Cover image for Dziedzic alfy

Dziedzic alfy

Rozdział 2.

Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, nareszcie mogłam opuścić szpital. Miałam przed sobą dwa dni wolnego i cieszyłam się na myśl o odpoczynku. Ale jeszcze bardziej ekscytował mnie nadchodzący bal.
To był mój pierwszy Księżycowy Bal od ukończenia 22 lat i czułam, że tej nocy mogę spotkać swojego przeznaczonego partnera. Pospieszyłam do domu, nie posiadając się z radości.
Moja siostra Karen czekała na mnie w domu. Znalazła swojego partnera, Thomasa, na swoim drugim balu i nie mogła się doczekać, co przyniesie mi los. Obiecała, że pomoże mi przygotować się do mojego pierwszego balu.
Najlepsza przyjaciółka Karen, Brisa, też tam była. Z czasem stała się również moją bliską koleżanką.
– Nareszcie jesteś! Leć pod prysznic i zmyj z siebie ten szpitalny zapach – powiedziała Karen, żartobliwie klepiąc mnie, gdy wchodziłam.
– Ale nie jest aż tak źle – zaśmiałam się.
Potem powąchałam swoje ubrania.
– Dobra, idę się wykąpać – powiedziałam, kierując się do swojego pokoju.
Podczas gdy się myłam, Karen i Brisa zaczęły przygotowywać mój makijaż. Próbowałam uspokoić nerwy gorącą wodą.
Kiedy wyszłam, owinięta ręcznikiem i szlafrokiem, Karen kręciła swoje jasnobrązowe włosy, a Brisa kończyła swój makijaż.
– Lett, zacznij od wysuszenia włosów, a ja później je zakręcę – powiedziała Karen, trzymając sukienkę, którą przyniosła. – Którą sukienkę wybrałaś?
– Granatową z odrobiną błysku – powiedziałam, uśmiechając się i dotykając mokrych włosów.
– Ooo, pokazujesz te krągłości – zażartowała Brisa, nakładając szminkę. – Mam nadzieję, że w końcu spotkam swojego przeznaczonego partnera na tym balu. Mam już dość bycia singielką – powiedziała, śmiejąc się.
Ale wiedziałam, że jej śmiech maskuje frustrację. Była cztery lata starsza ode mnie i wciąż nie znalazła swojego partnera.
– Twój ostatni związek był z Alfą Christopherem, prawda? – zapytała Karen.
– Tak – westchnęła Brisa. – Wciąż nie mogę tego pojąć. Kiedy zerwaliśmy, powiedział, że nie mamy połączenia. – Zrobiła smutną minę.
– Nie wiem, czułam połączenie. To był najlepszy seks w moim życiu. Tęsknię za tym.
Dziwnie, gdy Brisa wspomniała o alfie, poczułam coś osobliwego w ciele. To było jak przyspieszone bicie serca, tak jak wtedy, gdy wszedł do mojego gabinetu. Starałam się to ukryć.
Zaśmiała się, ale wiedziałam, że to trudny temat dla niej. Brisa nie przyjęła dobrze rozstania.
Alfa Christopher miał ponad 30 lat. Znalazł swoją partnerkę pięć lat temu na balu. Połączyli się w parę i to było piękne wesele.
Po ślubie Violet, jego partnerka, została luną naszej watahy. Zaszła w ciążę w ciągu roku i wszyscy byli bardzo szczęśliwi z ich powodu. Ale potem stało się coś bardzo smutnego.
Miała problemy podczas ciąży i ona oraz ich dziecko zmarli.
Ta strata bardzo go zraniła. Alfa Christopher zawsze był cichy i opanowany, ale po tym stał się zimny i jeszcze bardziej zamknięty w sobie.
Ludzie mówili, że wataha naciskała na niego, by znalazł nową lunę - drugą szansę na partnerkę. Próbował się umawiać, ale nie chciał być z nikim, z kim nie czuł bliskości. Przynajmniej tak nam powiedziała Brisa.
– Musisz spróbować zapomnieć o Alfie Christopherze – powiedziałam. – On wyraźnie nie był gotowy na związek, a ty jesteś. Wiem, że znajdziesz swojego przeznaczonego partnera, tego wybranego dla ciebie przez księżyc.
Brisa wzruszyła ramionami, a ja zaczęłam suszyć włosy.
Wtedy Tiffany zajrzała do pokoju.
– Mogę się tu przebrać? – zapytała.
Tiffany była dziewczyną mojego brata Roberta. To był też jej pierwszy bal dziś wieczorem. Cieszyłam się, że ją widzę. Nie byłam pewna, czy będzie chciała do nas dołączyć, skoro chodziła z Robertem.
– Jasne. Wejdź – powiedziałam. – Nie byłam pewna, czy będziesz chciała iść z nami dziś wieczorem.
Robert i Karen byli bliźniakami. Karen i ja obie pracowałyśmy w medycynie jak nasza matka, ale Robert pracował w biurze watahy z naszym ojcem. Poznał tam Tiffany i zaczęli się spotykać w tym roku.
Powiedziała mi, że boi się znaleźć innego partnera na balu i zrujnować wszystko z Robertem.
Bardzo rzadko zdarzało się poczuć bliskość ze swoim partnerem przed balem, dlatego wilki zwykle nie umawiały się. Przeważnie czekaliśmy do balu.
– Niezależnie od tego, czy jestem partnerką Boba czy nie, nadal chcę być twoją przyjaciółką – powiedziała Tiffany z lekkim uśmiechem.
– Myślisz, że odmówilibyście swoim partnerom, żeby być ze sobą, ty i Bob? – zapytała Brisa, a ja poczułam smutek na myśl o byciu w sytuacji Tiffany.
– Nie rozmawialiśmy o tym za bardzo. Po prostu zobaczymy, co się stanie – powiedziała Tiffany.
– To brzmi dokładnie jak coś, co powiedziałby Bob – powiedziała Karen, przewracając oczami, gdy podeszła do mnie. – Ale nie martw się, jestem pewna, że będzie dobrze.
Z pomocą Tiffany szybko się ubrałam. Kiedy się odwróciłam, Karen i Brisa westchnęły z zaskoczenia.
– Siostrzyczko, jeśli nie znajdziesz dziś swojego przeznaczonego partnera, na pewno nie wrócisz sama do domu – powiedziała Karen, uśmiechając się.
– Ma rację – zgodziła się Brisa.
Skończyłyśmy się szykować i zeszłyśmy na dół. Nasza matka czekała w kuchni.
– Wyglądasz pięknie – powiedziała, przytulając mnie. – Jesteś podekscytowana swoim pierwszym balem? – Była wysoka, z brązowymi włosami i bardzo niebieskimi oczami; Karen bardzo ją przypominała.
Mocno ją przytuliłam, potem powoli puściłam, kiwając głową.
– Ależ to moja dziewczynka gotowa na swój pierwszy bal – powiedział mój ojciec, wracając z pracy. Puściłam ramiona matki, żeby go przytulić, a on mocno mnie objął, całując w czubek głowy.
Mój ojciec był wysoki, miał blond włosy, brązowe oczy i szeroki uśmiech, który uwielbiałam. Właśnie wrócił z domu stada, gdzie pracował razem z moim bratem.
– Gdzie jest Bob? Potrzebuję go teraz – powiedział tata, puszczając mnie i odwracając się do mamy.
– Jest w swoim pokoju i szykuje się. Po co ci on, Ronald? Bob musi niedługo iść na bal.
– Alfa musi zmienić kilka rzeczy w podróży rady, a Bob jest odpowiedzialny za tę część – powiedział tata. – Musimy zmienić ochroniarzy i grupę jadącą po dzisiejszym ataku. A to nawet nie jest pierwszy bal Boba. Po co ma iść wcześniej?
– To nie jego pierwszy bal, ale jej pierwszy – powiedziała moja matka, wskazując na Tiffany, która obserwowała to wszystko szeroko otwartymi oczami.
– Może pójść później, Marto. To jego praca, a alfa go wezwał – powiedział tata.
– Pójdę z dziewczynami. To nie problem. Po prostu spotkam się z Bobem później – powiedziała cicho Tiffany.
– Gdzie się później spotykamy? – zapytał Bob, wchodząc do pokoju. Zatrzymał się, gdy zobaczył Tiffany całą wystrojoną.
Wyglądała bardzo pięknie.
Bob był bardzo podobny do naszego taty - wysoki, blondyn, z brązowymi oczami. Miał niektóre cechy mamy, a jego oczy były nieco jaśniejsze niż ciemnobrązowe oczy naszego ojca.
W zasadzie Karen wyglądała dokładnie jak nasza matka, a Bob jak tata. Byli bliźniakami, ale nie identycznymi. A potem byłam ja, mieszanka obojga rodziców, urodzona kilka lat później.
– Bob, spotkaj się ze mną na balu. Alfa cię teraz potrzebuje – powiedział tata.
Bob spojrzał na Tiffany. – Wyglądasz niesamowicie. Chciałem iść z tobą. Ale wygląda na to, że jestem potrzebny gdzie indziej. Mogę spotkać się z tobą tam? – zapytał Tiffany, która słodko się uśmiechnęła i skinęła głową.
– Tak, kochanie, wyglądasz wspaniale – powiedziała moja matka, uśmiechając się do Tiffany.
Szturchnęłam brata w ramię i wskazałam na swoją sukienkę.
– A co ze mną?
– Dobra, dobra, ty też wyglądasz całkiem nieźle, Lett – zaśmiał się.
– Dzięki – powiedziałam, znowu go popychając.
– Chodźmy, Bob. Czekają na nas w biurze – powiedział tata, idąc do drzwi. – Do widzenia, dziewczyny, do zobaczenia później.
– Rozmawiałaś z siostrą, Scarlett? – zapytała mnie matka, poprawiając moją sukienkę.
– Tak, rozmawiała, mamo. Wezmę jej zmianę jutro, na wypadek gdyby ta ślicznotka znalazła swojego przeznaczonego partnera i chciała spędzić cały dzień w łóżku z nim. A ona powiedziała, że weźmie moją zmianę jutro wieczorem – powiedziała Karen.
– Świetnie. Ustalimy resztę harmonogramu na miesiąc w przyszłym tygodniu – powiedziała mama, biorąc torebkę ze stołu. – Jadę do szpitala dokończyć trochę papierkowej roboty. Bawcie się dobrze na balu, dziewczyny.
Z posłanym całusem mama wyszła.
Kiedy weszłyśmy do sali balowej, była pełna płatków śniegu i świateł. Zimowy motyw balu wyglądał idealnie. Czułam się jak w bajce i miałam wrażenie, że moje szczęśliwe zakończenie jest blisko.
Znalazłyśmy stolik, a Brisa poszła po drinki.
– Tiffany, wiem, że już jesteś kimś zainteresowana dziś wieczorem, ale przejdźmy się po sali, żebym mogła zobaczyć, kto tu jest – powiedziałam.
Tiff skinęła głową, a ja wyciągnęłam rękę, żeby pomóc jej wstać.
Szybko przeszłyśmy się po sali i zobaczyłam kilku potencjalnych partnerów. Było wielu przystojnych wilków, niektórych nie znałam, ale innych tak. Dwóch pielęgniarzy i lekarz, z którymi pracowałam, wciąż nie mieli partnerów.
Niektórzy ludzie patrzyli na mnie długo, ale postanowiłam poczekać i zobaczyć, co księżyc dla mnie zaplanował.
Strażnik bez partnerki zawołał Brisę, więc Tiffany i ja wróciłyśmy do naszego stolika z drinkami. Gdy zbliżał się czas ujawnienia partnerów, widziałam, że Tiffany jest zaniepokojona, bo Boba wciąż nie było na balu. Pełnia księżyca miała być najwyżej o północy i wtedy księżyc miał pokazać, kto jest sobie przeznaczony.
– Nie martw się, Tiff. Powinien niedługo tu być – powiedziałam, żeby ją pocieszyć, trzymając jej dłoń na stole.
Uśmiechnęła się, ale wciąż wyglądała na zaniepokojoną.
Właśnie wtedy drzwi do sali otworzyły się. Weszło kilku strażników i przytrzymało drzwi, a potem wszedł Alfa Christopher. Wkroczył do sali, poprawiając rękawy eleganckiego garnituru.
Sama jego obecność sprawiła, że trudno było oddychać, a moja głowa zaczęła wirować. Serce biło mi szybko w piersi. Próbowałam się uspokoić.
Musiałam znaleźć swojego przeznaczonego partnera tej nocy, a te dziwne uczucia tylko utrudniały sprawę.
Za nim weszło więcej strażników, potem mój ojciec, brat i wujek Michael. Tiffany wyglądała na uspokojoną.
Bob podszedł do naszego stolika, a wujek Michael poszedł z moim ojcem po drinki. Obserwowałam, jak alfa wchodzi na scenę, a zespół przestaje grać. Stanął na środku, a jego głęboki głos rozniósł się po całej sali.
– Niniejszym ogłaszam Księżycowy Bal za otwarty – powiedział Alfa Christopher. – Mam nadzieję, że szczęście i radość będą towarzyszyć parom, które się dziś utworzą. Bawcie się dobrze.
Zszedł ze sceny i usiadł przy swoim stoliku, który znajdował się przed sceną, gdzie siedzieli też inni przywódcy watahy.
Poczułam dłoń na plecach i odwróciłam się, by zobaczyć uśmiechniętą matkę.
– W samą porę! – powiedziała, akurat gdy dach sali otworzył się, ukazując pełny, jasny księżyc. Gdy wybiła północ, wzięłam głęboki oddech, mając nadzieję poczuć jakąś zmianę w sobie, ale nie poczułam nic.
Uczucie kompletności, czystej radości, spokoju i szczęścia, którego oczekiwałam, po prostu nie nadeszło.
Potem zobaczyłam ruch obok siebie i zauważyłam, jak oczy Tiffany zmieniają się pod wpływem jej wilka. Spojrzałam tam, gdzie ona patrzyła, z sercem bijącym szybko, bo bałam się, że to nie mój brat.
Wiedzieli, że ryzykują, umawiając się bez znajomości swoich partnerów, ale naprawdę chciałam, żeby im się udało.
I wtedy zobaczyłam Boba idącego w jej stronę. Jego oczy też pokazywały jego wilka, a potem oboje się zmienili i ich wilki pojawiły się na środku parkietu. Tam, na oczach wszystkich, pokazali, że są sobie przeznaczeni.
Głos alfy rozległ się zaraz potem.
– Partnerzy, niech wasza miłość trwa długo – powiedział, unosząc kieliszek whisky, a my wszyscy zrobiliśmy to samo.
Wilk mojego brata otarł się o wilka Tiffany, a oni opuścili salę, wyglądając na bardzo szczęśliwych. Utworzyło się jeszcze kilka par, a ja zaczęłam myśleć, że to nie będzie moja noc. Wypiłam kolejny łyk szampana, a potem poczułam mrowienie w nogach.
Prawie zakrztusiłam się drinkiem, gdy odwróciłam się w stronę parkietu. Mrowienie stawało się silniejsze, a gdy dotarło do mojej piersi, poczułam falę namiętności, szczęścia i miłości.
Wilk pojawił się pośrodku tłumu. Czy to był on? Czy to były uczucia do mojego przeznaczonego partnera?
Continue to the next chapter of Dziedzic alfy