
Co się stało z Erin Księga 2: Zaginieni dziedzice
Autorzy
Mbali Mgoqi
Lektury
62,2K
Rozdziały
40
Świat Apionów wydaje się nienaturalny, jakbym została wyrwana z rzeczywistości i wrzucona do fantastycznej krainy pełnej służby i krawcowych. Ich przepych wynosi moje fantazje na zupełnie nowy poziom.
Zanurz się w sekrety Apion Manor, dokąd trójka nagle osieroconego rodzeństwa zostaje odesłana pod opiekę bogatych krewnych. Miasteczko Wavesport z początku wydaje się sielankowe... Ale wraz z szeptami o „zaginionych dziedzicach”, luksus staje się niepokojący. Zaczyna się lato przemian.
Czy ta trójka zdoła rozwikłać zagadkę zaginionych dziedziców? Im głębiej szukają, tym bardziej rosną niebezpieczeństwo i pożądanie.
Prolog
LISTOPAD 1988
Posiadłość Apionów, WavesPort.
Dzień rozrachunku.
Przy głównym wejściu do posiadłości rozległy hol otwierał się na galerię portretów; tę czczoną salę historii Apionów zdobiły popiersia na cokołach. Pałacowa przestrzeń zdawała się ciągnąć w nieskończoność, stanowiąc nieokreśloną miarę bogactwa.
Pokojówka poprowadziła dwóch policjantów korytarzem. Szli długim przejściem, a im dalej się posuwali, tym bardziej spadała temperatura. Wszystko dusiło się w lodowatej ciszy, jakby niewidzialna ręka zakneblowała całą tę przestrzeń.
Policjanci ukradkiem zerkali na mroczną sztukę, która ich otaczała. Alabastrowe twarze wyrzeźbione w wiecznych grymasach i obrazy przodków w odcieniach ochry wznosiły się w swej dawnej chwale. Każda para atramentowych oczu obserwowała ich chłodnym, niekończącym się wzrokiem.
Mimo sklepionego sufitu, z którego zwisały diamentowe żyrandole, nic nie było w stanie przebić się przez panujący mrok. Wszystko pod sztukaterią było pogrążone w niesamowitej melancholii.
Cała trójka przeszła przez szeroki łuk Tudorów do otwartego salonu. Ściana przed nimi składała się z rzędu wysokich okien, które ukazywały rozległe połacie zadbanych ogrodów. Otwarta przestrzeń wpuszczała mnóstwo złotego światła, a jednak wciąż panował tu mrok.
W wiktoriańskim salonie ściany przybierały królewskie, jasne odcienie oraz żywe żółcie rozświetlone wspaniałymi lampami. Subtelne oświetlenie rozjaśniało ściany lśniącymi, metalicznymi akcentami. Wszystko w zasięgu wzroku świadczyło o bogactwie: wystawne ozdoby, nakrapiane złotem kandelabry w kątach i podłoga wyłożona drogimi perskimi dywanami aż po kunsztowne kominki po obu stronach pokoju.
W głębi po lewej stronie mężczyzna i kobieta siedzieli tyłem do nich na karmazynowej sofie w stylu regencji. Pokojówka ostrożnie ruszyła w ich stronę, a jej lekkie kroki na pluszowych dywanach prowadziły obu policjantów.
Zatrzymała się obok kanapy.
„Panie i pani Apion, detektywi Ford i Smith już są”.
Hebanowe włosy pani Apion, upięte klamrą, spływały w lokach. Kobieta podniosła wzrok i odgarnęła niesforne kosmyki z twarzy. Jej oczy, wezbrane od łez, były przekrwione i opuchnięte. Naturalne zmarszczki pogłębiły się; była znękana stresem i udręczona lękiem.
Pan Apion stanowił jej lustrzane odbicie, a jego twarz szpeciło przerażenie. Ich drżące dłonie były splecione, wciąż kurczowo trzymając się nadziei.
Dwaj detektywi obeszli sofę, by stanąć przed nimi. Jednocześnie zdjęli kapelusze w kolorze khaki i przyłożyli je do piersi. Ich twarze maskował woal żałoby.
Pani Apion spojrzała na nich dwojgiem ciemnych oczu, lśniących niczym czarne wody o zmroku. Widząc ich współczucie, gwałtownie potrząsnęła głową, początkowo odmawiając wiary w to, co usłyszała, jak każda matka. Wielki, cichy szloch wyrwał się z jej wnętrza i wstrząsnął nią, uderzając bezlitosną falą żalu. Mimo to, z jej napiętych warg nie wydobył się żaden dźwięk.
„Bardzo współczujemy waszej straty”, powiedział detektyw Ford.
Pan Apion wziął żonę w ramiona i mocno ją objął, by całkowicie się nie załamała. Kobieta zacisnęła pięści na jego koszuli, cierpiąc w milczeniu.
„Gdzie ich…” Każde słowo było ogromnym wysiłkiem, a jego głos dławiła udręka. „Gdzie ich znaleźliście?”
Detektyw Smith z powrotem założył kapelusz na głowę.
„Ich… zbezczeszczone ciała wyłowiono z jeziora Cerulean. Właśnie w tej chwili trwa sekcja zwłok”.
Mając policzki zdrętwiałe od spływających, gorących łez, pan Apion powiedział: „Chcemy ich zobaczyć tak szybko, jak to możliwe. Rozumiecie mnie?”
Detektywi popatrzyli na siebie z niepokojem.
„Zanim to zrobicie, musicie wiedzieć, że…”.
Detektyw wyjaśnił straszne szczegóły dotyczące stanu ciał.
Pani Apion przytuliła się do męża jeszcze mocniej.
Pan Apion powstrzymał krzyk, bo wiedział, że jeśli wyrzuci go z siebie, już nigdy nie przestanie.
„Jeśli… jeśli to prawda. Skąd wiecie, że to oni?”
„Dzięki antropometrii patolog sądowy zbadał ich wzrost, wagę i wymiary, stwierdzając, że ciała należą do dzieci. Laboratorium kryminalistyczne potwierdzi to później”, odpowiedział detektyw Smith.
Pan Apion nie był w stanie zapytać ani powiedzieć nic więcej.
„Znajdziemy ludzi odpowiedzialnych za to okrucieństwo, przysięgam”, powiedział detektyw Ford z żelaznym przekonaniem. „Nawiązaliśmy współpracę z lokalnym wydawnictwem i…”
„Nie”, stłumionym głosem powiedziała pani Apion w ramię męża. Puściła go, po czym wyprostowała się, wycierając twarz dłońmi.
Pan i pani Apion wstali razem.
Jak za pstryknięciem włącznika, mroczny cień okrył ich twarze, pogrążając je w ciemności. Dwie pary lodowatych oczu spoglądały na nich z chłodem. Dwie otchłanie przerażającej, smolistej czerni.
„Nie piśniecie o tym ani słowa”, wysyczała jadowitym tonem. „Raport z sekcji zwłok zostanie uznany za poufny. Ci, którzy znaleźli ich ciała, muszą zostać zmuszeni do milczenia albo poniosą konsekwencje”.
Obaj detektywi stali z szeroko otwartymi oczami, nagle nie mogąc pojąć tego, co właśnie usłyszeli.
„Nikt nie może o tym donieść i nikt tego nie zrobi, ponieważ nikt się nigdy nie dowie”, stwierdził twardo pan Apion. Jego głos był martwy niczym katakumby. „Żadnych wiadomości, żadnych plotek. Dla miasta i dla świata, nasi dziedzice, nasze dzieci wciąż są zaginione”.
Wzrok detektywa Forda przeskakiwał między nimi z wyraźnym szokiem.
„Ale dlaczego? Nie chcecie sprawiedliwości i odnalezienia tego potwora, który zrobił to waszym dzieciom?”
Pan Apion uniósł rękę, by uciszyć policjanta.
„Tu chodzi o przetrwanie Apionów. Ze względu na wieloletnie bogactwo naszej rodziny, jesteśmy naturalnym celem wymuszeń oraz zachętą do porwań dla okupu. Właśnie tak myśleliśmy o naszych bliźniakach”.
Pani Apion dodała swoim lodowatym głosem: „To by nas osłabiło, utwierdzając w przekonaniu, że jesteśmy łatwą zdobyczą, chociaż nikt nie żądał okupu za nasze dzieci. Zasady naszego rodu mówią, że Apionowie nie negocjują. Gdybyśmy to robili, nigdy nie bylibyśmy bezpieczni”.
Twarz detektywa Smitha wykrzywiła się w prawdziwym, przerażonym osłupieniu.
„Ich śmierć by nas osłabiła, a ich zniknięcie chroni nas przed wszelkimi niebezpieczeństwami”, powiedziała z naciskiem pani Apion.
Detektyw Ford zamrugał oczami, próbując otrząsnąć się z osłupienia.
„Panie i pani Apion, ja to rozumiem, ale my jesteśmy policją i naszym obowiązkiem jest…”
„Chronić i służyć!”, zagrzmiał pan Apion. Jego głos zabrzmiał brutalnie, a w oczach pojawiła się złość.
Odszedł od żony i zrobił groźny krok w ich stronę.
„Nie udało wam się ochronić naszych dzieci, ale choćby miało was to kosztować życie, w służeniu nam odniesiecie sukces”. Agresja przebijała w jego głosie.
„Nie chcemy też, aby wieść o śmierci naszych dziedziców wyciekła i stała się publicznym widowiskiem”.
Zbierając się na odwagę, Smith otworzył usta, żeby się odezwać, ale pani Apion szybko mu przerwała.
„Od tego zależą wasze kariery. Ci, którzy wiedzą, zostaną zmuszeni do milczenia. Jeśli odmówią, my się nimi zajmiemy”, ostrzegła, a jej oczy błysnęły złośliwością.
„A teraz, kogo ze swoich znajomych uważacie za potencjalny problem?”, zapytał pan Apion.
Detektywi wymienili telepatyczne spojrzenia, po czym Ford skinął głową na zgodę.
„Dziennikarka, Maggie Richardson, jest niezwykle uparta i ma szósty zmysł ogara, jeśli chodzi o wywęszenie tematu. Była nad jeziorem i robiła zdjęcia. Jestem pewien, że już jest w Blue Waters, by opublikować artykuł”.
Tym razem to państwo Apion wymienili między sobą mroczne spojrzenia.
„W takim razie lepiej już pójdziemy”, powiedziała pani Apion, ruszając szybkim krokiem w stronę łuku.
Pan Apion ruszył w ślad za nią.
„Nie rozumiecie. Ta kobieta jest jak pies z kością, nigdy nie odpuszcza. Żadne z nich tego nie zostawi. Ani dla pieniędzy, ani przez groźby”.
Pan Apion odwrócił się do nich gwałtownie, a jego twarz wykrzywiła wściekłość.
„Detektywi, my nie grozimy, dajemy tylko ostrzeżenia, a jeśli zostaną zignorowane, w tym jeziorze znajdzie się więcej ciał”.
Listy książek
Wyświetl wszystkoSięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników












































