
Seria Wilczyca
Autorzy
J.B.
Lektury
916K
Rozdziały
29
Rozdział 1.
Książka 1:Alfa Wilkołak
SAMANTHA
Głośne pukanie do drzwi zaskoczyło mnie i upuściłam szklankę, którą myłam w zlewie.
– Oj, cholera – mruknęłam. Krew szybko popłynęła z rany na moim palcu. Owinęłam go mokrą ściereczką. – Lukey – zawołałam – tata przyjechał. Weź torbę i buty.
Usłyszałam jęk.
– Mamo, możesz po prostu mówić do mnie Luke? Mam piętnaście lat, nie pięć.
Spojrzałam na niego, gdy wszedł, uśmiechając się. Przewróciłam oczami, tak jak on.
– Dla mnie zawsze będziesz maluchem.
Cmoknął mnie szybko w policzek. Potem zobaczył moją rękę i zaniepokoił się.
– O rany! Wszystko gra? Krwawisz.
– Nic mi nie jest – odsunęłam go i wskazałam na stół. – Zjedz śniadanie, a ja wpuszczę tatę.
– Wcześnie dziś – powiedział Luke z pełnymi ustami.
– Masz trening po lekcjach? – zapytałam, idąc do drzwi.
– Tak. Matt mnie podrzuci. Chłopaki chcą potem wpaść na burgery.
To mnie martwiło.
Ufałam Luke'owi. Był dojrzały, miły i zawsze szczery.
Ale właśnie zaczął drugą klasę liceum i został rozgrywającym w drużynie.
Nagle zaprzyjaźnił się ze starszymi chłopakami i bałam się, że będzie chciał za bardzo się dopasować.
Zatrzymałam się i odwróciłam do kuchni.
– Luke...
– Mamo, muszę spędzać czas z tymi gośćmi. Są w mojej drużynie i muszą mnie traktować jak swojego. Nie jak jakiegoś szczyla.
Miał rację, oczywiście.
Spojrzałam na mojego syna i zobaczyłam jego ojca. Miał moje niebieskie oczy. Jego mocna szczęka wyglądała zdecydowanie.
Miał metr osiemdziesiąt, górował nade mną i wciąż rósł. Dostał się do drużyny, bo ciężko pracował, ale był też bardzo silny i uzdolniony sportowo.
Żałowałam, że ojca Luke'a nie ma, by pomóc mi w takich sytuacjach. Travis zginął pięć lat temu w wypadku i część mnie umarła razem z nim.
Rozległo się kolejne głośne pukanie do drzwi. Bałam się, że je wyważą. Dobra, tato, dobra, już idę.
– Wiem, Luke. Wiem – mówiłam głośniej, idąc do drzwi: – Idź, ale proszę, bądź rozsądny. Mów mi, gdzie jesteś. I wróć przed dziewiątą.
Otworzyłam drzwi.
– Rany, tato, chcesz jeszcze mocniej walić w moje drzwi...
Przede mną stało dwóch największych facetów, jakich kiedykolwiek widziałam.
Byli tak wysocy, że zasłaniali słońce. Gdy się przesunęłam, by lepiej widzieć, zauważyłam, że wyglądają prawie identycznie. Obaj mieli na sobie czarne koszule i spodnie, jak gliniarze.
Obaj byli bardzo umięśnieni, z poważnymi, ciemnymi oczami i krótkimi włosami.
– Och, um, przepraszam. Myślałam, że to ktoś inny. W czym mogę pomóc?
– Samantha McClain? – zapytał ten po lewej.
Dziwne. Skąd znają moje panieńskie nazwisko?
– Samantha Paulson – powiedziałam.
– Czy nie jesteś córką Eliasa McClaina? – zapytał ten po prawej.
– O co w tym wszystkim chodzi?
Spojrzeli na siebie.
– Musisz pójść z nami – powiedział ten z lewej.
Zaczęłam ostrożnie się cofać.
– Nie, nie sądzę. Pytałam, o co w tym chodzi – odparłam, gotowa zatrzasnąć drzwi przed dwoma wielkimi facetami.
Zanim zdążyłam zamknąć drzwi, ten z prawej strony zrobił krok do przodu, blokując je stopą.
Odwróciłam się, by pobiec po telefon, ale wielka łapa złapała mnie za ramię, a druga zakryła usta. Kopałam i szarpałam się, ale byli zbyt silni.
– Już idę, tato – krzyknął Luke z kuchni.
Lewy i prawy facet spojrzeli przez drzwi i ponad moimi ramionami - nagle znacznie bardziej zainteresowani czymś innym.
Dłoń na moich ustach rozluźniła się i poczułam ogromny strach.
– Co wy sobie myśli-?
– Czy to Luke McClain? – zapytał ten z prawej.
– Co...? – Odchrząknęłam. – Co wiecie o moim synu?
– Pani Paulson – powiedział ten z prawej, patrząc na mnie – albo pójdzie pani z nami, albo zabierzemy jego.
Myślałam o wezwaniu pomocy, ale wiedziałam, że to bez sensu.
Travis i ja zawsze kochaliśmy być na łonie natury - zwłaszcza że lubiłam las - więc zbudowaliśmy nasz dom z dala od sąsiadów.
Po raz pierwszy żałowałam, że to zrobiliśmy.
Mimo to wiedziałam, że nie mam wielu opcji. Gdy próbowałam krzyczeć, odkryłam, że nie mogę. Jakby coś blokowało mój głos.
Spojrzałam na facetów szeroko otwartymi oczami, zastanawiając się, czy zrobili coś, co uniemożliwiło mi mówienie.
Nagle zamknęły się drzwi samochodu i usłyszałam, jak ktoś idzie w stronę moich drzwi. Chwilę później mój ojciec pojawił się za wielkimi facetami.
O, dzięki Bogu. Tata.
Gdybym nie była tak przerażona o Luke'a, może nie byłabym tak szczęśliwa na jego widok. Mój ojciec był w dobrej formie, ale nie mógłby walczyć z tymi wielkimi facetami.
Miałam tylko nadzieję, że jego pojawienie się przestraszy tych gości. Od śmierci Travisa mój tata chronił mnie i pomagał mi wychowywać Luke'a.
– Erm, dzień dobry, panowie – powiedział tata dziwnie spokojnym głosem. – Możemy w czymś pomóc?
Lewy i prawy facet cofnęli się o krok i poczułam ulgę.
– Tato, wezwij policję – powiedziałam mu. Spojrzałam między facetami, a moje ciało wciąż było napięte.
– Dlaczego, co się dzieje?
– Ci faceci próbują mnie zmusić, żebym gdzieś z nimi poszła – powiedziałam. Cokolwiek blokowało wcześniej mój głos, zniknęło i czułam się pewniej teraz, gdy tata był tu, by mi pomóc.
Mówiłam ciszej.
– Grożą, że zabiorą Luke'a, jeśli z nimi nie pójdę.
Tata spojrzał na mnie, potem na dwóch wielkich facetów. Wciąż nie wyjął telefonu i znowu zaczynałam się denerwować.
– Wiesz, dlaczego tu jesteśmy, Eliasie – powiedział ten z lewej. – Ty też to czułeś.
– C-czułeś? – powiedziałam, czując strach. – Czułeś co? O czym wy gadacie?
Mój ojciec podszedł bliżej. Faceci rozstąpili się, pozwalając mu stanąć między nimi. Spojrzał mi twardo w oczy i miałam wrażenie, że prosi mnie o wybaczenie, co jeszcze bardziej mnie zdezorientowało.
– Stephen was przysłał? – Tata zapytał facetów, wciąż patrząc na mnie.
Lewy i prawy facet skinęli głowami.
– Stephen? – Złapałam ojca za ramię. Nie wiedziałam, czy powinnam użyć go jako tarczy, czy wciągnąć go do środka ze mną. – Kim jest Stephen?
Zignorował moje pytanie i zwrócił się do dwóch facetów.
– To naprawdę nie było potrzebne. Mógłbym ją do niego przyprowadzić bez straszenia jej najpierw.
Byłam w szoku. Co się dzieje? O czym on gada?
– Tato, czy ty z-znasz tych facetów?
– Stephen ci nie ufa – powiedział ten z prawej bez mrugnięcia okiem. – Powiedział, że równie dobrze możesz z nimi zwiać, co pomóc.
Ścisnęłam ramię taty jeszcze mocniej.
– T-tato? Co się dzieje? Kim są ci faceci?
W końcu mój ojciec odwrócił się do mnie.
– Tak mi przykro, Sam. Nigdy nie myślałem, że to się stanie.
– Że co się stanie? Co się dzieje i czego ci faceci chcą ode mnie i Luke'a?
– Luke! – powiedział mój tata. Nagle przestał wyglądać na zmartwionego, gdy mój syn podszedł z plecakiem. – Gotowy do wyjścia?
– Cześć, dziadku – powiedział Luke, patrząc na wielkich facetów za nami.
– Tylko poranna podróż dzisiaj? – Tata zapytał. Nagle zachowywał się, jakby nic się nie stało, co bardzo mnie zdezorientowało.
Nie mogę uwierzyć, że gada z Lukiem, jakby wszystko było w porządku!
– Proszę. Wychodzę z drużyną po szkole – Luke zmarszczył brwi, patrząc na wielkich facetów. – Erm, cześć. Kim są ci goście?
Spojrzałam między wszystkimi facetami stojącymi teraz przy moich drzwiach. Mój ojciec lekko potrząsnął głową.
– Och, umm, to nowi pracownicy firmy sprzedającej domy – powiedziałam szybko. – Zaoferowali, że podwiozą mnie na spotkania dzisiaj, żebym mogła nauczyć ich fachu.
To nie było dobre kłamstwo, a Luke zawsze potrafił powiedzieć, kiedy ściemniałam.
– Jesteś pewna, mamo?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, tata stanął między nami.
– Czemu nie wsiądziesz do ciężarówki, dzieciaku? – powiedział tata. – Będę tam za moment.
Luke spojrzał na mnie ponownie, mocno marszcząc brwi.
– Mamo?
Znowu poczułam to coś w gardle, co nie pozwalało mi krzyczeć o pomoc. Ale nie mogłam pozwolić, żeby zabrali Luke'a.
Zmusiłam się do uśmiechu, mimo że się trzęsłam.
– Powinieneś iść, bo się spóźnisz.
Luke spojrzał jeszcze raz na lewego i prawego faceta, zanim pochylił się, by pocałować mnie w policzek.
– Okej, jeśli jesteś pewna. Do zobaczenia później.
– Mm-hm, kocham cię – powiedziałam.
– Kocham cię bardziej. Do księżyca i z powrotem.
Patrzyłam przez przestrzeń między facetami, jak mój syn odchodzi i usłyszałam, jak otwiera i zamyka drzwi ciężarówki taty.
– T-tato? – powiedziałam, wciąż mocno trzymając jego ramię.
– Kochanie, tak mi przykro, że to się dzieje, ale-
– Co? Co się dzieje? Po prostu powiedz mi, o co chodzi! – Słyszałam, jak przestraszona byłam.
– Musisz iść z tymi facetami, Sam.
Poczułam, jakby mój żołądek spadł mi do stóp.
Powoli tata odciągnął moją dłoń ze swojego ramienia.
– Chciałbym móc ci wszystko wytłumaczyć. Naprawdę. Ale nie uwierzyłabyś mi.
– Uwierzyć w co? Kim są ci ludzie? Proszę, tato – mój głos drżał od emocji.
Twarz mojego ojca wyglądała na udręczoną i widziałam, że walczy sam ze sobą.
– Nie skrzywdzą cię – powiedział po chwili. – A Luke będzie bezpieczny, obiecuję. Dopilnuję, żeby dotarł do szkoły.
Zdałam sobie wtedy sprawę, że nie mogę wygrać. Jeśli mój ojciec nie mógł lub nie chciał nic zrobić, żeby ich powstrzymać, nie miałam wyboru, tylko zrobić to, co mówili faceci.
Mogłam tylko ufać, że tata próbuje mi pomóc, nawet jeśli tak to nie wyglądało.
– Dokąd mnie zabierają? – zapytałam bardzo cicho.
Potrząsnął głową i zacisnął usta.
– Przyjdę do ciebie, kiedy będę mógł, Sammy.
Spojrzałam na tatę ostatni raz, błagając go oczami, ale odwrócił się, jakby zbyt bolało go patrzenie. Moje serce zaciążyło, gdy ostatnia iskierka nadziei zgasła.
Bez mojego polecenia moje ręce uniosły się w stronę dwóch facetów, którzy delikatnie wyprowadzili mnie przez frontowe drzwi.
– Poczekajcie, aż odjadę z chłopcem – powiedział tata do facetów. – Nie chcemy go bardziej niepokoić, niż już jest.
Ten z lewej mruknął.
– Dobra. Pośpiesz się.
Mój ojciec zamknął frontowe drzwi i ruszył ścieżką. Tuż przed końcem odwrócił się i spojrzał na mnie z tą samą smutną miną.
– Naprawdę mi przykro, Sam. Kocham cię.














































