
48 godzin
Autorzy
Natalia Ava
Lektury
239K
Rozdziały
23
Rozdział 1
ALEXANDER
Moje oczy spoglądają na najładniejszą dziewczynę w kawiarni. Piła cappuccino jak wszyscy inni. Wzrok wbity w książkę. Była bardzo skupiona na powieści, którą czytała.
Biorę głęboki oddech, stojąc w kolejce i czekając na swoją kolej. Ale oczy same wędrują do brunetki zaledwie kilka kroków dalej. Obserwuję, czy na kogoś czeka.
Nadchodzi moja kolej i zamawiam czarną kawę, która jest gotowa w kilka sekund. Dziękuję kasjerowi i idę w jej stronę.
„Piękny dzień, prawda?” – mówię, gdy nasze oczy się spotykają.
Jej duże brązowe oczy spotykają moje i czuję mrowienie w środku. Mógłbym wpatrywać się w te brązowe oczy bez końca.
„Owszem” – odpowiada z lekkim uśmiechem.
„Czekasz na kogoś?” – pytam, stukając w krzesło naprzeciwko niej.
„Nie do końca, ale wiesz, co mówią o nieznajomych.” – Odkłada filiżankę i pochyla się, opierając łokcie na stole.
Miała na sobie czarny sweter, który zsunął się z ramienia. W przekłutych uszach nosiła srebrne kolczyki. Na nosie spoczywały okulary w czarnych oprawkach. Zamyka książkę, którą czytała. Na okładce widniał mężczyzna z nagim torsem i kobieta w satynowej czarnej sukience, opierająca się o niego.
„Widzę, że lubisz romanse.” – Wskazuję głową na jej książkę.
„Nie odpuszczasz, co?” – Wzdycha i macha ręką, dając mi znak, żebym usiadł.
Siadam. Upewniam się, że nie ciągnę krzesła po podłodze.
„Jestem Alexander, w skrócie Alex. A ty?” – pytam, biorąc pierwszy łyk kawy.
„Tia.” – Odpowiada cicho z kolejnym lekkim uśmiechem.
„Nie jesteś stąd. Szwedka?” – pyta mnie Tia.
„Właściwie Niemiec” – odpowiadam ze śmiechem.
„Aha. Co cię tu sprowadza?” – Owija swoje smukłe palce wokół filiżanki. Na prawie każdym palcu nosi mały pierścionek.
Interesujące.
„Interesy” – puszczam do niej oko.
Tia przewraca oczami.
„Jesteś Włoszką?” – pytam.
„Nie, jestem z Marsa.”
„Cały czas robisz takie żarty, liebe?”
„Zależy, z kim rozmawiam.”
Nagle podchodzi do niej mężczyzna od tyłu.
„Co robisz na mojej części miasta?” – pyta ją.
Mężczyzna był wysoki i barczysty. Zachowywał się, jakby tu rządził. Wiedziałem, kim jest.
„Interesy” – mówi mu Tia.
Jego oczy patrzą na mnie.
„Vogel? Co ty tu, kurwa, robisz? Mój ojciec gardzi tobą i twoją rodziną.” – Krzyczy na mnie, ale stara się być cicho, żeby uniknąć spojrzeń ludzi.
„Romano, miło cię widzieć” – mówię, przewracając oczami.
„To tym się teraz zajmujesz, Lorenzo? Zaprzyjaźniasz się z Niemcami?” – pyta ją Alessio.
„Zamknij się, Alessio. Nawet nie planowałam się z nim spotkać. Czekaj, jesteś Alexander Vogel?” – Odwraca się do mnie z grymasem.
„Tak, jestem.” – Kiwam do niej głową.
Alessio pochyla się i szepcze jej coś do ucha.
„Nigdy w życiu nie będę potrzebować Romanos” – to jej odpowiedź dla niego, a on wzrusza ramionami i odchodzi, jakby nigdy nic.
Teraz wygląda na wściekłą, że Alessio Romano powiedział wszystkim, kim jest.
„Lorenzo, chcesz pójść gdzieś indziej?” – proponuję.
„Nie używaj mojego imienia w ten sposób w tej okolicy. Nie wiesz, kto może słuchać.” – Wstaje i kieruje się do drzwi kawiarni.
Idę za nią, gdy tupie.
„Spadaj, Vogel. Nigdy nie będę z tobą.” – Odwraca się do mnie z oczami pełnymi gniewu.
Cofam się, a ona odchodzi.
Jestem Alexander Vogel. W końcu dostaję to, czego chcę.
***
Cały miesiąc czekania i próbowania jej przekonania. W końcu jestem tutaj, stojąc przed jej drzwiami. Mam bukiet czerwonych róż i kartkę z napisem: „Zostaniesz moją Walentynką i czymś więcej?”
Martina otwiera drzwi. Wychodzi w ciemnej, obcisłej czerwonej sukience z włosami spływającymi na ramiona.
„Wow” – to wszystko, co ze mnie wychodzi.
„Róże? Czerwone jeszcze? Są oklepane, Alexander.” – Daje mi słodki uśmiech, biorąc je z moich rąk i wąchając mimo wszystko. Obserwuję ją, gdy jej policzki robią się lekko różowe.
„I kartka też? Musisz być zdesperowany.” – Martina się śmieje i otwiera kartkę.
„Hmm, pomyślę o tym. Jeśli zrobisz na mnie wrażenie dzisiaj, może po prostu wpuszczę cię do swojego łóżka.” – Dotyka mnie lekko, co sprawia, że jęczę.
„Tia, nie drażnij mnie. Już widziałaś, co moje palce zrobiły z tobą zaledwie kilka dni temu.” – Prawie warczę, ale wciąż czuję tak wiele miłości do tej kobiety. Nie wiadomo skąd wszechświat sprawił, że ją pokochałem.
„Och, wiem, co twoje palce potrafią. Chodzi o to, czy dasz radę nadążyć za moim libido.” – Śmieje się i łączy swoje ramię z moim, gdy je oferuję.
Idziemy w stronę bryczki, którą dla nas załatwiłem na dzisiaj. Koń ma na imię Lola. Biały koń z długą grzywą.
„Jest wspaniała!” – Martina podaje mi bukiet i zaczyna głaskać konia z wielką czułością.
„Wiedziałem, że ją pokochasz.” – Uśmiecham się.
„Co mężczyzna robi, żeby zrobić na niej wrażenie, tylko po to, żeby ją mieć.” – Mówi do konia, ale wiem, że mówi o mnie.
„My, mężczyźni, robimy niemożliwe, żeby mieć kobietę, której chcemy.” – Kładę róże w bryczce i staję obok Martiny.
„Ciekawe, czy mężczyźni pozostają tacy przez cały czas związku” – mówi, kierując się do siedzenia.
„Mówisz, że chcesz ze mną zostać?”
„Zależy.” – Puszcza do mnie oko, a ja siadam obok niej.
Klepię kierowcę w ramię, żeby zawiózł nas do miejsca, które wybrałem na dzisiaj.
Patrzę na Martinę, gdy ma odwróconą głowę, obserwując widok przed sobą.
Okrągłość jej policzków widoczna z uśmiechem, który ma na twarzy. Jej usta po prostu idealne. Ani za duże, ani za małe. Są w sam raz.
Mógłbym patrzeć na tę kobietę centymetr po centymetrze i nie mieć jej dość. Nie minęło dużo czasu, odkąd ją znam. Ale ona mnie zmieniła. Chcę być jej królem, a ona moją królową. Mógłbym nawet powiedzieć, że ją kocham.
Zagubiony w myślach, nie zauważam, że Martina położyła głowę na moim ramieniu, przytulając się do mnie.
„Chyba się do mnie przekonujesz.” – Chichotam, opierając głowę na jej głowie.
„Może tylko trochę.” – Jej odpowiedź wychodzi cicho, a ja uśmiecham się jak idiota.
Po wielu minutach czekania, żeby dotrzeć na miejsce, wszystko, co można było usłyszeć, to dźwięk kroków konia i wiatr.
Pomagam Martinie zejść, gdy docieramy i trzymam jej dłoń w swojej, gdy wchodzimy do restauracji.
„Wybrałeś eleganckie miejsce” – mówi mi.
„Eleganckie miejsce dla eleganckiej dziewczyny.” – Puszczam do niej oko.
„Możesz być bardziej żenujący, Alexander?” – Marszczy nos na mój komentarz, ale się śmieje.
Kelner otwiera nam drzwi, a ja kładę dłoń na łuku pleców Martiny i wpuszczam ją pierwszą. Przenoszę rękę na jej tyłek i lekko go ściskam.
„Apetyczna.” – Szepczę jej do ucha, prowadząc ją do stolika.
„Dziękuj mojej genetyce za to” – mówi Martina po zajęciu miejsca.
„Dziękuję, genetyko Martiny. Niech Bóg błogosławi twoim przodkom.” – Patrzę w niebo i śmieję się, robiąc to.
Ona też się śmieje.
Kelner podchodzi i podaje nam menu. Potem mówi, że wróci, gdy będziemy gotowi.
„Wezmę stek średnio wysmażony, Martino. Co ty weźmiesz?” – pytam ją.
„Jeśli myślisz, że wezmę sałatkę, to jesteś w wielkim błędzie. Hmm, chcę wrapy z kurczakiem Caesar, a na dodatek chcę talerz fettuccine.”
Patrzę na nią dość rozbawiony. Kobiety zazwyczaj zamawiają sałatki na randkach.
„Co? Nigdy nie widziałeś, jak dama je?” – Unosi brew.
„Nie do końca, kobiety, z którymi wychodziłem wcześniej, zazwyczaj jadły tylko sałatkę.”
„Cóż, nie jestem innymi kobietami. Jestem Martina. Jestem sobą. Jem, kiedy mam na to ochotę, a nie jem, kiedy nie mam ochoty. Jeśli pewnego dnia mam ochotę na sałatkę, jem to. Jeśli chcę jeść same węglowodany, żeby mieć te szerokie biodra, też to jem.”
Postawa Martiny wyszła na jaw i jakoś sprawiła, że się uśmiechnąłem.
Może nawet mnie podnieciła.
„Dlatego jesteś wyjątkową kobietą.” – Kładę dłoń na jej dłoni i głaszczę ją.
„Grazie.” – Mruga do mnie rzęsami, a to sprawia, że się śmieję.
Fajnie się z nią przebywa. Kocham jej energię. Chcę ją na zawsze.
„Teraz nie mam ochoty się upijać ani upić. Sok pomidorowy z sosem Tabasco wystarczy” – mówi Martina.
„Jesteś człowiekiem?”
„Nie. Jestem Szatanką.”
Przewracam oczami, czego ona nie zauważa, i przywołuję kelnera.
Mówię mu, czego chcę, a ona mówi mu, czego chce.
„Deser? Chcecie państwo to?” – pyta kelner.
„Chcę fontannę czekoladową z dużym talerzem wszystkich rodzajów jagód.” – Uśmiecha się do niego łagodnie.
Kiwa głową i odchodzi.
„Wykorzystujesz to, że płacę?” – Chichotam.
„Nie. Zarabiam dwa razy więcej niż ty. Ale chcę się rozpieścić. Możesz nie płacić.” – Opiera się na krześle, dając mi mały widok na swój dekolt.
„Bierzesz wszystko do siebie” – zauważam.
„Tak. Wolę szczerość ponad wszystko.”
„To chcesz, żebym był szczery i powiedział ci, że mam ochotę cię teraz przelecieć?” – Widzę, jak jej policzki robią się trochę jaśniejsze.
„Jasne.” – Przewraca oczami i bierze łyk wody.
Przywołuję kelnera, pytając go, ile zajmie przygotowanie kolacji.
„Około trzydziestu minut, proszę pana.” – Odpowiada z lekko przepraszającą miną.
„Och, nie przepraszaj. Muszę coś zrobić. Dziękuję.” – Odchodzi z kolejnym skinieniem głowy, a ja patrzę na Martinę.
Patrzę na Martinę i trzymam jej dłoń.
„Chcesz wybrać się na przygodę do łazienki?” – Staram się powstrzymać śmiech.
„Przygody to moja działka.”
Wstaje, gdy ja wstaję, i idziemy do łazienki.
Kierujemy się do łazienki i szybko wybieramy kabinę, wpychając ją do środka, zamykając drzwi i przyciskając ją do nich.
Moje usta znajdują jej i całuję je mocno. Jęczy w moje usta, gdy szczypię sutek, który wystaje z jej sukienki. Ssę jej górną wargę, potem dolną. Pozwalam zębom musnąć jej dolną wargę i to wywołuje uśmiech na jej twarzy.
„Podoba ci się to?” – Szepczę, całując jej szyję.
„Mhm...”
Moje palce znajdują dół jej sukienki i zaczynam podciągać ją do pasa. Dotykam jej ud, a gdy docieram do biodra, zdaję sobie sprawę, że nie ma nic pod spodem.
„Niegrzeczna dziewczynka, planowałaś to.” – Oddycham i obejmuję jej cipkę.
„Nie, muszę ci wyjaśniać, dlaczego nie noszę stringów? Nie chciałam” – mówi w moje usta, a jej palce rozpinają mój pasek.
Zdejmuję pasek, przyciskając się do niej.
„Co robisz?” – pyta, gdy owijam pasek wokół jej nadgarstków.
„Stymulowanie przyjemności” – mówię po zabezpieczeniu paska wokół jej nadgarstków i ściągam spodnie.
Patrzy na przód moich bokserek i z powrotem w moje oczy.
„Prezerwatywa” – mówi.
Znajduję kieszeń w mojej marynarce i wyjmuję srebrne opakowanie. Odrywam górę i ściągam bokserki.
Rozwijam prezerwatywę na moim wzwodzie i pozwalam mu szturchnąć jej brzuch.
Nie potrafię dobrze odczytać wyrazu jej twarzy, ale zgaduję, że czeka, aż w nią wejdę, żeby dać jej przyjemność, na którą zasługuje.
Między nami jest tylko cisza. Poza naszym głębokim oddechem i słyszeniem jej wilgoci, gdy moje palce dotknęły jej cipki, wszystko było ciche.
Pozwalam moim palcom głaskać ją, aż zaczyna poruszać biodrami o mnie. Jestem mężczyzną, który szybko dochodzi. Nie chcę, żeby nie czuła się usatysfakcjonowana.
Przynoszę mokre palce do jej ust i smaruję tam jej wilgoć. Jej twarz jest czerwona i nie mógłbym tego bardziej kochać. Liżę jej usta, chcąc skosztować jednocześnie jej ust i wilgoci.
„Piękna” – mruczę, a potem zaczynam poruszać moim kutasem o jej mokre fałdy, nie wchodząc jeszcze w nią.
„Ugh, możesz po prostu wejść” – mamrocze.
Słysząc, jak to mówi, przynoszę obie dłonie do jej tyłka i podnoszę ją do drzwi.
Pozwalam czubkowi mojego kutasa dotknąć jej otworu i wsuwam się. Zamyka oczy w odpowiedzi i owija nogi wokół mnie.
Zaczynam wchodzić i wychodzić z niej, pocierając jej łechtaczkę.
„Kurwa, czujesz się tak dobrze. Próbowałem sobie wyobrazić, jak się czujesz przez cały ostatni miesiąc. Boże, jesteś idealna.” – Utrzymuję tempo i zaczynam czuć napięcie w plecach, czekając na moje uwolnienie.
Przyspieszam i szybko ją głaszczę. To zaczyna wydobywać z niej jęki.
„Uh, Alexander.” – Przyciska się mocniej do mnie.
„Nie przestawaj, dalej mnie pocieraj.”
Więc tam czuje większą przyjemność?
Kontynuuję, aż dochodzę i jęczę obok niej.
„Szczęśliwych pieprzonych Walentynek” – mówię, wciskając twarz w jej piersi.
MARTINA
O północy stoję na balkonie, wdychając słone powietrze. Zaciągam mocniej miękki szlafrok, gdy czuję powiew wiatru, od którego przechodzi mnie dreszcz.
Szum rozbijających się fal przynosi trochę spokoju wszystkim myślom w mojej głowie. Zamykam oczy i liczę od dziesięciu do jednego, aż w końcu się uspokajam.
Widzę jednego z moich ochroniarzy spacerującego po piasku, upewniającego się, że nie ma tu nikogo niebezpiecznego.
„Trochę późno, żeby tu być, szefowo” – Mahone, mój ochroniarz, podchodzi od tyłu i opiera się o barierkę obok mnie.
„Mówiłam ci, kiedy nie pracujemy, mów mi „Martina”” – śmieję się cicho i odgarniałam kosmyk włosów za ucho.
„Dla mnie zawsze jest czas pracy. To moja praca” – spogląda na mnie i czuję jego delikatny uśmiech.
Poznałam Mahone'a podczas strzelaniny w restauracji. Był moim kelnerem tamtej nocy, siedem lat temu. Ocknęłam się na szpitalnym łóżku z nim trzymającym moją dłoń. Postanowiłam, że będzie zawsze przy mnie.
I od tamtej pory tak jest.
„Gdybyś tam nie był, nie byłbyś tutaj i miałbyś normalną pracę” – mówię mu, odwracając się do niego twarzą.
„Sami decydujemy, jak mają się potoczyć sprawy. Ty wybrałaś tę ścieżkę i ja też ją wybrałem” – mówi Mahone.
„Nie mogę uwierzyć, że wciąż tu jesteś po tylu latach.”
„Co naprawdę się dzieje? Masz to spojrzenie w oczach” – pyta Mahone.
„W taki dzień jak dziś, siedem lat temu, zerwałam z Alexandrem. Zapytaj mnie jeszcze raz, co powiedzieliśmy światu zamiast prawdy” – siadam na mojej ogrodowej sofie i biorę szklankę soku żurawinowego stojącą przede mną.
Mahone patrzy na mnie, czekając, aż będę kontynuować.
„Powiedziałam: „Nasze rodziny nie chcą się połączyć, a ja nie mogę urodzić dziecka dla twojej rodziny. Nie jesteś Włochem, pamiętaj o tym. Dzielenie się władzą byłoby problemem”. Ale jaka była prawdziwa prawda?”
„Zdradził mnie. W środku dnia. Ten sukinsyn nawet nie pomyślał, żeby zdradzić w sypialni. Na plaży. Na mojej plaży! Potem zastrzeliłam tę kobietę” – jestem wściekła nawet po tylu latach.
Za każdym razem, gdy musiałam kogoś zastrzelić, wystarczyło, że pomyślałam o jego twarzy przede mną i nie czułam żadnych wyrzutów sumienia wobec tej drugiej osoby. Za każdym razem, gdy decyduję się kogoś skrzywdzić, wystarczy, że pomyślę o nim.
Alexander. Ten niemiecki sukinsyn.
Nagle czuję, jak Mahone zabiera mi szklankę.
„Rozbijesz ją w swoich dłoniach” – mówi łagodnie.
Przecieram twarz i wzdycham.
„Dlaczego nie spotykasz się z nikim od kilku lat?” – pyta mnie cicho Mahone.
„Po co? Żeby wciągnąć ich w moje życie? A potem odchodzą, bo nie potrafią znieść silnej kobiety? Odchodzą, bo odkrywają, że jest po prostu za dużo niebezpieczeństwa i kompletnie zapominają o moich uczuciach?”
Mój głos łamie się na końcu i odchrząkuję, żeby to ukryć.
Ale Mahone wie lepiej.
Siada obok mnie i przyciąga mnie do siebie, pozwalając mi oprzeć się o jego ciepłe ciało.
„Wypłacz się, jeśli musisz. Nie ma znaczenia, ile masz lat” – szepcze mi do włosów.
Dwadzieścia siedem lat. Tyle mam lat.
Pociągam nosem.
„Może to tylko moje ciało teraz tak reaguje” – śmieję się smutno, wiedząc, że tak nie jest.
Nic nie mówi, a ja czuję, jak przesuwa palcami przez moje włosy.
Mahone nagle mnie puszcza, zostawiając mnie zdezorientowaną, gdy wstaje.
Zdejmuje marynarkę i wraca na kanapę, kładzie się, podkładając poduszkę pod głowę.
„Połóż się ze mną. Popatrzmy na gwiazdy” – mówi łagodnie, wyciągając do mnie rękę.
Delikatnie kładę dłoń w jego, potem opieram głowę na jego piersi i nogę na jego udzie.
Mahone zawsze był dla mnie takim bezpiecznym miejscem, od dawna już.
„Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego byłem kelnerem w wieku trzydziestu lat?” – zapytał nagle.
„Oczywiście, że wiedziałam dlaczego. Sprawdziłam twoje dane” – śmieję się.
„No cóż, zostałem zwolniony z tej firmy, bo uderzyłem faceta za nękanie kobiety” – jego palce wędrują do moich włosów i zaczyna przesuwać przez nie palcami.
„Tak właśnie popieprzone jest nasz świat, Mahone.”
„Ilu ludziom tutaj ufasz?”
„To zależy od tego, gdzie ta osoba jest w moim umyśle. Tobie ufam najbardziej. Nie miałabym cię tutaj, gdybym nie ufała” – patrzę na niego i widzę krótkie włosy na jego brodzie.
Nie myśląc, moje palce sięgają do nich i zaczynam ich dotykać. Mahone nic nie mówi, ale lekko przechyla głowę i patrzy na moją twarz.
„To jest złe” – szepczę, a teraz mój kciuk zaczyna dotykać jego dolnej wargi.
„Ale dla ciebie wydaje się słuszne, prawda?” – szepcze w odpowiedzi.
Moje oczy opadają na jego usta i widzę, jak lekko je otwiera.
„Nie chcę ci tego robić” – nadal szepczę i czuję, jak moje wargi zbliżają się do jego.
„Chcę, żebyś mi to zrobiła. Jeśli to pomoże ci zapomnieć” – jego usta są tylko odrobinę od moich.
„Nie mogę cię skrzywdzić. Będziesz mnie nienawidził na zawsze.”
„Może jednorazowa sprawa nie zaszkodzi.”
„A jeśli cię to zabije?”
„Umrzeć, wiedząc, że chronię piękną kobietę z sercem?” – jego wargi zaczęły musnąć moje.
„Nie mam serca, wiesz o tym” – przyciskam wargi do jego i słyszę, jak wzdycha, jakby czekał na ten moment całe życie.
Ssie moją dolną wargę, odwracając nas, żeby być nade mną. Jego dłoń delikatnie dotyka mojego obojczyka i zaczyna zsuwać materiał mojego szlafroka z moich ramion.
Moment zostaje przerwany, gdy słyszę, jak Matteo szybko wchodzi, jedyny inny ochroniarz, któremu wolno być ze mną w środku w nocy. Tak, rozpoznaję też moich ludzi po krokach.
Mahone zastyga i słyszę, jak przełyka ślinę.
„Szefowo, mamy problem z przodu” – Matteo odchrząkuje, a moje oczy się rozszerzają.
Mahone szybko ze mnie schodzi i widzę, jak poprawia spodnie.
„Gdzie jest mój pistolet?” – szybko zaczynam iść do środka mojego domu, wiążąc włosy w kok i zdejmując szlafrok, zostawiając mnie w szortach i krótkim topie, w którym śpię.
„Dostałeś nazwisko, Matteo?” – pytam, gdy Mahone podaje mi swój zapasowy pistolet.
„Nie, powiedział tylko, że cię zna i musi z tobą porozmawiać. Jego twarz była zakryta i wyglądało na to, że ma broń.”
Zdejmuję zabezpieczenie z pistoletu i wsuwam stopy w trampki.
„Kto z nim stoi?”
„Carlos, proszę pani.”
„Nikt mnie osobiście nie zna. Powiedz Paolo, żeby spotkał się z nami z przodu” – idę zdecydowanym krokiem do drzwi wejściowych z Mahone'em i Matteo po obu stronach.
Dźwięk małych kamyków pod moimi stopami jest wystarczająco głośny, żeby mnie obudzić ze snu, gdybym spała.
Docieram do bramy wejściowej i wpatruję się wściekle w kimkolwiek jest ta osoba stojąca cała na czarno.
„Kim do kurwy nędzy jesteś?” – celuję w niego z pistoletu.
Nie zawsze byłam uprzejma, ale wszyscy chcieli kawałek mojej władzy. Nigdy nie mogłam być bezpieczna.
Osoba odwraca się i uśmiecha do mnie.
„Minęło trochę czasu, Martina” – wydaję wściekły dźwięk na jego głos.
Zdejmuje maskę i patrzy na mnie.
„Idź do diabła, Alexander” – wiedziałam lepiej, niż strzelać do niego w tym momencie. Wiedziałam, że nie jest sam. Może być sam fizycznie, ale zawsze miał gdzieś przy sobie mikrofon.
„Jeszcze jedna szansa, liebe. Bitte” – nagle Alexander klęka.
Per favore?! Per favore?! Tu es uno malato bastardo. Vaffanculo – patrzę na niego wściekle, celując pistoletem prosto w jego serce.
„Nie zabiłabyś mnie. Nie masz odwagi, żeby to zrobić. Gdybyś miała, zrobiłabyś to siedem lat temu, ale jesteś słaba.”
Bez zastanowienia strzelam mu w kolano.
„Jedynym powodem, dla którego żyjesz, jestem ja. Żeby oni nie przyszli po mnie.”
Wciąż leży na ziemi, wydając dźwięki bólu.
Strzelam kolejną kulę przez jego udo.
Un uomo innamorato, non tradirebbe mai – szturcham jego ciało czubkiem buta.
„Zabierz go do szpitala, Carlos” – rozkazuję.
„Co dokładnie mam powiedzieć?” – patrzy na mnie nerwowo.
Rozglądam się przez chwilę i schylam do poziomu Alexandra, który wciąż wydaje dźwięki bólu.
Jak ten człowiek w ogóle jest szefem?
Buona notte.
Używając tyłu pistoletu, uderzam go w bok głowy, sprawiając, że traci przytomność.
„Daj mi swoją koszulę, Carlos” – patrzę na niego.
Jest tu dopiero od kilku miesięcy. Nowa osoba. Wciąż się uczy.
Biedne dziecko.
Zdejmuje koszulę i podaje mi ją. Przez chwilę patrzę na wytatuowanego węża na jego piersi.
Maczam części jego koszuli w kałuży krwi i nakładam trochę na palce, rozrzucając trochę w przypadkowych miejscach.
Mahone i Matteo patrzą. Wiedzą lepiej, niż mnie powstrzymywać. Wiedzą, jak dużo myślę w głowie o każdym wyniku. Nigdy mnie nie powstrzymują, dopóki nie powiem.
„Proszę. Załóż ją z powrotem, Carlos. Jeśli ktoś zapyta, powiesz, że wsiadłeś w bójkę i próbowałeś odpierać człowieka, który próbował zabić tę biedną osobę tutaj. Spraw, żeby to było wiarygodne” – uśmiecham się do niego, wstając.
„Tak jest, proszę pani” – Carlos kiwa głową i niesie na rękach półmartwe ciało, wkładając je do samochodu.
„Paolo, posprzątaj to per favore” – oddaję Mahone'owi jego pistolet i wracam do środka mojego domu.
Po dotarciu do łazienki napuszczam wannę, żeby w niej posiedzieć przez następne pół godziny nocy lub to, co z niej zostało. Najpierw myję ręce, żeby zmyć całą krew i nagle wymiotuję do zlewu.
„Martina?” – pyta Mahone, podchodząc za mną.
Wycierałam usta i opieram się o blat.
„Chcesz, żebym został?” – pyta po kilku minutach ciszy.
Kiwam głową, a on zaczyna zsuwać ramiączka mojego topu i składa delikatny pocałunek na mojej szyi.
Może jednorazowa sprawa nie zaszkodzi za bardzo.














































