premedytacją przez bite dziesięć tygodni?
Spróbowałam przeczesać włosy, ale wkrótce uznałam to za przegraną sprawę. Odkręciłam z piskiem kurek prysznica i zrzuciłam z siebie lekko spoconą piżamę.
Chciałam, żeby zostawił mnie w spokoju, ale teraz, kiedy faktycznie to zrobił, doprowadzało mnie to do szału. Znając go, mógł to być jego sprytny plan. Może odsunął się celowo, abym to ja poczuła potrzebę biegania za nim.
Jeśli tak było, musiałam przyznać, że po części to zadziałało. Przez ostatni tydzień co noc spędzałam na fantazjowaniu o mężczyźnie, który tak spektakularnie złamał mi serce. Chociaż za dnia wciąż byłam na niego wściekła, to coraz trudniej było mi zaprzeczyć, że byłam przynajmniej zaintrygowana.
Kiedy czytałam jego długie na stronę listy z przeprosinami i obietnicami o wiecznej miłości, nietrudno było mi wyobrazić go sobie zaszytego w biurze albo w domu w Millbrook, tak samo żałosnego i załamanego jak ja. Po raz pierwszy od mojej ucieczki naprawdę desperacko chciałam wiedzieć, co on, do cholery, porabia.
Weszłam pod ciepły strumień wody, pozwalając mu spływać po mojej skórze. Modliłam się, aby woda zmyła obezwładniającą samotność, którą za wszelką cenę starałam się ignorować.
Szczerze mówiąc, istniała spora szansa, że Gavin naprawdę skończył z tym wszystkim, że zrezygnował z naszych szans na pogodzenie się. Nasz związek i tak nie opierał się na niczym więcej niż na kłamstwie. Prawdopodobnie znalazł już sobie jakąś inną ładną, naiwną dziewczynę, by zajęła miejsce, z którego tak niewdzięcznie zrezygnowałam.
Zastanawiałam się, czy będzie się starał dla niej tak samo, jak robił to dla mnie. Wspomnienia jego intymnych zaręczyn nad wodą i naszej wspólnej wycieczki do Millbrook napłynęły wielką falą. Teraz to wszystko wydawało się zaledwie odległym snem.
Jaka byłam naiwna, myśląc, że uda mi się obronić przed zakochaniem się w nim. On po prostu rzucał na kolana. Czasami błyszczał mocniej niż słońce. A ja jakoś wbiłam sobie do głowy, że mogę bezpiecznie pozostać na jego orbicie, nigdy nie podchodząc za blisko, ale wciąż grzejąc się w jego cieple.
W ostatecznym rozrachunku to nie wystarczyło. Jak mogłam go poznać, zobaczyć wszystko, czym moglibyśmy być, a mimo to nadal trzymać go na dystans?
Zamiast tego wylądowałam w chłodnym, odległym miejscu, pełnym ciemności i oszustw. Mogłam tylko patrzeć, jak mężczyzna, któremu dobrowolnie oddałam serce, stoi na oczach całego świata u boku kobiety zdeterminowanej, by nas zniszczyć. Pieprzona Chelsea Marks. W pewnym sensie jej plan się powiódł, ale wcale tak naprawdę nie wygrała.
Ja wyjechałam, a Gavin skierował przeciwko niej całą potęgę Powell Incorporated. Z tego, co udało mi się ustalić, od czasu tego wielkiego balu charytatywnego nie znalazła nikogo, kto dałby jej pracę.
Jakaś część mnie wiedziała, że powinnam jej trochę współczuć. Można by się spierać, że jej największą wadą było po prostu to, że nie mogła zapomnieć o facecie, w którym ja również byłam zakochana.
Z drugiej strony nie miałam najmniejszych wątpliwości, że gdyby nie jej wtrącanie się, byłabym teraz szczęśliwą, a przynajmniej zadowoloną z życia żoną Gavina.
Wzięłam głęboki wdech, pozwalając, by woda obmywała moją twarz. Udawałam, że woda z prysznica to jedyne, co spływa po moich policzkach.
Wcale za nim nie tęskniłam. To stało się moją mantrą od czasu wyjazdu z Nowego Jorku.
Jaka osoba mogłaby tak rozpaczliwie pragnąć mężczyzny, który najwyraźniej miał gdzieś jej uczucia? Kogoś, kto manipulował nią i kłamał z taką łatwością?
Nie, byłam zakochana jedynie w marzeniu o tym, co mogło nas spotkać. Tylko ta myśl trzymała mnie przy zdrowych zmysłach. To przekonanie powstrzymywało mnie przed ucieczką z powrotem do jego penthouse'u.
Gdybym tylko mogła wymazać z pamięci jego cierpienie tamtej nocy, gdy odeszłam, ten szczery ból malujący się w jego oczach.
Kiedy moja skóra zaczęła się marszczyć od wody, niechętnie wyciągnęłam rękę i zakręciłam kurek. Nadeszła pora, by stawić czoła kolejnemu spokojnemu dniu w tym sennym miasteczku.
Na początku ta zmiana tempa życia była bardzo potrzebnym wytchnieniem. Teraz oznaczała jedynie, że miałam o wiele za dużo czasu na rozpamiętywanie dawnych traum.
Spojrzałam w sufit i przejechałam dłonią po brzuchu, w duchu modląc się o siłę. Prawie niewidoczne zaokrąglenie uciskało moją dłoń, stanowiąc twardy dowód.
Nieważne, jak bardzo chciałam odciąć się od starego życia, zawsze było coś, co mnie do niego przywiązywało. W końcu byłam w ciąży z dzieckiem Gavina Powella.
Nagle głośny dźwięk mojego dzwonka wyrwał mnie z zamyślenia. Prawie wyskoczyłam ze skóry. W pośpiechu chwyciłam telefon leżący na łazienkowym blacie.
„H-halo?”, zająknęłam się.
„Pani Miller, czy wszystko u pani w porządku? Brzmi pani na roztrzęsioną”, odezwał się znajomy, głęboki głos po drugiej stronie słuchawki.
Mój żołądek zawiązał się w supeł na ten dźwięk. To poczucie niemal oplotło moje serce, ciągnąc mnie z powrotem do nocy, w której patrzyłam, jak zamykają się drzwi penthouse'u, a za nimi nasza utracona przyszłość.
„Mówiłeś, że nigdy nie zadzwonisz pod ten numer.”
Listy książek
Wyświetl wszystkoSięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników










































