
Soul Sisters Tom 2
Autorzy
S. L. Adams
Lektury
467K
Rozdziały
36
Życie Mandy przybiera nieoczekiwany obrót, gdy jej samochód ulega awarii, co prowadzi do przypadkowego spotkania z braćmi Blakely. To, co zaczyna się od niechętnie przyjętego zaproszenia na rejs z przyjaciółmi, szybko przeradza się w istny wir romansu, tajemnic i odkrywania samej siebie. Próbując uporządkować swoje skomplikowane uczucia do trzech braci, Mandy musi zmierzyć się z trudną przeszłością i zdecydować, czy jest gotowa na przyszłość pełną miłości i niekonwencjonalnych relacji rodzinnych. Czy Mandy znajdzie swoje miejsce u boku braci Blakely, czy też przeszłość wciągnie ją z powrotem w cień?
Rozdział 1
Księga 2: Kochając Mandy
MANDY
„Nie”, błagałam. „Proszę, nie”.
Głupia wskazówka w samochodzie nie przestawała się ruszać.
Wskaźnik temperatury zaczął mnie martwić, gdy byłam w połowie drogi między domem a warsztatem. Skakał w górę i w dół, a ja martwiłam się, jak zapłacę za dużą naprawę.
Zaparkowałam przed warsztatem Grave to Road Restorations i wyłączyłam gorący silnik. Mój fioletowy Mustang był jedynym samochodem, jaki kiedykolwiek miałam.
Ale miał już dwadzieścia lat. Naprawa kosztowała zbyt wiele jak na mój mały budżet.
Ostatnie miesiące były trudne. Moja najlepsza przyjaciółka wyszła za mąż i wyprowadziła się z naszego wspólnego mieszkania. To ona była właścicielką, a ja mieszkałam tam bez płacenia czynszu.
Vada zatrzymała mieszkanie, żeby na nim zarabiać, ale jej nowi mężowie kontrolowali wszystkie jej pieniądze.
Na początku to mieszkanie należało do jej ojca. Kiedy zmarł, zostawił zasady, według których jej majątkiem mieli zarządzać jego wspólnicy. Ci wspólnicy to właśnie jej nowi mężowie.
Rozumiałam dlaczego. Vada nie miała pojęcia, jak zarządzać pieniędzmi.
Pozwolili mi tam dalej mieszkać. Musiałam jednak płacić podatki, opłaty za budynek i rachunki za prąd. Ledwo starczało mi na to wszystko z mojej małej wypłaty.
Moje oszczędności malały, więc zaczęłam szukać tańszego mieszkania. Ale znalezienie taniego mieszkania w Miami było bardzo trudne.
Wysiadłam z samochodu z głośnym westchnieniem. Moja obolała cipka przypominała mi o moim wczorajszym złym wyborze.
Złym?
Nie.
Niemądrym?
Może.
Ale ten orgazm był tego warty.
Otworzyłam szklane drzwi i zaczęłam cicho narzekać pod nosem, kiedy usłyszałam świąteczną muzykę.
Wielka choinka w rogu lśniła tysiącem kurewskich lampek. To było okrutne przypomnienie, że święta są tuż za rogiem.
To miały być moje pierwsze święta bez Vady.
Piskliwy głos recepcjonistki wyrwał mnie z moich smutnych myśli. „Dzień dobry”, powiedziała głośno. „W czym mogę dzisiaj pomóc?”
„Przyszłam zobaczyć się z Vadą”.
„Och, oczywiście”, powiedziała, sięgając po telefon. „Kogo mam zaanonsować?”
„Mandy”.
„Mandy?”
„Hale”.
„Pani Mandy Hale przyszła się z tobą zobaczyć”, powiedziała do słuchawki. Wskazała mi ręką, abym poszła długim korytarzem do biur.
Vada odziedziczyła po zmarłym tacie część firmy naprawiającej stare samochody. Wyszła za mąż za trzech mężczyzn, którzy prowadzili ten biznes z jej ojcem. Więc teraz to ona była właścicielką całej firmy.
Zapukałam do otwartych drzwi.
„Wejdź!” krzyknęła Vada.
„Hej”, powiedziała. Usiadłam ciężko na krześle naprzeciwko jej biurka.
„Ktoś tu ma zły dzień”, zauważyła.
„Można tak powiedzieć”, przyznałam z ciężkim westchnieniem.
„Opowiesz mi o tym wszystkim na lunchu”, zaproponowała. Wzięła swoją torebkę z szuflady biurka. „Chodźmy”.
„Mój samochód się przegrzał”.
„Kurwa”.
„Tak. Zgaduję, że nadal nie masz prawa jazdy”.
„Nie”, powiedziała. „Nie miałam czasu na naukę. Ale mam to w planach”.
„Jasne, że masz, mała”. Zaśmiałam się.
„To jak mamy pojechać na lunch?” zapytała smutno.
„Dla mnie większym problemem jest to, jak naprawię mój samochód”.
„Chcesz, żeby Jake rzucił na to okiem?”
„Byłoby super”.
Wyciągnęła telefon i wysłała wiadomość. „Napisał, że jasne. Gdzie są kluczyki?”
„Tutaj”, powiedziałam. Podniosłam do góry moje klucze.
Kilka minut później pojawił się facet w roboczym ubraniu. „Jake kazał mi wziąć kluczyki do tego fioletowego Mustanga na zewnątrz”.
„To będzie to moje gówno”, powiedziałam i dałam mu kluczyki. „Zaczął się przegrzewać po drodze tutaj”.
„Zabierzemy go do warsztatu i sprawdzimy”, powiedział.
„Wracając do lunchu”, powiedziała Vada. Wysłała kolejną wiadomość.
Minutę później przyszedł jeden z jej mężów. Garrett był najmilszy z całej trójki. Zawsze się uśmiechał. I był bardzo przystojny. Seksowny, starszy facet.
Wszyscy trzej mężowie Vady dobrze wyglądali. Byli starsi. Mieli po czterdzieści trzy lata. Ale byli zdecydowanie seksowni. Nawet Evan, ten gbur.
„Potrzebujecie podwózki?” zapytał Garrett.
Vada wstała zza biurka i powoli przeszła przez pokój.
„Mamy rezerwację na lunch, ale samochód Mandy się zepsuł”, wyjaśniła. Wydęła dolną wargę i pogładziła go rękami po klatce piersiowej. „Nie mamy jak tam dojechać”.
„Właśnie dlatego potrzebujesz prawa jazdy, kochanie”.
„Wiem”.
„Chcecie, żebym was podwiózł?”
„Masz spotkanie o dwunastej trzydzieści”.
„Umiesz jeździć z manualną skrzynią biegów, Mandy?”
„Tak”, odpowiedziałam.
„W takim razie możesz wziąć Vipera”.
„Nie będę prowadzić tego samochodu”, powiedziałam w szoku.
„Dlaczego nie?”
„Bo kosztuje mnóstwo pieniędzy”.
„Jest ubezpieczony”, powiedział i wzruszył ramionami.
„Sama nie wiem”, westchnęłam.
„Tak!” krzyknęła radośnie Vada. „Chodźmy!”
„Dlaczego mam co do tego złe przeczucia?” Wzięłam kluczyki.
„Świetnie sobie poradzisz”, zapewnił mnie. „Jedźcie. Zjedzcie lunch. Nie śpieszcie się”.
„Jesteś najlepszy, Garrett”, powiedziała Vada. Pocałowała go w usta. Potem złapała mnie za ramię i pociągnęła korytarzem.
W drodze do holu wpadłyśmy na Evana.
Dosłownie.
Vada wpadła prosto na niego z głośnym stęknięciem.
„Zwolnij, mała”, powiedział. „Pali się gdzieś?”
„Idziemy tylko na lunch”, wyjaśniła Vada.
„Jak się masz, Mandy?” zapytał sztywno.
„Dobrze”.
Evan wcale nie ukrywał, że mnie nie lubi. Zanim Vada zakochała się w trzech starszych facetach, my byłyśmy parą.
Obie byłyśmy biseksualne. Sypiałyśmy ze sobą jako przyjaciółki od czternastego roku życia. Evanowi się to nie podobało. Czuł się przeze mnie zagrożony, kiedy starali się o serce Vady.
„Wolałbym, żebyś nie jeździła tym jej gratem”, mruknął, gdy wymienili gorący pocałunek. „Wątpię, czy to ma w ogóle poduszki powietrzne”.
„Bierzemy Vipera”, poinformowała go.
„Vipera Garretta?” zapytał zszokowany. „Czy on do reszty oszalał?”
„Pewnie tak”, zaśmiała się. „Do zobaczenia!”
Wyszłyśmy na zewnątrz, a gorące powietrze uderzyło nas w twarz. Czerwony sportowy samochód stał na parkingu dla pracowników.
Usiadłam za kierownicą i odpaliłam silnik. Ręce trzęsły mi się na kierownicy, gdy powoli wyjeżdżałam z parkingu.
„Wyluzuj”, zaśmiała się Vada. „To tylko samochód”.
Przez całą drogę do restauracji jechałam bardzo wolno.
„Dalej, babciu”, marudziła Vada. „Muszę wracać do pracy. W tym tempie dojedziemy tam dopiero na kolację”.
Zaparkowałam na samym końcu parkingu, z dala od innych samochodów.
„Poważnie?” westchnęła Vada.
„Zamknij się”, powiedziałam. Potem wysiadłam z tego absurdalnie niskiego auta.
„Dlaczego tak dziwnie chodzisz?” zapytała.
„Bez powodu”, mruknęłam.
„Znam ten chód”, zaśmiała się. Dźgnęła mnie palcem w ramię. „Ktoś tu dostał kutasa”.
„Ciii!”
„Wyśpiewaj to!”
„Możesz chociaż poczekać, aż usiądziemy?”
„No dobra”.
Kelnerka zaprowadziła nas do stolika na tarasie nad wodą. Przygryzałam dolną wargę i próbowałam wybrać sałatkę. Tylko na to było mnie stać.
„Ja stawiam lunch”, powiedziała Vada. „Przestań martwić się kasą i weź to, na co masz ochotę”.
„Wiesz, że nie lubię darmowych rzeczy”, powiedziałam cicho.
„Trudno”.
„Jak myślisz, ile będzie kosztować naprawa mojego samochodu?”
„Jake go naprawi. Ale może będziesz musiała zapłacić za części”.
„Szukam czegoś tańszego do wynajęcia”, powiedziałam. „Moje mieszkanie jest za drogie”.
„Próbowałaś znaleźć współlokatora?”
„Nie”.
„Dlaczego nie?”
„Wolę mieszkać sama”.
„Zamierzasz mi w końcu opowiedzieć o facecie, z którym wczoraj się pieprzyłaś?”
Kelnerka wróciła z naszymi napojami i przyjęła zamówienie. Patrzyłam na wodę i piłam mrożoną herbatę.
„Zrobiłam coś dość głupiego”, powiedziałam.
„O-o”.
„Pewien facet przyszedł do sklepu kupić córce jej pierwszy stanik”.
„Nie!” krzyknęła Vada. Ludzie przy stoliku za nami posłali nam gniewne spojrzenie.
„Mogę opowiedzieć tę historię?”
„Przepraszam”.
„Więc ten super seksowny facet wszedł z dwunastoletnią córką. Powiedział, że potrzebuje stanika. On nie wiedział nic o kupowaniu staników”.
„Więc zabrał ją do najdroższego sklepu z bielizną w Miami?” zaśmiała się.
„Prawda, że to dziwne?”
„Jak skończyłaś ruchać się z tatusiem od staników? I dlaczego, do cholery, nie przyszła z nią matka?”
„Ona nie żyje”.
„Och, to smutne”.
„Tak. Fotune zabrała dziewczynkę do przymierzalni, żeby dobrać jej rozmiar. Zostawiła mnie samą z tym seksownym tatą”.
„Czy wyruchał cię na ladzie w sklepie?” zapytała w szoku.
„Nie!”
„Szkoda”, mruknęła.
„Ale flirtował ze mną”.
„Ile lat miał ten facet?”
„Czterdzieści pięć”.
„Nieźle”.
„W każdym razie, Fotune bardzo długo szukała jej stanika. Zanim wyszły, on zdążył mnie zaprosić na drinka po pracy”.
„Poszłaś?”
„Jasne! Stąd ten dziwny chód”.
„No tak”, zaśmiała się. „Miał wielkiego kutasa?”
„O tak”. Moja obolała cipka zacisnęła się. Przypomniałam sobie, jak szeroko mnie rozciągał. Nigdy nie byłam z tak dużym facetem. „Poszliśmy do drogiego klubu i skończyliśmy pieprząc się w łazience”.
„Fuj”, szepnęła i zmarszczyła nos.
„Wcale nie. Było czysto. Bardzo luksusowo. Myślę, że ten facet ma mnóstwo pieniędzy”.
„Podoba ci się?”
„Jakie to ma znaczenie?”
„Nie zamierzasz się z nim znowu spotkać?”
„Wątpię. To był szybki numerek w klubowej łazience. Nawet nie wymieniliśmy się numerami telefonów ani nazwiskami”.
„Dlaczego nie?”
„Nie wiem”.
„Martwię się o ciebie, Mandy”, powiedziała. Sięgnęła przez stół i dotknęła mojej dłoni.
„Wszystko u mnie dobrze”.
„Chciałabym, żebyś przemyślała to i spędziła z nami święta”.
„To twoje pierwsze święta z mężami”, powiedziałam. „Czułabym się źle. A Evan mnie nienawidzi”.
„On cię nie nienawidzi, Mandy”, westchnęła. „A jeśli on może mieć tam swoją rodzinę, to dlaczego ja nie mogę mieć swojej?”
„Nie jestem twoją prawdziwą rodziną, Vada”.
„Ja traktuję cię jak rodzinę”, powiedziała. „To moje pierwsze święta bez taty. Jesteś mi najbliższa jak prawdziwa rodzina”.
„Masz trzech mężów”.
„Spędzałaś z nami każde święta w moim domu, od kiedy miałyśmy osiem lat”.
Dorastałam w rodzinach zastępczych. Kiedy poszłam do szkoły Vady, ona mi dokuczała. Ale potem zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami.
Rodzina Collinsów przyjęła mnie do swojego domu. Traktowali mnie jak rodzinę. Nie miałam pojęcia, gdzie była moja matka.
Opieka społeczna zabrała mnie, gdy miałam cztery lata. Od tamtej pory nie widziałam jej ani nie słyszałam o niej.
„Nie mogę przyjść do ciebie na święta, Vada”, powiedziałam.
„Co będziesz robić?”
„Pewnie zamówię chińskie jedzenie i będę oglądać Netflixa”.
„Mam dla ciebie propozycję”, powiedziała. Potarła o siebie dłonie.
„Nie zmienię zdania w sprawie świąt, mała”, powiedziałam cicho.
„To nie ma nic wspólnego ze świętami”.
„O co więc chodzi, Vada?”
„Zostało kilka biletów na rejs. I załatwiłam ci jeden!”
„Co?”
„Na rejs, na który płyniemy. Chłopaki powiedzieli, że mogę cię zaprosić”.
„Nie mogę popłynąć w rejs, Vada”.
„Dlaczego nie?”
„Hmm, niech pomyślę”, powiedziałam. Przyłożyłam palec do brody. „Od czego by tu zacząć? Nie należę do waszej dziwnej grupy i nie chcę do niej należeć. Nie mam pieniędzy. I nie mogę wziąć tygodnia wolnego w pracy”.
„Szesnaście dni”, poprawiła mnie.
„Szesnaście dni?”
„Tak. Planowali to od lat. Ludzie przyjeżdżają z całego świata. Chcą, żeby było naprawdę warto”.
„Nie stać mnie na to, żeby wziąć dwa tygodnie wolnego w pracy, Vada”.
„Masz urlop. Wiem, że go nie wykorzystałaś”.
„Nie stać mnie na zapłacenie za rejs”.
„Wszystko jest opłacone. Jedzenie, alkohol, wszystko”.
„Bardzo wątpię, że Evan się na to zgodził”.
„To był jego pomysł”.
„Jasne”.
„On myśli, że jeśli wyjdziesz za mąż za trzech facetów, nie będzie musiał się martwić, że spróbujesz mnie im ukraść”.
„Nie wychodzę za mąż za trzech mężczyzn”.
„Wiem o tym. Ale to nie znaczy, że nie możesz wziąć w tym udziału”.
„Udziału w czym?”
„Ten rejs to nie tylko spotkanie wszystkich rodzin z wieloma mężami. Jest tam wielu młodych mężczyzn, którzy szukają żony do podziału.
„Każdy ma zadanie przyprowadzić samotną dziewczynę. To przypomina trochę grę w randki”.
„Oszalałaś?”
„Nie”.
„To brzmi jak targowisko mięsa, Vada”.
„Wcale nie”, zaśmiała się.
„A więc wcale nie zależy ci tak bardzo, żebym z wami popłynęła”, domyśliłam się. „Po prostu musicie przyprowadzić samotną kobietę dla tych mężczyzn”.
„To nie jedyny powód, dla którego chcę, żebyś popłynęła, Mandy”.
„Nawet gdybym była zainteresowana waszym dziwnym życiem, a nie jestem, zapominasz o jednej ważnej rzeczy, której ci wszyscy mężczyźni pragną”.
„Seks?”
„Oni chcą mieć dzieci, Vada”, westchnęłam. „Są tam jakieś rodziny bez dzieci?”
„Nie mam pojęcia. Jestem pewna, że tak. Nie każdy chce mieć dzieci”.
„Ale większość z nich chce, prawda?”
„Chyba tak”.
„Ja nie nadaję się na kandydatkę do waszej gry w randki”.
„Nie płyniesz tam, żeby znaleźć sobie mężów. Płyniesz, bo potrzebujesz trochę zabawy w swoim życiu”.
„Nie popłynę na wasz rejs”.
Kelnerka przyniosła nasz lunch. Bardzo szybko zjadłam moją kubańską kanapkę i frytki z batatów.
„Zgaduję, że byłaś głodna”, zauważyła Vada.
„Tak. Nie jadłam dziś rano śniadania”.
„Schudłaś?”
„Nie”.
„Martwię się o ciebie, Mandy”, powiedziała. „Czy chociaż pozwolisz mi kupić ci trochę jedzenia do domu?”
„Absolutnie nie”.
„Mandy!”
„Po prostu daj z tym spokój, Vada”.
***
Włożyłam klucz do zamka. Próbowałam utrzymać parasol nad głową, a moje ciało było już całkowicie przemoczone. Nic nie przebije godzinnej jazdy autobusem w deszczowy poranek.
„Co ci się stało?” zapytała w szoku moja koleżanka z pracy, gdy weszłam tylnym wejściem do sklepu.
„Musiałam przyjechać autobusem”.
„Autobusem?”
„Tak. Mój samochód jest w warsztacie”.
„Jak strasznie”.
„Tak, było strasznie”.
„Myślę, że twój dzień zaraz stanie się gorszy”, szepnęła. „Fotune prosiła, żebym wysłała cię do jej biura, jak tylko przyjdziesz”.
Przełknęłam gulę w gardle. Strach ścisnął mój żołądek, a ja bardzo mocno myślałam nad tym, co złego mogłam zrobić.
Moje stopy wydawały się bardzo ciężkie, kiedy szłam powoli do gabinetu szefowej. Zapukałam cicho do drzwi i czekałam.
„Wejdź!”
„Chciałaś się ze mną widzieć, Fotune?”
„Tak”, powiedziała oschle. „Usiądź”.
„Czy zrobiłam coś źle?”
„Przykro mi, ale muszę cię zwolnić z pracy, Mandy”.
„Dlaczego?” zapytałam w szoku.
„Obejrzałam nagrania z kamer z twojej ostatniej zmiany”.
„Okej”, powiedziałam powoli.
„Oglądam je każdej nocy. Twoje zachowanie w stosunku do klienta było wyjątkowo niewłaściwe.
„Byłam w przymierzalni z jego młodą córką przez osiemnaście minut. W tym czasie ty bez przerwy flirtowałaś z tym mężczyzną, a on z tobą. Patrzenie na to było okropne”.
„Zobaczyłaś to wszystko na niewyraźnym nagraniu z kamery?”
Odwróciła swojego laptopa. Na ekranie leciało bardzo wyraźne nagranie. Nie było dźwięku. Ale wyraz twarzy i mowa ciała wystarczyły, by przypieczętować mój los.
Listy książek
Wyświetl wszystkoSięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników












































