Cover image for Jazda

Jazda

Wyniosłe ambicje

RILEY

Moje kłamstwo wyszło na jaw i poczułam się jak kompletna idiotka.
„Słuchaj, potrzebujemy kogoś, komu możemy zaufać. Jeśli nadal będziesz w okolicy i będziemy potrzebować pomocy, może później zaproponujemy ci staż” – powiedział życzliwie. „Ale nie dzisiaj.”
„Przepraszam, że zmarnowałam panu czas” – powiedziałam drżącym głosem.
„Ja też przepraszam. Jason pewnie dał ci nadzieję, ale to ciężka praca.”
„Rozumiem” – powiedziałam cicho, wstając i szybko uciekając z biura.
Wystarczająco złe było to, że ten mężczyzna przejrzał mnie na wylot tak szybko.
Jeszcze gorsze było to, że zaoferował mi coś „później”.
To właśnie ta życzliwość mnie zraniła.
Chyba ostatnio nikt nie był dla mnie życzliwy.
Mimo to jego oferta nic mi nie dała. Musiałam się stamtąd wydostać. Znaleźć nowy plan.
Po prostu musiałam pojechać do jakiegoś miasta z więcej niż trzystu mieszkańcami. Znaleźć pracę kelnerki gdziekolwiek.
Znaleźć miejsce do spania.
Sen wydawał się teraz taki odległy.
W pewnym sensie zmęczenie było pomocne. Przytępiało moje emocje.
Szłam korytarzami stajni, próbując znaleźć wyjście z posesji.
Nie chciałam myśleć o tym, jak bardzo byłam zmarznięta i zmęczona.
Przez okna widziałam, że nadchodził wieczór, a wraz z nim ciemne burzowe chmury.
Potem, patrząc prosto przed siebie, zobaczyłam drabinę prowadzącą na jakiś strych.
Nie zastanawiając się zbytnio, wspięłam się po niej i znalazłam się w ciemnym, zakurzonym pomieszczeniu pełnym siana.
Poczułam ulgę. Mogłam tu przespać noc i wyjść, zanim ktokolwiek wstanie i mnie znajdzie. Jeśli tylko uda mi się przespać jedną noc, jutro wszystko wymyślę.
Na strychu było dość ciemno, tylko mała szczelina wpuszczała trochę popołudniowego światła.
Przestrzeń była wypełniona belami siana, ułożonymi pod skośnymi częściami dachu. Rozglądałam się za gniazdkiem, żeby naładować telefon, ale nigdzie go nie było.
Zrezygnowałam z szukania i poddałam się zmęczeniu. Założyłam bluzę z kapturem, bo zrobiło się zimniej. Ułożyłam się wygodnie i zwinęłam w kłębek w kącie.
Nagle usłyszałam głosy na dole.
„Hej, koleś, kończymy na dziś!” – poznałam głos Jasona.
Zamarłam, bojąc się, że każdy ruch sprawi, że stare drewno zaskrzypi i mnie znajdą.
„Ale nie zdążyliśmy wyrównać piaskowiska ani złożyć derек” – powiedział głos, którego nie znałam. „Szef nie będzie zadowolony.”
„A kiedy mój stary jest zadowolony?” – zażartował Jason.
Przez kolejne dziesięć minut na dole coś się działo. W końcu zgaszono światła.
Naprawdę musiałam do toalety, więc zeszłam na dół, po omacku szukając w ciemnej stajni łazienki.
Bez powodzenia.
Kiedy dotarłam do piaszczystej ujeżdżalni, wokół której zbudowano stajnię, wślizgnęłam się do środka i przykucnęłam.
Skoro konie tu załatwiają swoje potrzeby, pomyślałam, zanim zakopałam piaskiem mokrą plamę.
Poczułam się przez to odrobinę lepiej z tym, że sikałam na czyjejś obcej posesji.
Wracając na strych, minęłam pokój z otwartymi drzwiami. Światło księżyca oświetlało stosy pomiętych derек.
Weszłam do środka, myśląc, że mogę wziąć jeden na noc.
Na skrzyni leżał stos derек, do której, jak przypuszczałam, należało je włożyć.
Skoro miałam tu zostać na noc, równie dobrze mogłam się na coś przydać.
W końcu i tak nie miałam nic lepszego do roboty.
Upewniłam się, że są ładnie złożone, zanim ułożyłam je w skrzyni według kolorów.
Potem znalazłam w pokoju grabie i pomyślałam, że równie dobrze mogę wyrównać piaskowisko.
Zajęło mi to znacznie dłużej, niż myślałam, bo po wyrównaniu zdałam sobie sprawę, że stoję na środku gładko wyrównanego piaskowiska, a jeśli wyjdę, zostawię ślady.
Musiałam zacierać za sobą ślady, aż dotarłam do wejścia na ujeżdżalnię.
Skończywszy pracę, wczołgałam się z powrotem na strych, gdzie położyłam głowę na plecaku, owinęłam się derką i natychmiast zapadłam w sen bez snów.

CASEY

Starałam się tego dnia trzymać język za zębami, ale po cichu wydzwaniałam do niej z trzysta razy.
Pomyślałam, że może zablokowała mój numer, więc zaczęłam dzwonić do jej znajomych, których znałam i którzy mogli ją widzieć.
Nikt nie widział jej ostatnio zbyt często.
Uświadomiłam sobie, że za mało interesowałam się siostrą. Tata mówił, że to dzika imprezowiczka, która wymknęła się spod kontroli, ale może po prostu czuła się samotna na studiach?
Poczucie winy rosło we mnie coraz bardziej, ale wciąż bałam się powiedzieć rodzicom.
Wierzyłam tacie, kiedy mówił, że każe ją zamknąć.
Tata potrafił być okrutny. Tak właśnie stał się jednym z najbogatszych ludzi w Ameryce.
Chyba to była różnica między nami.
Wiedziałam, że nie mogę uciec z naszego świata, więc starałam się z niego jak najlepiej korzystać, ale ona oddałaby wszystkie pieniądze i znajomości, żeby być anonimowa i wolna.
***
Tej nocy prawie nie zmrużyłam oka. Ciągle się martwiłam, co się stało z Riley.
Następnego ranka, kiedy wciąż nie było po niej śladu, wiedziałam, że muszę coś zrobić.
Zapukałam do drzwi gabinetu taty. Trzymałam w drżącej dłoni kartkę od Riley.
„Wejść.”
Weszłam do wystawnego biura. Było wypełnione pięknymi meblami.
Na ścianach wisiały nagrody i bardzo drogi obraz Picassa, który kupił sobie w prezencie na pięćdziesiąte urodziny.
„Chodzi o spotkanie z akcjonariuszami? Mamy już datę?” – zapytał.
„Ee, nie, przepraszam.”
Tata wyglądał na zirytowanego. Podeszłam do jego ciemnego drewnianego biurka i podałam mu kartkę.
Spojrzał podejrzliwie, kiedy ją ode mnie brał.
Gdy czytał niestaranne pismo, zobaczyłam, jak jego twarz się rozluźnia.
Oddał mi kartkę z wzruszeniem ramion.
„Jest dorosła. Co możemy zrobić?”
„Naprawdę?” – powiedziałam zszokowana. „To znaczy, może być w tarapatach.”
„Jeśli jest, to jej własna wina. Skończyłem ze sprzątaniem po jej bałaganach” – powiedział chłodno.
Wiedziałam, że potrafi być surowy wobec siostry, ale jego obojętność mnie zszokowała.
„A jeśli coś jej się stanie?”
„Będzie musiała sobie z tym poradzić, a my musimy mieć nadzieję, że nie trafi do wiadomości. Myślę, że używa fałszywego nazwiska, skoro próbuje nas unikać, co nam pomoże.”
Oniemiałam. Wyglądało na to, że wręcz cieszy się z jej zniknięcia.
„Wiesz, to faktycznie rozwiązuje problem z tym, że mogłaby zepsuć kampanię Bowry'ego” – dodał swobodnie.
Tak, zdecydowanie ani trochę go to nie obchodzi.
Wiedziałam, że tacie zależy na Neilu Bowerym i jego obietnicach wiecznej władzy.
Ale nie wiedziałam, jak daleko jest gotów się posunąć, żeby sprzedać własną rodzinę dla niego.
„Możesz napisać komunikat prasowy na wypadek, gdyby ktoś zaczął zadawać pytania? Powiemy, że pojechała gdzieś na wolontariat w ramach jednego z naszych projektów charytatywnych. Sześć miesięcy w Kongo.”
„A jeśli nigdy nie wróci?”
„To powiemy, że zakochała się w tym miejscu i się tam osiedliła” – odparł.
I po tych chłodnych słowach tata wrócił do laptopa. „Coś jeszcze? Mam dziś rano dużo do zrobienia.”
Wyszłam prosto z jego gabinetu, nie oglądając się za siebie.
Nie chciałam, żeby zobaczył łzy, które zaczęły spływać mi po policzkach.

JASON

Był to dziwny poranek. Obudziłem się z dziwnym uczuciem smutku.
Nadciągały burze. Będzie ciężki dzień pracy na dworze przy kiepskiej pogodzie.
Byłem też trochę zdenerwowany. Tata powiedział mi, że nie zatrudnił tej dziewczyny, Riley.
Nie podwiózł jej też z powrotem do miasta. Chciał, ale ona już sobie poszła.
Czułem się cholernie winny.
To była długa droga pieszo z powrotem do Hook Springs, przynajmniej godzina. Robiło się też ciemno.
Tata powiedział, że wyglądało na to, że wymyśliła swoje doświadczenie zawodowe.
„I bez urazy dla pań, ale potrzebujemy kogoś, kto potrafi dźwigać ciężkie rzeczy, wiesz, o co mi chodzi.”
„Nie możesz tak mówić w dzisiejszych czasach, tato.”
„Przepraszam. Ale wiesz, ona rzeczywiście wydawała się trochę... podejrzana.”
Chyba miał rację.
Nie byłem pewien, czy jej samochód naprawdę „wybuchł”, chociaż musiałem przyznać, że trzeba mieć tupet, żeby kłamać z taką wielką historią.
Ale kiedy tam dotarłem, zastałem stajnię, w której każda praca była zrobiona, mimo że wiedziałem, że Max poszedł spać i z pewnością jeszcze nie wstał, żeby dokończyć roboty.
Dziwne.
Wspiąłem się na strych, żeby wziąć kilka bel siana, wciąż zastanawiając się, co się stało.
Może Max wyszedł to zrobić po tym, jak powiedzieliśmy sobie dobranoc?
Kiedy wszedłem, zobaczyłem osobę śpiącą między belami, owiniętą w derki siodłowe.
Podszedłem ostrożnie, zastanawiając się, co zrobić.
Zorientowałem się po gęstych, czarnych włosach, że to musi być Riley.
Ona też musiała mnie wyczuć.
Jej oczy otworzyły się szybko i spojrzały prosto w moje przez chwilę.
Potem kopnęła, trafiając mnie w goleń. Poczułem ból.
Kiedy straciłem równowagę, uciekła, chwytając plecak i przelatując obok mnie, po czym bardzo szybko zjeżdżając po drabinie.
„Riley?” – krzyknąłem, biegnąc za nią.
Ale była szybka.
Naprawdę szybka.
Zanim zszedłem na dół, zniknęła jak kamfora.

RILEY

Biegłam.
Nie zastanawiałam się dlaczego, dopóki nie dotarłam bezpiecznie na polną drogę, która oddalała mnie od rancza.
Nie bałam się Jasona. Czułam się źle, że go kopnęłam.
Chyba teraz łatwo wpadam w panikę po tym, co się stało z Neilem.
Mimo to cieszyłam się, że uciekłam. Nie mogłam znieść tego poczucia zakłopotania.
Nie byłam wyzwoloną, fajną osobą, za którą się wczoraj podawałam. Byłam żałosną frajerką i kiepską kłamczuchą.
Zabawny, pomocny głos, który wczoraj rozbrzmiewał w mojej głowie, zniknął bez śladu.
Została tylko panika i wstyd.
Nienawidziłam tego uczucia, które się we mnie zagnieździło – takiego, przez które nigdzie nie czułam się bezpiecznie.
Przynajmniej nie w obecności mężczyzn, nawet jeśli wydawali się delikatni.
W końcu Neil też wyglądał na dobrego faceta, zanim mnie zaatakował.
Ta myśl sprawiła, że się spięłam. Byłam tu sama. Mogło się stać wszystko.
Za każdym razem, gdy przejeżdżał samochód, sztywniałam z napięcia, mając nadzieję, że zostawią mnie w spokoju i będę mogła bezpiecznie wrócić do miasta.
Właśnie wtedy ciemne chmury się otworzyły.
Wspaniale.
To był taki deszcz, który przemacza cię do nitki w mgnieniu oka.
Który wdziera się do torby i sprawia, że robi ci się zimno.
Właśnie tego mi teraz brakowało.
Kiedy nie masz nic.
Nawet ubrań na zmianę.
Naciągnęłam kaptur na już mokre włosy i szłam dalej.
Nie ma już odwrotu.
Continue to the next chapter of Jazda