
Seria Carrero 3: Rozwiązanie Carrero
Autorzy
L. T. Marshall
Lektury
3,4M
Rozdziały
81
Jake właśnie popełnił największy błąd w swoim życiu... pozwalając Marissie Hartley wrócić do jego życia.
Emma jest o krok od popełnienia największego błędu w swoim życiu... utraty Jake'a na zawsze.
Szef i jego osobista asystentka, którzy przeszli drogę od współpracowników, przez przyjaciół, aż po kochanków, stają przed swoim największym jak dotąd wyzwaniem. Ich związek, rozdarty przez błąd Jake'a, wisi na włosku. Tak wiele pozostało niedopowiedzeń, tak wiele ran wciąż jest niezabliźnionych.
Czy to będzie kropla, która przepełni czarę goryczy w ich związku?
Rozdział 1
Leżę zwinięta na łóżku, otępiała od ciągłego płaczu i rozdzierającego bólu. Nie wiem, jak długo już tu jestem. Słyszę tylko szum krwi w głowie, podczas gdy moje serce pęka na kawałki.
Została ze mnie tylko pusta skorupa. Cicha skorupa, wypełniona zmęczeniem i bólem serca. Jestem w tak opłakanym stanie, że trudno mnie rozpoznać.
Wściekłam się i zaczęłam go bić. Odpychałam go ze wszystkich sił. Mimo to on nadal próbował się mnie trzymać.
Mój Jake, moja dusza i ciało. A teraz niszczyciel wszystkiego, czym kiedyś byłam.
Kazałam mu mnie nie dotykać. Nigdy więcej. Powiedziałam, żeby sobie poszedł. Krzyczałam, płakałam i rozpadłam się na kawałki na podłodze u jego stóp. Jego słowa brzmiały jak zwykły hałas. Nie mogłam ich zrozumieć, tak bardzo pochłonął mnie ból.
Posłuchał mnie dopiero, gdy cicho zapłakałam i błagałam, żeby dał mi spokój. Odsunął się, a ja zdołałam wstać. Uciekłam do tego pustego pokoju... naszego pokoju. Jego pokoju. Zamknęłam przed nim drzwi i przekręciłam klucz. Nie mogłam znieść jego bliskości. Nie chciałam, żeby mnie dotykał ani na mnie patrzył.
To, co nas łączyło, przepadło. Jego zdrada przesądziła o naszym losie, a mój świat legł w gruzach. Chyba już nigdy nie będę taka sama. Potrafię myśleć tylko o jego wargach na jej wargach. Widzę to wciąż od nowa. To łamie mi serce. Całował usta tej jedynej kobiety, której nienawidzę najbardziej na świecie. On nie rozumie, jak wielką krzywdę wyrządziła mi ta zdrada. Nie ma pojęcia, jak bardzo mnie zranił.
Pocałował inną. I to nie byle kogo, ale właśnie ją. Kobietę, która od miesięcy była powodem mojego bólu i nienawiści.
Kobietę, która kiedyś skradła jego serce. Jedyną inną kobietę, którą kochał, i która teraz nosi jego dziecko.
Marissa Hartley.
Jak mogłabym o tym zapomnieć? Jak mam uwierzyć, że już nic do niej nie czuje?
Jej imię jest jak sztylet w mojej piersi. To okropna rana, która tak bardzo piecze i pali. Sprawia, że chyba nigdy nie podniosę się po tym ciosie.
Dlaczego, Jake?… Dlaczego? Czy dlatego, że byłeś pewny, że ja zdradzę ciebie? Bałeś się, bo nie chciałam założyć z tobą domu i nie przyjęłam twoich oświadczyn?
To wszystko przez moją głupotę. Sama sprawiłam, że po jednej kłótni uwierzyłeś w moją gotowość do zdrady.
Czy byliśmy aż tak słabi, że taka głupota rozdarła nas na pół?
Słyszę ciche pukanie do drzwi. Wstrzymuję oddech, a moje serce zamiera. Jego bliskość nadal na mnie działa. Moje ciało wyczuwa go w powietrzu i drży, nawet z odległości.
„Emma?” Ochrypły głos Jake'a wywołuje ostry ból w mojej klatce piersiowej. Kładę się na boku, żeby go zignorować. Zasłaniam uszy i zwijam się w kłębek. Zalewa mnie kolejna fala potwornego bólu. Ciche łzy spływają po mojej twarzy. Chcę tylko, żeby ten ból przestał mnie pożerać.
„Emma, proszę... Wpuść mnie” – błaga. Jego głos wcale nie przypomina mojego Jake'a. Brzmi zupełnie inaczej niż zwykle i to łamie mi duszę. Zaszłam tak daleko od samej siebie, że boję się, że już nigdy nie znajdę drogi powrotnej. Zaciskam mocno oczy, pragnąc, żeby odszedł. Nie zdołałabym nic powiedzieć, nawet gdybym chciała. Mam tak zdarte i obolałe gardło od rozpaczliwego płaczu, że z trudem przełykam ślinę.
Słyszę ciche uderzenie o drzwi. Drewno skrzypi pod ciężarem ludzkiego ciała. Do moich uszu dociera dźwięk, jakby coś powoli zsuwało się po drugiej stronie.
„Nigdzie się nie wybieram, Neonata. Zostanę tutaj, dopóki nie pozwolisz mi się zobaczyć. Muszę cię zobaczyć, Emmo... Ja tu wariuję.” Smutek w jego głosie sprawia mi fizyczny ból. Brzmi na równie załamanego jak ja. Jego zwykle niski, chropowaty głos jest teraz spięty i ochrypły. Słychać w nim emocje przy każdym bolesnym słowie.
Zostawił mnie w spokoju, dopóki nie ucichłam. Nie mogłam jednak zamknąć przed nim drzwi na zawsze. To jego mieszkanie... jego dom. Już nie mój. Muszę wstać, zabrać wszystkie swoje rzeczy i go zostawić. Nie dał mi innego wyboru. Nie ma tu już dla nas przyszłości.
Uderzają we mnie nowe fale rozpaczy. Przerywam ciszę głośnym szlochem. Nie potrafię jeszcze myśleć o odejściu. Nie teraz, gdy moje ciało pragnie tylko leżeć tutaj i umrzeć. Ból ogarnia mnie tak bardzo, że ledwo mogę oddychać.
„Proszę... Błagam, Bambina. Siedzenie tutaj i słuchanie twojego płaczu po prostu mnie zabija. Wpuść mnie. Pozwól mi cię przytulić.” Jego głos się łamie, ból jest zbyt wielki. Wyobrażam sobie, jak opiera się o drzwi. Pewnie ma podciągnięte kolana, obejmuje się ramionami i chowa w nich twarz. Zapewne jest tak samo załamany i rozbity jak ja. Próbuję wyrzucić ten obraz z głowy, dławiąc się łzami. Ta myśl rani mnie bardziej, niż mogłam sobie wyobrazić. Nie potrafię znieść myśli, że on też jest na dnie, cierpiąc pod własnymi drzwiami.
Tonę w dezorientacji. Nie dam rady znieść bólu, jeśli pozwolę mu się zbliżyć. Myśl o jego dotyku wywołuje w mojej głowie obraz jego i jej. Widzę, jak ją dotyka, jak patrzy jej w oczy i jak ją całuje. To przebija mnie niczym rozgrzany pręt i torturuje do głębi.
Co on nam zrobił?
„Ja... ja nie mogę.” Mój głos jest bardzo cichy i słaby. To tylko cień mojego dawnego brzmienia. Przez łzy łapię powietrze. Nie jestem pewna, czy mówię wystarczająco głośno, by mnie usłyszał.
„Emmo, nie dotknę cię. Przysięgam. Zostanę w bezpiecznej odległości. Muszę cię tylko zobaczyć... po prostu na ciebie spojrzeć” – błaga. Przysuwa się bliżej drzwi, żeby lepiej usłyszeć moją odpowiedź, a to jeszcze bardziej łamie mi serce.
Nie lubię widzieć go w takim stanie. To przecież mój silny, stanowczy Carrero. Zawsze jest taki niesamowicie pewny siebie i ma nad wszystkim kontrolę.
Nie mogę znieść tej smutnej i cichej wersji niego. Błaga mnie, siedząc oparty o ścianę i prosi o zgodę na wejście do pokoju we własnym mieszkaniu.
To nie jest Jake. Chcę odzyskać mojego Jake'a. Chcę Jake'a sprzed tygodnia, który nigdy by mnie nie zdradził i nie zranił. Jake'a, który przenosiłby dla mnie góry, a nie tego obcego człowieka, który tam siedzi.
„Nie potrafię. Nie potrafię wstać.” To prawda. Nie mam siły, by podejść do drzwi. Moje ciało jest bezwładne. Płaczę cicho, a łzy same płyną mi po policzkach. Ledwo mogę unieść głowę. Jestem tak wyzuta z życia, że nie dam rady się ruszyć. Zmęczenie i emocje opanowały każdą część mojego ciała. Nie wiem, która jest godzina, ale wydaje mi się, że jestem tu od kilku dni.
„Powiedz po prostu, że mogę otworzyć drzwi, a to zrobię” – mówi ze spiętym głosem. Czeka i ma nadzieję, że nie będę trzymać go na zewnątrz, chociaż wciąż prosi o zgodę.
Nie dam rady dłużej go odtrącać, choć bardzo tego chcę. On jest powodem mojego wielkiego bólu, ale też jedyną osobą na świecie, która może mi pomóc. To dla mnie jak tortura. Mój wybawca jest również moim katem. Kiedy czuję tylko ogromny smutek, moje serce płacze. Woła osobę, która zawsze mnie uspokaja i daje mi poczucie bezpieczeństwa.
„To twój dom” – poddaję się, ale nie podejmuję decyzji za niego. Kilka chwil później wzdrygam się i kuli ze strachu. On wykopuje drzwi, używając do tego ogromnej siły. Drewno pęka, a metal głośno trzeszczy. Światło z drugiego pokoju wpada do środka, ukazując w progu ciemny zarys jego dużej, męskiej sylwetki.
Zwijam się w ciaśniejszy kłębek, tak jak robiłam to jako małe dziecko. Odruchowo zasłaniam twarz rękami, żeby ochronić swoje ciało. Ból wywołany jego obecnością jest gorszy od wszystkiego, co kiedykolwiek przeżyłam. Słyszę, jak się do mnie zbliża. Łóżko ugina się, gdy na nim siada, ale wciąż trzyma się z daleka. Oddycha bardzo ciężko. Wyczuwam całą jego silną energię. Jest pełen smutku i żalu, i czuje w sercu taki sam ból, jak ja.
Listy książek
Wyświetl wszystkoSięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników







































