
Cienie ognia: opowieść Kiry
Autorzy
Daphne Anders
Lektury
59,3K
Rozdziały
2
Rozdział 1.
KIRA
Minął miesiąc od ceremonii, w której ja i Cerion zostaliśmy partnerami.
Poranne słońce wpadało przez na wpół zasłonięte firanki, budząc mnie swoim ciepłem.
Obróciłam się w łóżku, spodziewając się znaleźć obok Ceriona. Ale ze smutkiem stwierdziłam, że go tam nie było.
Jego strona łóżka była zimna i pusta. Otworzyłam oczy i zobaczyłam pustkę.
Zastanawiałam się, gdzie mógł się podziać. Cerion zwykle nie wstawał wcześnie i często trzeba go było zachęcać, żeby wyszedł z łóżka.
Przez zachętę mam na myśli seks. Cerion lubił zaczynać dzień od porannych igraszek.
Ja też to lubiłam. Naprawdę cieszyłam się bliskością z nim.
Uwielbiałam, jak jego ciało przylegało do mojego – jego gładka, twarda klatka piersiowa dotykająca moich piersi, uwielbiałam, jak sadzał mnie na swoich kolanach, nasze nogi splatały się, czułam jak twardnieje przy mnie.
Wiedział, jak to na mnie działało. Sprawiało, że pragnęłam go mocno, chciałam go dotykać i całować.
Kiedy się łączyliśmy w parę, nasze smoki też się łączyły. To było niesamowite, co nasza więź potrafiła zrobić, co pozwalała nam odczuć.
Gdy nie byliśmy razem, czuliśmy się niepełni. Nasze smoki tęskniły za sobą.
Przytuliłam poduszkę Ceriona, przesuwając się z powrotem na swoją stronę łóżka. Wdychałam jego zapach, zamykając oczy, by rozkoszować się wonią jego wody kolońskiej.
Jeszcze kilka chwil, powiedziałam sobie, przyciskając poduszkę do twarzy.
To było coś, co lubiłam robić przed rozpoczęciem dnia pełnego spotkań i nudnych spraw związanych z finansami, pracą w kopalni czy kwestiami rady.
Bycie członkiem rodziny królewskiej czasami bywało nużące. Ale były też zabawne momenty.
Poza spotkaniami rady i ludźmi obserwującymi nas, było też ekscytująco. Każdy dzień z Cerionem był pełen radości.
Czy to przytulanie się, czy latanie po niebie w smoczej formie, każda chwila była fascynująca.
Czy to nie dziwne? Jak z wrogów staliśmy się partnerami? Jak zdaliśmy sobie sprawę, że nie możemy żyć bez siebie?
Nasz pierwszy tydzień razem był trudny i wiedziałam, że będzie więcej wyzwań. Ale wiedziałam też, że stawimy im czoła razem – jako stado.
Westchnęłam cicho, wyciągając ramiona do góry i otwierając oczy.
Czas wstać. Dość już tego wylegiwania się i marzeń o zostaniu w łóżku z Cerionem. Wiedziałam, że muszę się ruszyć.
Gdy w pełni otworzyłam oczy, zobaczyłam złożoną kartkę na szafce nocnej Ceriona.
Jego pismo było idealne, jak zawsze. Moje imię było starannie wykaligrafowane ciemnym atramentem na białym papierze.
Szybko otworzyłam list i zaczęłam czytać.
Moja najdroższa Kiro,
Uwielbiam patrzeć, jak śpisz, Kiro. Kocham, jak poranne słońce przebija się przez zasłony i sprawia, że twoja skóra wygląda jak złoto. Kocham, jak się poruszasz, ale nie budzisz, dopóki nie przytulę cię mocno. Kocham, jak otwierasz oczy i uwielbiam ich błękit. Chciałbym, żebyśmy mogli zostać tak na zawsze, trzymając się nawzajem, bez słów. Ale teraz potrzebuję, żebyś wstała i spotkała się ze mną przy smoczym wejściu. Mam dla ciebie niespodziankę, moja miłości.
Przycisnęłam list do serca, wydając z siebie ciche westchnienie.
Cerion zawsze był trudny do rozgryzienia. Często był chłodny i poważny, ale czasami stawał się czuły i słodki.
Otrzymanie od niego listu miłosnego było jedną z tych słodkich chwil i sprawiało, że moje serce topniało.
Smocze wejście zwykle oznaczało, że albo zamierzaliśmy przemienić się i latać, albo oddać się miłości.
Obie możliwości sprawiły, że byłam podekscytowana.
Szybko wstałam z łóżka i prawie pobiegłam do mojej garderoby.
Cerion sprawiał, że czułam się szczęśliwa, jak młoda dziewczyna zakochana po raz pierwszy. I w pewnym sensie tak było.
Przed nim nigdy nie byłam zakochana ani z nikim nie chodziłam. Mój ojciec na to nie pozwalał. Ale teraz byłam po uszy zakochana w mężczyźnie, którego kiedyś nazywano Smokiem Zniszczenia.
Wybrałam niebieską jedwabną sukienkę na ten dzień. Była miękka w dotyku i dobrze opinała moje ciało.
Założyłam srebrne szpilki i zrobiłam delikatny makijaż – różowa szminka, złoty rozświetlacz na policzkach i odrobina korektora pod oczami.
Moje włosy wciąż były kręcone od poprzedniej nocy. Spojrzałam na siebie ostatni raz w lustrze, zanim wyszłam, kiwając głową strażnikom, gdy ich mijałam.
Pospieszyłam korytarzem, moje serce biło szybko z podekscytowania.
Gdy dotarłam do smoczego wejścia, zalały mnie wspomnienia. Kamienny portal, ozdobiony rzeźbionymi smokami, przypomniał mi o naszej ceremonii, nocy, gdy staliśmy się jednością, nocy, gdy mój smok się ujawnił.
Cerion czekał na mnie, odwrócony plecami, jego mięśnie widoczne przez czarną jedwabną koszulę.
Odwrócił głowę, by na mnie spojrzeć, z lekkim uśmiechem. „Dzień dobry, moja luno”.
Poczułam ciepło w piersi. „Dzień dobry, mój alfo”.
Oblizał wargi. „Wyglądasz dziś rano bardzo apetycznie”.
Zaśmiałam się, podchwytując jego żart. „Nie wiedziałam, że wilkołaki są tak głodne”.
Uniósł brew. „Naprawdę? Zawsze jestem głodny, gdy na ciebie patrzę”.
Zarumieniłam się, czując gorąco na twarzy. „Więc, jaka to niespodzianka?”
Wzruszył ramionami z figlarnym błyskiem w oczach. „Nie mogę ci powiedzieć. To by zepsuło niespodziankę”.
Przewróciłam oczami, podchodząc do niego. ”Wiesz, że nie lubię czekać”.
Wyciągnął rękę, jego kciuk musnął mój policzek.
„Luna musi nauczyć się cierpliwości. Zawsze musi zachować spokój”.
Zaśmiałam się, chwytając jego nadgarstek. ”Dzięki za lekcję savoir-vivre’u”.
Spojrzał na mnie z góry z lekkim uśmiechem. Oboje testowaliśmy się nawzajem, przesuwając swoje granice.
„Podobało ci się, prawda?” odparłam, czując, jak moja twarz się rumieni.
„Może mi się podobało” powiedział, lekko wzruszając ramionami, nasze oczy połączone w figlarnym spojrzeniu.
„W końcu to przyznajesz” zaśmiałam się.
Cerion objął mnie w talii, przyciągając bliżej. „Tylko krótki lot i będziemy na miejscu niespodzianki” powiedział, splatając nasze palce, gdy prowadził mnie do smoczego wejścia.
Wzięłam głęboki oddech, przygotowując się do przemiany.












































