
Uzdrowiona
Autorzy
Kelsie Tate
Lektury
1,0M
Rozdziały
19
Emery posiada wyjątkowy dar, który mógłby narazić ją na niebezpieczeństwo, gdyby ktokolwiek spoza jej watahy się o nim dowiedział. W dniu swoich 21. urodzin nie może się doczekać, by poznać swojego przeznaczonego partnera. Jednak gdy okazuje się, że jest nim zimny i zdystansowany Alfa z innej watahy, jej podekscytowanie przeradza się w niepokój. Czy może zaufać temu Alfie ze swoim sekretem? A jeśli naprawdę jest jej przeznaczony, to dlaczego jej nie chce?
Rozdział 1
EMERY
Przyszłam na świat w ukrytym miejscu. Nasza wataha żyła wysoko w górach. Otaczały nas mile lasów. Żyliśmy w spokoju. Cieszyliśmy się samotnością i kochaliśmy piękno natury.
Kiedy się urodziłam, moi rodzice byli bardzo szczęśliwi. Przez lata próbowali mieć kolejne dziecko po moim bracie. Byłam ich cudem. Ale byłam też ich największym zmartwieniem.
Kiedy miałam trzy lata, zaczęłam wykazywać oznaki wyjątkowego, rzadkiego daru.
Byłam uzdrowicielką.
Uzdrowiciele byli bardzo rzadcy wśród wilkołaków. Posiadanie uzdrowiciela w stado było znakiem potęgi. Mój dar przerażał moich rodziców przez długi czas.
Wciąż ich przeraża, ale przyzwyczaili się do tego. Myślę, że mają nadzieję, iż znajdę partnera w naszym stado. To najbezpieczniejszy wybór.
***
Mój budzik zadzwonił wcześnie rano. Jęknęłam i przewróciłam się na drugi bok. Potem zmusiłam się, żeby wstać z łóżka i zacząć dzień.
Jako uzdrowicielka pracowałam w klinice. Byłam recepcjonistką. Czasami leczyłam poważne rany. Weszłam do kuchni. Zastałam mamę z filiżanką kawy w ręku. Wyglądała, jakby zaraz miała zasnąć na stojąco.
„Kawa?” – powiedziała cicho. Wciąż była w połowie snu.
„Sama sobie naleje... możesz ją rozlać” – zażartowałam. Wzięłam kubek z szafki. Upiłam łyk ciepłej kawy. Potem rozejrzałam się po pokoju. „Gdzie tata?”
„Wyszedł wcześnie. Coś o pomaganiu ochroniarzom dziś rano” – odpowiedziała mama. Przeciągnęła się, żeby się obudzić.
„Titus jeszcze śpi?” – zapytałam. Wiedziałam, że mój starszy brat na pewno wciąż śpi.
„Mhm... och, powinnam go obudzić. Ma trening za dwadzieścia minut” – powiedziała mama. Upiła kolejny łyk. Potem poszła korytarzem.
Wzięłam torbę i wyszłam z apartamentu alfy. Zeszłam po schodach dom stada. Wyszłam na zewnątrz i poszłam drogą. Obserwowałam ochroniarzy rozgrzewających się na boisku.
Mój ojciec mnie zobaczył i podbiegł. Uśmiechał się. „Dzień dobry, malutka.”
„Jak możesz być taki szczęśliwy? Jest szósta trzydzieści rano” – zapytałam. Spojrzałam na niego z ukosa.
Wzruszył ramionami, jakby nie wiedział. Delikatnie poklepał mnie po ramieniu. Potem pobiegł z powrotem na boisko.
Kiedy weszłam do kliniki, rzuciłam torbę. Poszłam do zaplecza, żeby zaparzyć świeżą kawę. Oparłam się o szafkę. Moje oczy były na wpół zamknięte, kiedy czekałam.
„Dzień dobry, Em!” – powiedział wesoło Matt, wchodząc do pokoju.
Podskoczyłam lekko. Rzuciłam mu wściekłe spojrzenie. „To nie było miłe.”
„Ale było zabawne” – roześmiał się Matt. Objął mnie ramieniem. „Jak się masz?”
„Dobrze, tylko jeszcze nie do końca obudzona. Masz kilka wizyt dziś rano, ale nic więcej do popołudnia” – odpowiedziałam. Wzięłam kubek z szafki.
„Dobrze, dobrze” – powiedział Matt. Tak naprawdę nie zwracał uwagi. Potem wziął mój kubek kawy i wyszedł z pokoju.
Patrzyłam, jak wychodzi. Pokręciłam głową. Lubiłam Matta. Był dobrym facetem. Kłamałabym, gdybym powiedziała, że nie uważam go za przystojnego.
Jego brudnoblond włosy i czekoladowe oczy były ciepłe i przyjazne. Zawsze był dla mnie miły. Nauczył mnie wiele, odkąd zaczęłam pracować w klinice.
Był ode mnie kilka lat starszy, ale miałam nadzieję, że będzie moim partnerem. Podobało mi się, że oboje pomagamy ludziom. Ale nie będę pewna do moich dwudziestych pierwszych urodzin. To było za tydzień.
„Czy on może być naszym partnerem? Proooszę?” – błagała moja wilczyca, River, kiedy patrzyłyśmy, jak odchodzi.
„Tylko jeszcze tydzień” – wyszeptałam do siebie. Potem wyszłam z zaplecza. Usiadłam przy recepcji.
Spojrzałam w górę i uśmiechnęłam się, kiedy zadzwonił dzwonek. „Dzień dob... Tato! Co się stało?” – powiedziałam głośno. Podbiegłam do jednego z chłopaków, który utykał. Mój tata pomagał mu wejść do kliniki.
„Ci dwaj wpadli na pomysł, żeby zacząć bójkę, której wyraźnie nie mogli wygrać” – odpowiedział mój tata. Był wyraźnie zirytowany.
„Alfo, dzień dobry. Wygląda na to, że mamy tu kilka poważnych ran” – powiedział Matt. Wyszedł w rękawiczkach do badań.
Zaprowadziliśmy ich do gabinetu, żeby ich zbadać. Patrzyłam, jak Matt czyści ich rany i zakłada bandaże.
„Powinny się zagoić do wieczora, ale trzymajcie je w czystości do tego czasu. Zrozumiano?”
„Tak, proszę pana...” – powiedzieli obaj cicho.
Kiedy zeskoczyli ze stołów do badań, jeden z nich wydał dźwięk bólu. „Moja klatka...” – jęknął.
Po tym, jak Matt i mój ojciec pomogli mu wejść z powrotem, Matt znalazł kilka złamanych żeber. Wszyscy odwrócili się do mnie. Uśmiechnęłam się lekko.
„Nasza kolej” – wyszeptałam. Moja wilczyca wydała zadowolony dźwięk na znak zgody.
Stanęłam obok stołu i zamknęłam oczy. Potarłam ręce o siebie. Kiedy je otworzyłam, położyłam dłonie na jego klatce piersiowej nad złamanymi żebrami.
Ciepło wypłynęło z moich rąk. Trzymałam je tam przez kilka chwil. Potem je podniosłam.
„Lepiej?” – zapytałam, uśmiechając się.
„Znacznie. Dziękuję” – uśmiechnął się młody ochroniarz.
Mój ojciec ścisnął moje ramiona. Potem pomógł im wyjść z kliniki.
„Wciąż nie mogę uwierzyć, jak to robisz” – powiedział Matt, kiedy patrzyliśmy, jak wychodzą. „To niesamowity dar.”
„Dzięki” – odpowiedziałam cicho. Wiedziałam, że powoduje więcej problemów, niż rozwiązuje.
Tylko nasze stado znało mój sekret. Mój ojciec kazał stado obiecać, że zachowa to w tajemnicy. Rozkaz alfy był ostateczny. W tym przypadku kara za złamanie tego rozkazu była bardzo surowa.
Nie podobało mi się to, ale moi rodzice mówili, że to dla mojego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa naszego stado. „Wojny zaczynano dla znacznie mniejszych rzeczy” – zawsze mówił mój ojciec.
A ponieważ byłam wyjątkowa, każdy alfa na świecie stanąłby u naszych drzwi. Próbowaliby albo zostać moim partnerem, albo mnie porwać.
Ale za tydzień znajdę swojego partnera. Wtedy nie będę musiała się już martwić.
***
EMERY
„Mamo, to szaleństwo. Po co robimy taką wielką imprezę?” zapytałam, przymierzając siódmą z kolei sukienkę.
„Cóż, ludzie dowiedzieli się, że córka alfy jest już dorosła i to, co miało być małym przyjęciem, rozrosło się w ogromne wydarzenie” odparła mama. Wyraźnie była zdenerwowana, że tata się na to zgodził.
„A teraz przymierz tę” powiedziała, podnosząc kolejną sukienkę. Nie miałam ochoty przymierzać więcej sukienek.
Martwiłam się jutrzejszym dniem. Będę musiała ukrywać swoje specjalne moce przez długi czas, dopóki nie zaufam temu, kto okaże się moim partnerem. Chyba że będę miała szczęście i będzie to Matt.
***
Po raz pierwszy od dawna nie obudziłam się na dźwięk budzika. Miałam wolny dzień, żeby przygotować się na wieczór. Przewróciłam się na drugi bok i przeciągnęłam, a potem leżałam, myśląc o tym, co oznacza dzisiejszy dzień.
Miałam znaleźć partnera.
Miałam znaleźć partnera.
Przeszył mnie strach. Przez całe życie ludzie ostrzegali mnie przed tym, co się stanie, jeśli obcy odkryją moją tajemnicę. Dzisiaj cały dom stada będzie pełen obcych.
„Spokojnie…” powiedziała River łagodnie. „Kimkolwiek jest nasz partner, jest dla nas PRZEZNACZONY. Ukrywanie tego przez jeden dzień nas nie zabije. A teraz oddychaj, zanim zemdlejesz.”
Usiadłam na łóżku, wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy i położyłam ręce na piersi. Pozwoliłam ciepłemu uczuciu mnie ogarnąć, uspokajając mnie, aż przestałam się martwić dzisiejszym wieczorem.
„Emery?”
Otworzyłam oczy i zobaczyłam mamę zaglądającą przez drzwi.
„Cześć, mamo” uśmiechnęłam się, wreszcie spokojna.
Rodzice weszli i usiedli na łóżku, obejmując mnie ramionami.
„Wszystkiego najlepszego, Squish” powiedział tata, mocno mnie przytulając.
„Więc… dzisiaj…” zaczęła mama. Jej uśmiech wyglądał na nerwowy.
„Dzisiaj…” powtórzyłam, nie wiedząc, co powiedzieć.
Twarz ojca spoważniała.
„Rozmawialiśmy już o tym, ale ja…„
„Wiem, wiem” przerwałam mu. Położyłam uspokajającą dłoń na każdym z rodziców. „Żadnego używania moich specjalnych mocy dzisiaj. W ogóle. Nie będę o tym rozmawiać ani nikomu mówić. Nie musicie się martwić.”
Mama wzięła głęboki oddech.
„Wiem, że rozumiesz, ale nigdy nie byliśmy w otoczeniu tylu obcych…„
„Hej, może mój partner jest z naszego stada i dzisiejszy wieczór będzie udany” powiedziałam z nadzieją.
„Ohhh… może Matt…” powiedziała River radosnym głosem.
Wiedziałam, że go lubi. Był miły, a ona lubiła, kiedy ją drażnił. Przewróciłam oczami, ale miałam taką samą nadzieję.
„No to chodźmy na śniadanie. Mamy dziś dużo do zrobienia” powiedziała mama, poklepując mnie po kolanie i uśmiechając się.
Spędziłam dzień, pomagając w przygotowaniach do przyjęcia, zajmując się czymkolwiek, żeby tylko nie myśleć o przyszłym partnerze ani o możliwości, że może być z innego stada.
Po południu poszłam na górę się przygotować. Kiedy wyszłam z garderoby, mama wydała zaskoczony dźwięk.
„Co?” zapytałam z szeroko otwartymi oczami. „Źle wyglądam?”
Odwróciłam się do lustra, żeby zobaczyć siebie w ciemnozielonej sukience do połowy łydki. Była prosta, ale zwiewna i ładna.
Moje długie, ciemnobrązowe włosy były zakręcone i opadały falami na plecy i wokół ramion. Moje piwne oczy zdawały się wyróżniać na tle koloru sukienki i delikatnego makijażu, który nałożyłam.
„Kochanie, nic z tych rzeczy! Wyglądasz pięknie!” powiedziała mama głośno, trzymając mnie za ramiona. „Chodźmy na dół, ludzie niedługo zaczną przybywać.”
Wzięłam głęboki oddech, zanim wzięłam mamę pod ramię.
„Przejdźmy przez to…„
Latem wieczory były ciepłe, pełne światła i świetlików.
Wyszłyśmy na zewnątrz, na duży teren imprezowy, gdzie setki ludzi zgromadziły się, żeby świętować i zobaczyć, kto będzie partnerem córki alfy.
Trzymałam mamę trochę mocniej, kiedy schodziłyśmy ze wzgórza na trawę. Ojciec podszedł do nas z uśmiechem i przytulił mnie.
„Wyglądasz pięknie, Squish.”
Roześmiałam się, bo nawet na półformalnym wydarzeniu stada wciąż używał mojego przezwiska. Przeszliśmy wokół terenu imprezowego, zanim zatrzymaliśmy się przy dużej platformie z przodu.
„Witajcie członków naszego stada i wszystkich gości, którzy przybyli dziś wieczorem, żeby uczcić urodziny mojej córki, Emery!” powiedział głośno ojciec.
„Mamy jedzenie, napoje i muzykę. Bawcie się dobrze!”
Zszedł z platformy i zaprowadził mnie na parkiet, gdzie tańczyliśmy przez chwilę. Byłam wdzięczna ojcu. Zawsze wiedział, jak sprawić, żeby było wesoło.
Po tańczeniu i rozmowach z tym, co wydawało się każdym samcem na świecie, w końcu udało mi się coś zjeść.
„O mój Boże, dzięki Bogu…” powiedziałam cicho do siebie, wpychając pół hamburgera do ust.
„Nie karmią cię w domu stada?”
Z szeroko otwartymi oczami i pełnymi policzkami powoli odwróciłam się na znajomy głos.
„Matt!” powiedziałam z pełnymi ustami, próbując szybko dokończyć burgera.
„Wszystkiego najlepszego, Em” powiedział, uśmiechając się szeroko.
„Dzięki, Mattie” odparłam, uśmiechając się z powrotem, zanim zdałam sobie sprawę, że nic się nie dzieje.
„Przepraszam, kochanie, wygląda na to, że to nie on…” powiedziała River smutno, czując rozczarowanie.
Wymusiłam mały uśmiech, próbując ukryć swoje rozczarowanie. Byłam zaskoczona, kiedy Matt wziął moją dłoń w swoją i podszedł bliżej, jego twarz niemal dotykała mojej, gdy mówił cicho.
„Nie będę udawał, że nie jestem rozczarowany, Em. Naprawdę miałem nadzieję, że my…„
Nagle Matt został pociągnięty do tyłu. Wysoki, surowo wyglądający mężczyzna trzymał go za kołnierz koszuli.
„Jak śmiesz jej dotykać” powiedział gniewnym głosem.















































