
Tak, panie Knight. Księga 4: Część druga
Autorzy
Natalie Roche
Lektury
15,4K
Rozdziały
20
Rozdział 1: Przynęta
JAMIE
Podróż z Nowego Jorku zajęła tylko kilka godzin, ale czułam się, jakbyśmy polecieli na inną planetę. Zatrzymaliśmy się kilka razy na tłuste jedzenie i szybkie wyjścia do toalety. Przez większość czasu jechaliśmy w ciszy.
Kiedy samochód w końcu się zatrzymał, słońce już dawno zaszło. Byliśmy teraz daleko od miasta. Dom stał z dala od głównej drogi, ukryty i samotny. Wyglądając przez okna, nie widziałam ani jednego sąsiada, ani nawet latarni. Byliśmy tylko my i ciemny las.
Penelope już mocno spała. Długi dzień bardzo ją zmęczył, więc leżała bezpiecznie w swoim nowym łóżku. Kiedy chodziłam po domu, znów dotarło do mnie, że Mason pomyślał o wszystkim. Był człowiekiem, który zawsze miał wszystko pod kontrolą.
Dom to nie były tylko puste pokoje; był całkowicie gotowy na nasz przyjazd. Na kanapie leżały miękkie, puszyste koce, a na łóżkach czysta, pachnąca pościel. Zadbał nawet o to, by w korytarzu stały wysokie wazony ze świeżymi liliami. Wiedział, że lilie to moje ulubione kwiaty i że zawsze mnie uspokajają.
Musiał włożyć wiele pracy, żeby to wszystko zorganizować. Prawdopodobnie zatrudnił grupę ludzi, żeby ten obcy dom wydawał się nam przytulny. Ale kiedy rozglądałam się po idealnych meblach i cichych pokojach, znałam prawdę. To nie był dom. To była tylko piękna, tymczasowa klatka na pustkowiu.
Ciche pukanie do drzwi sypialni przerwało moje myśli. Do środka wszedł Eric, niosąc ostatnią ciężką torbę. „To już wszystko, pani Knight”, powiedział cicho. Delikatnie postawił walizkę w nogach mojego łóżka.
Stałam przy dużym oknie, wpatrując się w bardzo ciemny las na zewnątrz. W szybie widziałam tylko odbicie pokoju za mną. Odwróciłam się do niego i spróbowałam się uśmiechnąć, chociaż czułam w środku pustkę. „Dziękuję, Eric. Na zewnątrz jest strasznie ciemno. Może jutro uda się zamontować jakieś światła na dworze?”
Eric krótko skinął głową. „Zadzwonię do kogoś z samego rana.”
Wyszedł, a jego buty bezszelestnie stąpały po grubym dywanie. Zostawił drzwi lekko uchylone. Wiedział, że nienawidzę zamkniętych drzwi w nocy. Zawsze musiałam słyszeć Penelope, na wypadek gdyby miała koszmar lub mnie wołała.
Podeszłam do sterty walizek na podłodze i uklękłam. Dywan był gruby i miękki pod moimi kolanami. Spojrzałam na torby i poczułam falę smutku. Całe moje życie zostało spakowane w te kilka bagaży. „Kurwa, nienawidzę tego”, wyszeptałam. Mój głos był pełen złości. Czułam się pokonana, jakbym uciekała, zamiast normalnie żyć.
Sięgnęłam po mały czarny plecak, który Mason wręczył mi podczas naszego pożegnania. Przypomniałam sobie, jak mówił, że to tylko kilka rzeczy, których mogę potrzebować.
Odsunęłam zamek. Pierwszą rzeczą, którą wyciągnęłam, był telefon nie do namierzenia. Ten mały, zimny kawałek plastiku stanowił moje jedyne połączenie ze światem. Potem wyciągnęłam grube pliki gotówki, spięte gumkami recepturkami.
Pod pieniędzmi leżał zestaw kluczy z plastikową zawieszką. Był do niej przyklejony mały kawałek papieru z równym pismem Masona. Było tam napisane: Magazyn, 247.
Sięgnęłam głębiej do torby i moje palce dotknęły czegoś znajomego. Było to zimne, ciężkie i zrobione z metalu.
Wyciągnęłam to. To był pistolet.
Widok broni mnie nie zszokował. Wiedziałam, jak jej używać. W tym świecie na pewno byłam bezpieczniejsza, mając ją w pobliżu. Mason zawsze myślał o wszystkim dużo wcześniej. Przygotowywał się na każdy możliwy problem, zanim w ogóle się on pojawił. Dla niego ten pistolet był po prostu kolejnym narzędziem, które miało mnie chronić, gdy on nie mógł tego zrobić sam.
Włożyłam gotówkę, klucze i ten nowy telefon z powrotem do plecaka, chowając je w małych kieszonkach. Ale pistolet zostawiłam na wierzchu. Musiałam znaleźć na niego miejsce. Bardzo bezpieczne miejsce, w którym Penelope nigdy, przenigdy go nie znajdzie.
Kiedy byłam małą dziewczynką, byłam najlepsza w chowanego i nie straciłam tej umiejętności. Znalazłam idealne miejsce. Takie, w którym nikt nigdy nie pomyślałby, żeby szukać.
W końcu położyłam się do łóżka, ale sen nie przychodził łatwo. Moja głowa była pełna myśli o Masonie, przeprowadzce i niebezpieczeństwie, przed którym uciekałyśmy. Wiedziałam, że następny dzień będzie pełen chaosu.
Naszym pierwszym dużym zadaniem były wielkie zakupy spożywcze. Ethan pojechał z nami, ale w połowie sklepu zaczęłam żałować swojej decyzji. Patrzyłam, jak idzie między alejkami, i czułam niepokój w brzuchu. Miałam nadzieję, że pokusa widoku półek pełnych alkoholu nie będzie dla niego zbyt trudna do pokonania.
Kiedy w końcu wróciliśmy do cichego domu, zaczęła się prawdziwa praca. Mieliśmy mnóstwo rzeczy do rozpakowania. Torby z jedzeniem, stosy ubrań i wszystkie nasze podstawowe zapasy. Z trudem zmieściłam wszystko do szafy w mojej sypialni. Była tak mała, że nie mogłam znaleźć miejsca na kilka par butów, które ze sobą przywiozłam.
Do wieczora Penelope była całkowicie wyczerpana. Poprosiła o wieczór filmowy, a my z Ethanem się zgodziliśmy. Mieliśmy przygotowane mnóstwo popcornu i czekolady. Ale cukier nie utrzymał jej długo w stanie czuwania.
Zaledwie piętnaście minut po rozpoczęciu filmu Hokus Pokus już opierała się o mnie. Naciągnęła gruby, miękki koc aż po samą brodę i prawie natychmiast zasnęła. Widziałam, że długa podróż samochodem z poprzedniego dnia w końcu dała o sobie znać.
Ethan wszedł do salonu i wręczył mi kubek gorącej herbaty rumiankowej. Ciepło kubka było cudowne dla moich zmęczonych dłoni. „Dziękuję”, wyszeptałam, patrząc, jak siada w fotelu obok kanapy. On też miał swój kubek.
„Co pijesz?”, zapytałam z ciekawością.
Spojrzał na mnie i po jego twarzy przemknął szybki, znajomy uśmiech. „To nie alkohol”, powiedział, zanim wziął łyk. „I tak nie ma go w tym domu.”
„Wcale tak nie pomyślałam”, powiedziałam szybko. Nie chciałam zabrzmieć, jakbym go o coś oskarżała. „Po prostu wiem, że zazwyczaj nie lubisz herbaty.”
Ethan wzruszył ramionami, obejmując kubek obiema dłońmi, żeby się ogrzać. „Pomyślałem, że może to pomoże mi się zrelaksować. Kręci mi się trochę w głowie. To był długi dzień.”
Skinęłam głową. Wiedziałam, że jest pod dużą presją i że muszę być cierpliwa. „Jak się czujesz z tym, że tu jesteś?”, zapytałam łagodnie. „Czy bycie tak daleko od wszystkich jest tak złe, jak myślałeś?”
Ethan wziął długi, powolny łyk swojej herbaty. Ostrożnie postawił kubek na oparciu fotela, ale nie puścił ucha. „To na pewno nie jest Nowy Jork”, przyznał. „Tutaj musisz jechać dwadzieścia minut, żeby zobaczyć drugiego człowieka albo kupić chleb. Ale to pewnie dla mnie teraz dobre. Nie muszę być blisko żadnej pokusy.”
„Świetnie ci idzie, Ethan”, powiedziałam, próbując dodać mu szczerej otuchy. „Jestem z ciebie dumna.”
Przeczesał włosy zmęczoną dłonią i spuścił wzrok na podłogę. „Nie jestem tego taki pewien”, mruknął. „Ostatnio tyle zepsułem. Mój związek się skończył, a sytuacja z Carmen to katastrofa. Nie mogę cofnąć tego, co jej powiedziałem.”
„Carmen wie, przez co przechodzisz”, powiedziałam mu. „Jesteś tu teraz i jesteś trzeźwy. Skup się na tym. Będziesz mógł naprawić swoje relacje, kiedy nadejdzie odpowiedni czas.”
Ethan powoli skinął głową. „Jeden dzień na raz.”
Wszystko po kolei, pomyślałam. Radziłam mu, żeby nie spieszył się, ale tak naprawdę to ja musiałam tego posłuchać. Każdy dzień w tym domu będzie ciągnął się jak miesiąc. Nie mogłam przestać myśleć o Masonie, który został w Nowym Jorku i sam radził sobie ze wszystkim. Przymusowe przebywanie z dala od niego stawało się o wiele trudniejsze, niż myślałam.
Byłam w łóżku przed jedenastą, ale sen nie nadchodził. Leżałam tam bardzo długo, wiercąc się i obracając. Próbowałam wygodnie się ułożyć, ale materac był zbyt twardy, a poduszki zbyt płaskie. Miejsce obok mnie było puste. To po prostu nie było moje łóżko.
Spanie bez Masona było trudne. Brakowało mi stałego ciepła jego ciała obok mojego i pocieszenia, jakie dawało jego ramię oparte na mojej talii. Prawie miałam ochotę wstać z łóżka, wziąć Penelope z jej pokoju i przenieść ją do siebie, żeby nie czuć się tak samotnie.
Ale wiedziałam, że nie powinnam. Nie spałaby całą noc, a rano byłaby marudna. Musiałam zapewnić jej normalność, nawet tutaj.
Przewróciłam się na plecy i wypuściłam długie, głośne westchnienie.
Mój wzrok powędrował na duży obraz na ścianie na końcu łóżka. Nawet w ciemności wywoływał u mnie ciarki. To był słynny, przerażający obraz z jasnoczerwonym niebem. Wyglądało to tak, jakby niebo krwawiło do ciemnoniebieskiej wody poniżej.
Na pierwszym planie stała na moście blada, koścista postać. Jej usta były szeroko otwarte w niemym krzyku, a dłonie mocno dociśnięte do policzków.
To takie dziwne, pomyślałam, mrużąc na to oczy. Mason rozstawił po całym domu moje ulubione lilie, żeby zapewnić mi poczucie bezpieczeństwa i szczęścia. Dlaczego miałby powiesić to przerażające dzieło w jedynym pokoju, w którym miałam spać?
To nie miało sensu. Wydawało się to pomyłką. Psuło to wszystkie inne miłe rzeczy, które zrobił, by to miejsce wydawało się domem.
Nie mogłam tego dłużej znieść. Miałam wrażenie, że postać na obrazie patrzy na mnie i krzyczy do mnie ze ściany.
Odrzuciłam ciężką pościel i wyszłam z łóżka. Moje stopy zapadły się w miękki dywan. Nie wiedziałam, dlaczego podobał mu się ten obraz. Wiedziałam tylko, że nie mogłam spać, gdy to coś się we mnie wpatrywało.
Podeszłam do ściany i położyłam dłonie po obu stronach ciężkiej ramy. Podniosłam ją powoli, ściągając ostrożnie z haka. Kiedy odsunęłam obraz od ściany, zaparło mi dech w piersi.
Za obrazem ściana wcale nie była pusta. Zgrabnie wbudowany w ścianę był mały, ciemny sejf. Płótno idealnie go ukrywało. Miał z przodu jasny panel z przyciskami numerycznymi.
Stałam tam jak wryta. Zalała mnie fala szoku. Zamontował tu sejf? Pod jedyną rzeczą, o której wiedział, że będę chciała ją zdjąć? Nagle zrozumiałam. Ten obraz to nie była pomyłka. To była mapa. Mason nie powiesił Krzyku z powodu złośliwości czy bezmyślności.
Powiesił go, ponieważ wiedział, że będę go nienawidzić. Wiedział, że w końcu zdejmę go ze ściany. A kiedy to zrobię, znajdę to ukryte miejsce.
To było bardzo w stylu Masona. Nie dał mi po prostu sejfu. Upewnił się, że będę jedyną osobą, która wpadnie na to, by go poszukać. Teraz musiałam tylko odgadnąć kod.
MASON
W domu było cicho. Zbyt cicho.
Stałem na środku głównej sypialni. Jedwabny krawat przypominał pętlę na szyi, gdy poprawiałem spinki do mankietów. Zazwyczaj ten pokój tętnił poranną energią. Jamie śmiała się, szukając zgubionego kolczyka. Słychać było szum prysznica i radosny chaos naszego życia.
Kuchnia była w tym wszystkim najgorsza, pomyślałem, schodząc po schodach. Nie było wesołego nucenia Jamie podczas przygotowywania śniadania. Nie było zapachu świeżej kawy czy bekonu smażonego na patelni. Duży blat na środku pokoju zazwyczaj był pokryty kolorowymi rysunkami Penelope. Teraz był tylko pustą płytą polerowanego kamienia.
Teraz jadły śniadanie i rysowały gdzieś indziej. Były w domu, który dla nich wybrałem, ale to był dom, do którego nie wolno mi było wchodzić.
Moja szczęka zacisnęła się aż do bólu. Odwróciłem wzrok od pustego blatu, a z moich ust wyrwał się cichy, wściekły szept: „Kurwa, nienawidzę tego.”
To było wielkie cierpienie. Minęły dopiero dwa dni rozłąki, a ja już czułem, że tracę zmysły. Każdy instynkt w moim ciele krzyczał, żebym wziął klucze, wsiadł do samochodu i jechał, dopóki ich nie zobaczę.
Chciałem tylko zobaczyć je przez chwilę. Ale stłumiłem to pragnienie, zakopując je głęboko. Wiedziałem, że nie mogę ryzykować. Pojechanie do nich byłoby bardzo samolubne. Ich bezpieczeństwo zależało od tego, czy zostanę tutaj. Musiałem udawać, że wszystko jest w porządku. Musiałem skupiać uwagę wrogów na sobie, a z dala od mojej rodziny. Musiałem żyć z tą ciszą, nawet jeśli mnie dusiła.
Trzymaj się planu.
To wewnętrzne polecenie było jedyną rzeczą, która pozwalała mi przetrwać.
Jason wszedł do kuchni, a jego buty stukały o płytki. Zatrzymał się kawałek ode mnie. Jego twarz była całkowicie pozbawiona emocji, a dłonie splótł przed sobą. Był ubrany w ciemny garnitur i wyglądał na bardzo profesjonalnego ochroniarza.
„Pana samochód jest gotowy, panie Knight”, powiedział cicho.
Skinąłem głową, chwytając moją teczkę z blatu. „Spotkamy się przed domem”, odpowiedziałem. Krótko skinął głową, odwrócił się i odszedł. Zostawił mnie samego na ostatnią chwilę ciszy. Potem będę musiał wyjść i zagrać rolę potężnego, pewnego siebie prezesa.
Mój dzień w biurze ciągnął się bardzo wolno. Zmuszałem się do przeglądania dokumentów i ich podpisywania, ale nie zrobiłem prawie nic. Moja uwaga była całkowicie rozproszona. Nasze zebranie zarządu rozpoczęło się rano i trwało aż do przerwy na lunch.
Nowa asystentka cicho poruszała się wokół ciężkiego stołu. Była to starsza kobieta po sześćdziesiątce, która nie znała mojego życia osobistego. Roznosiła jedzenie i świeżą kawę z matczyną troską.
Robiłem to, co do mnie należało. Mówiłem, kiedy musiałem. Kiwałem głową w odpowiednich momentach. Ale moje myśli były o wiele kilometrów stąd. Zastanawiałem się, czy Jamie znalazła już sejf, albo czy Penelope podobał się ogród w nowym domu.
„Czasami potrzebują małego popchnięcia w dobrym kierunku”, powiedział Greg. Jego głos w końcu ściągnął mnie z powrotem do rzeczywistości.
„Pana Fergusona na pewno trudno było zadowolić”, wtrącił Eoin z drugiej strony stołu. Obserwowałem go. Wyglądał na zrelaksowanego, opierając się na krześle, jakby to miejsce należało do niego. „Miałem z nim wiele spotkań, a on nadal mi odmawiał. Ten człowiek to uparty, stary głupiec.”
Ktoś przy stole zażartował z dziwnych żądań Fergusona. W pokoju rozległ się lekki śmiech i pełne zrozumienia westchnienia. Ja się nie śmiałem. Moja głowa była zajęta planowaniem. Obserwowałem twarze dookoła stołu. Wszyscy byli spokojni, profesjonalni i niczego nie podejrzewali.
Czekałem na idealny moment, by wykonać swój ruch. Musiałem powiedzieć to, co zaplanowałem. I musiałem to zrobić przy każdej ważnej osobie w tym pokoju.
Śmiechy na temat pana Fergusona w końcu ucichły. W pokoju zapanował spokój, a członkowie zarządu zaczęli układać papiery. Byli gotowi przejść do następnych punktów spotkania.
„Zanim przejdziemy dalej…”, powiedziałem.
Mój głos nie był głośny, ale był bardzo ostry. Wszystkie głowy natychmiast się podniosły. Wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Pochyliłem się do przodu, opierając ręce na polerowanym drewnie stołu. Pozwoliłem, by cisza trwała. Z każdą sekundą stawała się coraz cięższa i bardziej niekomfortowa.
Chciałem, żeby poczuli powagę tego, co zaraz powiem.
„Muszę poruszyć sprawę, która będzie miała wpływ na każdego w tym pokoju”, powiedziałem. Spojrzałem po kolei na każdego z mężczyzn przy stole. „Od kilku miesięcy zmagamy się z ogromną stratą pieniędzy. Po cichu sprawdzałem nasze finanse, aby wyśledzić kradzieże z kont naszej firmy.”
Efekt był natychmiastowy. Wokół stołu rozległo się głośne westchnienie. Ciche, profesjonalne pomieszczenie nagle wypełniło się przestraszonymi szeptami. Mężczyźni, którzy chwilę wcześniej byli zrelaksowani, teraz siedzieli wyprostowani i patrzyli na siebie z podejrzeniem.
„Skradziona kwota jest bardzo duża”, potwierdziłem. Odchyliłem się lekko do tyłu, pozwalając im to przemyśleć.
Gdy członkowie zarządu zaczęli zadawać zszokowane pytania, moje oczy zatrzymały się na Eoinie. Był jedyną osobą, która nie pochyliła się do przodu ze zdziwienia. Zamiast tego całe jego ciało nagle zesztywniało. Jego ramiona napięły się, szyja stała się sztywna, a z jego twarzy zniknęły wszystkie kolory.
Pozwoliłem szeptom trwać jeszcze przez kilka sekund. Potem skupiłem swój wzrok prosto na nim. Mój głos był spokojny, jak cisza przed burzą.
„Osoba odpowiedzialna za kradzież pieniędzy firmy została znaleziona. To kończy się w tej chwili”, oświadczyłem. Nie zostawiłem miejsca na wątpliwości. „Eoin. Ze skutkiem natychmiastowym tracisz pracę w Knight Industries. Jason czeka, aby wyprowadzić cię z budynku.”
Eoin zaśmiał się sztucznie. To był suchy, okropny dźwięk, który szybko ucichł. „Mason, o czym ty mówisz?”, wyjąkał. Jego oczy gorączkowo biegały po pokoju, szukając kogoś do pomocy. „To jest… to jest niedorzeczne. Najwyraźniej zaszła tu jakaś pomyłka.”
„Nie ma tu żadnej pomyłki”, odpowiedziałem. W moim głosie nie było ani odrobiny ciepła. Nie tłumaczyłem się; nie musiałem tego robić. Miałem wyciągi z banku, a on o tym wiedział. Po prostu spojrzałem w stronę ciężkich drzwi. „Jason. Wyprowadź pana Newmana z budynku.”
Drzwi natychmiast się otworzyły i do środka wszedł Jason.
Eoin nie kłócił się już więcej. Jego oczy, wpatrzone we mnie, nie były już przestraszone. Płonęły gniewem. Powoli położył dłonie płasko na stole, a następnie odepchnął krzesło do tyłu. Zrobił to z głośnym zgrzytem, który odbił się echem w cichym pokoju.
Gdy tylko wstał, Jason w sekundę znalazł się przy nim. Wyciągnął dłoń w stronę ramienia Eoina. Eoin gwałtownie go odepchnął.
„Wychodzę”, warknął. Jego głos był pełen złości, którą bardzo starał się ukryć.
Zaczął iść w stronę wyjścia, ale nie poszedł prosto do drzwi. Zmienił trasę tak, by przejść bezpośrednio obok mojego krzesła. Jason szedł pół kroku za nim, gotowy do działania, gdyby Eoin spróbował czegokolwiek. Kiedy Eoin zrównał się ze mną, zatrzymał się na sekundę. Pochylił się blisko, a jego usta ledwo się poruszały. Wyszeptał przerażającą obietnicę, którą tylko ja mogłem usłyszeć: „Pożałujesz tego.”
A potem zniknął. Jason poszedł za nim, a drzwi zamknęły się za nimi. W sali zapanowała ciężka cisza. Nikt się nie ruszał. Nikt nic nie mówił.
Zrobione, pomyślałem. Napięcie w mojej klatce piersiowej zelżało tylko odrobinę.
Patrzyłem na puste miejsce, w którym przed chwilą stał Eoin. W powietrzu wciąż unosił się zapach jego drogich perfum i zapach jego strachu. Eoin stracił wszystko w biznesie. Był zrujnowany, publicznie zawstydzony i zdemaskowany. Każdy jego kontakt w tym mieście był teraz spalony.
Ale wiedziałem, że to była ta łatwiejsza część.
Nie miałem zamiaru czekać na powolne działania policji i sądów. Nie chodziło tylko o wsadzenie go do więzienia. To był celowy atak, żeby zmusić go do ruchu. Zwolnienie go na oczach zarządu było przynętą w pułapce, którą budowałem od tygodni. Musiałem go upokorzyć, żeby przestał się ukrywać i zaczął działać.
Jego wyszeptana groźba, „Pożałujesz tego”, była dokładnie tym, co chciałem usłyszeć. Znałem ego Eoina lepiej niż ktokolwiek inny. Znałem jego desperacką potrzebę kontrolowania sytuacji. Taki człowiek nie poddałby się tak po prostu. Był teraz jak zwierzę zapędzone w kozi róg: ranny, niebezpieczny i czujący, że nie ma już nic do stracenia.
Niech przyjdzie, pomyślałem. Moje serce biło spokojnie, a umysł był czysty. Każdy jego krok od tego momentu był krokiem, na który byłem już przygotowany. Odebrałem mu pracę, pieniądze i dumę. Teraz musiałem tylko poczekać, aż mnie zaatakuje.
A kiedy to zrobi, będę gotowy, by zakończyć to na dobre.
Listy książek
Wyświetl wszystkoSięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników











































