
WCh 2: Elfia Korona
Rozdział 3.
Czerwony
Gdzie ja jestem?
Budzę się i stoję w dużym, eleganckim biurze. Słyszę dzwoniące telefony i przyciszone rozmowy.
Serce wali mi jak młot, gdy rozglądam się po tym pięknym miejscu pracy. Jest bardzo jasne i białe, z niebieskimi akcentami.
Czy to sen? Musi być.
A może umarłam?
Przełykam ślinę i unoszę rękę do ramienia, każąc palcom mnie uszczypnąć. No dalej. Moja drżąca dłoń szczypie skórę i czuję ból.
Szczypię mocniej, gdy słyszę zbliżających się ludzi.
Stoję jak wryta.
Nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje.
– Crystal, cieszymy się, że jesteś – mówi za mną stanowczy kobiecy głos.
Podskakuję lekko i odwracam się w stronę dźwięku.
Przez chwilę milczę jak zaklęta.
– Pierce, dziewczyna wygląda na bardzo przestraszoną – mówi kobieta. – Jesteś pewien, że to dobry wybór? Spóźniamy się – przerywa – a wiesz, że mamy wiele kobiet do tej pracy, twardych kobiet.
Mimo że jestem zdezorientowana, wiem, kiedy ktoś jest dla mnie złośliwy.
Odwracam się i widzę bardzo przerażającą kobietę. Jest mojego wzrostu, z wysoko uniesioną głową i bardzo elegancka. Jest starsza, z krótkimi siwymi włosami sięgającymi ramion.
Jest bardzo ładna, choć mam ochotę powiedzieć jej, żeby dała mi spokój.
Spoglądam obok niej i widzę tego mężczyznę zwanego Pierce'em. Biorę głęboki oddech, nie chcąc się bardziej denerwować - to źle wpływa na moją cerę.
– Gdzie – mówię ostrożnie i przechylam głowę – ja jestem?
Kobieta patrzy na Pierce'a, potem z powrotem na mnie.
– Cóż, młoda damo, jesteś teraz w moim królestwie. Nikt ci nie powiedział? – Wskazuje na duży szyld za mną, na którym widnieje napis Fairy Godmother Inc. nad dużym biurkiem.
Odwracam się i marszczę brwi, czytając litery. – O rany – mówię, przypominając sobie wszystko, co powiedział mi ten zły człowiek. – Chyba sobie żartujecie.
– Nie, to prawda.
Patrzę na nich z powrotem. – Jak to możliwe? Jestem na haju? Czy to jakaś tajna podziemna placówka?
Pierce wzrusza ramionami. – Nic nie jest niemożliwe; po prostu niektóre rzeczy są mało prawdopodobne. Ale w tym przypadku, to jest bardzo możliwe.
– Chcę odpowiedzi, teraz – mówię ze złością, czując, że muszę usiąść. Spoglądam w dół i widzę, że nadal jestem w szlafroku. Czuję się strasznie zawstydzona.
– Potrzebuję ubrań, Pierce – mówię cicho, czując się bardzo upokorzona. Ludzie chodzą wszędzie, patrząc na mnie jak na wariatkę.
Śmieje się i patrzy na mnie, gdy zaczynamy iść.
– Właściwie, mogę ci w tym pomóc. – Macha do przechodzących ludzi w białych lekarskich ubraniach. – Jestem odpowiedzialny za dział odzieżowy, ale opowiem ci o tym później.
Patrzę na niego jak na wariata. – Co?
Dział odzieżowy?
– Tędy, poznasz inne kobiety – mówi Pierce, zanim zdążę mu powiedzieć, że nie chcę poznawać innych kobiet w szlafroku.
Co za wstyd. Mogą mnie znać - cóż, wszyscy mnie znają, chyba że żyją pod kamieniem.
Nie mam nawet makijażu.
Wchodzę do dużego pomieszczenia z siedzeniami jak w college'u i biurkiem z przodu. Jest bardzo czyste i dziwne. Potem widzę pięć innych kobiet, bardzo ładnych kobiet.
Od razu jestem ostrożna. Ale kiedy mówię ładne, mam na myśli właśnie to. Po prostu ładne. Nie piękne. Wszystkie patrzą na mnie, oceniając mnie, nie okazując zbyt wielu emocji. Jakbym nie stanowiła dla nich zagrożenia.
Czy one nie wiedzą, kim jestem?
Cóż, jestem w szlafroku i mam ręcznik na głowie.
To zabawne.
– Panie – mówi Pierce – poznajcie ostatnią zawodniczkę, Crystal MacLeoir, i proszę wybaczyć jej strój. Wyjechaliśmy w pośpiechu i nie miała okazji wybrać, co na siebie włożyć.
– Nie, nie miałam – mówię z grymasem. – Nie mogę tu być – mówię cicho, czując się przestraszona.
Mam firmę do prowadzenia, akcje do śledzenia. Muszę sprawdzić moje wiadomości pod kątem wszelkich szans na fuzje lub zarobek. Nie mogę tu być.
– Czy ty nie jesteś Big Red? Tą handlarką akcjami? – pyta jedna z dziewczyn.
Patrzę na nią ze złością. – Oczywiście.
Kim innym miałabym być, mądralo?
Pierce każe mi usiąść.
– Fairy Godmother Inc. działa w innym czasie. Kiedy wrócisz, jeśli zdecydujesz się wrócić, będzie tak, jakby nie minęła ani chwila – mówi, już się nie uśmiechając. – Teraz proszę, usiądź.
Siadam na najbliższym krześle - nie dlatego, że jestem posłuszna, ale dlatego, że chcę, żeby wszyscy przestali się na mnie gapić.
– Przedstawmy się. Dobrze jest znać każdą zawodniczkę, bo będą one waszą konkurencją. – Wskazuje na pierwszą dziewczynę siedzącą na krześle. – Pójdziemy po kolei, więc proszę się przedstawić.
Czarnoskóra dziewczyna podnosi rękę, odgarniając na bok długie blond włosy. – Nazywam się Angie Williams.
Dziewczyna obok niej mówi: – Delon Knowles. – Jej ciemne oczy i ciemne włosy wcale mnie nie przerażają. Kiwam głową i przewracam oczami.
– Lila Matthews – mówi następna dziewczyna, patrząc na mnie z uśmiechem.
Od razu jej nie lubię; jestem dobra w ocenianiu ludzi. Jej skóra ma jasnobrązowy odcień, a ciemne oczy są po prostu takie - nudne. Myślę, że wyglądałaby lepiej jako blondynka, a nie z tymi brązowymi włosami.
Te kobiety są ładne, po prostu nie tak ładne jak ja, myślę z zadowoleniem.
Nie żebym miała zamiar grać w tę grę, ale gdybym grała...
Jedyna blondynka podnosi rękę. – Tany Glanville. – Kiwam jej głową, a jedyne słowo, jakie przychodzi mi do głowy, to przeciętna.
Potem ostatnia dziewczyna siedząca obok mnie, która wygląda na Azjatkę. – Yada Shizu.
Pierce klaszcze w dłonie. – Świetnie. Czuję się znacznie lepiej. Czas przejść do głębszych spraw, kilku potrzebnych informacji.
Przewracam oczami, czując się nie na miejscu. To nie może być prawdziwe, prawda? Te kobiety zachowują się, jakby to było prawdziwe.
Mam bardzo złe przeczucie, że wpadam w dziwną sytuację, czy mi się to podoba, czy nie.
Pierce macha ręką i nagle obszar za nim znika.
Krzyczę razem z innymi kobietami, z ręką na ustach.
To układ słoneczny.
Co do licha?
– Uspokójcie się, to nie jest prawdziwe. Teraz uważajcie. Świat, do którego się udacie, to Królewska Prowincja Thunia. Zapamiętajcie to, proszę, nie lubię się powtarzać. Postaram się to wyjaśnić jak najprościej.
– Dawno temu specjalna grupa elfów przejęła ziemię od ludzi. To będzie bardzo trudna misja, nie mogę tego wystarczająco podkreślić, więc potrzebuję, żeby wszyscy byli mądrzy.
– Rasa elfów jest najlepsza - oczywiście uważają, że są lepsi od wszystkich. Mają technologię, która przewyższa większość światów, bardzo futurystyczną. Latające samochody i statki, tego typu rzeczy. Bardzo imponujące.
Przerywa, spacerując wokół biurka. – Kto z was widział Igrzyska Śmierci?
Przełykam ślinę, moje szybko bijące serce pulsuje mi w szyi. Trzymam się kurczowo krzesła, nie chcąc spaść i odpłynąć w czarną przestrzeń układu słonecznego.
Tak realistycznie to wygląda. Biorę oddech i patrzę na dziewczyny. Wszystkie patrzymy na siebie, nie lubiąc kierunku, w którym to zmierza. Słyszę, jak kilka dziewczyn mówi coś o tym, że uwielbiają ten film.
– Cóż, to jest bardzo podobne do tego filmu, dlatego o tym wspominam – mówi i siada na biurku.
Śmieję się cicho.
Czy on mówi poważnie?!
Mam wrażenie, że ciągle zadaję to pytanie, a odpowiedź zawsze jest taka sama.
Pierce zdaje się ignorować moje gniewne spojrzenie. – Teraz pamiętajcie, że macie po trzy szanse. – Wskazuje na nas wszystkie.
– To ważne. Jeśli będziecie bliskie śmierci, możecie ich użyć, mówiąc „Aktywuj linię życia”. Proste. Przy czwartym użyciu zostaniecie całkowicie wyrzucone z gry, zbyt niebezpieczne. To nie są moje zasady, panie.
Yada, dziewczyna obok mnie, podnosi rękę. – Czy to będzie tak niebezpieczne jak w filmie? – Wygląda na przestraszoną.
Pierce robi minę, zastanawiając się. – Są różnice między filmem a tym miejscem, duże różnice.
– Ludzie nie cierpią jak w filmie; ludzie w tym świecie mają świetne życie. Ale wszyscy żyją dla tych gier, prawie jak Superbowl razy... sto.
– Jest sześć narodów, które rywalizują ze sobą w tych grach, prawie jak na Olimpiadzie. To bardzo ważne, ich największa duma i radość. Jest też transmitowane w telewizji dla całego świata do oglądania i cieszenia się.
Przerywa, gdy ta kobieta wchodzi do pokoju, kiwając głową, by Pierce mówił dalej.
– Proszę kontynuować – mówi.
– Panie, to jest Fairy Godmother. – Pierce wykonuje lekki ukłon w jej stronę, a ona kiwa głową do wszystkich. Jej biała sukienka jest tak biała, że razi mnie w oczy. Choć to może być dlatego, że mam kaca.
– Te misje są niebezpieczne i możecie zginąć, co jest głównym problemem. Dlatego szanse są tak ważne.
– Ale jednocześnie nie możemy pozwolić, żeby wszyscy wykorzystywali szanse i zostali wyrzuceni z misji, zanim dojdzie do miłosnego połączenia, jeśli to ma sens.
– Wkraczamy, bo jeśli tego nie zrobimy, może to skończyć się tak źle jak prawdziwe Igrzyska Śmierci. To spowodowałoby ogromne problemy. Czas to powstrzymać, zanim się zacznie.
Nawet nie wiem, co myśleć. Mój umysł ma trudności ze zrozumieniem tego. Jeśli to jest prawdziwe, to jestem w tarapatach.
W tej chwili czuję się bardzo mała i słaba. Nie mogę nic powiedzieć, nic. Po prostu się gapię. Wszystko, co mogę zrobić, to słuchać i starać się nie wpaść w panikę. To staje się coraz bardziej realne z upływem czasu.
Fairy Godmother patrzy na nas wszystkie.
– Wszystkie włożycie ręce do Misy Przeznaczenia, aby zobaczyć, jaką rolę będziecie odgrywać przez następne trzy miesiące. Potem zostaniecie sparowane z naszymi własnymi FGA - Agentami Fairy Godmother.
– Będą podróżować z wami, będąc waszymi osobistymi pomocnikami we wszystkim, czego możecie potrzebować. Doskonali zmiennokształtni.
Drzwi otwierają się i wchodzą delikatnie wyglądający ludzie ubrani na czarno, jakby byli z małego oddziału SWAT.
– Poznajcie agentów. Zostaniecie sparowane z jednym z nich po ustaleniu każdej z waszych ról. – Śmieje się i patrzy na Pierce'a. – Prawie zapomnieliśmy o najważniejszej informacji: Mężczyźnie, o którego chodzi.
Pierce przewraca oczami. – Właśnie do tego zmierzałem.
Zakłada czarne okulary w kocim stylu i czyta z kartki.
– Dobrze, Król i Królowa Thunii są głównymi władcami; obecnie największy naród, rozumiecie? Theodluin i Myrrh Leocaryn. Ich syn jest mężczyzną do zdobycia. Ajax Leocaryn, najstarszy syn Thunii.
Pierce kiwa głową. – Jest sześć narodów, jak mówiłem. Thunia, Ebrad, Brae Shye, Broyrus, Claoye i na końcu Sescesh. Wasz agent pomoże wam z szczegółami każdego z nich i innymi ważnymi informacjami.
Godmother dodaje: – Chcemy zdobyć Ajaxa, kropka. Będzie to trudne, bo nie mieszają się z ludźmi spoza ich rasy, uważając ludzi za gorszych.
– Ale nie mieli jeszcze do czynienia z Fairy Godmother Inc. – Uśmiecha się i patrzy na Pierce'a. – Jesteśmy dobrzy, panie, jesteście w świetnych rękach.
Moje oczy są szeroko otwarte z niedowierzania. Cholera.
– Misa Przeznaczenia! – Godmother klaszcze.
Sapię, gdy za biurkiem pojawia się duża misa jak poidło dla ptaków - po prostu pojawia się znikąd. Błyszczy i lśni, jakby była magiczna. Jestem bardzo zdenerwowana; ręce mi się pocą.
To naprawdę się dzieje.
Myślę przez chwilę.
Jeśli wykorzystam wszystkie moje szanse, to zostanę wyrzucona z gry.
Będę mogła wrócić do swojego życia.
Jestem sprytna!
Podnoszę rękę z radością. – Ja pójdę pierwsza!
Continue to the next chapter of WCh 2: Elfia Korona