Cover image for Upiorna dusza

Upiorna dusza

Pierwszy Taniec

CLAIRE

Zamarłam, a mój wzrok utkwił na wyciągniętej ręce Zacharego.
Gdybym ją wzięła, to musiałabym z nim zatańczyć, udając Chloe Danes. Jak mogłabym to zrobić?
– No, Claire, nie bądź taka dramatyczna. To tylko jeden taniec! – głos Chloe odbił się echem w moich myślach.
– A...wszystko w porządku? – spytał Zack.
Wpatrywałam się bez skupienia w jego rękę. Jak totalne dziwadło.
– Yyy – to znowu wyglądało tak, jak sytuacja w kawiarni.
Opanuj się i idź z nim zatańczyć, zanim pomyśli sobie, że jesteś jakaś szalona.
– Ok – powiedziałam z przyspieszonym oddechem. Moja dłoń poczuła mrowienie, gdy włożyłam swoją rękę w jego.
Przeszliśmy na parkiet, gdzie dziesiątki par kołysały się w rytm muzyki.
Zachary objął mnie jedną ręką w pasie, a ogień, który już płonął w moich wnętrznościach, przeniósł się niżej.
Starałam się nie pozwolić sobie na to, aby ukazać moje rosnące pożądanie, gdy położyłam rękę na jego ramieniu, a my zaczęliśmy powoli obracać się w rytm muzyki.
– Jak masz na imię? – zapytał tym głosem, który sprawił, że moje palce się podkręciły.
Na szczęście miałam czas na to, aby odpowiedzieć prawidłowo.
– Chloe Danes.
Każde kłamliwe słowo kapało jak trucizna, a ogień w moich żyłach zamienił się w chorobę.
– Jestem Zack Greyson. Masz piękne imię, Chloe – powiedział.
Dziękuję, ale tak naprawdę nie jest moje.
– Dziękuję. Widziałam jak grasz na pianinie. Byłeś niesamowity – powiedziałam, po czym zdałam sobie sprawę z tego, że się rozpływam. Poczułam, jak gorący rumieniec wkrada się na moją szyję.
– Też grasz? – zapytał z uśmiechem.
Moje serce waliło, a ja przycisnęłam twarz do miękkiej tkaniny jego smokingu.
Pachniał jak drzewo sandałowe i czyste mydło.
Co ja robię? – krzyknęłam do siebie. Ledwie znam tego faceta, a już mam nos zakopany w jego garniturze!
Oddaliłam się od siebie, próbując zebrać myśli.
– Tak, grałam trochę na gitarze – odpowiedziałam.
– Grałam? Już nie grasz?
Kurna. – To znaczy… jestem po prostu bardzo zajęta…
– Kim ty jesteś, Chloe Danes? – powiedział Zachary, przerywając moje mamrotanie.
Pochylił się bliżej, aż jego oddech pieścił moje ucho. Czułam, że kolana mi słabną.
Odsunęłam się by spojrzeć mu w oczy.
– Co masz na myśli? Jestem wilkiem z Teksańskiej Watahy...
– Nie. Mam na myśli kim ty jesteś – powiedział bardziej stanowczo.
– Ponieważ… jesteś moją towarzyszką.
***
– Co?
– Że co!? – głos Chloe odbił się echem w mojej głowie.
– Jesteś moją towarzyszką, Chloe. Wiedziałem to w sekundę, kiedy cię powąchałem, kiedy grałem na pianinie.
Zatrzymałam się w miejscu. – Nie mogę nią być.
Nie mogę być wilczą towarzyszką. Jestem człowiekiem.
– On jest twój, nie mój. Prawda? – zapytałam Chloe w mojej głowie. Ale ona milczała.
Ból przeszył moje serce jak sztylet.
– Mylisz się – wykrztusiłam. – Patrzysz na niewłaściwą dziewczynę.
Ale twarz Zacka była poważna. – Złapałem twój zapach i wiedziałem.
Skrzywiłam się na podejrzenia, które widziałam, jak kwitnęły w jego oczach.
Usunął rękę z okolic mojej twarzy, marszcząc czoło. – Ale… ty też pachniesz… inaczej – kontynuował.
O Boże.
– Co jest nie tak z tym, jak pachnę? – powiedziałam, starając się o lekki ton, pomimo walącego jak młot serca.
Jego twarz pozostała surowa. – Źle pachniesz. Nie wiem, jak to opisać. Ale to nie zmienia tego, co wiem. Jesteś moją towarzyszką.
Zachary podniósł rękę i delikatnie ujął mój podbródek, patrząc mi w oczy.
Oczy Chloe, nie moje.
Nie mogłam oddychać. Gdybym jeszcze przez chwilę patrzyła w jego twarz, to wszystkie moje sekrety wylałyby się na zewnątrz.
Odwróciłam się od niego i wybiegłam z sali balowej.
***

CHLOE

Claire uciekła z sali balowej. Czułam, jak łzy napływają mi do oczu, ale nie mogłam ruszyć palcem, żeby je wytrzeć.
Przez ostatnie pięć miesięcy przyzwyczaiłam się do Claire pilotującej moje ciało, ale nigdy nie było to mniej dziwne.
Leżałam na podłodze w sypialni, która była moim więzieniem i sanktuarium od czasu przebudzenia na cmentarzu.
Moja wilczyca była skulona u moich stóp, jej futro ocierało się szorstko o moją nogę.
– Nie ma mowy – Claire myślała do mnie. – To nie jest możliwe.
Biegła długim korytarzem, kierując się do wyjścia.
– Po prostu nie mogę w to uwierzyć. Nie mogę uwierzyć w to, że on jest twój.
– Mój? – niczego wtedy nie poczułam, wtedy, gdy Zachary Greyson poprosił Claire do tańca.
To znaczy, zauważyłam, że był absurdalnie przystojny i miał doskonały gust do smokingów od Armaniego...
Ale dla wilkołaka znalezienie partnera jest jak otwarcie się niebios i rzucenie promienia światła na jedyną, idealną parę.
A przynajmniej tak słyszałam.
Ja nic takiego nie czułam, choć byłam świadoma przyciągania, które płynęło w żyłach Claire.
Chciałam jej powiedzieć, żeby uważała. Kazać jej uciekać, zanim Zachary będzie miał szansę ją skrzywdzić.
Bo oczywiście on by ją skrzywdził. To wszystko, co mężczyźni umieli robić.
Claire przepchnęła się przez tylne drzwi i wyszła na kamienny taras. Wiatr targał jej włosami.
Jej oddech był tak szybki, że myślałam, że się hiperwentyluje.
Krzyczałam na nią, a moje słowa bezgłośnie wędrowały do jej umysłu. Słyszałam jej odpowiedzi w moim własnym.
– Claire, musisz się uspokoić. Możemy to rozwiązać.
– Co miał na myśli mówiąc, że źle pachnę? – brzmiała na kompletnie spanikowaną.
– Nie mam pojęcia, ale jeśli się nie uspokoisz, to zemdlejesz i uderzysz głową o marmur. Co nie będzie zabawne dla nikogo.
– Jak ty nie wariujesz z tego powodu? On jest twój! – nalegała.
– On nie jest moim partnerem, Claire.
– Co masz na myśli? Oczywiście, że jest. Właśnie to powiedział!
– Kurwa, posłuchaj, co mówię. Zachary nie jest mój.
– Co?
– Jest twój.

CLAIRE

Słowa Chloe zabrzmiały w mojej czaszce.
Jest twój.
Zamknęłam oczy, opierając się dłońmi o barierkę tarasu.
Otworzyłam oczy w naszej wspólnej przestrzeni.
Chloe wylegiwała się na fotelu z pufą, który stał w rogu, delikatnie głaszcząc głowę masywnego wilka, który leżał u jej stóp.
– O czym ty, do cholery, mówisz? – spytałam, gdy wbiłam się szturmem do pokoju.
Połowa mojego skupienia pozostała na dziewczynie stojącej na zewnątrz w "prawdziwym" świecie, na wypadek gdyby ktoś mi przerwał.
To było zbyt ważne, musiałam porozmawiać z Chloe osobiście.
– Jestem człowiekiem. Nie mogę być z wilkołakiem! – płakałam, rzucając się na łóżko.
– Wilki łączą się z ludźmi od bardzo dawna. Jest to niezwykłe, ale na pewno nie niespotykane.
– On myśli, że jestem tobą! Myśli, że Chloe Danes jest jego partnerką, a nie ja!
Chloe podeszła, by usiąść obok mnie na łóżku.
– Ok, sposób, w jaki to widzę, jest taki – powiedziała. – Właśnie dowiedziałaś się tego, że jeden z najpotężniejszych wilkołaków w kraju jest teraz związany z tobą. Prawda?
– Tak...
– Więc mówię, że potrzymamy się blisko niego, a może w końcu uda nam się wymyślić, jak wydostać cię z mojego ciała i z powrotem do własnego.
– Dlaczego Zack miałby wiedzieć o takich rzeczach – zapytałam sceptycznie.
– Skąd mam to niby, kurwa, wiedzieć? Ale wiem, że Raphael Fernandez, Alfa Milenium, jest w związku z jakąś niesamowicie potężną kobietą z tymi, jakby... zdolnościami czy coś. Może ona mogłaby pomóc?
– Nie. Nie ma mowy!– powiedziałam, podnosząc się na nogi. – Nie mogę po prostu powiedzieć mu, żeby zostawił mnie w spokoju?
Chloe prychnęła. – Powodzenia. Więź godowa wilkołaka jest jak... jak naprawdę wielki magnes. Zawsze będzie go do ciebie ciągnęło, zawsze będzie chciał być blisko ciebie.
– To takie przerażające – powiedziałam z grymasem.
– Właściwie to takie nie jest. Nie dla nas. Znalezienie swojego partnera jest czymś, o czym marzy każdy wilk – odpowiedziała Chloe.
– Nawet ty? – zapytałam ją.
Spojrzała w górę i przez chwilę jej twarz wykrzywiła się w bólu.
– Może.
Przeszłam się po pokoju. – To nie ma znaczenia. Nie mogę po prostu go okłamywać i udawać, że jestem tobą. Z twoimi rodzicami jest wystarczająco ciężko. Nie zrobię tego.
Zatrzymałam się i spojrzałam na Chloe. – Musimy wyjechać. Uciekać. Gdzieś. Gdziekolwiek.
– Na przykład z powrotem do Amarillo? Chcesz tego spróbować jeszcze raz? – jej słowa ociekały drwiną.
Skrzywiłam się. Mniej więcej miesiąc po tym, jak znalazłam się w ciele Chloe, pojechałam autobusem z powrotem do mojego rodzinnego miasta.
Udało mi się wtedy przekonać samą siebie, że poradzę sobie z wizytą u rodziców.
Ale kiedy po przejściu z dworca autobusowego dotarłam do ich domu, zobaczyłam ich przez okno i zadławiłam się.
Siedzieli przy stole w kuchni, jedli kolację i popijali wino.
Schowałam się w cieniu na zewnątrz, każdym włóknem swojego jestestwa wołając do mamy i taty.
Rozmawiali zbyt cicho, żebym mogła usłyszeć ich słowa przez otwarte okno.
Mama podniosła kieliszek do ust i uśmiechnęła się do ojca.
W moim słabym odbiciu zobaczyłam wysoką dziewczynę z wysokimi kośćmi policzkowymi i pełnymi ustami.
Ta dziewczyna nie była ich córką.
Ich córka była niczym więcej niż duchem.
Nigdy nie mogłam wrócić do domu.
Płakałam przez całą drogę powrotną do Houston.
– To niesprawiedliwe – powiedziałam do Chloe.
– Nic z tego nie jest, do cholery, sprawiedliwe, Claire – odparła. – Ale mówię ci, że nie możesz od tego uciec. A on może być w stanie nam pomóc.
– Jak, do cholery, mam zamiar powiedzieć mu prawdę?
– Nie – powiedziała Chloe, zwężając oczy. – Nie możesz mu jeszcze o tym powiedzieć. Namów go, żeby najpierw zabrał cię z powrotem do Lumena.
– Nie mogę tak po prostu go wykorzystać po to, aby… – ale Chloe podniosła rękę, przecinając mnie krótko.
– Słyszysz to? – zapytała.
Słuchałam. Z "prawdziwego" świata, usłyszałam dźwięk zbliżających się obcasów.
Straciłam koncentrację na imprezie, która toczyła się wokół mnie.
Na szczęście, coraz łatwiej było mi płynnie przechodzić z przestrzeni mentalnej do fizycznej.
Moje nagie ramiona pokryły się gęsią skórką.
Stukot obcasów zatrzymał się, gdy matka Chloe, Norma, podeszła obok mnie.
Jej oczy były pełne troski.
– Chloe, kochanie? Czy wszystko w porządku? – powiedziała cicho. – Zastanawiałam się, gdzie jesteś. Wszyscy przygotowują się do tego, aby zobaczyć, jak Maxine rzuca bukiet.
– Dobrze, mamo. Idę – powiedziałam z fałszywą wesołością. Poszłam za nią z powrotem do środka, zamykając oczy i czując, jak ogarnia mnie pęd ciepłego powietrza.
Przeskanowałam pokój w poszukiwaniu Zacka, ale nigdzie go nie było widać.
Grupa chichoczących dziewczyn zebrała się na parkiecie. Panna młoda stała na podwyższeniu obok fortepianu.
Przypomniałam sobie, jak palce Zacka bez wysiłku tańczyły po klawiszach, gdy grał.
Te same ręce były owinięte wokół mojej talii zaledwie kilka chwil temu.
Czy naprawdę mogę być jego partnerką? Moje serce zaczęło walić na tę myśl.
Maxine machała do swoich gości weselnych. W swoich rękach trzymała bukiet świeżych białych róż.
Moja mama pociągnęła mnie do przodu w momencie, gdy Maxine odwróciła się i wystrzeliła bukiet róż w stronę czekających dziewczyn, które krzyczały zgodnie i sięgały po niego.
Kwiaty poszybowały szerokim łukiem i wylądowały wprost w moich ramionach.
Dziewczyny wydały z siebie jęk rozczarowania, ale ledwo to zauważyłam. Byłam zbyt zajęta wpatrywaniem się w bukiet w moich rękach.
Gdy na niego patrzyłam, białe płatki składały się na siebie, stając się na moich oczach pomarszczone i wysuszone.
Podskoczyłam w szoku, wypuszczając bukiet, który trzasnął sucho, gdy uderzył o wypolerowaną podłogę.
Zobaczyłam zakłopotanie na twarzach pozostałych dziewczyn. Szybko wycofałam się z tłumu w stronę mojego stolika.
– Co do jasnej cholery? – zapytała w moim umyśle Chloe.
– Dobra, wygrałaś – powiedziałam jej.
– Może i faktycznie potrzebujemy kilku odpowiedzi.
Continue to the next chapter of Upiorna dusza