
Seria WHY? Tom 1: WHY?
Autorzy
Kleopetra
Lektury
18,6K
Rozdziały
40
Część uniwersum Three. The Perfect Number: Jak bardzo może zmienić się życie w ciągu kilku lat? Patrząc wstecz na to, jak wszystko się zaczęło dla Madison i Bliźniaków, odpowiedź brzmi: diametralnie. Z weselem za pasem i trojaczkami w drodze, czeka ich początek zupełnie nowego rozdziału. Nowy dom, nowa dynamika, nowe wyzwania. Jak potoczą się ich losy?
Najgorsze urodziny w życiu
BELLA
„Bardzo mi przykro, że muszę ci to powiedzieć, Bella. Musimy cię zwolnić.”
To były pierwsze słowa, jakie usłyszałam dziś od mojej szefowej, Susan. Spodziewałam się, że tego dnia pogratulują mi zamknięcia dużego kontraktu w imieniu firmy. Tego dnia liczyłam wyłącznie na dobre wiadomości i miłe gesty. Tego dnia, na który każdy czeka raz w roku. Ja też.
Moich urodzin.
„Słucham?” Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. „Co takiego?”
„Musimy cię zwolnić” – powiedziała głosem pełnym współczucia i żalu. „To smutne, ale nie da się tego uniknąć. Do końca dnia zwolnimy połowę pracowników.”
„Znasz naszą sytuację finansową na rynku. Straty się piętrzą, a przychody są najniższe w historii. Nie mamy innego wyjścia, jak ciąć koszty i zmniejszyć wydatki na wynagrodzenia. Naprawdę mi przykro.”
Byłam w szoku. Zwalniają mnie? W moje urodziny? Dzień po zamknięciu największego kontraktu w tym roku? Czy to się naprawdę działo?
„Ale… ja… wczoraj zamknęłam ten kontrakt…” – ledwo zdołałam wydusić kilka słów, ogłuszona i pełna niedowierzania.
„Wszyscy o tym wiemy, Bella” – odpowiedziała Susan, tym razem z mniejszą dozą emocji. „Wszyscy jesteśmy z ciebie dumni. Ale doskonale wiesz, tak samo jak ja, że sytuacja raczej się nie poprawi w tym roku. Ani nawet w przyszłym.”
„Ten kontrakt, który podpisałaś z 99 Cents, nie przyniesie wystarczająco dużo gotówki, żeby utrzymać firmę na powierzchni. To będzie kropla w morzu. Możliwe, że do jesieni będziemy musieli zamknąć interes.”
„Ale… nie mogę stracić tej pracy. Potrzebuję jej” – błagałam, z trudem powstrzymując łzy zbierające się w kącikach oczu. „Czy mogę zostać przeniesiona do innego działu? Albo do spółki z grupy? Proszę!”
„Chciałabym dać ci jakąś nadzieję, Bella, naprawdę.” Susan brzmiała teraz bardziej profesjonalnie. Jej oczy zwęziły się jeszcze bardziej. Osobisty ton empatii, od którego zaczęła, został zastąpiony chłodnym profesjonalizmem.
„Ale cała grupa mocno ucierpiała na rynkach finansowych tej wiosny. Przeniesienie kogokolwiek po prostu nie wchodzi teraz w grę. Może za kilka miesięcy…”
Moje ramiona zesztywniały, kiedy życzyła mi powodzenia na przyszłość. Choć nie wiedziałam, czy naprawdę to miała na myśli. Serce waliło mi boleśnie w gardle, gdy wpatrywałam się w nią, niezdolna pojąć sytuacji, w jakiej się znalazłam.
Wyszłam z jej gabinetu pogrążona w rozpaczy i niedowierzaniu. Trudno było pogodzić się z tym nagłym zwrotem losu. To była jedyna dobrze płatna praca, jaką udało mi się znaleźć w Athena City od miesięcy. I właśnie ją straciłam.
Moje oszczędności były praktycznie żadne. Raczej nie miałam szans szybko znaleźć nowej pracy. Zwłaszcza takiej, która dobrze płaci. Czekały mnie miesiące bezrobocia.
Dzięki Bogu miałam Simona.
Simon był moim jedynym ratunkiem. Był moim chłopakiem i miał stałe dochody. Mógł mnie utrzymać przez jakiś czas. Mogłam żyć z jego zarobków, dopóki nie znajdę nowej pracy, bo wiedziałam, że chętnie mnie wesprze. Zawsze twierdził, że będzie przy mnie bez względu na okoliczności i przeciwności losu.
Odetchnęłam z ulgą. Nie wszystko było stracone.
Spróbowałam się uśmiechnąć. W końcu to były moje urodziny. A resztę dnia mogłam spędzić z Simonem.
Wciąż mogłam sprawić, żeby ten dzień był wyjątkowy.
Simon i ja poznaliśmy się pewnego letniego wieczoru rok temu, kiedy szalałam na zakupach z bardzo ograniczonym budżetem. Przypadkiem trafiłam na mały, uroczy butik na rogu, a on zagadał do mnie.
Jedno prowadziło do drugiego i wylądowałam w jego ramionach, a potem w związku, który przez ostatni rok układał się naprawdę dobrze. Sześć miesięcy temu poprosił mnie, żebym się do niego wprowadziła.
Przechodząc obok piekarni na rogu, do której chodziłam, odkąd zamieszkałam z Simonem, zdecydowałam się kupić sobie tort urodzinowy.
A potem kupiłam lawendę. Cały bukiet. Moją ulubioną. Lawenda nie jest typowym kwiatem urodzinowym. Jednak odkąd sięgam pamięcią, na każde urodziny miałam świeży bukiet lawendy.
Z tortem i kwiatami w rękach szybkim krokiem ruszyłam do mieszkania, które dzieliłam z Simonem. Zastanawiałam się, jak bardzo będzie zaskoczony, widząc mnie w domu o tej porze.
Byłam pewna, że będzie się martwił, że straciłam pracę, ale skoro to moje urodziny, zrobi wszystko, żebym poczuła się lepiej.
Taki właśnie był Simon.
Kiedy weszłam do mieszkania, coś się nie zgadzało. Drzwi były niezamknięte na klucz, ale zatrzaśnięte. Po całej podłodze w salonie walały się ubrania. Simon nigdy nie robił takiego bałaganu. Wiedział, że nie lubię, kiedy zostawia ubrania na podłodze.
Drzwi zamknęły się za mną z cichym kliknięciem. Mój wzrok przesunął się po pokoju, podczas gdy żonglowałam kwiatami i tortem. Oddech uwiązł mi w gardle, gdy zobaczyłam spódnicę leżącą wśród rozrzuconych ubrań.
Zrobiłam krok do przodu. To nie jest moja spódnica…
Puls dudnił mi u nasady gardła, gdy na palcach podeszłam do drzwi sypialni, nie wydając żadnego dźwięku. Stanęłam oniemiała z przerażenia na widok tego, co zobaczyłam.
Przed drzwiami sypialni leżały dwie pary butów, wyrzucone w pośpiechu. Jedna para należała do Simona. Druga to były szpilki.
A potem to usłyszałam. Dźwięk, który słyszałam już wcześniej. Dźwięk, od którego przeszył mnie dreszcz wzdłuż kręgosłupa.
Jęki były powtarzające się i ciągłe, dobiegające z kobiecego gardła w regularnych odstępach.
Co się tutaj działo?
Drżącymi palcami otworzyłam na oścież drzwi sypialni.
Wciągnęłam głośno powietrze.
Tort i kwiaty runęły na podłogę u moich stóp, a razem z nimi moje serce.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Simon i jakaś kobieta leżeli na łóżku, oboje kompletnie nadzy i zlani potem. Promieniowali podnieceniem i satysfakcją po namiętnej sesji kochania się. Oboje bezwstydni w swojej nagości i zuchwali w swoim obnoszeniu się z niemoralnością.
Nawet nie zadali sobie trudu, żeby się zakryć, kiedy weszłam do środka.
Rozpoznałam tę kobietę. Lily. Pracowała z Simonem i zawsze byli blisko, zawsze szeptali do siebie, zawsze się dotykali.
Uważałam, że to niestosowne, ale on zbywał moje obawy lekceważącym uśmiechem, mówiąc: „Nie masz się czym martwić, kochanie. Jesteśmy współpracownikami i dobrymi przyjaciółmi.”
A teraz ci dwaj „dobrzy przyjaciele” właśnie zostali przyłapani razem w łóżku. Na łóżku, które razem wybraliśmy i dzieliliśmy przez ostatnie sześć miesięcy. W pokoju, który razem urządzaliśmy. W mieszkaniu, na które razem podpisaliśmy umowę najmu.
Kiedy mój wzrok przeskakiwał między nimi, szukając rozpaczliwie odpowiedzi, nie dostrzegłam ani odrobiny skruchy na żadnej z ich twarzy.
„Co tu się, do cholery, dzieje?” Mój piskliwy głos brzmiał obco w moich własnych uszach. „Simon, co do kurwy!”
Simon spojrzał w sufit, potem na podłogę. Wszędzie, tylko nie w moje oczy. Jakby spojrzenie mi w oczy było zbyt męczące. A Lily nawet nie raczyła wstać.
„Simon, żądam wyjaśnień” – krzyknęłam, zaciskając pięści po bokach.
„Wyjaśnień z czego?” – odwarknął, przeczesując palcami kasztanowe włosy. „Nie wiem, czego ode mnie chcesz.”
„Żartujesz sobie?” – krzyknęłam ochrypłym głosem, z trudem powstrzymując łzy. „Przespałeś się z inną kobietą w moje urodziny! Jak mogłeś?”
Lily zachichotała obok niego, z szyderczym uśmieszkiem w kąciku ust. Dalej kręciła kosmyk rudych włosów wokół palca, nie przejmując się tym, że mój świat właśnie się rozpadał.
„Dlaczego nie jesteś w pracy?” – zapytał mnie bezwstydnie, a w jego głębokich niebieskich oczach nie było śladu żalu.
„Więc dlatego ją zaprosiłeś do łóżka? Bo niby powinnam być teraz w pracy? Wstydź się, ty sukinsyn…”
Nie mogąc dłużej patrzeć Simonowi w oczy, wybiegłam z pokoju, nie kończąc zdania.
Dlaczego, Simon? Dlaczego mnie? Dlaczego dzisiaj?
Simon i Lily patrzyli z kamiennymi twarzami, jak ze łzami w oczach zbieram wszystkie swoje rzeczy, pakuję, co się da, do dużej walizki i wychodzę. Ani razu nie przeprosił za zdradę i nie próbował mnie zatrzymać.
Niech idzie do diabła razem ze swoją lafiryndą. Nigdy więcej nie zobaczę ich twarzy.
Ale to nie zmieniało faktu, że wychodziłam ze złamanym sercem.
Bez celu wlokłam walizkę ulicami Athena City przez godzinę. W moim życiu były dwie rzeczy, na których mi zależało — praca i chłopak. Jedno i drugie straciłam dzisiaj.
W moje dwudzieste urodziny.
W ciągu zaledwie kilku godzin byłam spłukana, bezrobotna, niekochana i bezdomna.
Jak to się mogło tak szybko posypać?
Usiadłam na chodniku przy drodze, założyłam ręce za głowę i pochyliłam się do przodu, chowając twarz w kolanach.
Jedna łza uciekła z oka i spłynęła mi po policzku wbrew mojej woli.
W ciągu kilku sekund tama puściła i łzy zaczęły spływać po moich policzkach, spadając na ziemię. Wypłakiwałam się z frustracji i rozpaczy.
A wtedy usłyszałam te słowa. „Nie martw się. Wszystko się ułoży. Po prostu idź dalej.”
Jedyne pocieszające słowa, jakie usłyszałam tego dnia. Nie odważyłam się podnieść wzroku w swoim stanie i zobaczyć twarzy mężczyzny, który przystanął i stał teraz tuż przede mną. Mężczyzny, który — mogłam to wyczuć — miał dobre serce i łagodną duszę. Wyciągnął do mnie rękę, trzymając papierowy ręcznik.
„Dziękuję.” Wzięłam ręcznik, nie podnosząc wzroku. Łzy leciały mi z oczu jak wodospad. Nie był to ładny widok, więc trzymałam głowę spuszczoną.
Zauważyłam jednak coś — tatuaż na jego nadgarstku. Lecący orzeł gotowy wzbić się w niebo w całej swojej chwale. Był dokładnie na środku nadgarstka, który do mnie wyciągnął.
„To bardzo miłe z twojej strony, że…” Zanim zdążyłam dokończyć, odszedł. Zostawiając mnie samą i przybitą.
Patrzyłam, jak jego stopy zmierzają w kierunku ruchliwego skrzyżowania. Wkrótce zniknęły w morzu spieszących się ludzi, ginąc mi z oczu.
Spojrzałam na zegarek. Była szósta.
Poczułam nagłą potrzebę, żeby utopić się w alkoholu i samotności. Żeby alkohol znieczulił ból rozrywający mi klatkę piersiową i pozwolił zapomnieć o wszystkim, co się wydarzyło, choćby tylko na tę jedną noc.
Chciałam się schlać do nieprzytomności.
Postanowiwszy, ruszyłam do Billy's Tavern, obskurnego baru w centrum. Stary Billy serwował alkohol najgorszej jakości po najniższych cenach. Byłam teraz spłukana i bezdomna, więc gdzie lepiej topić smutki?
W mgnieniu oka wypiłam więcej alkoholu niż przez całe dotychczasowe życie. I właśnie kiedy myślałam, że osiągnęłam swój cel upicia się do nieprzytomności, zauważyłam coś podejrzanego kilka stolików dalej.
Dwóch postawnych facetów najwyraźniej wsypywało coś, co wyglądało jak biały proszek, do drinka trzeciego mężczyzny. Tego trzeciego nie było przy stoliku, a ci dwaj bezczelnie dosypywali coś do jego napoju.
Zaintrygowana, obserwowałam w ciszy, jak trzeci mężczyzna wraca z męskiej toalety, chwyta swój drink i dołącza do kumpli. Wypił go jednym haustem jak spragniony wędrowiec, jakby od tego zależało jego życie.
Czy powinnam interweniować i powiedzieć mu, że kumple coś dosypali mu do drinka? Część mnie mówiła, że powinnam. Druga część kazała mi spojrzeć na zegarek i przypomnieć sobie, że z tego okropnego dnia zostało mi jeszcze kilka godzin. Przyszłam się upić i zapomnieć o wydarzeniach tego dnia. Nic więcej.
I wtedy to zauważyłam. Znowu.
Kiedy trzeci mężczyzna podniósł rękę, żeby napić się drinka, zobaczyłam to. Tak łatwo było to rozpoznać. W końcu widziałam to wcześniej tego wieczoru.
Tatuaż lecącego orła na środku jego nadgarstka.
Listy książek
Wyświetl wszystkoSięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników












































