Cover image for Wilki Czarnej Róży

Wilki Czarnej Róży

Rozdział 2: Walka o tron

ELAINE

„Zabij albo zgiń” – powiedział Jyn, wyjaśniając nam zasady.
„A może po prostu ją znokautować?” – zapytałam, zastanawiając się nad jego słowami.
„Elaine, spróbuj się uspokoić. Jesteś zdenerwowana, odkąd wróciłaś od stoiska” – powiedział Blaze, a ja rzuciłam mu wściekłe spojrzenie.
„Dobra, wystarczy. Idź, Elaine. Dasz radę” – powiedział Regulus. Wzięłam głęboki oddech i wbiegłam po schodach na platformę, gdzie czekała moja przeciwniczka.
Rozciągnęłam ciało, czując, jak trzeszczą mi stawy. Kiedy byłam gotowa, skinęłam na komentatora. Zaczął swoją przemowę, opowiadając tłumowi o nas.
Mój plan był prosty: dwa szybkie kopnięcia i koniec.
Nie byłam w dobrym nastroju przez Connora. Zawsze wiedział, jak wyprowadzić mnie z równowagi.
Róg wydał głośny dźwięk, sygnalizując początek walki. Uśmiechnęłam się do przeciwniczki, po czym ruszyłam w jej stronę.
Szybki sprint przez platformę, kopnięcie w nogę i cios, który sprawił, że jej głowa uderzyła o ziemię. To wszystko, czego potrzebowałam, żeby ją znokautować.
– ZWYCIĘZCA: ELAINE WOODS!
Uśmiech rozlał się na mojej twarzy, gdy ogarnęło mnie przyjemne uczucie zwycięstwa. Byłam o krok bliżej tego, czego chciałam. Odwróciłam się i zeszłam po schodach. Moi bracia dopingowali mnie.
„Świetna robota, siostrzyczko!” – zawołał Arye, przybijając mi piątkę. Roześmiałam się i odwróciłam do Jyna, który skinął głową na znak aprobaty.
Byłam podekscytowana i gotowa na finałową rundę.
Nie mogłam się doczekać walki z Connorem i pokazania mu, kto jest silniejszy. Miałam zostać nową alfą i nikt nie powstrzyma mnie pustymi groźbami.
Głośny dźwięk rogu przyciągnął naszą uwagę. Zmarszczyłam brwi, gdy odwróciliśmy się do komentatora.
„Finałowa runda rozpocznie się za pół godziny. Zawodnicy, proszę zgromadzić się na głównej arenie.”
„Odpocznij. Zawołamy cię, kiedy będzie czas” – powiedział Regulus, ale pokręciłam głową.
„Nie ma mowy!” – krzyknął głośno Arye, próbując mnie powstrzymać. Był taki uparty.
„Co?” – warknęłam. „Nie będę odpoczywać. Muszę zmienić ekwipunek.”
Widziałam narastające napięcie między moimi braćmi. Denerwowali się i czułam, że zaraz wybuchnie kłótnia.
„Zamierzasz użyć tego ekwipunku?” – zapytał Regulus, ciężko wydychając powietrze.
„Tak, mam przygotowany czarny ekwipunek” – powiedziałam, chwytając swoje rzeczy.
„Dobra, ale wiesz, że tym razem będziesz musiała się przemieniać, prawda?” – szepnął Jyn, gdy wszyscy pospiesznie odchodziliśmy.
„Nie ma potrzeby” – powiedziałam cicho.
Kiedy dotarliśmy do naszego namiotu, moje oczy od razu skierowały się na mój specjalny czarny ekwipunek. Moi bracia odwrócili się do mnie plecami, tworząc mur chroniący mnie przed spojrzeniami.
Tylko idiota odważyłby się spojrzeć w moją stronę.
„Nie muszę się przemieniać, żeby wygrać” – powiedziałam, również odwracając się do nich plecami.
Cisza, która wypełniła namiot, była niekomfortowa. Wiedziałam, że nie podoba im się pomysł walki bez przemiany, ale martwili się też o to, co się stanie, jeśli ja zdecyduję się przemieniać przed wszystkimi.
„Tata będzie wściekły, jeśli już nie jest” – powiedział w końcu Jyn.
Przewróciłam oczami.
Alfa Atlas, nasz ojciec i drugi najsilniejszy alfa w naszym stadzie, był równie uparty i zdeterminowany jak ja.
Nasze stado było pełne alf, co było całkiem normalne. Większość członków miała krew alfy, ale moja rodzina była wyjątkowa. Każdy z nas, włącznie ze mną, był alfą.
Najbardziej interesujące było to, że nasza rodzina miała dwóch Królów alfa, którzy rządzili dawno temu.
Mimo że to było dawno temu, byliśmy z tego dumni. Chciałam być pierwszą królową alfą w naszej rodzinie. Chciałam sprawić, by moja rodzina była dumna, sprawić, by mój ojciec był dumny.
Ale on miał inne plany. Chciał, żebym znalazła partnera, ponieważ nasze stado, jak wszystkie inne, nie miało wielu samic.
Chciał, żebym kontynuowała linię rodzinną i rodziła wilczyce, co było trudne, ponieważ zwykle rodzili się tylko samce. To oznaczało, że było wielu samców i bardzo mało samic.
„Gotowa” – powiedziałam, odwracając się do nich. Moje oczy spojrzały na Jyna, który wyglądał na zaniepokojonego.
„Możemy porozmawiać, zanim pójdziemy na arenę?” – zapytał Jyn, rozglądając się. Wydał cichy rozkaz i wszyscy wyszli, zostawiając nas samych.
Kiedy zostaliśmy sami, Jyn spojrzał mi prosto w oczy, sprawiając, że przeszedł mnie dreszcz.
Jyn był zwykle cichy, odzywał się tylko wtedy, gdy czuł, że to konieczne.
„Elaine, wycofaj się” – powiedział Jyn wprost.
„Co?” – warknęłam, zaskoczona.
„Proszę, po prostu mnie wysłuchaj!” – błagał Jyn, powstrzymując mnie. „Wiem, że tego chcesz i jestem z ciebie dumny, ale martwię się o ciebie.”
„Bracie?” – zapytałam, zdezorientowana jego słowami. Jego twarz wyrażała głębokie zmartwienie, które ścisnęło mi serce.
„Nie chcę, żebyś się skrzywdziła” – powiedział Jyn, jego głos pełen emocji. „Nie mogę cię stracić.”
Uśmiechnęłam się do niego ciepło, sięgając, by dotknąć jego twarzy.
Podobało mi się, że się troszczy, ale naprawdę chciałam, żeby mi zaufał. Chciałam, żeby uwierzył, że dam sobie radę z tą walką.
Z westchnieniem odsunęłam się. Rozumiałam jego zmartwienie, ale czy nie mógł mieć we mnie choć odrobiny wiary?
Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka, próbując kontrolować swoje uczucia. Nie chciałam powiedzieć czegoś, co mogłoby go zranić.
Spojrzałam na niego ponownie, spotykając jego smutne zielone oczy.
„Wiem” – to wszystko, co powiedziałam, zanim odwróciłam się i wyszłam z namiotu.
„Jesteś uparta jak osioł” – powiedział ktoś, gdy się zatrzymałam. Odwróciłam się i zobaczyłam Regulusa, który mnie obserwował.
Bez słowa odeszłam. Nadszedł czas na finałową rundę.
***
Podekscytowanie tłumu wypełniało powietrze, gdy weszłam na platformę na swoją walkę. Rozejrzałam się, moje oczy znalazły znajomą osobę idącą w moją stronę.
„Gotowa się poddać, Woods?” – powiedział Connor w złośliwy sposób. Próbowałam go ignorować, ale było to trudne.
Odprawiłam braci gestem i ruszyłam w stronę platformy. Connor, mój brat, nie odezwał się do mnie ani słowem.
„Connor nadal cię nie znosi, co?” – powiedział Blaze, kolejny brat. Spojrzałam na niego wściekle, a Arye, mój trzeci brat, uderzył go w brzuch.
„Nie słuchaj Blaze'a” – powiedział Regulus, ostatni z moich braci, z uśmiechem. Uśmiechnęłam się słabo w odpowiedzi, po czym odwróciłam się twarzą do tłumu.
Nie obchodził mnie Connor. Nigdy się nie dogadywaliśmy i nie zamierzałam zaczynać teraz.
Rzuciłam swój ekwipunek i weszłam na platformę, ignorując tłum. Connorowi udało się mnie wkurzyć i teraz byłam w złym nastroju.
Próbując skupić się na nadchodzącej walce, zobaczyłam Pam, moją następną przeciwniczkę.
„Elaine Woods” – powiedziała do mnie Pam z uśmiechem.
„Miło cię tu widzieć” – powiedziałam z uśmiechem, co sprawiło, że lekko się roześmiała.
Pam była wojowniczką ze stada Blue Hue. Była szybka i inteligentna, prawdziwe wyzwanie dla każdego. Ale nie dla mnie. Znałam jej mocne i słabe strony.
Mimo że była starsza, to zaszczyt było z nią walczyć.
Walka zaczęła się dobrze, obie poruszałyśmy się szybko. Atakowałam ją bez przemiany, podczas gdy Pam przemieniła się w powietrzu i próbowała uderzyć mnie w głowę.
Unikałam jej ataków, poruszając się po platformie. Schyliłam się i uderzyłam ją w brzuch. Pam odleciała do tyłu, wydając z siebie jęk bólu.
Obserwowałam, jak krąży wokół mnie w wilczej formie.
Wybory, których teraz musiałam dokonać, były trudne. Nie byłam typem „zabij albo zgiń”, ale raczej zostawiałam przeciwników nieprzytomnych, żeby mogli żyć i walczyć kolejnego dnia.
Większość wolałaby śmierć, uważając porażkę za hańbę. Ale nie ja.
W miarę jak walka trwała, Pam wbiła zęby w moje ramię. Skrzywiłam się, gdy zaciskała mocniej.
Nie mogłam wiele zrobić, więc pozwoliłam jej drapać i gryźć.
Uderzyłam ją kolanem w nos i Pam wydała z siebie jęk bólu. Zobaczyłam szansę, by to zakończyć i uderzyłam ją w oczy, powodując krwawienie.
Nie ma mowy – powiedziała Pam przez połączenie umysłowe. Zmarszczyłam brwi, patrząc na nią, gdy cofnęłam się, krew spływała mi po ramieniu.
Nie. Zmarszczyłam brwi. Czy myślała, że zamierzam ją zabić?
„Czego się tak boisz?” – zapytała Pam. Jej słowa sprawiły, że się spięłam.
Przełykając ciężko, postanowiłam to zakończyć, zanim zdąży sobie uświadomić, że do mnie dociera.
Ruszyłam na nią i zaatakowałam, ale Pam się odsunęła. Chwyciłam ją za nogę.
Szybko odwróciła głowę, próbując dosięgnąć mojej szyi. Przewróciłam nas i uderzyłam ją w twarz, odpychając.
Było blisko.
Znalazłam kolejną okazję i zaatakowałam jej lewą stronę, celując w poruszający się ogon.
Pociągnęłam go i rzuciłam nią o platformę. Potem chwyciłam ją za szyję i wciskałam w ziemię, raz za razem, aż zobaczyłam czerwień.
Nagle komentator zawołał moje imię, sprawiając, że zatrzymałam się w szoku. Pam była już nieprzytomna. Co ja robiłam?
Puściłam ją na ziemię i cofnęłam się. Wzięłam głęboki oddech. Nie czekając, odwróciłam się zawstydzona, gdy usłyszałam, jak znowu wołają moje imię.
Moi bracia szybko stanęli u mojego boku, gdy wszyscy spojrzeliśmy na nieznajomego biegnącego w moją stronę.
„Czym mogę służyć?” – zapytałam. Mężczyzna skłonił głowę, zaskakując moich braci i mnie.
„Dziękuję, że nie zabiłaś mojej partnerki” – wyszeptał. Oczy mi się rozszerzyły, zdezorientowana, ale z mglistym pojęciem dlaczego.
Spojrzałam na nieprzytomną Pam, potem z powrotem na mężczyznę, który patrzył na mnie ze łzami w oczach.
„Dziękuję” – powiedział ponownie, zanim odwrócił się i odszedł.
Wszyscy staliśmy tam zaskoczeni, zanim się uśmiechnęłam i odwróciłam.
„Czekaj, czy to nie był ten facet, który niedawno znalazł swoją partnerkę?” – zapytał Blaze, podbiegając do mnie, jego oczy błyszczały z podekscytowania.
„Tak, to on” – odpowiedział za mnie Jyn.
Pomyślałam o mojej walce z Pam. Gdybym wiedziała, że ma partnera, spróbowałabym zmusić ją do poddania się. Nie byłoby sprawiedliwe, gdyby zginęła zaraz po znalezieniu swojego szczęścia.
Opuściłam głowę, przygryzając nerwowo wargę. To było niepokojące.
***
„Mocniej, Elaine” – rozkazał Jyn. Wydałam z siebie zmęczony dźwięk, gdy moja noga uderzyła w jego dłonie. „Równe kopnięcia.”
Był wczesny ranek i byliśmy w lesie, rozgrzewając się przed moją finałową walką dziś wieczorem.
„Wystarczy” – powiedziałam, ciężko dysząc. Jyn skinął głową. Rozciągnęłam się i rozejrzałam, zdając sobie sprawę, że jesteśmy sami.
„Nie daj się skrzywdzić dzisiaj” – wyszeptał. „Po prostu zrób, jak mówię, proszę.”
Pokręciłam głową i odwróciłam się, żeby odejść.
„Dokąd idziesz?” – zapytał Jyn.
„Nad rzekę. Muszę pomyśleć” – odkrzyknęłam mu. Jyn wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś więcej, ale uciekłam, zanim zdążył.
Czysta woda spływała przez piękny obszar wzdłuż gór otaczających nasze stado. Zdjęłam rękawice i zeszłam po stromych zboczach.
Szłam przez kilka minut, zanim dotarłam do skał i zaczęłam rzucać nimi po wodzie – moja ulubiona rozgrzewka, którą uwielbiałam.
Dotarłam do najwyższej skały, zatrzymałam się i westchnęłam.
To była moja ostatnia walka, gdzie nowa alfa zostanie wybrana przez siłę. Wiedziałam, że moi bracia się martwią, ale byłam pewna, że wygram dziś wieczorem, bez względu na wszystko.
Usiadłam, skrzyżowałam nogi i zamknęłam oczy, wyostrzając zmysły. Wiatr, ptaki, płynąca rzeka, odległe podekscytowane krzyki... Słyszałam to wszystko.
„No, to nieoczekiwane” – powiedział głos, przerywając moją koncentrację.
Zacisnęłam pięści, powoli otwierając oczy, żeby zobaczyć, kto stoi przede mną.
„Elaine” – powiedział gładkim głosem.
„Connor” – powiedziałam, mój głos pełen niechęci. Oboje staliśmy tam w ciszy, tylko się na siebie gapiąc. „Nie masz gdzie być?”
„Byłem na biegu” – powiedział Connor. „Musisz się wycofać.”
Cóż za tupet. Najpierw nie wyczułam jego nadejścia, a teraz to?
„Przestań marzyć, Elaine. Tego nie weźmiesz” – powiedział Connor w złośliwy sposób, wystawiając moją cierpliwość na próbę.
Wiatr wydawał głośne dźwięki, gdy wstałam, moje oczy wpatrzone w niego, gniew płonął w moich oczach. „Boisz się, że mogę cię pokonać?”
„Ostatnim razem to było szczęście” – powiedział Connor ze śmiechem. „Tym razem nie będę ci odpuszczał.”
„Odpuszczał? To twoja wersja ostrzeżenia?” – odparowałam, śmiejąc się.
„To obietnica, Elaine” – warknął Connor, jego twarz blisko mojej.
Moje oczy spojrzały na jego nagą klatkę piersiową, czego starałam się unikać, odkąd się pojawił. Postanawiając zagrać w jego grę, przysunęłam się bliżej i przesunęłam palcem po jego umięśnionej klatce.
Jego skóra była ciepła pod moim dotykiem.
„Ta korona jest moja” – powiedziałam cicho, mój palec przesuwał się po jego skórze. „Nieważne, ile razy mi każesz się wycofać, nie zrobię tego.”
Dłoń Connora zacisnęła się wokół mojej, nasze oczy spotkały się w cichej batalii. Byłam zdeterminowana, by to wygrać, bez względu na wszystko. Nikt nie będzie mi mówił, co mam robić. Jako kobieta ja miałam moc, by wziąć to, czego chciałam.
„Ty—„
„Oszczędź sobie” – przerwałam mu. „To tylko ty i ja.”
Cofając się, podniosłam swoje rzeczy. „Do zobaczenia wieczorem.”
Continue to the next chapter of Wilki Czarnej Róży