Cover image for Alfa Rylan

Alfa Rylan

Rozdział piąty

Dawn

Restauracja jest piękna.
Zbyt dużo czasu upłynęło, odkąd miałam posmak tego, co niesie z sobą cywilizacja, a tu na dodatek takie bogactwo?
To miejsce może być proste i osobliwe, ale wciąż widzę małe rzeczy, które sprawiają, że jest warte więcej niż kiedykolwiek mogłabym sobie wyobrazić.
Od bogato kolorowego stołu po klasyczne i drogie dzieła sztuki zawieszone na ścianie; to wyjaśniało, dlaczego jest to jedno z ulubionych miejsc Rylana.
Ciepło bijące z płonącego, trzaskającego kominka po mojej lewej stronie uświadamia mi, jak ciepło tu jest. Podmuchy ciepła owijają się wokół moich nadgarstków, sprawiając, że jestem coraz bardziej zdenerwowana.
Czuję rękę Rylana na dolnej części moich pleców. – Usiądziemy?
Uczucie mdłości budujące się w moim żołądku chce znaleźć ujście, jednak trzymam usta mocno zamknięte. Jeśli coś powiem, mogę rozgniewać Rylana, a to nie zbliży mnie do Lucy.
Moja biedna siostrzyczka musi marznąć na dworze, a do tego być głodna. Poczucie winy wypełnia mój żołądek.
– Wyglądasz na zmartwioną – zauważa Rylan, wyciągając krzesło, na którym mogę usiąść. Robię to szybko, upewniając się, że mój strój idealnie mieści się pod stołem.
Rylan siada przede mną, delikatnie odsuwając z drogi wazon z ładnymi fioletowymi kwiatami, aby mógł mnie dobrze widzieć.
Za każdym razem, gdy na niego patrzę, widzę alfę, który nigdy nie musiał walczyć o to, czego chce.
Nigdy nie był narażony na okropności życia poza stadem i na to, jak bardzo brak rodziny może cię zniszczyć.
Muszę sobie przypominać, że to moja wina. Moja decyzja, by ich opuścić.
– Ciekawe dlaczego – mruczę, spoglądając w dół na moje dłonie zaciśnięte na spódnicy. Spotkanie ze spojrzeniem Rylana może wyrwać dziurę w fasadzie, którą szczelnie wokół siebie zbudowałam.
Wzdycha. – Jestem skłonny pójść na kompromis.
W odpowiedzi na jego słowa, decyduję się spojrzeć w górę. Jego srebrzystoniebieskie oczy są jak welon, skrywający za sobą coś, co pragnę odkryć.
Stalowy wyraz jego twarzy pasuje do koloru tęczówek, a jednak wciąż udaje mu się sprawiać wrażenie obojętnego. Co by zrobił, gdybym zdjęła z jego twarzy beznamiętność?
Czy znowu zakułby mnie w kajdanki?
Czy on się mnie boi?
– Nie wierzę ci – mówię pewnie, kładąc ręce na stole przed sobą. – Nie wierzę, że możesz zmienić swoje postępowanie.
Rylan wydaje się uważnie zastanawiać nad moimi słowami. Kiedy po raz pierwszy spotkałam alfę, był zdecydowany, jeśli chodzi o chęć posiadania i ochrony.
Jego wiara w boginię księżyca sprawiła, że był tym bardziej zatwardziały i stanowczy w swoich sposobach, co sprawiło, że czułam się szczególnie nieswojo.
Jest nieśmiały w dotykaniu mnie, jakby to miało oznaczać najgorszą formę grzechu, jakąś chorobę.
– Staram się – mówi chrapliwie. – Naprawdę się staram.
Nie wierzę mu. – Gdybyś naprawdę chciał się zmienić, nie otoczyłbyś mnie i nie porwał. Zaakceptowałbyś to, że już cię nie potrzebuję. Że jest mi lepiej z samą sobą.
Rylan pochyla się do przodu na swoim fotelu, wygląda na targanego sprzecznymi emocjami. Gdybym nie widziała tego w jego oczach, zaniepokoiłby mnie brak uczuć na jego twarzy. Jest dobry w wymazywaniu ich, niczym z tablicy.
– Zrobiłem to dla twojego dobra, nie widzisz tego? – mówi, niemal rozpaczliwie. – Jesteś chora i jest z tobą coraz gorzej.
– Mogę sobie z tym poradzić, jako alfa, ale ty... Czy naprawdę chcesz, żeby twoja siostra nie miała nikogo, kiedy w końcu całkowicie osłabniesz?
– Chętnie bym ją tu sprowadził, ale nie chcę tego robić wbrew tobie.
Potrząsam głową. – Myślę, że nie rozumiesz. Nie mam ochoty być tu przetrzymywana w niewoli. Nie mogę nawet wierzyć w waszą religię. Jeśli to oznacza, że zachoruję, to niech tak będzie.
Pokazałam swoją upartą stronę, a Rylanowi pozostało spróbować ją stłumić. Moje ręce kulą się w pięści na stole.
– Przynajmniej powiedz mi, gdzie jest twoja siostra – mówi miękko Rylan, przygryzając wargę. – Żebym mógł ją uratować.
Los pociąga za swoje sznurki dokładnie w tym momencie.
Głośny i niemal ogłuszający huk rozbrzmiewa zza moich pleców.
Odgłos rozbitego szkła przesuwającego się po podłodze sprawia, że odwracam się z przerażeniem. Piękna restauracja, którą widzieliśmy na początku, została zniszczona i zastąpiona totalnym bałaganem.
Widok czegoś takiego wcześniej by mnie przeraził, ale odłamki szkła są jak błyszczące gwiazdy nadziei, gdy uświadamiam sobie, kto je spowodował.
Lucy. Moja ukochana siostra.
Po drugiej stronie rozbitego okna, w całej swojej dziesięcioletniej okazałości, stoi moja siostra ubrana w ciemne skórzane ubranie, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
Jej jasnoblond włosy są spięte w warkocz, jej oczy błyszczą wściekle nad czarną tkaniną, którą zawiązała, by zakryć połowę twarzy. Użyła cegły, żeby rozbić okno.
Ani ja, ani Rylan nie mamy szansy się ruszyć, zanim Lucy pojawia się za mną, przyciskając groźnie do mojej szyi ostrze noża. Biorę głęboki oddech, moje spojrzenie odnajduje Rylana.
Patrzy obojętnie na to, czego jest świadkiem, nie mówiąc ani słowa.
– Odłóż nóż – mówi spokojnie, wyglądając tak, jakby w ogóle nie był tym speszony. Wiem, że przemawia przez niego całe doświadczenie alfy, które się ujawnia. Nie chce, żeby Lucy zrobiła ruch, by mnie skrzywdzić.
Wyraźnie nie ma pojęcia, że ta dziwna, mała dziewczynka jest moją siostrą. Dla niego może być po prostu kimś, kto chce skrzywdzić towarzyszkę alfy.
Lucy ma niewiele czasu, żeby się stąd wydostać, zanim personel, który jest schowany za stołami, wezwie policję.
Nie mówi ani słowa, nie chcąc dawać Rylanowi kolejnych wskazówek co do swojego wieku.
– Ta dziewczyna jest niewinna. Sugeruję, żebyś się zatrzymała, zanim zrobisz coś, czego możesz żałować – kontynuuje Rylan, powoli stając, trzymając dłonie płasko przy stole.
W każdej innej sytuacji cieszyłabym się z jego umiejętności negocjacyjnych, ale teraz chcę być daleko stąd.
Głos Lucy brzmi obco, gdy mówi: – Przesuń się o kolejny cal, a będzie martwa.
Malujący się na mojej twarzy strach jest jak symbol alarmowy dla alfy, który powstrzymuje go przed zrobieniem czegoś, czego mógłby żałować.
Gdy widzę błysk strachu w jego oczach, lęku przed utratą, poczucie winy osadza się ciężko w dole mojego żołądka.
Lucy nie mogła znać innego sposobu na wydostanie mnie stąd, ale nadal trochę mnie irytuje, że musiała zagrozić mojemu życiu na jego oczach.
Powoli, dzięki podpowiedziom ciała Lucy, zostaję zmuszona do wstania. Rylan tylko się przygląda, marszcząc brwi. Czuje się bezsilny, widzę to. Wierzy, że jeśli się ruszy, to mogę wtedy zginąć.
– Przepraszam – wykrztuszam, nie mogąc się powstrzymać.
Czuję, jak więź między nami protestuje. Kiedy czułam ją wcześniej, było to dziwne, bolesne uczucie w żołądku, z którym radziłam sobie przez cały tydzień, zanim znów mogłam poczuć się lepiej.
Teraz obrzydliwe, obciążające uczucie skrada się z powrotem z każdym krokiem, który robię do tyłu. Staram się je stłumić.
Lucy jest niższa ode mnie, ale buty, które ma na sobie, zapewniają jej wystarczający wzrost, by dorównać mojemu, co wystarczyło, by przeprowadzić mnie przez szklane okno.
Moja stopa prawie zahacza o wystające niebezpiecznie ostre odłamki, ale nie patrzę w dół.
Nie ma mowy, żebym mogła oderwać wzrok od Rylana. Zwłaszcza jego ciemniejących oczu, bo nadal siedzi przy stole na środku sali.
– Odzyskam cię – rzuca miękko, wiedząc, że nie ma sposobu, aby się z tego wydostać.
– Rozerwę świat na strzępy.
I to jest ostatnie zdanie, jakie słyszę od mojego towarzysza, zanim Lucy i ja uciekamy w mrok ulic.
***
– Jak było w środku? – pyta Lucy. Jej dociekliwy uśmiech jest szeroki.
Nie powiedziałyśmy do siebie ani jednego słowa, dopóki nie wróciłyśmy do naszego obozu. Było to zbyt niebezpieczne, ponieważ trzymałyśmy się blisko ścian, aż udało nam się wyjść na zewnątrz ponad dwie godziny później.
Niestety dla moich osłabionych nóg i niezręcznego ubioru, spacer był bolesny, ale dom Rylana był po drugiej stronie watahy i nie miałyśmy wyboru.
– Nie – mówię ostrożnie, podsycając ogień krawędzią tępego kija. – Musisz mi powiedzieć, jak mnie znalazłaś.
Lucy jest silna, zawsze to wiedziałam. A jednak nie miałam pojęcia, że jest zdolna do zorganizowania tak udanej misji ratunkowej u alfy.
Biedna dziewczyna powinna być teraz w szkole, szczotkować włosy innym dziewczynom i robić im makijaż. A nie mieszkać co noc w lesie ze swoją popapraną siostrą.
Siedzi przede mną w brudzie, nogi ma wyciągnięte przed siebie i przykryte postrzępionym kocem, który mamy od czasu pierwszej ucieczki.
Światło ognia otacza jej ładne rysy, przyciemniając jej i tak już prawie czarne oczy. Jej włosy pociemniały, odkąd tu jesteśmy, ale i tak są złote i piękne.
– Szłam za tobą – mówi gładko. – Wiedziałam, że zamierzasz się z nim spotkać. Nie mogłaś się powstrzymać.
Czasami Lucy sprawia, że czuję się od niej gorsza. Powoli żuje skórkę bochenka chleba, który ukradłyśmy z zamkniętego straganu na rynku w drodze powrotnej, wpatrując się w sukienkę, którą mam na sobie.
– Znasz mnie zbyt dobrze.
– Tak, cóż... teraz możesz mi powiedzieć, jak to jest…
– Chwila – mówię, trzymając rękę w górze, aby ją zatrzymać. – Poszłas za mną do posiadłości Rylana? Gdzie spałaś tej nocy?
Lucy wydaje się zirytowana moim brakiem odpowiedzi na jej pytanie. – Spałam w jego piwnicy z winami.
– W porządku, cóż, wewnątrz jego domu jest niesamowicie. Jest bardzo bogaty i posiada kilka niesamowitych rzeczy. Pokochałabyś to, gdyby nie było to najbardziej opresyjne i monitorowane miejsce na tym całym świecie.
– Szybko wykopałabyś dziurę w ścianie – mówię jej.
Wydaje się zdruzgotana, słysząc moje słowa, ale spodziewała się tego. Wiem na pewno, że ona nie chce żyć życiem Rylana tak samo jak ja. To największy powód, dla którego nie oddałam się w jego ręce.
Stoję, podczas gdy Lucy mi się przygląda. Powoli rozpinam sukienkę z tyłu i otrzepuję ją.
W te zimne noce przydałby mi się dodatkowy materiał. Teraz jednak chcę mieć symbol, którym podziękuję Lucy, więc stoję, chwytając sukienkę, którą zdjęłam, by wrzucić ją do ognia.
Płomienie pochłaniają ją w sekundę, iskry lecą w górę, gdy ogień łakomie pochłania każdy cal drogiej tkaniny.
Lucy obserwuje w milczeniu, z uśmiechem na twarzy, jak to, co kiedyś było piękne, powoli zamienia się w nic innego jak popiół.
– On nigdy nas nie znajdzie. To już koniec – mruczy Lucy.
Z jakiegoś powodu nie wierzę jej. Musiała nie widzieć spojrzenia w jego oczach w tych ostatnich chwilach.
W tym momencie nie byłam pewna niczego.
Continue to the next chapter of Alfa Rylan