
Seria Redefining Love, Tom 1: Zagubieni w miłości
Autorzy
Declan Rayne
Lektury
16,1K
Rozdziały
60
Rozdział 1
VIENNA
Wzięłam głęboki oddech, powoli wypuściłam powietrze i postawiłam stopę na pierwszym schodku.
Lekko uniosłam suknię wieczorową, patrząc pod nogi, gdy wchodziłam stopień po stopniu. Uważałam, żeby się nie potknąć na obcasach, których nie powinnam była zakładać, ale Bree uparła się, że muszę je mieć. Wzrok trzymałam utkwiony w dół, jakby niedopuszczenie do siebie widoku sali pełnej ludzi mogło sprawić, że oni naprawdę tam nie będą.
Kiedy dotarłam na scenę, zmusiłam się, żeby podnieść głowę.
Trzech mężczyzn w garniturach stało tam i patrzyło.
Serce przyspieszyło mi, a po karku przebiegł dreszcz. Mężczyzna stojący najbliżej mnie poruszał się z taką swobodą, że poczułam się jeszcze bardziej nie na miejscu. Jego pewność siebie była cicha, ale nie dało się jej zignorować.
Zrobiłam krok w stronę podium — i straciłam równowagę.
Zamknęłam oczy, szykując się na upadek.
Zamiast tego silne, ciepłe ramiona objęły mnie, łapiąc w ostatniej chwili, zanim uderzyłam o ziemię. Kiedy otworzyłam oczy, patrzyłam prosto w najjaśniejsze niebieskie oczy, jakie kiedykolwiek widziałam.
Nie mogąc oderwać od nich wzroku, zostałam w jego objęciach chwilę dłużej, niż powinnam, zanim postawił mnie na nogi tak szybko, że potknęłam się o jego klatkę piersiową.
W jego ramionach ciepło było kojące w sposób, który wydawał się jednocześnie przyjemny i nieznany. Poruszyło coś we mnie, czego nie czułam od dawna, i część mnie nie chciała, żeby mnie puszczał.
Spojrzał na mnie, przeszukując wzrokiem moją twarz. „Wszystko w porządku?” zapytał ochrypłym głosem.
Odchrząknęłam, zanim odpowiedziałam. „Tak. Dzięki.”
Puścił mnie, a ja wzięłam chwilę, żeby odzyskać równowagę, po czym ruszyłam dalej przez scenę. Poczułam, jak policzki mi płoną, i patrzyłam przed siebie, nie mogąc spojrzeć nikomu w oczy dłużej niż na ułamek sekundy.
Kiedy dotarłam do naszego gospodarza, doktora Templetona, szefa Działu Badań i Rozwoju Grantów w Stowarzyszeniu Inżynierii Chemicznej, wyciągnęłam rękę.
Jego dłoń pochłonęła moją w mocnym, pewnym uścisku. „Gratulacje, Vienna. Badania twojego wydziału nad alternatywnymi źródłami paliwa są bezprecedensowe i przełomowe. Mamy nadzieję, że ten grant pomoże sfinansować i rozwinąć wasze przyszłe prace.”
„Dziękuję, doktorze Templeton.”
Chwyciłam jeden róg certyfikatu i z wciąż splecionymi dłońmi pozowaliśmy do zdjęć. Uśmiech na mojej twarzy był nerwowy i odrobinę wymuszony.
Tłumy i bycie w centrum uwagi to nie było moje. Wolałam ciemne kąty, gdzie mogłam wtopić się w tło, z dala od reflektorów.
Na szczęście odebranie tej nagrody nie wymagało przemówienia. Gdyby wymagało, pewnie nie zgodziłabym się tu dziś przyjść.
Po uściśnięciu dłoni pozostałym dwóm mężczyznom — w tym temu, który uratował mnie od upadku twarzą w dół na oczach wszystkich — zeszłam ze sceny i wróciłam w bezpieczne miejsce przy swoim stoliku.
Z ulgą, że mój czas w świetle jupiterów dobiegł końca, patrzyłam, jak wręczane są pozostałe granty.
Po rozdaniu nagród wszyscy przeszli do rozmów towarzyskich. Próbowałam obliczyć, jak długo muszę tu jeszcze zostać, żeby uznano to za wystarczająco uprzejme, ale moje mocne strony leżały w chemii, nie w sytuacjach towarzyskich.
Mój wzrok powędrował przez salę i zatrzymał się na przystojnym mężczyźnie ze sceny. Próbowałam sobie przypomnieć jego nazwisko. Niestety, przedstawiono go i pozostałych dwóch mężczyzn razem z doktorem Templetonem, kiedy byłam otępiała ze stresu, i nic mi nie zostało w pamięci.
Stałam przy balustradzie balkonu, trzymając w rękach szklankę z piwem imbirowym i mając nadzieję, że napój uspokoi mój ściśnięty żołądek, podczas gdy rozglądałam się po tłumie bogatych i wpływowych ludzi. Panorama miasta za nimi była oszałamiająca, ale ja czułam się jak źle umieszczony element w układzie okresowym.
Głęboki głos za moimi plecami wyrwał mnie z zamyślenia. „Podziwiasz widok czy planujesz drogę ucieczki?”
Odwróciłam się i napotkałam te jasne niebieskie oczy. Elegancki mężczyzna ze sceny uśmiechał się pewnym siebie uśmiechem. Przystojny i naturalnie czarujący — dokładnie taki typ, którego starałam się unikać. Dużo bardziej wolałam stymulację intelektualną niż fizyczną.
Patrząc mu prosto w oczy, powiedziałam bez mrugnięcia: „Tylko obliczam, jak szybko mogę wyparować.”
Zaśmiał się ciepło i szczerze. „Wyparować, tak? To coś nowego. Większość ludzi udaje, że dzwoni telefon. Ja przynajmniej tak robię.”
Obróciłam się tak, żebyśmy stali twarzą w twarz. „Rozmowy telefoniczne wymagają zdolności aktorskich. Ja jestem bardziej jak reakcja chemiczna… daj mi odpowiednie warunki, a zniknę sama.”
„A jakie warunki muszą być spełnione, żebyś została?” zapytał, pochylając się lekko i zniżając głos. „Mniej pogawędek, więcej alkoholu?”
Dłonie zaczęły mi się pocić, a żołądek ścisnął się z nerwów. Czemu on ze mną rozmawiał? Powinien być po drugiej stronie sali, rozmawiając z innymi zamożnymi mężczyznami i modelkami z kartami stałego klienta u chirurga plastycznego.
Cofnęłam się na tyle, żeby wziąć spokojny oddech. „Może mniej presji. Albo katalizator — najlepiej w formie czekolady albo dobrej książki.” Wsunęłam rękę do torebki i wyciągnęłam wyświechtaną powieść.
Kąciki jego ust uniosły się, kiedy zerknął na książkę, zanim schowałam ją z powrotem do torebki. „Nosisz ze sobą książkę wszędzie?” zapytał, wskazując na moją torebkę.
„Rzadko wychodzę z domu bez niej.” Wzruszyłam ramionami, unikając jego wzroku.
„Ciekawe.” Upił łyk bursztynowego płynu ze szklanki. „Ja wolę kawę albo szkocką, ale rozumiem. Czasami takie imprezy to jak mieszanie wody z olejem.”
Kiwnęłam głową, wypuszczając cichy oddech, kiedy rozmowa na chwilę zamarła. „Tak… dokładnie.”
Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę głównej sali.
Wyciągnął rękę i delikatnie złapał mnie za ramię.
Jego uchwyt natychmiast się rozluźnił, ale nie puścił. „Chcesz później razem ze mną udać tę rozmowę telefoniczną?”
Cofnęłam się o krok, zastanawiając się, czy dalej z nim rozmawiać, czy znaleźć jakieś inne miejsce do schowania się, dopóki nie będę mogła wyjść. „Wolę bardziej kreatywne wyjścia. Na przykład samozapłon.”
Zaśmiał się i podszedł bliżej. „Niebezpieczne, ale niezapomniane. Podziwiam to zaangażowanie.” Uniósł rękę i odgarnął mi zbłąkany kosmyk z twarzy.
Dotyk był łagodny i ostrożny, ale posłał falę ciepła po mojej skórze, przez co drgnęłam. Miał idealną mieszankę arogancji i czaru, która stawiała go zdecydowanie w kategorii „nie dotykać”.
Jeśli nie będę ostrożna, naprawdę mogę się zapalić.
„Przynajmniej to szczere” ucięłam, nieco ostrzej, niż zamierzałam.
Prawda była taka, że musiałam się od niego oddalić. Nie dał mi żadnego powodu, żeby myśleć, że jest nieszczery, ale moje niepewności czaiły się tuż pod powierzchnią, gotowe wyciągnąć przeszłość na wierzch.
Był atrakcyjny, miał gładki język i mógł z łatwością oczarować każdego do tego stopnia, że poleciałyby majtki — a nie po to tu dziś przyszłam.
„Rozumiem. Takie imprezy potrafią przytłoczyć.” Wykonał szerokim gestem ruch ręką, wskazując na przyjęcie wokół nas. „Ja czuję się tu swobodnie tylko dlatego, że miałem mnóstwo wprawy.”
Uniosłam brew, przyglądając mu się. „Wprawy w czarowaniu nieznajomych?”
„Wprawy w przetrwaniu w miejscach, w których tak naprawdę nie pasuję. Budowałem silniki, zanim zbudowałem imperium. Bliżej mi do smaru niż do spinek do mankietów.”
Ściągnęłam brwi, próbując go umiejscowić. Najwyraźniej ktoś ważny, skoro stał na scenie z doktorem Templetonem.
„Czym się zajmujesz?”
Oparł się o balustradę i upił łyk drinka, zanim odpowiedział. „Wieloma rzeczami. Zaczynałem w branży motoryzacyjnej, potem przeszedłem na wynajem samochodów i sprzedaż aut.”
„Ciekawe. A mimo to wspierasz moje badania.” Przechyliłam głowę, przyglądając mu się uważniej.
Pogładził się po brodzie, kiwając głową. „Oczywiście. Jestem jednym z głównych sponsorów grantu. Twoje badania wpłyną na mój biznes, ale wspieram to, co jest najlepsze dla środowiska.”
„To ci nie przeszkadza?” zapytałam, zaskoczona tym, jak bardzo wydawał się spokojny. Przez chwilę poczułam, jak moje mury się zachwiały, zanim szybko postawiłam je z powrotem na miejsce.
„Dla każdej stałej istnieje zmienna. Tą zmienną jesteś ty.” Na jego ustach pojawił się uśmieszek — w równych częściach niebezpieczny i intrygujący.
Kiwnęłam głową, trzymając wzrok stanowczo na jego twarzy. „Nieźle. Większość ludzi po prostu pyta, czym się zajmuję, a potem szuka wymówki, żeby odejść — albo udaje, że rozumie.”
Nawet nie próbował tego ukrywać, kiedy jego wzrok powędrował w dół mojego ciała, a potem wrócił na moją twarz. Pod ciężarem tego spojrzenia poczułam, jak policzki mi płoną.
„Nie mam wymyślnego dyplomu, ale swój pierwszy silnik zbudowałem w garażu. W końcu to chemia jest powodem, że paliwo się spala, prawda?”
Potrzebowałam chwili, żeby odnaleźć głos, a kiedy się odezwałam, zabrzmiało to ciszej, niż zamierzałam. „Dokładnie. A czasem wystarczy odpowiednia iskra, żeby zmienić wszystko.”
Trzymał mój wzrok jeszcze przez chwilę, jakby coś rozważał, a ja miałam wyraźne poczucie, że to nie będzie ostatni raz, kiedy się spotkamy.
Zwykle zapominałam ludzi z takich wieczorów. Ale coś w nim zostało ze mną dłużej, niż powinno.
I przeczuwałam, że to będzie kłopot.












































