Cover image for Trzy. Liczba idealna

Trzy. Liczba idealna

Sen

Madison

Dotyk dwóch silnych, ale ciepłych dłoni na jej nagich nogach sprawia, że Madison drży pod lekkim dotykiem kołdry, zmuszając ją chwilę później do otwarcia leniwych oczu.
Niespodziewane uczucie szybko ustępuje miejsca zdziwieniu, kiedy w momencie, gdy jej oczy są w pełni otwarte, stapiają się w dwa duże, jasne bursztyny.
Levi?
Dezorientacja jest wypisana na całej jej twarzy, i mrugając oczami kilka razy, stara się przybrać lepszą pozycję, na tyle, by móc na niego spojrzeć.
– Ja… – próbuje mówić, ale w momencie, gdy jej usta rozchylają się, by wydać dźwięk, jego usta są już na niej, uniemożliwiając jej mówienie.
Uczucie jego warg na jej ustach od razu przytłacza Madison i pierwszą rzeczą, która przychodzi jej do głowy jest to, jak dobrze on smakuje.
Smakuje jak mięta.
Mały jęk wydostaje się z jej ust przy tym kontakcie, co daje Leviemu wolną rękę na lepsze zbadanie jej ust.
Wsuwając język między swoje wargi, wślizguje się między jej, już rozchylone dla niego, i delektuje się jej ustami powoli i ostrożnie, sięgając do jej twarzy i obejmując jej policzek.
Wyjątkowa powolność jego języka, splecionego z jej językiem, nie pomaga w budowaniu namiętności między nimi, i tak, gdy on powoli przesuwa się na nią, coraz bliżej i bliżej, ona sapie po raz kolejny.
Jak to możliwe, że ta bliskość jest tak przyjemna?
I czemu nagle jest jej tak gorąco?
Gdy te myśli wdzierają się do jej umysłu kolejny zestaw rąk dosięga jej ciała i, o ile nie oszalała, teraz są na niej cztery ręce.
– Mm… – przerywając pocałunek, zmusza się do oderwania i ponownego otwarcia oczu.
Szuka w ciemności właściciela dwóch pozostałych rąk. Gdy już znajduje to, czego szukała, to widok, który pojawia się przed nią sprawia, że od razu zaczyna skomleć.
Klęcząc między jej nogami, tak blisko, że czuje jego oddech na swojej skórze, jest Ethan.
Jego zielone oczy nigdy nie wyglądały tak ciemno, a wyraz jego twarzy jest czystym złem.
Bez słowa do niej lub jego brata, trzyma ręce na każdej z jej nóg i zmuszając je do rozejścia się, zaczyna wpełzać na nią, kierując się do nieba.
Żadne słowa nie mogą opuścić jej ust i podczas gdy Levi przyciska ją plecami do łóżka, atakując jej wrażliwą szyję, Madison poddaje się przyjemności budującej się w jej podbrzuszu.
Oczekiwanie zabija ją, a jej wilgotne majtki są tego dowodem.
Szczęście tym razem nie jest po jej stronie i tuż przed tym, jak rozkosz może ją ogarnąć, bardzo głośny dźwięk sprawia, że podskakuje i nagle się budzi.
Z wciąż zamglonym umysłem i wciąż czując się przytłoczona powoli rozgląda się dookoła, z wielkim rozczarowaniem stwierdzając, że jest sama.
To był tylko sen.
Uświadomienie sobie tego faktu sprawiło, że westchnęła, a jednak jej serce biło szybciej niż zwykle, a wilgoć między nogami wydawała się być jak najbardziej realna.
Tak samo jak jej podniecenie, które jest czymś, co sprawia, że jest już na krawędzi.
Wtulona w miękką kołdrę, z lekko rozchylonymi nogami, przesuwa dłoń w dół po swoim ciele, przesuwając się po płaskim brzuchu i powoli sięgając do obolałego rdzenia.
Dreszcze już przebiegają jej po kręgosłupie, a przyciskając dwa palce do materiału majtek, czuje, jak bardzo jest mokra – o wiele za bardzo jak na to, że to tylko sen.
Przesuwając palcami w górę i w dół jej fałdek, odchyla głowę do tyłu. Wyginając plecy, by mieć lepszą pozycję, pozwala swoim uczuciom przejąć kontrolę.
Tarcie między jej nogami wydaje się rosnąć i podczas gdy wsuwa palec w majtki, sięga do wnętrza i błogość wydaje się uderzać od razu.
Ciepło, które wznosi się z jej piersi, paląc jej gardło, jest prawie nie do zniesienia i przygryzając swe wargi naprawdę stara się zachować ciszę.
– Boże… – warknęła, gdy jej własny dotyk dał jej ulgę, i rozchylając nogi jeszcze bardziej, przyspieszyła ruchy, dodając do nich także lekki nacisk.
Jej dotyk nasila się, a gdy jej ciało zaczyna drżeć, to jej soki, zniewalające jej esencję, staczają się po jej nogach, nawilżając jej skórę.
– Kurwa…– krzyczy po raz kolejny i, potrzebując więcej, ostrożnie zsuwa palce w dół jej fałdek, drażniąc jej ciasne i wciąż nietknięte wejście.
Drażniąc się, pomaga jej ciału się zrelaksować i ostrożnie wsuwa jeden palec w siebie, napinając się od razu.
To uczucie jest dobre i jej ciało wydaje się reagować na nie całkiem dobrze, jednak to, co sprawia, że jest tak podniecona i jeszcze bardziej mokra, to myśl zajmująca jej umysł.
Co by było, gdyby robił to mężczyzna?
A nawet i dwóch?
Sama myśl o tym sprawia, że płacze z rozkoszy, i gdy jeden z jej palców wchodzi i wychodzi z niej, to bliźniak wydaje się bardzo dobrze zajmować jej miękkim miejscem.
I kiedy jej oddech się skraca, a ciało drży, wstrząs elektryczny silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej uderza w nią – i uderza mocno.
Przyjemność, która zdaje się spływać po jej ciele, jest z pewnością silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej, ale wciąż, jako dziewica, nie ma jeszcze szansy zobaczyć, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi.
Przygryzając wargi i opierając głowę na poduszce, gdy jej przyjemność bierze górę, wypuszcza długi oddech i cofając rękę, patrzy na swoje lśniące palce.
– Boże… – szepcze.
Przewracając się na bok i zauważając, że jest dopiero 7 rano, nie może uniknąć większego uśmiechu. Z pewnością jest to świetny sposób na rozpoczęcie dnia, ale gdyby to nie był sen, to byłoby jeszcze lepiej.
Po szybkim, zimnym prysznicu, który był jej bardzo potrzebny, wsuwa na siebie nową parę majtek i zarzucając na siebie koszulkę PJ, pogniecioną i dość krótką, wychodzi z pokoju.
Nawet jeśli wzięła prysznic, to nadal czuje, że jej policzki są zarumienione i jakby tego było mało, jej sutki są nadal twarde.
Na szczęście dla niej, obaj jej bracia wydają się być już nieobecni, ponieważ ich drzwi są szeroko otwarte.
– Kawo… gdzie jesteś? – mówi do siebie, gdy tylko dociera do kuchni i przeszukując szafki w końcu znajduje to, czego szukała.
Robiąc sobie filiżankę kawy, aby się obudzić i uspokoić po porannym orgazmie, odwraca się w stronę okna i drzwi, które otwierają się na zewnątrz.
Obserwowanie porannego światła ogarniającego jej ogród było zawsze czymś, co wprawiało ją w dobry i spokojny nastrój.
Opierając się o blat kuchenny jej umysł zdaje się odpływać ponownie do swojego snu.
Co za dziwny sen. Ale jeszcze bardziej niezwykłe i przerażające jest to, co ten sen w niej wywołał.
Podniecenie i przyjemność.
Przyciskając nogi do siebie, gdy tarcie w jej intymności wydaje się powracać, wciąż czuje wilgoć na swojej jedwabistej skórze.
Przygryzając przez chwilę dolną wargę, zamyka też oczy, wyłapując nutę przyjemności ogarniającą ją po raz kolejny.
Kaszel.
Rozlega się stukot, a ona od razu otwiera oczy. Gdy przechyla głowę, by zobaczyć, kto tam jest, w jej żołądku tworzy się supeł.
– Dzień dobry, Mad… – miękki głos Ethana wydaje się mieć na nią wpływ i gdy jego oczy skanują jej sylwetkę, policzki Madison rozjaśniają się jeszcze bardziej, podczas gdy ona próbuje złapać oddech.
– Wszystko w porządku? – pyta, idąc w jej kierunku.
Gdy podchodzi bliżej Madison poświęca chwilę, aby mu się dobrze przyjrzeć. O tym, że są piękni wiedziała zawsze, jednak dziś jej oczy zdają się bardziej doceniać jego figurę.
Biała, dopasowana koszula, którą ma na sobie, podkreśla jego mięśnie do tego stopnia, że bez problemu może go sobie pod nią wyobrazić. Spodenki chino pasują idealnie, wyglądając prawie jak druga skóra wokół jego wyrzeźbionego tyłka.
Jego długie brązowe włosy są bardziej niechlujne niż zwykle, a broda, nieco dłuższa niż zwykle, nadaje mu nieładnego wyglądu, który sprawia, że wygląda jeszcze bardziej seksownie.
Oczywiście, jej oczy nie mogą uniknąć zauważenia, jak ciasne są jego szorty wokół miednicy, i nawet jeśli patrzy tam przez mniej niż sekundę, to on to wyłapuje.
– Aa, jasne… wszystko dobrze.
Biorąc kolejny łyk kawy naprawdę stara się grać na chłodno, ale gdy on przesuwa się bliżej, stojąc teraz w jej strefie oddychania, czuje, że jej oddech zwalnia po raz kolejny.
Stojąc w niewielkiej odległości od niej, Ethan pochyla się nad postacią Madison, niemal nad nią górując.
Będąc tak blisko czuje nie tylko jego zapach, ale i ciepło. Jego oddech odbija się echem w jej uchu, a gdy przysuwa się nieco bliżej i jego nogi ocierają się o jej zupełnie nagie nogi, ciężko przełyka ślinę.
Jest półnaga, i właśnie zdała sobie z tego sprawę.
– Kurwa – przeklina między zębami, a gdy Ethan powoli się odsuwa, trzymając w rękach kawę, której szukał, jego oczy zdają się skanować jej sylwetkę jeszcze raz, ale tym razem z większą uwagą.
– Co ty tu robisz?! – pyta, starając się ukryć dyskomfort w głosie, nawet jeśli jej jasnoczerwona twarz prawdopodobnie daje o sobie znać.
Fakt, że wpatruje się w nią, oblizując wargi na pewno nie pomaga jej i jej hormonom.
– Oj, Liam zapomniał swojej torby na siłownię i poprosił mnie, żebym ją wziął... kiedy się zgodziłem, to nie wiedziałem jeszcze, że będę miał również darmowy, seksowny pokaz.
Karykaturalny śmiech wydostaje się z jego gardła. Jego uśmieszek tylko sprawia, że Madison zaciska pięść. Jego zarozumiała postawa sprawia, że Madison jest wściekła przez większość czasu, ale teraz jest również rozbawiona.
– Idiota. Gdybym wiedziała, że się pojawisz, to zdecydowanie bym coś na siebie założyła. Nie, żeby mnie to obchodziło, bo to mój dom... Ty, z drugiej strony, powinieneś nauczyć się pukać, zanim wejdziesz.
– Tak też zrobiłem. Pukałem, ale nikt nie odpowiadał. Poza tym po tym, jak zemdlałaś zeszłej nocy, myśleliśmy, że będziesz spała przez jakiś czas...
Podchodząc do niej bliżej, uśmiechnął się. Wpatrując się w nią jeszcze intensywniej, wygiął brwi w łuk.
– W każdym razie… Jak myślisz, kto położył cię do łóżka i… zdjął ci koszulę? Ładne majtki, tak przy okazji...
Po tym komentarzu Madison prawie zakrztusiła się swoją kawą, rozbawiając Ethana jeszcze bardziej. Zazwyczaj byłaby zła, ale teraz tak nie jest.
Dlaczego nie mogę pozbyć się uczucia podniecenia? Dlaczego nie mogę przestać się na niego gapić?
Znała bliźniaków od zawsze i czuła się dość dziwnie i źle, mając takie myśli.
Dlaczego właśnie teraz?
– No tak. Więc powinnam czuć ulgę, że już widziałeś mnie półnagą? – odpowiada, wracając do swoich myśli. Delikatny śmiech Ethana wywołuje uśmiech na jej twarzy.
Będąc zaledwie kilka centymetrów od niego jego zapach całkowicie przejmuje jej zmysły, utrudniając jej myślenie.
– Chodź, nie bądź na mnie zła.
Jego głos przechodzi jak gorący i miękki szept na jej skórze, a sposób, w jaki przesuwa się kilka centymetrów od jej twarzy, dotykając palcem jej skórę, sprawia jej przyjemność.
– Doprowadzicie mnie do szaleństwa.
Potrząsając głową uśmiecha się jeszcze raz, ponieważ nie może być na nich zła – musi się jakoś poddać.
– Ojej, liczymy na to – i pochylając się trochę, całuje miękko jej czoło, zanim się odsunie.

Ethan

Jeśli on wydaje się mieć wpływ na nią, to na pewno, patrząc na ciasność jego szortów, działa to także w drugą stronę, co jest czymś, co nie powinno się zdarzyć.
Madison wydoroślała, a on nie był na to gotowy.
Ale jak mógłbym zapomnieć o tym, jak wygląda jej tyłek? Albo uczucie jej jedwabistej skóry na moich palcach?
– Cóż, dzięki za kawę, Kruszyno, do zobaczenia później.
Nie mogę w ten sposób o tym myśleć.
– Tak… Następnym razem upewnij się, że śpię zanim wejdziesz.
– Mowy nie ma – rzucając jej ostatnie intensywne spojrzenie od stóp do głów i zatrzymując się bardziej niż powinien na jej nagich nogach, Ethan szybko odchodzi z torbą Liama w ręku.
Samo to spojrzenie przytłacza Madison, co jest czymś, co w ciągu dwóch lat jej związku z Danielem nigdy się nie zdarzyło.
Co się dzieje?
Continue to the next chapter of Trzy. Liczba idealna