
Siedmiu grzeszników
Rozdział 3
Konieczna przyszłość, nie przeszłość
LYCIDAS
Lycidas jechał w milczeniu w stronę przedmieść. Jeśli w tej sytuacji było coś dobrego, to fakt, że dziewczyna mieszkała w spokojnej okolicy, z dala od innych. Cieszył się, że nie musi jechać do zatłoczonego miasta.
Demedicus podał mu jej adres. Jazda zajmowała około czterdziestu pięciu minut od kompleksu, w którym mieszkała Rada.
Lubił być sam. Nie musiał się przejmować uprzejmościami. Nie musiał się obawiać, że wyciągnie z kogoś życie. Nie musiał tak bardzo się starać, żeby nikogo nie skrzywdzić.
Potrafił kontrolować swoją moc, ale było to bardzo trudne. Kiedy był wśród ludzi, musiał uważnie pilnować, by kazać swojemu ciału po prostu przestać.
Nie lubił przebywać wśród ludzi, bo wymagało to od niego dużego wysiłku.
Wjechał na podjazd. Wysiadając, zamknął drzwi samochodu i spojrzał na dom z niezadowoloną miną. Wciąż czuł zapach krwi. Kiedy przejdzie przemianę, ona też będzie go wyczuwać.
Pomyślał, że pewnie chce się wyprowadzić jak najszybciej. Wszedł po schodach na ganek i zapukał dwa razy do drzwi.
Czekał. I czekał. Kiedy nie usłyszał nic z wnętrza, zapukał ponownie. Rozejrzał się. Zawsze był czujny. Zawsze zwracał uwagę na to, co działo się wokół niego.
Znowu cisza. Wybił szybkę w drzwiach i otworzył je od środka. Wchodząc do domu, natychmiast poczuł intensywny zapach chemikaliów i czegoś jeszcze.
Przeszedł z salonu do kuchni – żadnego śladu po niej.
„Jestem z Rady” – powiedział głośno. „Przyszedłem sprawdzić plany, które przygotowałaś na swoją przemianę.”
Żadnej odpowiedzi. Znalazł schody i ruszył na górę. Dom był elegancki i drogi, delikatnie mówiąc. Rozumiał, dlaczego jej rodzice wybrali taki dom. Z zewnątrz był ciemny, z białymi kolumnami z przodu.
Wnętrze było urządzone w wystawny sposób. Na ścianach wisiały rzadkie dzieła sztuki, a w szklanych gablotach w kuchni stała droga porcelana. Ogólnie rzecz biorąc, był pewien, że dziewczyna miała się dobrze.
Zza drzwi dobiegał zapach lawendy. To był zapach kobiety. Od razu wiedział, że to jej pokój. Pchnął drzwi, wchodząc do pustej przestrzeni.
Jej pokój nie był specjalnie czysty, ale widział, że nikt tam ostatnio nie spał. Zapach prawie całkowicie zniknął. Musiała zostawić wszystko na swoim miejscu. Musiała spać gdzie indziej.
Kiedy zaczynał myśleć, że mogła się wyprowadzić, poczuł intensywny zapach świeżej krwi i kwaśny odór przemiany. Zamknął oczy, rozumiejąc. Ruszył w stronę zapachu.
Drzwi były otwarte, ale skupił się głównie na dziewczynie leżącej na podłodze. Kiedy wszedł, jej oczy otworzyły się szeroko i wydała z siebie stłumiony krzyk.
ADRASTEIA
Przewróciła się na brzuch. Położyła głowę między ramionami. Gorący, ostry ból rozlał się po całym ciele. Przechodziła przemianę. Wiedziała o tym. Wiedziała, że to się stanie.
Ale nigdy nie szukała mężczyzny, którym mogłaby się karmić. To nie było dla niej ważne. Teraz, gdy czuła, że płonie od środka, żałowała swojej decyzji.
Jej wzrok szybko przesunął się w stronę drzwi. Stał tam mężczyzna. Był wampirem. Poznała to po cudownym zapachu, który od niego emanował. Potrzeba krwi uderzyła ją mocno i szybko.
Musiał zauważyć zmianę – z bólu na głód. Dotknął karku.
Pragnęła go. Pragnęła go bardzo mocno. Ale znów opuściła głowę. Nie będzie pić od kogoś, kto tego nie chce.
W ich świecie to była prywatna sprawa. Było coś seksualnego w braniu siły życiowej od innej osoby i wykorzystywaniu jej do karmienia się.
Czuła, jak się porusza. Niewiele ją to obchodziło. Gardło ją paliło. Mógł ją zabić, a ona by mu pozwoliła. Ale uklęknął przed nią. Pociągnął ją za włosy, zmuszając, by na niego spojrzała.
„Jesteś dzieckiem Brownów?”
Energicznie skinęła głową.
„Masz mężczyznę, którym możesz się karmić?”
Potrząsnęła głową.
Zamilkł. Przez chwilę się jej przyglądał. Wyglądał, jakby jej nienawidził. Jakby to ona zmusiła go, żeby tu przyszedł. Jakby to ona była tą złą osobą w tym wszystkim. Może rzeczywiście była.
Gdyby była bardziej przygotowana i przemyślana, przyjęłaby ofertę Misandry. To była jej wina. Zrozumiałaby, gdyby pozwolił jej umrzeć.
Ale głód tak głęboko w niej pragnął go bardziej niż kogokolwiek innego. Nie mogła zignorować silnego przyciągania do niego. Usłyszała, jak klnie, po czym opuścił jej głowę.
Spojrzała w górę i zobaczyła, jak rozpina guziki przy mankietach. Podwinął rękaw.
Podszedł za nią. Pociągnął ją, żeby usiadła, gdy sam usiadł za nią. Jego nogi były po obu stronach jej talii. Pokazał jej nadgarstek, a ona potrząsnęła głową.
„Umierasz” – powiedział ze złością.
„Wiem” – odparła cicho. Jej głos był napięty. „Ale nie będę pić od kogoś, kto tego nie chce.”
„Umierasz” – powtórzył. Brzmiał na zdenerwowanego. „Do cholery, daję ci swoją żyłę.”
Jej nowe kły przebiły dziąsła. Chwyciła jego ramię i przyciągnęła je do ust. Wydała ostry dźwięk, gdy przebiła jego skórę. Gdzieś z tyłu głowy usłyszała, jak on też wydaje ostry dźwięk.
Nie mogła się jednak skupić. Nigdy nie czuła takiej rozkoszy podczas karmienia. Czuła, jak jej gardło przestaje płonąć. Jej żołądek wypełniał się nim. Całe jej ciało czuło się bardziej żywe niż kiedykolwiek.
Wydała cichy dźwięk przy jego skórze. Czuła, jak pulsuje dla niego pod dżinsami. Nic nie uczyniłoby tej chwili lepszą niż bycie zerżniętą przez tak zdrowego, silnego, potężnego mężczyznę.
Sama myśl o tym, jak ją pieprzy, wystarczyła, by doszła.
Wydała kolejny dźwięk. Poczuła, jak jej brzuch napina się z rozkoszy. Jej wnętrze pulsowało od orgazmu, który przez nią przeszedł.
Miała orgazmy wcześniej, ale żaden z nich nie był taki jak ten. Żaden nie wstrząsnął nią tak głęboko.
LYCIDAS
Kiedy zatopiła kły w jego żyle, poczuł, jak delikatnie go ssie. Pił już wcześniej krew swojej kapłanki, a ona piła jego, ale to było co innego. Silniejsze i bardziej intensywne.
Wydał z siebie ostry dźwięk – nie z bólu, lecz z potężnej rozkoszy, która go przeszła. Nigdy nie czuł się tak z Antoinette. Nigdy nie pragnął żyły Antoinette tak bardzo, jak pragnął żyły Adrastei.
Nie będzie jej dotykał. Nie mógł. Nie chciał skrzywdzić jej tak, jak skrzywdził Antoinette podczas karmienia. Myślał, że nawet jeśli jej usta dotykają jego skóry, to nie wystarczy, by całkowicie ją opróżnić.
Była bardzo głodna. Rozumiał to. Gdyby mógł myśleć o czymkolwiek innym niż o tym, jak pije z niego krew, przypomniałby sobie swój pierwszy raz. Nie chciał przyznać, jak bardzo lubi ją karmić.
Czuł dumę, że się nim żywi. Czuł, że chce chronić tę dziewczynę przed sobą samym.
Poczuł, jak mocniej go przytula i przez chwilę był zaskoczony – nie mógł się ruszyć. Czuł jej zapach – chciała go. Wiedział, że to tylko przez karmienie, ale i tak zrobił się twardy.
To sprawiło, że pragnął jej tak samo mocno, jak ona jego, a kiedy jej ciało uwolniło ten piękny zapach orgazmu, poczuł, jak jego kutas drgnął i spuścił się w spodnie. Kurwa mać.
Nie mógł przerwać jej pierwszego karmienia. Byłoby to niebezpieczne. Więc siedział z nią, obserwując uważnie, jak pije.
Po kilku kolejnych łykach jej kły wysunęły się z jego nadgarstka i spojrzała na niego. Jego krew spływała jej po brodzie na koszulę, którą miała na sobie. Jej nowe kły wciąż były długie i spoczywały na wargach.
ADRASTEIA
Otarła krew z podbródka. Poczuła wstyd.
„P-przepraszam. Dziękuję, że...” – Urwała. „Dziękuję, że pozwoliłeś mi...”
„Musisz schować kły” – powiedział. W jego głosie słychać było napięcie, jakby coś go niepokoiło. Wstał obok niej.
Dotknęła warg, potem zębów. Nie wiedziała, jak to zrobić. Czytała, że osoba, z której piła, powinna jej w tym pomóc. Ale nie poprosi go o to.
Zrobił już wystarczająco dużo. A przecież na nic z tego się nie zgadzał.
LYCIDAS
Widział, że bardzo się stara, żeby schować kły.
„Przestań myśleć o krwi albo jedzeniu” – powiedział jej.
Zorientował się, kiedy to zrobiła, bo jej kły natychmiast schowały się z powrotem w dziąsłach, a ona skrzywiła się z bólu.
„Zawsze tak boli?”
„Nie, po prostu teraz masz bardzo obolałe dziąsła. Po kilku kolejnych posiłkach przestanie boleć.”
„Znowu przepraszam” – powiedziała, odwracając od niego wzrok. „Nie chciałam...”
„Dlaczego nie wybrałaś mężczyzny, którego pragnęłaś? Właśnie po to tu przyjechałem – żeby się upewnić, że to zrobisz. Nie wiedzieliśmy dokładnie, jak blisko jesteś przemiany.”
„Moi rodzice wybrali dla mnie syna swojego przyjaciela. Nie chciałam go” – powiedziała. „I szczerze mówiąc, nie byłam pewna, czy w ogóle chcę przeżyć przemianę.”
Poczuł ukłucie w sercu, ale nic nie powiedział.
„Będziesz musiała pojechać ze mną.”
„Co? Dlaczego?”
„Bo w tym okresie będziesz musiała pić kilka razy w tygodniu. Muszę ci też pomóc przez to wszystko przejść.”
„Pomożesz mi? Myślałam, że uciekniesz stąd jak najszybciej.”
„To moja praca.”
Skrzywiła się w sposób, który pokazywał, że to ją zraniło.
„Jasne.”
„Idź spakować torbę. Muszę zadzwonić do braci.”
Stał na dole w kuchni, kiedy telefon dzwonił. Jego brat odebrał, ale przez chwilę Lycidas nie wiedział, co powiedzieć.
„Lycidas?”
Głos Demedicus wyrwał go z zamyślenia.
„Piła ode mnie.”
Demedicus zamilkł na kilka chwil.
„Wiesz, co to znaczy.”
„Tak.”
„Zamierzasz to zrobić?”
„Czy mam wybór?”
„Tak” – odpowiedział Demedicus. „Możesz oddać ją innemu mężczyźnie, żeby pomógł jej przez to przejść, ale pozwolić jej pić od ciebie.”
Musiał zamknąć oczy przed falą silnych emocji, które przez niego przeszły. Potrafił czuć tylko bezradność albo złość.
„Pomogę jej przejść przez przemianę. Kiedy będzie gotowa, pozwolę jej odejść.”
„Po co do mnie dzwoniłeś, Lycidas?”
„Musi zostać w kompleksie.”
„Może. Ale to twoja odpowiedzialność. Wszystko, co zrobi, spada na ciebie.”
Lycidas się rozłączył. Usłyszał głośny huk z góry i pobiegł z powrotem do pokoju pachnącego lawendą. Adrasteia pocierała nos.
„Nie wiedziałam, jak szybko teraz mogę chodzić.” – Zrobiła smutną minę.
Spojrzał na ścianę i zobaczył małą dziurę. Musiała zapomnieć o swojej szybkości i w nią wpaść.
„Przyzwyczaisz się. Nauczysz się to kontrolować.”
„Ile to potrwa?”
„Kilka miesięcy. Może rok.”
„Wspaniale” – powiedziała cicho, wrzucając koszulkę do torby na łóżku.
Kiedy patrzył, jak kończy pakowanie, przypomniał sobie powód, dla którego tu przyjechał. Jej rodzice zostali zabici przez łowców.
Nie miała już nikogo, a do tego przechodziła przez jeden z najtrudniejszych okresów w życiu. Z jakiegoś powodu poczuł potrzebę, żeby sprawić, by poczuła się lepiej.
„Przykro mi z powodu śmierci twoich rodziców.”
Spojrzała na niego z wdzięcznym uśmiechem.
„Mnie też.” – Złożyła kolejne spodnie i położyła je na łóżku. „Jesteś siódmym członkiem Rady? Demedicus powiedział mi, że byłeś czymś zajęty.”
„Byłem. Dlatego nie poszedłem na pogrzeb.”
„Nie próbowałam sprawić, żebyś się źle poczuł ani cię obwiniać. Chciałam tylko wiedzieć, jak masz na imię.”
Patrzył na nią. Nie mogła znać jego imienia. Jego imię i imiona pozostałych często trzymano w tajemnicy.
„Jestem Lycidas.”
„Lycidas.” – Wypowiedziała jego imię, jakby sprawdzała, jak brzmi na jej ustach.
Musiało jej się spodobać, bo uśmiechnęła się życzliwie.
„Wiesz, słyszałam, jak rozmawiałeś ze swoim przyjacielem. Masz wybór. Nic mi nie będzie, jeśli zdecydujesz się oddać mnie jakiejś innej biednej osobie.”
Jemu jednak by nie było wszystko jedno, bo chociaż nie potrafił tego powiedzieć na głos, była kimś wyjątkowym. Była głęboko w nim zakopana, płynęła w jego krwi. Ciągnęła coś w nim, co niemal musiał zaakceptować.
Może gdyby nie był takim upartym mężczyzną, zauważyłby to wcześniej.
„Jest coś, co powinnaś o mnie wiedzieć, zanim ze mną pojedziesz.”
„Co?” – zapytała. „Jesteś wampirem czy coś?” – Przestała się śmiać ze swojego żartu, kiedy zobaczyła jego poważną twarz. „No nic, ciężka publiczność.”
„Jestem absorbującym.”
„Masz dar?” – zapytała, siadając na łóżku. Patrzyła na niego z ciekawością. Najwyraźniej nie rozumiała, jak poważna jest sytuacja.
„Raczej irytujący problem w moim życiu. Osłabiam ludzi samą swoją obecnością. Wchodzę do pokoju i mogę sprawić, że każdy zemdleje, nawet nie próbując. Jeśli cię dotknę, mogę cię zabić i przejąć twoje moce na krótki czas. Jestem śmiertelnie niebezpieczny bez zamiaru, Adrasteia.”
„Dotykałam cię wcześniej i nic się nie stało.”
„Myślę, że to dlatego, że jadłaś.”
„Pozwól, że dotknę cię znowu...”
Kiedy wstała, cofnął się, a ona opuściła ręce, obserwując, jak jego twarz zmienia się w coś, czego nie potrafiła odczytać.
„Nie wolno mi cię dotykać?”
„Możesz, kiedy jesz, ale poza tym nie. Zresztą, po co miałabyś chcieć?” – Potarł kark, a potem wsunął ręce z powrotem do kieszeni. „Będę na zewnątrz przy samochodzie.”
Odwrócił się i zostawił ją samą z jej myślami, ale zanim wyszedł na zewnątrz, wstąpił na chwilę do łazienki.
Continue to the next chapter of Siedmiu grzeszników