
Ogień przeznaczenia Księga 2
Autorzy
Lektury
101K
Rozdziały
38
Witaj
Księga Druga
Adeline, porwana w noc przed swoim naznaczeniem, w końcu dostaje odpowiedzi. Ale rebelia nie jest taka, jak myślała, a zbliżająca się wojna stawia ją w samym środku konfliktu, gdzie jej dwaj partnerzy znajdują się po przeciwnych stronach. Kiedy przeszłość wraca, by ją dręczyć, Adeline uczy się, że sekrety, które ukrywa, są ważniejsze niż to, do jakiej frakcji dołączy.
ADELINE
„Witamy w rebelii samotników.”
Słowa Brendena zawisły w powietrzu. Wydawało się, że minęły godziny, ale to było tylko kilka minut. Jego dłoń spoczywała na moim policzku, a szorstki kciuk delikatnie gładził moją skórę.
Patrzyłam mu w oczy, próbując zrozumieć mężczyznę przede mną. Miałam sucho w ustach, moje łzy wyschły, a gardło bolało mnie od krzyku.
Myśli pędziły przez moją głowę, kręcąc się w kółko bez przerwy.
Złe przeczucie mówiło mi, że Brenden mnie nie uwolnił, ale zamiast tego wciągnął w większy bałagan, w którym nie chciałam brać udziału.
Nie wiedziałam dużo o rebelii, ale z tego, co słyszałam, dołączenie do niej oddali mnie od moich marzeń. Co by się stało, gdybym została złapana?
Nie byłam pewna, ale wiedziałam, że to nie przybliży mnie do mojego głównego celu.
Czym właściwie był ten cel? Powrót do mojego samotnego życia? Bycie niewolnicą mojej tajnej tożsamości? Znalezienie miejsca, gdzie mogłabym być sobą, na moich własnych zasadach? Założenie rodziny, znalezienie partnera?
Głupkowaty uśmiech Zacha przemknął przez moją głowę. Jego upieranie się, że wie, gdzie jest moje miejsce i co jest dla mnie najlepsze, robiło dziury w moim logicznym toku myślenia.
Ostry ból przeszył moją łopatkę, uderzając prosto w serce. Wzięłam gwałtowny wdech, mrugając i zaciskając zęby.
Musiałam wracać. Wracać do miejsca, które mogłam nazwać domem. „W-wypuść mnie” – wyjąkałam.
Brenden obserwował mnie równie uważnie, jak ja jego. „Ciii, oddychaj, Ade” – uspokajał mnie, a jego oczy były pełne zmartwienia. Jego dotyk elektryzował, a moja wilczyca była zdezorientowana.
To był mój partner, ale co z Zachem? Zgodziłam się, żeby mnie naznaczył.
Chciała być naznaczona, musiała czuć się kompletna.
Obietnice, które kiedyś wypływały z mojego wnętrza, te szepty o spełnieniu, zostały wyciągnięte z ciemnych kątów, w których je ukryłam.
Teraz odsłonięte, te szepty zamieniły się w ogłuszający ryk. Surowe myśli i emocje sprawiły, że czułam się całkowicie obnażona. Złapałam się za klatkę piersiową, czując ból od środka.
„Muszę wracać” – wyszeptałam, łapiąc z trudem powietrze.
Dotyk Brendena był delikatny, ale jego zielone oczy stwardniały. Przyciągnął mnie do siebie, ściągnął w dół mój koc i zdarł kołnierz z mojego lewego ramienia.
Jego wzrok przesunął się z mojego ramienia na obojczyk, aż w końcu zatrzymał się na moim znamieniu. Przycisnął mnie do swojej piersi i pocałował to znamię. Moje ciało zadrżało, a z moich ust wyrwał się jęk.
Powinnam się wstydzić tej bliskości, zwłaszcza w zatłoczonym vanie, ale się nie wstydziłam. Jego usta na moim obojczyku uciszyły ten ryk, zamieniając go w skomlenie, a pierwotna potrzeba kazała mi wpleść palce w jego miedziane włosy.
Pociągnęłam lekko, chcąc więcej, a on jęknął przy mojej skórze. Jego ciepły oddech sprawił, że wygięłam plecy. Wargi się rozchyliły, zęby otarły o moją skórę, a mnie zalała fala pożądania.
Chciałam, żeby mnie ugryzł mocniej niż czegokolwiek kiedykolwiek pragnęłam.
Czułam jego pożądanie, jego surową potrzebę mojego ciała i wszystkiego, co oferowało, a jego pożądanie napędzało moje własne.
Zaborcza bestia warknęła w mojej głowie, mówiąc mi, że należę do niego, i miałam przeczucie, że to była jego bestia.
Nasz oddech był nierówny, a ja zaskomlałam, gdy zasłonił zęby wargami i odsunął się z pocałunkiem.
Jego dotyk był jednocześnie kojący i przerażający.
Czy to była ta więź? Jak mogłam reagować tak silnie na kogoś, kogo ledwie znałam? Dlaczego teraz? Zach dziko mnie pociągał, ale czy nie powinnam była czuć tego wcześniej?
Martwe oczy królika wpatrywały się we mnie z głębi mojej podświadomości. Czy coś odblokowałam? Czy moja wilczyca w końcu zerwała łańcuchy, które na nią nałożyłam?
Kiedy się odsunął, moje serce zabiło szybciej, a ciało zaczęło drżeć. Fale niepewności rozbiły się o mnie, wciągając mnie w mroczne głębiny mojego umysłu.
Jego oczy spotkały się z moimi, odbijając ból, który czułam. Ponownie wtulił głowę w zagłębienie mojej szyi, a burza ucichła.
Łzy, resztki tych fal, spłynęły po moim policzku, a ich słoność zapiekła na moich suchych wargach.
„Co on ci zrobił?” – wyszeptał Brenden, trzymając mnie jeszcze mocniej.
„Nic. Ja… nie wiem, co jest ze mną nie tak” – odpowiedziałam, opierając głowę na jego ramieniu.
Podniósł mnie tak, że usiadłam na nim okrakiem. Jego opuszki palców wyznaczały powolne ścieżki w górę i w dół moich pleców, a paznokcie zostawiały ślady przyjemności.
„Musisz mnie odwieźć” – powiedziałam ponownie.
„Dlaczego chciałabyś tam wracać?” – zapytał, a jego dłoń znieruchomiała na moich plecach.
„Wiem, co się ze mną stanie, jeśli tam zostanę. Nie znam cię, nie wiem, czego chcesz, po prostu mnie odwieź” – powiedziałam, zamykając oczy.
Wyprostowałam się, opierając dłonie na jego klatce piersiowej i odpychając się. Musiałam odzyskać kontrolę nad sobą i tą sytuacją, ale im dalej odsuwałam się od Brendena, tym mocniej ściskało mnie w klatce piersiowej.
Zadrżałam, odchylając się od niego.
„Możesz mi zaufać” – powiedział cicho Brenden, a jego dłonie wciąż obejmowały moją talię.
„Zabrałeś mnie” – skontrowałam.
„Tak, zrobiłem to, ale tak będzie lepiej.” Uśmiechnął się.
Uniosłam brwi ze zdziwienia, gdy pociągnął mnie bliżej.
„Lepiej?” – zapytałam.
„Tak, w ten sposób nie będzie wyglądać na to, że uciekłaś, by dołączyć do rebelii. Jeśli kiedykolwiek znów cię znajdą, twoja reputacja będzie czysta” – odpowiedział.
Zamknęłam oczy, mocno chwytając koszulę Brendena. „To wszystko tylko pogorszy sprawę, ja potrzebuję…” – zabrakło mi tchu, a moje dłonie zaczęły się trząść.
„Wszystko będzie dobrze” – uspokajał mnie, przyciskając swoje czoło do mojego, gdy z trudem próbowałam złapać oddech.
Nawet gdy to powiedział, moje ciało odrzuciło ten pomysł. Czułam, że tracę nad sobą kontrolę, a nic nie było pewne, nawet kolejny wdech i wydech.
„Ona ma objawy odstawienne” – powiedziała kobieta naprzeciwko, wciąż wpatrując się w okno. Dłonie Brendena zacisnęły się na mojej koszuli i warknął.
„Objawy odstawienne?” – wykrztusiłam, odwracając się w jej stronę.
Jej wzrok prześlizgnął się po moim odbiciu i zauważyłam jej grymas, zanim odwróciła się w moją stronę. Skinęła głową, zakładając czarne, sięgające brody włosy za uszy.
„Tak, to tak, jakby twoja wilczyca miała atak paniki ze strachu przed opuszczeniem swojego partnera. Pragnie jego obecności, jest przerażona” – wyjaśniła.
„Ale dlaczego ja…” – moja twarz się zaczerwieniła, gdy próbowałam znaleźć odpowiednie słowa.
„Brenden to też twój partner, prawda? Jego obecność cię uspokaja, bo twoja wilczyca szuka poczucia bezpieczeństwa” – powiedziała, odpowiadając na pytanie, którego w pełni nie zadałam.
Pokręciłam gwałtownie głową. „Nie mam żadnych objawów odstawiennych.”
Posłała mi smutny uśmiech.
„Skąd możesz to wiedzieć?” – warknęłam na nią, nienawidząc litości w jej oczach.
„Bo przeszłam przez to samo.” Wzruszyła ramionami.
„Jesteś pewna?” – zapytał Brenden.
„Odsuń się od niej” – zasugerowała.
Warcząc, Brenden odsunął się ode mnie, a ja nagle poczułam bez niego chłód. Jego oczy stwardniały z bólu i gniewu, gdy zaczęłam się trząść i hiperwentylować.
Nie mogąc znieść jego spojrzenia, odwróciłam wzrok. „Przepraszam” – załkałam zdezorientowana. Dlaczego go przepraszałam? Nie miałam pojęcia.
„Nie, nawet nie próbuj tego robić” – syknął, przyciągając mnie z powrotem do swojej klatki piersiowej i przyciskając wargi do mojego znamienia.
Moje ciało natychmiast się uspokoiło.
„Jak?” – udało mi się zapytać kobietę, wciągając gorączkowy oddech.
„Mój partner też był alfą. Wytropił mnie, a kiedy wciąż mu uciekałam, zamknął mnie w piwnicy i zaczął używać tojadu, aby stłumić moją wilczycę. Schodził na dół, żeby ze mną spać każdej nocy, aby wzmocnić więź.
Kiedy w końcu zostałam uwolniona, nie mogłam bez niego spać i przez całe miesiące miałam objawy odstawienne” – wyjaśniła, skupiając wzrok na zabłoconej podłodze furgonetki.
„Bardzo mi przykro” – wyszeptałam.
„Nie przepraszaj” – powiedziała, patrząc na swoje dłonie. Nie chciała mojej litości.
„Zach nigdy mnie nie skrzywdził, to nie może być to samo” – powiedziała jej. Jej doświadczenie nie było moim i musiała to wiedzieć. Musiała zdawać sobie sprawę, że Zach nie był tak zły jak jej partner.
„To to samo, znam to spojrzenie” – powiedziała, wyciągając rękę, by ścisnąć moje ramię.
„Nie skrzywdził mnie” – powtórzyłam.
„Nie musiał” – odpowiedziała, opierając się z powrotem na swoim siedzeniu.
Moje serce zabiło szybciej, gdy przytłoczył mnie ból, strach i zdezorientowanie. „Po prostu muszę wracać” – wysapałam.
Brenden trzymał mnie mocniej, jakby bał się, że zniknę z jego kolan.
„Wiem, że się boisz, ale musisz pomyśleć o tym, co zostawiłaś. Zabrał cię z domu, Ade, i zmuszał cię do zostania z nim” – wyszeptał, przyciskając usta do mojego czoła.
Wiedziałam, że powinnam go posłuchać. Zach rzeczywiście zabrał mnie z domu, zmusił mnie do wpisu w rejestrze samotników, a potem nie pozwolił mi odejść. Zaczął wprowadzać mnie do swojego stada bez mojej zgody.
Ogłosił stadu, że jestem jego partnerką, zanim w ogóle go za takiego uznałam. Przyznał, że może dać mi przestrzeń, ale nigdy nie da mi pełnej wolności.
To było toksyczne i złe; miłość nie powinna tak wyglądać. A jednak nigdy nie próbował mnie skrzywdzić, a wręcz mnie chronił. Nigdy do niczego mnie nie zmuszał i autentycznie starał się mnie uszczęśliwić.
Bycie miłym nie sprawiało jednak, że to, co zrobił, było w porządku. Zach popełnił wiele błędów, ale wciąż nie potrafiłam myśleć o nim jako o złym człowieku.
Czy to przemawiała przez ze mnie więź, czy może świadomość, że los postawił nas oboje w beznadziejnej sytuacji? Oboje w to wdepnęliśmy, starając się robić to, co uważaliśmy za słuszne, grając kartami, które rozdało nam życie.
Czy to było dokładnie to, do czego chciałam wrócić?
„Ty też mnie zabrałeś” – przypomniałam mu, czując się jak zacięta płyta.
„Nie chciałem, żeby to poszło w tym kierunku. Chciałem z tobą porozmawiać, chciałem, byś sama zdecydowała, czy pójdziesz ze mną, ale pojawiły się te wilki i zabrakło nam czasu.
Jak powiedziałem wcześniej, to działa na twoją korzyść” – powiedział, rozluźniając uścisk na mojej talii.
Jego słowa nie ukoiły mojej paniki. „Nie rozumiesz” – upierałam się.
Brenden westchnął. „Nie, to ty nie rozumiesz, Ade. Byłaś tam z nim przez miesiąc, a przez cały ten czas wasza więź stawała się silniejsza” – odpowiedział.
Jęknęłam sfrustrowana prosto w jego klatkę piersiową. „Dlaczego to wszystko musi sprowadzać się do więzi?” – zapytałam.
W odpowiedzi odsunął się ode mnie i obserwował, jak cała drżę.
Gdy już udowodnił mi swoją rację, z powrotem objął mnie ramionami, a drżenie ustało. Zdradził go pełen bólu wyraz twarzy i to, jak dłonie mocno zacisnęły się na mojej talii.
„Dlaczego chciałabyś tam wracać?” – zapytał.
Jego oczy spotkały się z moimi, gdy próbowałam ubrać moje uczucia w słowa. Kiedy minęła minuta, a ja wciąż nie odpowiedziałam, sformułował swoje pytanie inaczej.
„Ade, nie mogłaś nawet wyjść z jego domu bez strażnika. Co sprawiło, że tam zostałaś?” – zapytał, a jego klatka piersiowa unosiła się i opadała gwałtownie, pociągając mnie za sobą w tę emocjonalną przejażdżkę.
„Nie miałam nic. Nie miałam dokąd pójść, nie miałam pieniędzy. Pomyślałam, że jeśli zdobędę ich zaufanie, to zobaczą, że nie jestem dla nich zagrożeniem i pozwolą mi wrócić do domu” – odpowiedziałam.
„Ade, nie pozwoliłby ci po prostu odejść. Nie bez wcześniejszego naznaczenia cię i bez upewnienia się, że jesteś z nim związana. Musiałaś o tym wiedzieć.”
Odsunął się lekko, a jego oczy przeszukiwały moją twarz w poszukiwaniu jakiegokolwiek znaku zrozumienia. Zalała mnie fala wstydu; przecież o tym wiedziałam.
„Miałam to wszystko pod kontrolą” – upierałam się z mocno zaciśniętymi pięściami.
„Tak pod kontrolą, żeby pozwolić mu naznaczyć się jutro w nocy?” – wykrzyknął, delikatnie potrząsając moimi ramionami.
„Tak” – odpowiedziałam, próbując utrzymać na nim pewny wzrok, choć cała drżałam.
„Dlaczego? Dlaczego byś się na to zgodziła?” – zapytał, a jego oczy skanowały moją twarz.
Dostrzegłam w jego oczach strach, który wydał mi się aż nazbyt znajomy; był to ten sam strach, który miał Zach, gdy myślał, że mogę zdecydować się odejść z Brendenem.
„Sama to zaproponowałam. Oczywiście, że bym się zgodziła” – odpowiedziałam.
Fala bólu i szoku zalała jego twarz, zanim zdążył ją szybko ukryć pod głębokim, uspokajającym wdechem.
„Dlaczego, Ade?” – zapytał z zamkniętymi oczami i spuszczoną głową, przygotowując się na odpowiedź, której wcale nie chciał usłyszeć. Moja dłoń odruchowo uniosła się do jego policzka, pragnąc ukoić ten ból.
„Ponieważ to i tak by się stało, a ja byłam już wyczerpana. Nie chciałam już walczyć z więzią i wiedziałam, że jeśli przyjmę jego znak, będę mogła ruszyć dalej i odnaleźć z nim szczęście” – wyjaśniłam.
Podniósł głowę, by na mnie spojrzeć, a jego oczy migotały między zielenią a złotem.
„I dlatego, że to uratowałoby ciebie. Wiedziałam, że cię nie wypuści, dopóki nie będzie pewien, że nie straci mnie, i pomyślałam, że jestem ci winna wolność.
Skoro i tak pewnego dnia miałabym zostać naznaczona, uznałam, że równie dobrze mogłoby to mieć jakieś znaczenie” – dodałam.
„Nigdy nie byłem w niebezpieczeństwie. Myślisz, że nie pokonałbym twojego alfy, gdybym tylko chciał? Nigdy więcej się dla mnie nie poświęcaj” – powiedział, z gniewem wypinając pierś.
Moje drżenie nasiliło się, gdy podniosłam dłonie, by rozmasować skronie. Brenden ponownie wziął mnie w ramiona, próbując złagodzić dreszcze wstrząsające moim ciałem.
„Czy go kochałaś?” – zapytała kobieta, przechylając z ciekawością głowę na bok.
„Kochałam go? Sama nie wiem. Chyba… część mnie… tak. Zaczynałam go kochać” – przyznałam, zaskoczona własną szczerością, i dłoń odruchowo powędrowała do mojej klatki piersiowej, bo nigdy wcześniej nie wypowiedziałam tych słów na głos.
Brenden spojrzał w dół, a ja chwyciłam się jego ramion jak koła ratunkowego na wzburzonym morzu. Bałam się jego reakcji na moje wyznanie, choć wiedziałam, że nie miał prawa się na mnie złościć.
Zostawił mnie samą, więc nie mógł być zły, że zaczęłam żywić uczucia do kogoś innego.
Zamknęłam oczy, próbując powstrzymać wstrząsające mną wciąż dreszcze. Prawdopodobnie wyglądałam dla tych ludzi jak narkomanka na odwyku albo jak ofiara porwania cierpiąca na syndrom sztokholmski.
„Jeśli nigdy cię nie skrzywdził i zaczynałaś się w nim zakochiwać, to czego tak bardzo się boisz?” – zapytała kobieta.
„Zostałam właśnie wciągnięta do furgonetki przez bandę zamaskowanych… nieznajomych.” Powstrzymałam się przed powiedzeniem «mężczyzn» ze względu na nią. „Dlaczego miałabym się nie bać?” – odparowałam.
Roześmiała się i pokręciła głową. „No tak, to nie był zaplanowany przez nas ratunek. Chodziło mi raczej o to…” – przerwała i przygryzła wargę.
„Kiedy przechodziłam objawy odstawienne, przyjaciółka powiedziała mi, że by je pokonać, muszę zrozumieć, dlaczego myślałam, że nie poradzę sobie w życiu bez mojego partnera. Że muszę stawić czoła temu strachowi i uświadomić sobie, że jest on irracjonalny.
Czego ty się boisz, Adeline?” – zapytała.
Boisz się?
Moje serce na moment zamarło, a ja z trudem przełknęłam ślinę, gdy oczy wypełniły mi się łzami. Słowa cisnęły się na koniec języka, gotowe do wypowiedzenia, słowa, które nie były tylko moje, ale nasze. Moja wilczyca chciała przemówić.
Ta pierwotna, prosta część mnie, którą tak często tłumiłam, miała coś do powiedzenia.
Biorąc głęboki oddech, pozbyłam się iluzji kontroli, którą myślałam, że mam. Zaakceptowałam tę część siebie zamiast się jej bać, a w zamian nie czułam już strachu ani stłumienia.
Czułam, że wreszcie żyłam w harmonii z samą sobą, jakbym wcześniej funkcjonowała z jedną ręką związaną za plecami, a teraz mogła swobodnie używać obu.
„Boję się, że jeśli teraz do niego wrócę, nigdy nie zaufa mi na tyle, by pozwolić mi na podejmowanie własnych decyzji. Boję się, że bez niego, bez tej szansy na bycie częścią stada, nigdy nie będę w stanie być przy nikim swoim prawdziwym ja.
Że resztę życia spędzę samotnie, ukrywając się i udając kogoś, kim nie jestem” – wyznałam.
„Właśnie tak, Adeline” – powiedziała stanowczo kobieta. „To właśnie to, co musisz pokonać.”
Skinęłam głową, zdając sobie sprawę, że nie znam nawet jej imienia. Nie byłam pewna wszystkiego, co powiedziała, ale starała się mi pomóc.
„Dziękuję. Przepraszam, że nie zapytałam wcześniej, ale jak masz na imię?” – zapytałam.
„Jestem Gabriella, ale możesz do mnie mówić Gabby.” Uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę.
Mężczyzna na przednim siedzeniu pasażera zaśmiał się, gdy uścisnęłyśmy sobie dłonie. „Mówimy na nią Gabby, bo nigdy nie zamyka jej się buzia.”
Gabby pochyliła się do przodu i uderzyła mężczyznę w tył głowy, a ten zaśmiał się, robiąc unik przed kolejnym ciosem.
Właśnie wtedy przypomniałam sobie, gdzie jestem i kto tego wszystkiego słucha. Ukryłam twarz w klatce piersiowej Brendena, mając nadzieję, że nikt nie zauważy gorącego rumieńca na moich policzkach.
Właśnie obnażyłam duszę przed furgonetką pełną nieznajomych. Byłam pewna, że Brenden był równie zawstydzony jak ja i wszyscy musieli mu współczuć.
Myśl, że może być zły, sprawiła, że poczułam się jeszcze gorzej. Jak mogłam cokolwiek dla niego znaczyć w takim stanie?
Dlaczego w ogóle tak bardzo mi na tym zależało?
„Przepraszam, to musi być zawstydzające” – wyszeptałam, patrząc mu w oczy.
Pokręcił głową i ujął moją twarz w dłonie. „Nie, Ade, to mi powinno być przykro.”
Czułam jego żal emanujący przeze mnie niczym latarnia w czasie burzy.
„Nie potrzebujesz jego ani stada, by mieć to wszystko. To moja wina, że zostawiłem cię samą” – wyznał, a jego wzrok powędrował na moje usta.
Oparł swoje czoło o moje i tak zostaliśmy przez chwilę. Poraził mnie nasz wspólny ból, i dlaczego czułam go teraz, skoro nie czułam go wcześniej?
Nie dało się temu zaprzeczyć: uwolniłam coś, co z kolei znacznie wzmocniło naszą więź. To musiał być ten powód, dlaczego inaczej siedziałabym na kolanach mężczyzny, którego ledwie znałam?
Kiedy się odsunęliśmy, oparłam głowę na jego ramieniu. Ziewnęłam, a on poprawił się na siedzeniu i odchylił, bym mogła się na nim wygodnie ułożyć.
Miałam do niego mnóstwo pytań, ale nie chciałam zadawać ich tutaj, w takich okolicznościach.
Musiałam najpierw uporządkować własne myśli, by potem o wszystko wypytać, gdy będziemy sami. Musiałam w pełni zrozumieć, czego ode mnie oczekiwał, i dowiedzieć się, czy właśnie weszłam w kolejną pułapkę; kolejną sytuację, do której zostanę zmuszona?
Przed podjęciem decyzji o następnym kroku, musiałam dowiedzieć się, na czym stoimy. Ponownie ziewnęłam, jednak tym razem musiałam zmusić się, by nie zamknąć oczu.
Delikatne mruczenie pode mną zasygnalizowało mi, że Brenden zasnął. Odwróciłam głowę, by wyjrzeć przez okno, obserwując krople deszczu ścigające się po szybie.
Obserwowanie, jak krople torują sobie drogę po gładkiej powierzchni, uspokajało. Przez głowę przemknęła mi jakaś mglista metafora o życiu i wolności, ale zanim zdążyłam w pełni ją pojąć, moje oczy same się zamknęły.
Odpłynęłam w nieświadomość, a wszelkie głębokie spostrzeżenia, które wydawało mi się, że zrozumiałam, odpłynęły razem ze mną.

















































