
Pstryk Księga 3
Autorzy
Lektury
52,4K
Rozdziały
36
Rozdział pierwszy
Księga 3: Plusk
Tamtego ranka obudził mnie dźwięk telefonu. Powiadomił mnie, że pierwsza z sześciu rat z wymuszenia właśnie wpłynęła na konto bankowe Sophie Marie Callahan.
Uśmiechnęłam się pod nosem do ekranu. Skoro pieniądze od Lindy płynęły już szerokim strumieniem, mogłam w końcu spierdalać z tego hostelu i przenieść się do Airbnb.
Jako dorosła kobieta z tytułem magistra i poważną traumą z dzieciństwa, zdecydowanie nie miałam ochoty gotować we wspólnej kuchni. Nie chciałam też spać na piętrowym łóżku w pokoju z siedmioma innymi turystami ani chwili dłużej, niż to było konieczne.
Koniec końców, cały ten plan z szantażem był wart zachodu.
Linda Callahan, znana wcześniej jako moja mama, prowadziła piramidę finansową. Sama ją założyła, co oznaczało, że była tam najważniejsza.
Jej pracownicy sprzedawali suplementy zdrowotne, które w rzeczywistości były tylko drogimi, kolorowymi środkami na przeczyszczenie. To dość ironiczne, bo Linda i jej kolesie sami wciskali ludziom gówno. Miałam całe mnóstwo nagrań, na których się do tego przyznawała.
I tutaj wkraczał mój szantaż. W zamian za pięćdziesiąt tysięcy obiecałam, że nie opublikuję tych nagrań.
Brzmi to jak ogromna kwota. Jednak moja matka zgarniała kasę szybciej, niż klienci Boston Health Company zdążyli ją wysrać. W ciągu roku zarobiła miliony na swoim przekręcie z suplementami.
Mój brat już wcześniej zgłosił ją do Departamentu Sprawiedliwości, ale Linda nie miała pojęcia o śledztwie. Dlaczego więc nie zarobić trochę kasy dla siebie? Chciałam pojechać na zasłużone wakacje, zanim federalni zabiorą jej wszystko.
„Wymeldowujesz się?” zapytał Gość z Hostelu, wyraźnie znudzony na śmierć.
Biorąc pod uwagę brak koszulki, tatuaż z deską surfingową, kąpielówki i ogólne lenistwo, było jasne, że wolałby być teraz na plaży.
„Ta. Sophie Callahan, pokój B.”
„Wybierasz się gdzieś indziej w Oz?” dopytywał.
„Oz” w tym kontekście oznaczało Australię, a nie miejsce, do którego trafiła Dorotka, kiedy tornado za bardzo obiło jej głowę.
„Nie. Zostaję w Perth. Właśnie dostałam wypłatę, więc przenoszę się do Airbnb.”
„Och. A gdzie to Airbnb?”
Jeszcze go nie zarezerwowałam. Chciałam po prostu spierdalać z jego hostelu. „Eee... blisko Elizabeth Quay” skłamałam. Nie miałam nastroju na tłumaczenie swojej sytuacji, a Gość z Hostelu prawdopodobnie wcale nie chciał o niej słuchać.
Skinął głową. „Spoko.”
Uśmiechnęłam się, kończąc rozmowę. Nigdy nie byłam zbyt miłą osobą.
Słowo „suka” to krótszy opis. Lubię jednak myśleć, że suki są sukami, bo tego chcą. Z kolei niemiłe osoby są niemiłe, bo ich mózgi są bardziej zjebane niż u Dorotki i Toto.
„Dobra, miłego pobytu w Perth” powiedział Gość z Hostelu. Kiedy odchodziłam, usłyszałam, jak mówi dalej, nawet nie łapiąc tchu: „Wymeldowujesz się?”.
„Eee, nie. Chciałem zapytać, czy kogoś zatrudniacie?” odezwał się za mną męski, amerykański głos. „Tak dorywczo?”.
Myślałam, że firmy zatrudniają teraz tylko przez internet. Ciekawe. Wyjechałam ze Stanów dzień po ukończeniu studiów. To oznaczało, że powinnam się przygotować na to, co mnie czeka, gdy skończy mi się wiza turystyczna.
Poza tym Amerykanin szukający pracy miał bardzo seksowny głos. Podsłuchiwanie wydało mi się świetnym pomysłem.
„Nie, nie szukamy nikogo. Przykro mi, stary” odpowiedział Gość z Hostelu.
„Kurwa!” mruknął Bezrobotny Turysta. „Pożyczyłem pieniądze mojej mamie, ale zapadła się pod ziemię i wyczyściła moją kartę kredytową. Wplątała się w jedną z tych piramid finansowych i przepuściła całą swoją kasę. Macie tu w ogóle takie rzeczy?
„Nie wiem, co sobie myślałem, pożyczając jej ten hajs… Ale na pewno nie mogę popracować w zamian za pokój? Mój tata przelewa mi więcej gotówki na konto, ale to potrwa kilka dni, więc tak naprawdę potrzebuję tylko…”.
„Wybacz, stary. Chciałbym ci pomóc” powiedział współczująco Gość z Hostelu.
„Jaka piramida finansowa?” zapytałam. Słowa wyrwały mi się z ust na fali poczucia winy i wścibstwa.
Wargi amerykańskiego turysty poruszyły się, by mi odpowiedzieć, ale nie dotarł do mnie żaden dźwięk.
Stał przede mną zdecydowanie najprzystojniejszy człowiek w całym wszechświecie. Błagał o pracę na czarno w hostelu w Zachodniej Australii. Jego ciemnobrązowe włosy i oczy przypominały czekoladę. Oczywiście, gdyby czekolada mogła błyszczeć i uwodzić.
Jego usta miały idealny, wpadający w czerwień odcień, z wyraźnym wcięciem na górze. Miały idealny kształt, by doprowadzić mnie lub jakąś inną szczęściarę do szaleństwa.
„Przepraszam, nie dosłyszałam” wykrztusiłam, łapiąc powietrze.
„Boston Health Company” odpowiedział grzecznie.
Poprawiłam swój wielki plecak podróżny i pocłapałam z powrotem do Gościa z Hostelu oraz Ofiary Numer Jeden. „Moja matka jest szefową BHC” powiedziałam mu.
„Żartujesz.”
„Chciałabym.”
„Wiesz, że ta firma niszczy ludziom życie, prawda?” warknął. „Moja mama wpadła po uszy…”.
„Ta, Linda to suka” przerwałam mu.
W jego pięknych oczach błysnął gniew. „Ta, bardzo zabawne. Moja mama właśnie uciekła z moimi ostatnimi dziesięcioma kawałkami, ale tak, proszę, śmiejmy się z tych wszystkich…”.
„Wcale się nie śmieję” weszłam mu w słowo. „Moja matka Linda naprawdę jest suką.”
Spojrzał na mnie oskarżycielsko. „Też w tym siedzisz?”
Zaczynał mi działać na nerwy. „Nie. Zamierzałam zaproponować, że zapłacę za twój pobyt przez kilka kolejnych nocy, aż dojdą pieniądze od twojego taty” poprawiłam go.
Opadła mu szczęka.
„Wymeldowujesz się?” znowu odezwał się Gość z Hostelu, błądząc wzrokiem.
Seksowny Gbur przesunął się, żeby jakieś skandynawskie piękności mogły się wymeldować. „Mówisz poważnie?” zapytał mnie.
„Tak.”
„Dlaczego?”
Powinnam była wtedy po prostu odejść. Zaczynałam czuć rozdrażnienie.
Powinnam była pozwolić, by to uczucie wzięło górę i pójść prosto do Airbnb. Jeszcze go wprawdzie nie zarezerwowałam. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że ten facet był gorętszy niż australijski outback.
„Bo moja rodzina skrzywdziła twoją, przynajmniej pod względem finansowym. Poza tym chodnik na pewno nie jest zbyt wygodny do spania” odpowiedziałam.
„Nie mogę tak po prostu wziąć twoich pieniędzy” powiedział. Wyglądał na winnego z tą swoją seksownie przekrzywioną głową i zmysłowo wydętymi wargami.
„Jesteś mordercą?” zapytałam.
„Nie.”
Właśnie to chciałam usłyszeć. „Jeśli chcesz, możesz spać na mojej kanapie.”
Chciałabym móc powiedzieć, że od razu pożałowałam tej propozycji. Ale tak wcale nie było.
Ten facet był cholernie przystojny, a do tego podobała mi się jego zadziorność. Stawał w obronie swojej matki i tak dalej. Miło pewnie pochodzić z rodziny, której członkom potrafisz wybaczyć.
„Naprawdę?”
„Naprawdę. Nie wynajęłam jeszcze mieszkania, więc po prostu wezmę takie z kanapą.”
„Tak po prostu zaprosiłabyś nieznajomego do siebie na noc?”
„No w sumie tak.” Dokładnie to przecież robiłam. „Po prostu wyślę zdjęcie twojego paszportu mojemu bratu. W ten sposób będzie wiedział, kto mnie zabił, jeśli zniknę. Ty możesz zrobić to samo z moim paszportem i wysłać tacie.”
„Zamierzasz mnie zabić?” zapytał.
„Nie” obiecałam.
„Zajebiście. W takim razie ratujesz mi życie. Jestem Evan.”
„Sophie.”
Uścisnęliśmy sobie dłonie. W chwili, gdy nasze palce się zetknęły, wiedziałam, że przepadłam. Byłam zgubiona jak Noah przed komisją do spraw zwolnień warunkowych.
Zgubiona jak mama Evana, kiedy padła ofiarą oszustwa Lindy. Całkowicie, absolutnie, doszczętnie zgubiona.
















































