
Co skrywają blizny
Rozdział 3.
Raylon
. . . . . . . . 6 lat temu
Pałac królewski
Pięć Królestw
Stałem u boku brata, gdy ogłaszał radosnemu tłumowi narodziny swego syna, Azmurtasa.
Cieszyłem się szczęściem brata i pojawieniem się nowego następcy tronu. Nie musiałem już być kolejnym w linii sukcesji.
Nie musiałem już pokazywać ludziom mojej oszpeconej twarzy. Wszyscy inni wyglądali idealnie dzięki specjalnym medykom, którzy potrafili zmieniać wygląd ludzi. Ale to wszystko było sztuczne.
Włosy były nieprawdziwe i zmieniane codziennie. Piękne twarze modelowano wedle zachcianek. Umięśnione ciała mężczyzn powstawały bez wysiłku.
To było miejsce, gdzie każdy pragnął wyglądać perfekcyjnie. Wszyscy chcieli mieć najdoskonalszy nos, oczy i wszystko inne.
Problem w tym, że istniało tylko tyle sposobów na osiągnięcie doskonałości. Teraz wielu ludzi w Pięciu Królestwach wyglądało jak dwie krople wody.
Patrząc na tłum, cieszyłem się, że mam maskę. Byłem inny. Wyróżniałem się z tłumu.
Ludzie mojego ojca stworzyli dla mnie wyjątkową maskę. Była wykonana ze specjalnego metalu, który odsłaniał jedynie moje oczy. Miała wiele funkcji.
Posiadała własne filtry powietrza i mogła łączyć się z innymi urządzeniami. Była nawet na tyle mocna, by zatrzymać broń.
Ale nawet z moją metalową twarzą czułem się samotny. Byłem mężczyzną niepodobnym do innych, sam pośród morza pięknych ludzi.
Obserwowałem, jak mój brat uśmiecha się, trzymając swego nowo narodzonego syna. To była radosna chwila dla naszej rodziny.
Ktoś dotknął mego ramienia i odwróciłem się, by ujrzeć służącą królowej wskazującą na wielkie łoże, gdzie spoczywała królowa. Podszedłem do niej.
– Mystasar, wszystko w porządku?
Nazywałem królową po imieniu tylko gdy byliśmy sami. Obdarzyła mnie zmęczonym uśmiechem i poklepała miejsce obok siebie na łóżku.
Lekarze pomagali jej dojść do siebie po porodzie.
– Raylon, kiedy dasz nam siostrzenicę lub siostrzeńca? Ja dałam ci czworo, a ty nie dałeś mi żadnego – uśmiechnęła się.
Spuściłem wzrok. Maska zakrywała moją twarz, ale królowa mogła widzieć moje oczy z bliska.
– Moja królowo, wiesz, że dałbym ci wszystko, czego zapragniesz. Me życie, gdybyś tego chciała. Ale obawiam się, że nie mogę dać ci tego, o co prosisz teraz.
– To nie jest coś, co mogę zrobić – zabrzmiałem smutniej, niż zamierzałem.
Mystasar z trudem usiadła i delikatnie dotknęła mej dłoni.
– Raylon, znajdziesz miłość, jeśli pozwolisz, by się to stało. Nie bój się. Nie odpychaj jej, gdy nadejdzie. Świat jest wielki i myślę, że jest ktoś dla każdego z nas, nawet dla ciebie.
Choć nie mogła tego zobaczyć, jej słowa wywołały uśmiech pod moją maską. Chciałem w to wierzyć.
Chciałem mieć nadzieję, że gdzieś jest kobieta, która nie spojrzy na mnie jak wszyscy inni.
Ktoś, kto zobaczy poza mymi bliznami i dostrzeże prawdziwego mnie pod spodem. Ktoś, kto przyjmie całą miłość, którą mam w sobie, czekającą, by ją ofiarować.
Skinąłem głową i wstałem z łóżka.
– Może kiedyś, moja królowo. Na razie mym zadaniem jest chronić króla i nowego księcia, oraz me siostrzenice, które z pewnością nie mogą się doczekać powrotu ze szkoły, by poznać brata.
– Odpocznij teraz, Mystasar, i wiedz, że zawsze jestem tu, gdybyś czegoś potrzebowała – skłoniłem głowę i wróciłem do brata.
Gdy tłum wiwatował, a z przyjęcia na dole dobiegała muzyka, Zasrus odwrócił się do mnie z uśmiechem. – Chcesz go potrzymać?
Skinąłem głową z entuzjazmem i wyciągnąłem ręce po małego chłopca. Mój brat położył go w mych ramionach.
Patrząc na mego uroczego, śpiącego siostrzeńca, przypomniałem sobie dzieci z czasów mej młodości, które krzyczały i płakały na mój widok.
Czy on też będzie się mnie bał? Jego siostry się nie bały, więc może on też nie będzie.
Postanowiłem, że nie będę próbował się tego dowiedzieć. Przynajmniej dopóki nie będzie starszy.
Zaniosłem Azmurtasa z powrotem do środka i usiadłem na łóżku. Gdy usiadłem, chłopiec otworzył oczy i spojrzał na mnie.
Patrzył w me oczy, poniżej maski, i wiedziałem, że się mnie nie boi.
Sprawiłem, że ma maska się otworzyła, i gdy metalowe elementy odsunęły się, uśmiechnąłem się do chłopca.
Zrobił minę, jaką robią wszystkie nowo narodzone dzieci, i wiedziałem z czasów, gdy księżniczki były w tym wieku, że chce do matki.
Odwróciłem się, by oddać królowej jej syna i zobaczyłem, jak się do mnie uśmiecha. Odwzajemniłem uśmiech i wstałem. Mój brat przywołał mnie do siebie. Stał przy oknie, z założonymi rękami, obserwując mnie.
– O co chodzi, bracie? – spytałem, pocierając kark.
– On cię lubi – powiedział Zasrus z uśmiechem.
Odwzajemniłem uśmiech. – Ja jego też lubię.
Zobaczyłem, jak jego twarz poważnieje, gdy odciągnął mnie na bok. Spojrzał przez ramię na swą królową, po czym odezwał się cicho. – Mam złe wieści – powiedział.
– Matka Mystasar zmarła nagle na Oryginalną Śmierć późno w nocy. Jeszcze jej o tym nie powiedziałem.
Spuściłem wzrok i pokręciłem głową. – Myślisz, że mogła zarazić Mystasar?
Mój brat wypuścił długi oddech i rzekł: – Mogę tylko mieć nadzieję, że nie. Zabrała ją, gdy była stara. Jeśli zaraziła Mystasar, mam nadzieję, że zabierze mą ukochaną też dopiero na starość.
Spojrzałem mu w oczy i zobaczyłem, że jest przerażony. Skinąłem głową, nie wiedząc, co powiedzieć, by go pocieszyć.
– Nie mów jej jeszcze nic – powiedział Zasrus, wskazując na królową. – Pozwól jej cieszyć się tą szczęśliwą chwilą trochę dłużej. Powiem jej sam dziś wieczorem.
– Oczywiście. Proszę, przekaż jej me najszczersze kondolencje.
Mój brat skinął głową i podszedł do łoża żony. Usiadł obok niej, a gdy oboje uśmiechali się i cicho rozmawiali z dzieckiem, opuściłem pokój.
Myśląc o królowej i możliwości, że mogła się zarazić, wyszedłem na mój balkon. Zawsze przychodziłem tu, by pomyśleć, odkąd byłem dzieckiem.
Spojrzałem na rozległe ogrody przede mną, płaski teren do lądowania statków i bramy pałacu z boku.
Może lepiej jest kochać i stracić, niż nigdy nie zaznać miłości.
Continue to the next chapter of Co skrywają blizny