Cover image for Strażak

Strażak

Pierwszy dzień reszty twojego życia

BEN

Zostawiłem Kensie z jej mamą na parę godzin i pojechałem do centrum, żeby zrealizować swój plan.
Wiedziałem, co Kensie lubi nosić, więc kupiłem jej kilka nowych ciuchów i dwie piżamki - jedną do wręczenia po powrocie do domu, a drugą na Boże Narodzenie rano.
Kupiłem jej też mnóstwo zabawek i aż mi było żal młodej ekspedientki, która pomagała mi je pakować. Ale jak tylko skończyła, pognałem z powrotem do auta i ruszyłem szukać miejsca, gdzie mógłbym kupić choinkę.
Później, wydawszy kupę forsy, samochód był wypchany po brzegi jedzeniem, prezentami, ozdobami świątecznymi i rzeczami na choinkę.
Sama choinka była przywiązana na dachu auta, co sprawiało, że wyglądałem dość komicznie.
Roześmiałem się na tę myśl. Gdyby ktoś mi to powiedział tydzień temu, nie uwierzyłbym. Zwykle w ogóle nie obchodziłem Świąt!
Ale była jeszcze jedna sprawa. Leila. Wiedziałem, że potrzebowała wszystkiego, od kosmetyków po ubrania, ale nie mogłem jej tego kupić. Nic o niej nie wiedziałem.
Nie znałem jej gustu ani tego, jaką była osobą. Nie mogłem po prostu kupić jej perfum czy bransoletki.
Nie była moją dziewczyną. A to byłby kiepski prezent, skoro potrzebowała wszystkiego innego! Ale czułbym się źle, dając jej tylko kartę podarunkową, żeby sama kupiła sobie rzeczy.
I nie zapominajmy, że nie była w stanie chodzić po sklepach, żeby kupić ubrania. I nie będzie przez jakiś czas. Nie. To musiało być coś wyjątkowego. Ale co?
Zastanawiając się, co jej kupić, wróciłem do domu, żeby rozładować auto i dać Molly karmę dla psów, którą kupiłem. Ale ona tylko spojrzała na nią, potem na mnie, i znowu na jedzenie.
Potem położyła się na podłodze. Nigdy wcześniej nie widziałem niezadowolonego psa, ale ten tak właśnie wyglądał. A kiedy próbowałem założyć jej obrożę, która była za duża, miałem wrażenie, że patrzy na mnie jak na głupka!
Westchnąłem. To było trudniejsze, niż myślałem. Ale wziąłem ją na ręce, chwyciłem laptopa i wróciłem do auta. Intensywnie myśląc, pojechałem z powrotem do centrum handlowego, żeby znaleźć prezent dla Leili.
***
– Ben! – krzyknęła Kensie, gdy tylko zobaczyła, jak otwieram drzwi do pokoju jej mamy. – Nareszcie!
Podbiegła do mnie i złapała mnie za rękę.
– Możemy już iść?
Zaskoczony, spojrzałem od niej do Leili i zobaczyłem, jak jej mama śmieje się cicho, kręcąc głową.
– Ona... Trochę się nudziła, kiedy cię nie było. Chyba nie ma zbyt wiele do roboty dla pięciolatki w tym szpitalnym otoczeniu. I cały czas o tobie mówiła.
Zaśmiała się ponownie i byłem zaskoczony, jak inaczej brzmiał jej głos, gdy nie był szorstki i zmęczony.
Myślę, że dali jej coś do inhalacji, bo w tej chwili wyglądała znacznie lepiej niż kiedy wychodziłem. Ale wkrótce potem zaczęła kaszleć i odwróciła się, chowając twarz w chusteczce.
I westchnęła zmęczona, gdy kaszel ustał.
– Naprawdę? To dobrze, że przyniosłem laptopa. Kensie? Chcesz zobaczyć, czy znajdziemy jakąś grę, w którą możesz zagrać?
– Hurra! – ucieszyła się i usiadła mi na kolanach. Leila pomogła mi przesunąć kilka rzeczy na małym stoliku, żebyśmy mogli go użyć, a potem włączyłem laptopa.
Po krótkiej rozmowie, żeby dowiedzieć się, w co chce zagrać, wybraliśmy grę z bańkami: przebij jak najwięcej baniek w trzydzieści sekund.
Tak prosta, ale idealna dla małej dziewczynki.
Kiedy Kensie zaczęła rozumieć grę, nagle zauważyłem Leilę.
Zamyślona, obserwowała nas, podczas gdy byliśmy zajęci szukaniem najlepszej gry, i zobaczyłem, że jej policzki były mokre od łez.
Ale kiedy zauważyła, że na nią patrzę, odwróciła się, udając, że drapie się po twarzy, żebym nie mógł tego zobaczyć.
Minęły sekundy i czułem, że muszę coś zrobić, żeby poprawić jej nastrój. Cokolwiek. Po prostu nie mogłem znieść widoku jej tak smutnej.
Ale wtedy odchrząknęła i spojrzała na mnie, a na jej ustach pojawił się mały uśmiech. Nie wyglądał na szczery...
– Dziękuję, Ben. Za wszystko. Ona... – Zakaszlała lekko, ale mówiła dalej.
– Mogłaby pojechać do mojego taty, ale on mieszka daleko w Filadelfii. I on... Właśnie przeszedł zawał serca.
– Cóż, nie tak niedawno. Prawie rok temu, ale nie mogę przestać się o niego martwić. I wiesz, jakie potrafią być pięciolatki. On po prostu nie jest wystarczająco zdrowy, żeby biegać za nią cały dzień.
– A moja ciotka i wujek są jeszcze starsi od niego. Nie mogłabym... To znaczy, oni nie są... A moi kuzyni. Kensie ich nawet nie zna, a oni nie lubią zwierząt. Szczególnie psów. I ja po prostu...
Podniosłem rękę, żeby ją zatrzymać. Nie musiała się tłumaczyć.
– Leila. Rozumiem. Nie musisz nic mówić.
Jej oczy znów były wilgotne i wiedziałem dlaczego. Nie chciała być z dala od swojej córki.
– Zaopiekuję się nią tak długo, jak będziesz potrzebować. W porządku.
Musiałem tylko zadzwonić do szefa i poprosić o tydzień wolnego, to wszystko. A gdyby coś się stało, byłem pewien, że albo moja mama, albo siostra mogłyby się nią zająć przez chwilę.
To i tak miało być tylko na krótko, dopóki nie znajdą własnego miejsca. Kilka dni, może.
Ale... Jutro była Wigilia i chciałem po prostu, żeby miały dobre Święta, przynajmniej. Tak. To było właściwe.
– Ale ja po prostu... Nie wypuszczą mnie dzisiaj i ja...
– Co Molly lubi jeść? – zapytałem, żeby skierować jej myśli na coś innego.
– C-co...?
– Molly. Co ona lubi jeść? Nie zjadła tego, co jej kupiłem. Tego Pedigree czegoś tam.
Machnąłem ręką, nie mogąc sobie przypomnieć dokładnej nazwy, a Leila zaśmiała się cicho, wciąż wyglądając na trochę smutną i zdezorientowaną.
– Pasztet z wątróbki wołowej albo pieczoną pierś z kurczaka.
Uniosłem brwi i zamrugałem. Czy ona mówiła poważnie?!
– Jest trochę wybredna.
Zaśmiała się nieśmiało, zaczerwieniła i spuściła wzrok.
– Więc... pasztet z wątróbki wołowej... – zacząłem, a ona skinęła głową i znowu na mnie spojrzała.
– I pieczona pierś z kurczaka. Tak.
Zaśmiałem się cicho. Nie tylko z powodu wyszukanego jedzenia, jakie jadł jej pies, ale także dlatego, że byłem zaskoczony, jak jej uśmiech sprawił, że moje serce poczuło ciepło.
Ale wtedy Kensie odwróciła się od ekranu.
– Jestem głodna – powiedziała cicho.
– Oh, jesteś? – zapytałem i dźgnąłem ją w bok, sprawiając, że szybko się odsunęła.
– Myślę, że będziemy musieli pójść i zdobyć ci coś do jedzenia, co? Pasztet z wątróbki wołowej dla Molly i Happy Meal dla ciebie? Czy może na odwrót? Tak, chyba tak.
Dźgnąłem ją jeszcze kilka razy, a ona głośno krzyknęła.
– NIEEE! Molly to lubi! Nie ja! To obrzydliwe!
– Oh, naprawdę? Jesteś tego pewna?
Łaskotałem ją i sprawiłem, że wiercił się na moich kolanach, aż wyślizgnęła się z moich rąk i pobiegła do mamy.
Jej śmiech wypełnił cały pokój i był tak głośny, że byłem pewien, że słychać go było aż na korytarzu. Ale to było dobre uczucie. Radosne.
– Tak, jestem pewna! Chcę nuggetsy z kurczaka. I lody!
Szybko wspięła się na łóżko mamy i schowała się w jej ramionach, która próbowała ją uciszyć, zanim zacznie kaszleć.
– No dobrze, nuggetsy. I musisz mi pokazać, jakie jedzenie lubi Molly, bo wujek Benny nie ma pojęcia. Zna się na jedzeniu dla szympansów, a nawet słoni. Ale nie...
– Nie jesteś wujkiem Bennym, głuptasie! Jesteś Ben! Mówiłam ci!
Zaśmiała się i kopnęła nogami, gdy połaskotałem jej lewą stopę.
– Kensie! Bądź cicho! Nie możesz decydować, co Ben powinien jeść. I wiesz, że tego rodzaju jedzenie nie jest zdrowe dla...
Leila znowu zaczęła kaszleć i musiała puścić Kensie, żeby użyć obu rąk do chusteczki. Więc podniosłem Kensie i pomogłem jej założyć zimowy płaszcz i buty.
– Myślę, że twoja mama musi teraz odpocząć, Super Księżniczko. Daj jej przytulasa.
Uśmiechnęła się szeroko na dźwięk swojego przezwiska, zrobiła to, co powiedziałem, i od razu wróciła do mnie, chętna do opuszczenia szpitala. Ale zanim pozwoliłem jej pociągnąć mnie za sobą, wskazałem na laptopa.
– Zatrzymaj go, póki tu jesteś. Możesz go używać, żeby zabić czas i może zamówić ubrania i inne rzeczy?
Czułem, że mam trudności ze znalezieniem odpowiednich słów.
– A jeśli będziesz czegoś potrzebować, po prostu zapisz to, a ja ci to przyniosę jutro. Dobrze?
Skinęła głową bez słowa i mogłem stwierdzić, że nienawidziła być w tej słabej pozycji. Kto by nie nienawidził? Nie mogłem sobie wyobrazić, jak zagubiona musi się czuć, wiedząc, że nie ma nic. Nawet domu.
– Zostawiłem mój numer telefonu pielęgniarkom, gdybyś musiała się ze mną skontaktować. I wrócimy tu jutro około dziesiątej. Pasuje?
Znowu skinęła głową i spojrzała na córkę.
– Potrzebujesz czegoś teraz? – zapytałem na koniec.
– Nie. Ale...
Jej duże, głęboko niebieskie oczy znowu spojrzały w moje i przestałem oddychać, gdy poczułem wszystkie emocje w jej spojrzeniu.
– Dziękuję, Ben. Po prostu... Dziękuję. Za wszystko. Nawet nie wiem, co powiedzieć ani od czego zacząć, żeby ruszyć dalej z naszym życiem, ale... Dziękuję, że tak bardzo to ułatwiasz.
Dałem jej uśmiech, który, mam nadzieję, pokazywał to, co czułem.
– Nie ma za co, Leila. To dla mnie przyjemność.
I, co dziwne, naprawdę tak było.
Continue to the next chapter of Strażak