Banter obserwowała, jak samochód mija park po raz trzeci.
To był ten sam samochód: matowy, ciemnoniebieski, czterodrzwiowy sedan. Prowadził mężczyzna, ale miał nasuniętą na czoło zwykłą, biało-beżową czapkę z daszkiem, przez co nie dało się go opisać.
Prawdopodobnie wcale by tego nie zauważyła, gdyby nie fakt, że była z Kyle'em, najmłodszym synem Coreya. Miała w sobie instynkt opiekuńczy, a Kyle był jej małym kumplem.
Nie mówiąc już o tym, że prawdopodobnie była tak spostrzegawcza, ponieważ tylko ona i Kyle byli w parku. Było wczesne popołudnie w połowie kwietnia, bardzo ładny dzień.
Odebrała go z przedszkola po porannych zajęciach, żeby po obiedzie zabrać go do jego ulubionego parku. Planowali zostać tam jeszcze przez godzinę, a potem pójść do domu, żeby spotkać się z Colo, bratem Kyle'a, na przystanku autobusu szkolnego.
Banter mogłaby nie zauważyć samochodu również wtedy, gdyby nie to, że usiadła na samej górze konstrukcji huśtawki, podczas gdy Kyle huśtał się z całych sił pod nią. Miała stamtąd świetny widok na całą okolicę.
„Widziałeś to?” – powiedziała Banter do Kyle'a.
„Co widziałem?”
„Kiedy podjeżdża samochód, powinieneś go obserwować i sprawdzać, czy nie widziałeś go już wcześniej”. Uczyła go ostrożności, ponieważ Kyle zbyt mocno ufał wszystkim dookoła.
„Och. Ten niebieski?”
„Tak”.
„Czapka z daszkiem?”
„Tak”.
Banter uśmiechnęła się. Droczył się z nią i przez cały czas obserwował samochód. Była zadowolona, bo był to bardzo bystry chłopiec, o wiele mądrzejszy niż typowy pięciolatek.
Pomyślała o bracie Kyle'a, Colo. Miał osiem lat i wykazywał wszelkie oznaki, że jest synem swojego ojca i we właściwym czasie sam prawdopodobnie zostanie policyjnym detektywem.
Kyle wydawał się być nią całkowicie zauroczony i robił wszystko to, co ona, co trochę ją martwiło.
„Rozbujasz tę huśtawkę tak wysoko jak ja?” – powiedziała.
Kyle zachichotał, tracąc koncentrację i rozpęd. Spojrzał na nią z szerokim uśmiechem, nie próbując już huśtać się jak najwyżej, a jego czarne włosy fruwały mu wokół twarzy. Miał takie same brązowe oczy jak ojciec; w rzeczywistości zarówno Kyle, jak i Colo wyglądali jak jego kopie.
„Mogę skoczyć?” – zapytał.
„Nie. Jeśli ja nie skaczę, ty też nie skaczesz”. Odrzuciła do tyłu swoje falowane, brązowe włosy.
Wstała, przechodząc po samej górze konstrukcji huśtawki, jakby szła po równoważni. Na końcu oparła jedną stopę na wsporniku, po czym pochyliła się, żeby się chwycić, i zsunęła się na ziemię.
„Będziemy musieli już iść?” – zapytał ze stęknięciem. Kyle całkowicie zatrzymał huśtawkę, szurając stopami po ziemi. Ściółka pod huśtawką wyglądała na całkowicie startą, prawdopodobnie dlatego, że inne dzieci szurały po niej stopami tak jak Kyle.
„Ten samochód mnie niepokoi. Widziałeś numery na tablicy rejestracyjnej?”
Kyle pokręcił głową. „Nie widziałem”.
„No tak” – powiedziała z niepokojem. Kierowca zasłonił tablicę rejestracyjną błotem, więc Banter mogła tylko stwierdzić, że pochodzi z tego samego stanu, w którym się znajdowali.
„Możemy pobawić się w ninja?” Jego oczy rozbłysły z ekscytacji.
Banter prawie się roześmiała. Była to gra, w którą bawiła się tylko z Kyle'em; uczyła go ona ostrożności w miejscach publicznych, szczególnie w pobliżu nieznajomych. Czasami stawała się zabawą polegającą na pozostaniu niewidzialnym w ruchu i zwykle ewoluowała wraz z pojawianiem się nowych sytuacji.
„Możemy. Musimy tylko wymyślić, gdzie jest ten samochód, i pójść w innym kierunku” – powiedziała.
Kyle zeskoczył z huśtawki. „Chodźmy”. Jego oczy błyszczały z ekscytacji. „Sto punktów. Musimy wydostać się z parku tak, żeby samochód nas nie zobaczył”.
Kiedy bawili się w tę grę, wyznaczała mu cele i punkty do zdobycia, co zdawało się być jedyną motywacją, jakiej Kyle potrzebował. Często zastanawiała się, kiedy chłopak uzna, że potrzebuje jakiejś nagrody za zebrane punkty.
„W którą stronę idziemy?” Lubiła, gdy to on podejmował decyzje.
Kyle rozejrzał się przed wyruszeniem biegiem w stronę ulicy, w kierunku przeciwnym do tego, w którym po raz ostatni jechał samochód. Banter pobiegła za nim, z łatwością dotrzymując mu kroku, po czym Kyle zatrzymał się z poślizgiem na krawężniku.
Szybko spojrzał w obie strony, po czym przebiegł przez ulicę, po drodze omijając zaparkowany samochód i upadając na ziemię.
Banter dołączyła do niego, kładąc się na brzuchu u jego boku, aby mogli obserwować ulicę spod samochodu. Ta pozycja pozwalała im dostrzec, czy z któregoś kierunku nie nadjeżdża samochód. „Dobra robota”. Banter czuła taką samą ekscytację jak Kyle, kiedy grali w tę grę, uwielbiając patrzeć na decyzje, które podejmował.
Kyle odpowiedział jej uśmiechem i leżeli w ciszy przez piętnaście minut. Dzięki przebywaniu z nią i grze w ninja chłopak rozwinął w sobie niezwykłe poczucie cierpliwości, więc nawet nie wiercił się podczas czekania.
Banter czekała, aby zobaczyć, jak długo chłopiec wytrzyma w bezruchu, lub do momentu, aż samochód znowu się pojawi. „Samochód” – szepnęła.
Ten sam niebieski samochód powoli przejechał obok, skręcając, aby okrążyć park i przejechać na drugą stronę, po czym zniknął w tym samym kierunku, z którego przyjechał.
„Co teraz?” – powiedziała.
„Musimy być ninja”.
„Więc co robimy?”
„Śledzimy go. On nie będzie patrzył tam, gdzie już sprawdzał”.
Jego logika była solidna, co zrobiło na niej wrażenie, więc skinęła głową z aprobatą, a chłopiec uśmiechnął się szeroko.
„Ten człowiek pewnie myśli, że już stąd poszliśmy” – powiedziała. „Chodźmy”.
Oboje potruchtali ulicą, kierując się w tę samą stronę, w którą odjechał samochód. Kyle szedł lekko pochylony, wykorzystując jako osłonę każdy zaparkowany przy krawężniku pojazd, co wydało jej się zabawne, ponieważ nie było tam wystarczająco dużo aut, by zapewnić im prawdziwą osłonę.
Pozwoliła mu jednak robić to, co uważał za stosowne, a sama w tym czasie trzymała straż. Po przejściu dwóch przecznic zatrzymali się na rogu, z jednej strony ukrywając się za drzewem, ponieważ w tym miejscu musieli skręcić.
„Co teraz?” – powiedziała do Kyle'a.
Kyle pochylił się nisko. „Samochód” – powiedział cicho.
Banter poszła w jego ślady. Kyle usłyszał samochód w momencie, gdy się odezwała, a ten sam niebieski, czterodrzwiowy samochód nadjeżdżał w ich stronę zza drzewa, z ukrytej strony.
Przyciągnęła Kyle'a do siebie i zaczęli przesuwać się wokół wielkiego klonu, podczas gdy auto przejeżdżało obok. Banter poczekała, aż samochód zniknie im z oczu, zanim się ruszyli; nie wyglądało na to, żeby kierowca ich zauważył. „Tędy” – powiedziała, przebiegając truchtem przez ulicę.
Jedynym problemem podczas pieszego podróżowania z Kyle'em było to, że chłopiec nie potrafił biegać tak szybko ani tak daleko jak ona. Była przyzwyczajona do długodystansowego joggingu w dość szybkim tempie, niemniej jednak pracowała nad jego wytrzymałością.
„Nie musisz biec tak szybko” – powiedziała, gdy spróbował biec najszybciej jak potrafił, skoro już nie chował się za samochodami. „Wolniej, ale na większy dystans też jest w porządku, a my musimy dotrzeć aż do samego domu”.
Ucieszyła się, gdy zwolnił do tempa, o którym wiedziała, że będzie w stanie utrzymać je dłużej niż przez jedną przecznicę. Utrzymywał ten trucht przez kolejne cztery przecznice, dopóki nie zatrzymali się pod kolejnym drzewem, by Banter mogła pozwolić mu odpocząć.
Ostatni przejazd samochodu pozwolił jej lepiej przyjrzeć się tablicom rejestracyjnym z obu stron. Kilka cyfr i liter było wyraźniejszych, mimo że ktoś zabrudził obie tablice. Zepchnęła to, co zobaczyła, w głąb umysłu, aby później przemyśleć to i rozwiązać.
„Gotowy” – powiedział Kyle.
Banter musiała przyznać, że chłopiec biegał coraz lepiej na dłuższe dystanse i potrzebował mniej odpoczynku w międzyczasie. „Jeszcze dwie przecznice i będziemy na ruchliwej ulicy, gdzie nie będziemy mogli polegać na uszach, tylko na oczach” – powiedziała.
Kiwnął głową i ruszył truchtem, a Banter podążyła za nim, nasłuchując uważnie na wypadek, gdyby samochód nadjechał z tyłu.
Mimo to na wszelki wypadek spoglądała za siebie co kilkanaście kroków. Dotarli do ruchliwej ulicy, nie zauważając auta, a Kyle wcisnął przycisk, aby włączyć zielone światło na przejściu.
„Myślę, że zdobyliśmy dwieście punktów” – powiedziała Banter, zauważając, jak bardzo Kyle urósł. Był najwyższym dzieciakiem w swojej grupie w przedszkolu, co jej nie dziwiło, ponieważ oboje jego rodzice byli wysocy.
Kyle uśmiechnął się, a ona odwzajemniła uśmiech, wiedząc, że jest szczęśliwym chłopcem, zwłaszcza kiedy z nią przebywa. „Pięćset, jeśli dotrzemy do domu bez zobaczenia auta” – powiedział.
Banter uznała, że to będzie trudne i zastanawiała się, dlaczego byli śledzeni. Czy ten facet myślał, że też jest dzieckiem? Jakiś drapieżnik przekonany, że śledzi dwoje dzieci? Tak musiało być. Dlaczego miałby śledzić dorosłą i dziecko?
Banter była niewiele wyższa niż metr pięćdziesiąt i raczej drobna, więc często brano ją za dziecko. A że siedziała na górze konstrukcji huśtawki, tworzyła pozory bycia dzieckiem, bo przecież który dorosły by tam siedział?
Od jakiegoś czasu zapuszczała też włosy i nosiła je rozpuszczone, co prawdopodobnie ukrywało niektóre jej rysy i utrudniało dostrzeżenie, ile dokładnie ma lat. Jej brązowe oczy były dość duże, co również potęgowało iluzję młodości, pomimo tego, że miała dwadzieścia osiem lat.
Światło się zmieniło i przebiegli truchtem przez ulicę. „Drogeria” – powiedziała, kierując Kyle'a w inną stronę.
Pół przecznicy dalej znajdowała się drogeria, pojedyncza stacja benzynowa oraz sieciowy sklep spożywczy, które obsługiwały ich osiedle z domami należącymi do wyższej klasy średniej.
Okolica była ładna, a Banter podczas joggingu okazjonalnie sprawdzała stan bezpieczeństwa u starszych sąsiadów, którzy oczywiście myśleli, że po prostu wpadła w odwiedziny.
Ona i Kyle schowali się w drogerii, a kasjerki, które ich znały, pomachały im. Banter odmachała, podążając za Kyle'em, który lubił spacerować w górę i w dół alejek, choć wiedziała, że w końcu i tak trafi do alejki z zabawkami.
Minęli pracującego tam nowego chłopaka, który szedł za nimi do momentu, aż zorientował się, że Banter jest dorosła, a nie dzieckiem.
Kyle zatrzymał się, aby sprawdzić, co nowego pojawiło się w alejce z zabawkami. Banter zdążyła już ustalić z nim zasadę, że patrzenie i dotykanie jest dozwolone, jednak nie zamierzała ulegać żadnemu marudzeniu, gdyby zażądał, by mu coś kupiła.
Obaj chłopcy już to zrozumieli. Kyle obejrzał wszystkie zabawki, ale żadna z nich nie wydawała się go ekscytować, co – jak uznała Banter – wynikało z tego, że wiedział, iż nie może mieć żadnej z nich.
„Chodźmy spotkać się z Colo” – powiedziała Banter po jakimś czasie.