
To nie jest kolejny romans biurowy
Za dużo
EMERALD
„Wyczyść mój popołudniowy grafik i przyjdź do mnie” - polecił pan King. Odłożyłam słuchawkę i zabrałam się do czyszczenia jego harmonogramu na popołudnie.
Zbliżała się pora obiadu. Powinien teraz spotykać się z panem Loganem, zamiast na mnie wrzeszczeć.
Wyobraziłam go sobie jako fokę w garniturze, podbijającą piłkę nosem.
„Muszę kupić mrożone ryby” - mruknęłam pod nosem, wysyłając przeprosiny mailowe.
Przemknęło mi przez myśl, jak fajnie byłoby rzucać w niego rybami, gdy zachowuje się jak gbur. Straciłabym pracę i nie mogłabym opłacić opieki nad mamą, ale byłoby warto zobaczyć jego minę.
Po uporządkowaniu harmonogramu zapukałam do drzwi jego gabinetu i weszłam na zawołanie. Czułam się jak służąca wzywana przez pana.
Muszę znaleźć znajomych poza pracą. Może wtedy przestanę wyobrażać sobie szefa jako złego władcę.
„Zamknij drzwi i usiądź” - powiedział. Poczułam niepokój.
„Coś się stało?” - zapytałam siadając.
„To zależy, po której stronie biurka siedzisz” - odparł. „Wiesz, że mój dziadek niedawno zmarł?”
„Tak, wiem” - przytaknęłam.
„Cóż, jest coś w jego testamencie, co komplikuje sprawy” - westchnął. „Mój ojciec jest za stary, ale moi bracia i ja... Żeby przejąć pełną kontrolę nad firmą, musimy spełnić pewne warunki.”
„Devon i Leo?” - zmarszczyłam brwi. „To... szaleństwo.”
„Dlaczego tak uważasz?” - zapytał.
„Na ile mam być szczera?” - skrzywiłam się.
„Całkowicie szczera” - powiedział. „Potrzebuję prawdy, Emerald.”
Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy, myśląc, że mogę wylecieć z pracy. Ale musiałam mu odpowiedzieć. Powiedział „szczerze”, więc... Szczerze miało być.
„Devon jest dziecinny w najgorszy możliwy sposób. Brak mu dojrzałości i umiejętności planowania. Nie poradziłby sobie nawet z błahostką, nie psując jej. Jest też okropnie leniwy, a skoro mamy być szczerzy, jest rozpieszczony i brak mu ogłady” - powiedziałam, kręcąc głową.
„To uczciwa ocena.” Skinął głową.
„A Leo to chciwiec. Ma smykałkę do prowadzenia takiej firmy, ale to zły człowiek bez moralnego kręgosłupa. Nazwanie go wężem byłoby obrazą dla węży.” Spojrzałam na niego uważnie.
„Tak, mamy już dość ptaków i kretów do zmartwień, nie dodawajmy jeszcze węży.” Lekko się uśmiechnął.
„Dobra, poważnie, kim jesteś i co zrobiłeś z moim szefem?” Pokręciłam głową. „O co w tym wszystkim chodzi?”
„Cóż, masz rację. Devon nie nadaje się do prowadzenia firmy, a Leo chce ją tylko sprzedać za jak najwięcej.” Oparł się o biurko. „A co ze mną?”
„Co masz na myśli?” Byłam zdezorientowana.
„Powiedziałaś mi, co myślisz o obu moich braciach, ale co ze mną?”
„Nie ma mowy, żebym ci to powiedziała. Nie chcę stracić pracy, dzięki.” Zaśmiałam się i wstałam. „Powiedzmy, że radzisz sobie lepiej niż ludzie myślą. Skoro przez ostatnie dwa lata podwoiłeś zyski, nawet gdy zarząd próbował cię powstrzymać, powiedziałabym, że jesteś najlepszym wyborem dla firmy. Zachowam swoje przemyślenia o twojej osobowości dla siebie. Przynajmniej dopóki nie zdecyduję się znaleźć innej pracy.”
Ruszyłam w stronę drzwi, by wrócić do pracy, gdy wszedł Vince z teczką.
„O, dobrze. Jesteś tu.” Skinął do mnie.
„To moja przerwa obiadowa. Zostaw notatkę, a umówię spotkanie” - powiedziałam, robiąc mu miejsce.
„Emerald” - powiedział pan King, wstając i zapinając marynarkę - „jeszcze nie skończyliśmy.”
„Możemy przejść do sedna? Jestem trochę głodna.” Westchnęłam i odwróciłam się.
„Obawiam się, że to zajmie trochę czasu, Emma” - powiedział Vince, wskazując, żebym usiadła, gdy pan King podszedł do przodu biurka.
„Błagam, nie mówcie mi, że jest jakiś prawniczy bełkot, który oznacza, że tracę pracę.” Jęknęłam siadając.
„To jeszcze nie jest przesądzone” - powiedział pan King, a Vince westchnął i przewrócił oczami.
„Jesteś okrutny, Tate” - powiedział. „Jeśli nie zamierzasz pomóc, to się zamknij.”
„Popieram, jeśli to ma jakieś znaczenie.” Lekko uniosłam rękę.
„Nie jesteś zwolniona, Emma, ale jest... problem. Czy Tate powiedział ci o testamencie?” - zapytał Vince, a ja przytaknęłam.
„Cóż, większość wymagań jest łatwa do spełnienia, ale jest jedno, które będzie dla niego kłopotliwe.”
Pan King mruknął coś pod nosem, a Vince spojrzał na niego karcąco.
„Nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną.” Przechyliłam głowę.
„To nie dotyczy cię bezpośrednio, ale jesteś najlepszym rozwiązaniem problemu.” Skrzywił się. „Przepraszam za bezpośredniość, ale jesteś w zasadzie najprostszym wyjściem. Najbardziej wiarygodnym.”
„Zanim pójdziesz dalej” - uniosłam rękę - „jestem beznadziejna w publicznych wystąpieniach. Robi mi się niedobrze i mdleję. Tak właśnie zdobyłam trzy szwy na brwi. Najlepsze i najgorsze przedstawienie czwartej klasy w historii.”
„Dobrze wiedzieć, ale to nie będzie potrzebne, Emerald. Przynajmniej nie przez kilka miesięcy, ale będziesz musiała powiedzieć tylko dwie rzeczy.” Pan King skrzyżował ramiona.
„'Bycie bezrobotnym ssie?'” Zgadywałam.
„Cóż, technicznie rzecz biorąc, będziesz bezrobotna, ale nie, nie o to chodzi.” Uśmiechnął się.
„Znowu, Tate, nie pomagasz” - powiedział Vince ze złością. „Słuchaj, Emma, jedną z zasad było to, że potencjalni spadkobiercy musieli być w związku małżeńskim, aby zostać wzięci pod uwagę. Tate, Devon i Leo są jedynymi, którzy spełniają pozostałe, mniej istotne wymagania.”
„Chwila, co ty do mnie właśnie powiedziałeś?” Powiedziałam głośno, z szeroko otwartymi oczami i ustami.
„Potrzebuję żony” - powiedział Tate. „Wiesz, że nie przepadam za związkami, więc na pewno widzisz problem. Nie tylko potrzebuję żony, ale muszę przekonać moją babcię, że to prawdziwe. Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek, poza Vince'em, i już spędzasz ze mną dużo czasu, więc łatwo uwierzyć, że jesteśmy w związku po pracy.”
„Potrzebujesz czego?” Pisnęłam.
„Tate! Nie pomagasz, kretynie” - powiedział Vince.
„Mamy mało czasu przed terminem, Vince. Nie mogę go marnować na delikatność” - odparł.
„Nie możesz jej tak po prostu powiedzieć!” Vince krzyknął.
„Musi podjąć decyzję, a im szybciej to nastąpi, tym szybciej będę mógł skupić się na ważniejszych sprawach” - powiedział pan King.
„Chwileczkę, wy obaj, dupki!” Krzyknęłam i podskoczyłam. „Jestem tutaj, więc przestańcie zachowywać się, jakby mnie nie było. A ty, idioto” - wskazałam na pana Kinga - „nie nazwałeś właśnie tej popierdolonej sytuacji, a już na pewno nie mnie, mniej ważną niż telefon do Dale'a, żeby po ciebie przyjechał... Bo przysięgam, Tate, że zrobię ci spotkania jedno po drugim do końca twojego rozpieszczonego życia!”
„O kurczę” - szepnął Vince, gdy oczy pana Kinga szeroko się otworzyły.
„Jesteś szalony. Wiesz o tym, prawda? Kto robi takie rzeczy? Na pewno nie ja.” Pokręciłam głową. „Idę na obiad i biorę wolne do końca dnia. Sam odbieraj swoje cholerne telefony, dupku.”
Wyszłam z biura, chwyciłam torebkę i opuściłam budynek.
Kiedy wróciłam do mieszkania, nie miałam pojęcia, co się właśnie stało. Część mnie myślała, że to jakiś rodzaj fantazji. Ostatnio czytałam za dużo romansów, a takie rzeczy, bądźmy szczerzy, zdarzały się w nich często. Inna część myślała, że potrącił mnie autobus czy coś i wyobrażam sobie to wszystko będąc w śpiączce. Miałam nadzieję, że jeśli tak było, zapamiętam swoje życie, ale nie to. To było szalone, a jeśli bym to zapamiętała, prawdopodobnie zgłosiłabym się do szpitala na jakiś czas.
Jakaś inna część myślała, że to może być gorączkowy sen lub reakcja na zbyt dużo leków na przeziębienie. Nawet nieświeże owoce morza. W końcu obumierające komórki mózgu wyjaśniałyby taką wyobraźnię, prawda? Totalnie.
Mimo to, gdy przebierałam się w szorty i koszulkę na ramiączkach, jakaś mała, malutka część chciała wierzyć, że to wszystko było prawdziwe. To się działo. Nawet ta część mnie nie chciała mieć nadziei, że istniał głębszy powód, dla którego Tate wybrał mnie zamiast jakiejś pięknej ozdobnej żony. To byłoby zbyt wiele dla mojego już przeciążonego mózgu w tej chwili.
Zaczęłam pranie i czyściłam toaletę, gdy zadzwonił mój telefon. Jęknęłam i zdjęłam gumowe rękawiczki, żeby odebrać.
„Tak?”
„Pani Wells?”
„Przy telefonie.” Spojrzałam na numer.
„Tu dr Quinn ze szpitala Highland General. Dzwonię, by poinformować, że pani matka, June Wells, została przyjęta” - powiedział.
„Co? Czy wszystko w porządku?” Powiedziałam, upuszczając rękawiczki i chwytając portfel oraz klucze do mieszkania.
„Została przywieziona przez majstra, który przyszedł naprawić piekarnik i znalazł ją nieprzytomną. Podejrzewamy, że mogła przedawkować leki przeciwbólowe z powodu choroby Alzheimera. Jej pielęgniarka domowa była w stanie poinformować nas o jej stanie i sytuacji” - powiedział.
„Czy będzie z nią dobrze?” Zapytałam, zbiegając po schodach.
„Wypompowaliśmy jej żołądek i podaliśmy leki, aby zapobiec uszkodzeniu organów przez to, czego nie udało nam się usunąć z jej organizmu” - zapewnił mnie. „Spodziewam się, że całkowicie wyzdrowieje; jednak zdecydowanie sugeruję rozważenie albo opiekuna mieszkającego z nią, albo może placówki opiekuńczej, aby zapobiec takim sytuacjom w przyszłości.”
„Mój brat i ja już wiemy, że jej objawy się pogarszają, doktorze Quinn. Właśnie wrócił ze służby wojskowej, więc jeszcze dużo o tym nie rozmawialiśmy” - powiedziałam, machając na taksówkę i wskakując do środka, mówiąc kierowcy, dokąd jechać.
„Musieliśmy podać jej leki nasenne, żeby móc wypompować żołądek, więc gdy pani przyjedzie, prawdopodobnie nie będzie przytomna, ale może pani przy niej posiedzieć” - powiedział i podał mi numer sali.
Zadzwoniłam do Lance'a i powiedziałam mu, co się stało, i byłam taka szczęśliwa, gdy dołączył do mnie w małym pokoju z naszą mamą.
„Co my teraz zrobimy, Lance?” Szepnęłam. „Nie mogę mieszkać tak daleko od pracy, ty nie możesz odejść z wojska, nie stać nas na opiekuna mieszkającego z nią.”
„Musimy rozejrzeć się za domami opieki i placówkami, Em.” Westchnął, przecierając twarz dłonią. „Na pewno zostało wystarczająco dużo z ubezpieczenia po tacie, żeby zapłacić za miesiąc czy dwa, prawda?”
„Nie, Lance. To się skończyło miesiące temu.” Odwróciłam wzrok. „Płacę wszystkie jej rachunki od około roku.”
„Co? Jak to się stało?” Zapytał.
„Jej leki, pielęgniarka, wszystkie rachunki, spłata domu, wizyty lekarskie, plus miesiące, kiedy z nią mieszkałam, nie mogłam pracować, żeby pokryć koszty mojego tam pobytu” - wyliczyłam.
„Wysyłałem pieniądze, Em. Gdzie one poszły?”
„Mam ci pokazać wyciągi z konta? Jeden miesiąc jej leków kosztuje 500 dolarów z ubezpieczeniem. Barbara to kolejne 3000. Mam kontynuować?” Zapytałam go.
„Cholera, Emerald. Czemu nic nie powiedziałaś wcześniej?”
„A co byś zrobił? Wiem, ile zarabiasz, Lance. Poza tym, przez ostatnie dziesięć miesięcy zarabiałam wystarczająco, żeby płacić rachunki przez większość czasu.” Wzruszyłam ramionami. „Ale nie stać nas na dom opieki ani pełnoetatową pielęgniarkę.”
„Są jakieś programy i takie tam, prawda?” Zapytał, kręcąc głową. „Mówiłaś, że sprawdzałaś je, kiedy zatrudniałaś Barbarę.”
„Miejsca zatwierdzone przez te programy to niewiele więcej niż stare szpitale, Lance. I to słabo finansowane.” Westchnęłam. „Dlatego właśnie zatrudniłam Barbarę. Mogę poprosić o podwyżkę w pracy, ale nie wiem, jak dobrze to teraz pójdzie.”
„Obiecałem mamie, że nie zapiszę się na dłuższe wyjazdy, ale chyba to już nie jest możliwe.” Oparł głowę o ścianę za sobą.
„Nie, Lance. Mam prawie rok pracy pod jednym z największych nazwisk w biznesie. Jeśli będę musiała, mogę zaktualizować CV i znaleźć inną firmę do pracy.” Spojrzałam na niego gniewnie. „Nie chcę, żeby mój brat był tam dłużej niż to konieczne.”
„To nie jest tylko twój problem, Em” - odparł.
„Nie, ale w tej chwili to ja mogę zarobić więcej pieniędzy.” Wzruszyłam ramionami. „To tylko na kolejny rok, potem odchodzisz ze służby. Już utrzymywałam wszystko przez rok. Co to jest kolejny rok, prawda?”
„To jest—„
„Nie, Lance.” Podniosłam rękę. „Zawsze chciałeś służyć, więc służ. Idź bądź żołnierzem i spraw, by twój kraj był dumny. Pozwól mi zająć się sprawami tutaj, dobrze? Kiedy skończysz i będziesz miał wszystkie swoje błyszczące medale i inne rzeczy, możesz być tym, który będzie robił te rzeczy. I nie proszę. Mówię ci.”
„Rządzisz się” - mruknął.
„Wiesz, że zawsze byłam twoją największą fanką, Lance. To się nigdy nie zmieni.” Wzruszyłam ramionami. „Zajmę się mamą. Ty idź bawić się w piaskownicy ze swoimi kolegami.”
„Wiem, że żartujesz, ale trochę się martwię, że myślisz, że to właśnie robimy.” Uśmiechnął się połowicznie.
„Budujecie zamki z piasku, głaszczecie psy i pracujecie nad opalenizną.” Udawałam głupią.
„Mam ochotę cię teraz udusić.” Zmrużył oczy.
„Coś wymyślę.” Machnęłam ręką po pokoju.
„Żadnego rozbierania się i nic nielegalnego, Emerald” - wskazał na mnie palcem.
„Cholera. Tam idzie obiecująca kariera striptizerki i przemytniczki narkotyków” - westchnęłam, udając rozczarowanie. „Psujesz zabawę.”
Czego nie powiedziałam Lance'owi, to to, że miałam kontrakt z Tate'em Kingiem. Nie mogłam odejść do innej pracy u konkurencji, którą była praktycznie każda firma, dopóki kontrakt nie wygasł po roku pracy tam. Chyba że zostałabym zwolniona lub wystąpiłaby nagła sytuacja rodzinna, której nie mogłabym uniknąć i która wymagałaby przeprowadzki, byłam związana. Mogłabym spróbować namówić go na wcześniejsze rozwiązanie kontraktu o kilka miesięcy, ale to poszłoby prawie tak źle, jak prośba o podwyżkę po tym, co wydarzyło się dziś w jego biurze. Tak jak było, wciąż czekałam na maila informującego, że zostałam zwolniona.
Mogłabym spróbować znaleźć pracę na nocną zmianę gdzieś indziej, ale widziałam, jak szybko mogłabym się zmęczyć robiąc to, a zostały mi co najmniej dwa miesiące. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, jak zamierzam opłacić wszystkie rachunki.
Lance i ja kupiliśmy trochę chińskiego jedzenia na wynos w drodze do mojego mieszkania i jedliśmy w ciszy, dopóki nie zdecydowałam się pójść spać trochę wcześniej. Mój biedny mózg przyjął zbyt dużo informacji i byłam bardzo zmęczona, kładąc się do łóżka.
Oczywiście, wszystkie informacje wciąż odbijały się echem w mojej głowie, uniemożliwiając mi sen, więc gdy przyszła wiadomość od Tate'a, westchnęłam i sięgnęłam po telefon.
Tate
Czy pingwiny liczą się jako ptaki, skoro pływają zamiast latać? Pytam dla przyjaciela.
Emerald
Nie dziś, Tate. Proszę? To był zły dzień i naprawdę nie mam teraz energii na to.
Naciągnęłam kołdrę na głowę. Wszystko zawsze było lepsze pod bezpieczną barierą kołdry, gdy byłam mała, więc na pewno będzie tak samo teraz, gdy jestem dorosła, prawda? Nie zaszkodzi spróbować.
Mój telefon zadzwonił i przeklinałam, odbierając.
„Czego?”
„Wszystko w porządku?” Zapytał Tate.
„Nie. Zdecydowanie nie jest w porządku.” Westchnęłam.
„Przepraszam za to, co się stało dzisiaj. Nie powinienem był tak tego powiedzieć i byłem trochę niemiły” - powiedział.
„To nie z powodu tego. Cóż, to nie pomaga, ale jestem przyzwyczajona do twojego bycia niemiłym w pracy.” Zdjęłam kołdrę, robiło mi się za gorąco.
„Wierz lub nie, ale nie lubię tego słyszeć od ciebie.” Westchnął. „Chcesz mi powiedzieć, co się stało?”
I z jakiegoś głupiego powodu, właśnie wtedy to wszystko mnie uderzyło i sprawiło, że płakałam jak mała dziewczynka, która była zdecydowanie nieprzygotowana na życie.
„T-to moja mama.” Pociągnęłam nosem.
„Wszystko w porządku?” Zapytał i nie powinno mnie zaskoczyć, że faktycznie brzmiał, jakby naprawdę się przejmował. To był Tate, nie pan King, zły szef.
„Nie. Tak. Już nie wiem, Tate.” Pociągnęłam nosem i wytarłam twarz ręką. „Po prostu... Po prostu wszystko mnie naraz uderzyło i nie mam pojęcia, co robię. Improwizowałam przez ostatnie cztery lata i czuję, że tracę kontrolę właśnie teraz, wiesz?”
„Czy jest coś, co mogę zrobić, żeby pomóc?” Zapytał.
„Pytasz jako mój przyjaciel czy szef?” Wzięłam drżący oddech i położyłam rękę na oczach. „Na ile to jest złe dla mnie, Lance prawdopodobnie ma gorszy czas. Właśnie wrócił do domu i to się dzieje od razu. Mówi się o okropnym powitaniu w domu, co?”
„Nie chcę brzmieć niemiło, znowu, ale to nie on mnie w tej chwili martwi, Emerald. To ty płaczesz” - powiedział.
„To nie fair. Lance też mógłby płakać.” Zaśmiałam się słabo.
„Jezu, nie płaczę, ale zaraz zacznę, jeśli nie wstaniesz i nie przeniesiesz tej wzruszającej rozmowy, dosłownie, gdziekolwiek indziej” - zawołał Lance. „Cholera, Em, mieszkałem w namiotach z grubszymi ścianami niż to mieszkanie.”
Usłyszałam, jak Tate się śmieje, gdy jęknęłam i wstałam z łóżka.
„Jak zamierzasz mnie wyrzucić z mojego własnego mieszkania, głupku?” Zawołałam.
„Hej, kochanie. Już jedziesz?”
„Tak.” Tate zaśmiał się.
„Chwila, co?” Spojrzałam na telefon.
Drzwi do mojej sypialni otworzyły się z hukiem i Lance wmaszerował, podnosząc mnie na ramię. Zaniósł mnie do drzwi wejściowych i posadził na zewnątrz, dając mi kapcie, zanim zamknął drzwi i zaryglował je za sobą.
„Co do cholery się właśnie stało?”
Continue to the next chapter of To nie jest kolejny romans biurowy