
Decyzje pożądania: Uległość czy uwodzenie
Autorzy
Skyla Rae
Lektury
17,5K
Rozdziały
32
Prolog
Księga 5: Uległość czy uwodzenie
NORA
Co jest gorsze od udawania, że kogoś kochasz? Wmawianie sobie, że miłość nie istnieje, chociaż przez cały ten czas byłaś zakochana.
Od chwili, gdy pierwszy raz na niego spojrzałam, wiedziałam, że moje życie zmieni się na zawsze. Nie wiedziałam tylko, czy na lepsze, czy na gorsze.
Biła od niego wyjątkowa aura. Ludzie naturalnie do niego lgnęli. Te jego drogie, szyte na miarę garnitury. I sposób, w jaki bawił się spinkami do mankietów, idąc przez pokój.
Oczywiście wiedziałam, kim jest. Wszyscy wiedzieli.
Pomruki zawsze dało się słyszeć, zanim jeszcze się pojawił. Trudno było przeoczyć tę zmianę atmosfery, kiedy tylko był w pobliżu. Ludzie rozstępowali się przed nim niczym Morze Czerwone. Jego władczość przyciągała, a urok osobisty był zaraźliwy.
Jak brzmi to powiedzenie? Droga do miłości zawsze jest pełna niespodziewanych zakrętów.
U mnie było zupełnie odwrotnie. To te niespodziewane życiowe zakręty stały się moją drogą do miłości.
***
Siedziałam przy nieskazitelnym, lśniącym, czarnym barze, który ciągnął się wzdłuż sali. Złote drobinki wokół moich zielonych oczu współgrały ze złotymi elementami mojej długiej, ciemnozielonej sukni, pięknie odbijającej światło. Aby dopiąć wszystko na ostatni guzik, założyłam zielono-złotą maskę.
Moje ciemnorude włosy były stylowo upięte. Celowo założyłam bardzo mało biżuterii, żeby to maska i sukienka grały pierwsze skrzypce.
Luksusowy klub Masquerade należał do Bena Martina. Znałam Bena już od jakiegoś czasu. Posiadał wiele klubów w całym kraju, ale ten był jego oczkiem w głowie. To był pierwszy lokal, jaki kiedykolwiek otworzył. Ben został moim pierwszym klientem, gdy zmieniłam branżę z public relations na marketing.
Public relations polega na budowaniu świetnej reputacji i zdobywaniu zaufania publicznego dla firmy lub osoby. Ta praca bywała trudna, ale dawała mi ogromną satysfakcję. Moi prestiżowi klienci sprawiali, że zawsze miałam pełne ręce roboty.
Warto zaznaczyć, że w marketingu jest zdecydowanie spokojniej. Promowanie produktów lub usług, żeby zwiększyć sprzedaż w konkretnych grupach, było równie przyjemne, choć trochę zwolniło moje tempo pracy.
I tu właśnie pojawia się moja współpraca z Benem. Miał już świetną reputację, potrzebował tylko kogoś, kto pomoże mu rozreklamować jego nowe kluby.
Utrzymanie Masquerade w centrum zainteresowania zawsze było proste. Klub zachwycał luksusem i miał wyjątkowe zasady dotyczące ubioru. Sama nazwa mówiła w końcu wszystko.
„Nora!”
Odwróciłam się i zobaczyłam zbliżających się Kelli i Bena. Obecna żona Bena, Kelli, była moją nową znajomą i zaczynałam bardzo doceniać jej towarzystwo. Bez wahania mocno mnie przytuliła.
Ben również mnie uściskał, a potem przeniósł wzrok na kogoś stojącego za barem. „Szot dla mojej przyjaciółki.”
„Robi się, szefie.”
Podziękowałam mu i odwróciłam się do Kelli. „Bal maskowy w ramach przyjęcia weselnego. Bardzo seksownie.”
Uśmiechnęła się do Bena. Jej oczy błyszczały przez białą, lśniącą maskę. „Cóż, przeżyliśmy w tym klubie wiele ważnych chwil. To był po prostu właściwy wybór.”
„Według mnie to oryginalne, a nawet trochę dziwne. Czyli pasuje do was idealnie.”
„Hej!”
Jej żartobliwe szturchnięcie mnie rozbawiło. Obróciłam krzesło, żeby spojrzeć wprost na Bena. „Powiedz mi, jak to jest być panem Kelli Donovan?”
Zacisnął usta, próbując ukryć uśmiech. „Zabawnie.”
„Uważam, że pan Kelli Donovan brzmi całkiem nieźle” – droczyła się z nim, uśmiechając się, gdy czule ją objął.
„Tylko ty.” Pochylił głowę i delikatnie przygryzł jej ucho, co wywołało u niej radosny chichot.
Choć często tak się zachowywali, z jakiegoś powodu w tamtej chwili poczułam, że obserwuję coś niezwykle intymnego. Odwróciłam wzrok i wypiłam swojego szota.
„Pójdę przywitać się z gośćmi” – powiedział Ben.
Kelli skinęła głową, po czym oboje się pocałowali. „Ja posiedzę jeszcze chwilę z Norą” – stwierdziła.
„Tylko nie wpadnijcie w kłopoty.” Mówił do niej, ale patrzył prosto na mnie.
Udając oburzenie, złapałam Kelli za nadgarstek i przyciągnęłam do siebie. „Obrażasz mnie. Jak możesz w ogóle myśleć, że będziemy sprawiać kłopoty. I to w dniu waszego ślubu.”
„Mmmm-hmmm…” Uśmiechnął się tylko i odszedł.
„Więc” – Kelli wsunęła się na stołek obok mnie – „mam pytanie.”
„Ugh” – jęknęłam. „Wiedziałam, że do tego dojdzie. Posłuchaj, nie bawię się już w trójkąty.”
Otworzyła szeroko oczy, wybuchnęła głośnym śmiechem i lekko mnie popchnęła. „Jak ja mogłam tak długo bez ciebie żyć?”
„Trudno powiedzieć.”
Kelli obróciła swój stołek, by siedzieć przodem do mnie. „Więc, kiedy się z nim zobaczysz?”
Wzięłam mały łyk martini. „Mamy spotkanie jutro.”
„Stresujesz się?”
Nie do końca wiedząc, co odpowiedzieć, wzruszyłam ramionami. „Sama nie wiem, czy się denerwuję, czy boję.”
„Nie masz powodów do stresu ani strachu. Jesteś, kurwa, Norą Lewis. Zjadasz takich facetów na śniadanie.”
Uniosłam wysoko brew. „Na śniadanie? A nie na kolację?”
Machnęła lekceważąco ręką. „Błagam. Znacznie ważniejszych facetów zjadasz na kolację.”
Głośno parsknęłam śmiechem. Czasami Kelli rzucała naprawdę najbardziej zaskakujące teksty. Ale miała trochę racji. On mógł być Everettem Moore'em, ale ja byłam Norą Lewis. Kobiety mogły padać mu do stóp, ale przede mną klęczeli o wiele potężniejsi mężczyźni.
Do rana tysiąc razy przećwiczyłam w myślach swoją siłę – przypominając sobie każdego mężczyznę, który pragnął tego, co miałam, i każdą chwilę, kiedy udowadniałam swoją wartość.
Czułam się gotowa na wszystko, co miało się wydarzyć. Z ogromną pewnością siebie weszłam do biura, wypatrując tych ciemnych oczu, by utkwiły w moich.
Jednak za biurkiem wcale nie siedział on. To była ona. Osoba, której najmniej spodziewałam się tam zobaczyć. W tamtej jednej chwili cały mój świat się zatrzymał.












































