
Własność alfy: Prequel: Wybór alfy
Autorzy
Jen Cooper
Lektury
1,1M
Rozdziały
37
"Na tym polega bycie alfą. Nie powinnam potrzebować ochrony." Ale patrząc na całą trójkę, wiedziałam, że rozszarpaliby każdego, kto próbowałby mnie skrzywdzić—nawet siebie nawzajem.
Kassandra spędziła pięć lat jako więzień wampirów, ukrywając swój głos syreny. Kiedy trzej potężni alfa-wilkołaki upominają się o nią podczas rytuału krwawego księżyca, odkrywa, że jej głos może być kluczem do ocalenia ich wszystkich. Ale wybór tylko jednego alfy wydaje się niemożliwy, gdy zakochuje się we wszystkich trzech.
Uwięziona
– Wypuśćcie mnie! – wołałam raz za razem. Mój głos odbijał się echem od ścian lochu, ale nikt nie odpowiadał.
Wiedziałam, że wampiry potrafią być cierpliwe. Po latach spędzonych jako ich więźniarka byłam pewna, że mnie nie wypuszczą. Ale jestem bardzo uparta, więc nie przestawałam krzyczeć.
Gardło mnie bolało, a głos był zachrypnięty, ale nie poddawałam się.
Wampiry też nie odpuszczały, zwłaszcza tej nocy, gdy wschodził krwawy księżyc.
Siedziałam w betonowej celi z małym otworem u góry, przez który nocą wpadało zimne powietrze. W krainie wampirów zawsze panowała noc. Widok gwiazd przez otwór dodawał mi otuchy.
Ale ta noc miała przynieść tylko ból. Wiedziałam to, bo spędziłam z wampirami tyle lat.
Pełnie księżyca były najgorsze. Wampiry traktowały mnie jak zabawkę, raniąc mnie podczas każdej pełni. Nadal chciały usłyszeć mój głos, jak kiedyś. Ale nie zamierzałam go więcej użyć. Nauczyłam się swojej lekcji.
Ta noc była inna. To był krwawy księżyc. Wampiry były silniejsze, a ja słabsza.
Nie jadłam od czterech dni. Ledwo pozwalały mi spać. Spędzały dni drwiąc ze mnie i zapowiadając, co mnie czeka. Chciały, żebym była jak najsłabsza podczas krwawego księżyca.
Bałam się, że tym razem im się uda.
Ale obiecałam sobie, że się nie poddam ani nie użyję głosu dla nich. To była ostatnia obietnica, jaką złożyłam mojej matce. Zamierzałam jej dotrzymać.
Nawet jeśli będą mnie torturować godzinami.
Nawet jeśli bardzo będę chciała śpiewać, gdy będę blisko nich.
Chwyciłam kraty drzwi celi i znów zaczęłam krzyczeć.
Wampir, którego dobrze znałam, wszedł z złowieszczym uśmiechem.
Nie był taki jak inni. Był bardzo zły, i widziałam to w jego ciemnych oczach, gdy na mnie patrzył.
– Zamilcz teraz, Kassandro. Nie marnuj swojego ślicznego gardła na później – drwił. Stał w rozkroku, trzymając długi kij między nogami.
Był bardzo blady, prawie biały. Jego długie, proste włosy były zaczesane do tyłu. Były bielsze niż śnieg i sprawiały, że jego ciemne oczy wyglądały jeszcze groźniej.
– Ode mnie usłyszysz tylko krzyki, czy tu, czy tam – powiedziałam, cofając się w głąb celi.
Jego oczy chciwie przebiegały po moim ciele, a ja nienawidziłam tego, jak to sprawiało, że czułam się naga.
Od kiedy zostałam porwana pięć lat temu, gdy moja rodzina została zabita za moją ochronę, nosiłam tylko moje ludzkie suknie, które nadal miały na sobie krew mojej rodziny.
Z wyjątkiem pełni księżyca.
Wtedy musiałam nosić mały kawałek srebrnej jedwabnej tkaniny, który niewiele zakrywał. Był krótki, z cienkimi ramiączkami na ramionach i plecach.
To nie przypominało niczego, co widziałam wcześniej, ale wampiry wydawały się być bardziej nowoczesne. Były bardzo dokładne w kwestii tego, co nosiłam na ich miesięczny rytuał księżycowy. Chciały widzieć jak najwięcej skóry, by móc obserwować szkody, jakie mi zadają.
– Och, nie rozumiesz, kochanie. Planuję użyć twojego gardła do czegoś innego tej nocy – uśmiechnął się.
Wzięłam głęboki oddech, starając się nie zwymiotować. Spojrzałam na niego z nienawiścią, nie cierpiąc tego, co sugerował.
– Odczep się – warknęłam, cofając się do kamiennej ściany, moje ciało drżało.
Wolałabym być torturowana niż robić to, czego on chciał.
Silas uśmiechnął się, wydając syczący dźwięk, gdy jego zęby wydłużyły się w ostre kły. – Ja też.
Nie mogłam powstrzymać strachu. Inni zostawiali mnie w spokoju, ale Silas nie. Dręczył mnie każdego dnia nowymi przerażającymi rzeczami.
Słyszałam, że awansował w szeregach wampirów szybciej niż ktokolwiek inny.
„Wspaniale”, mówili, gdy skończył rzeź mojej rodziny i zaciągnął mnie z powrotem do zamku wampirów, gdy kopałam i krzyczałam.
Od tego czasu spędził pięć lat, próbując zmusić mnie do zaśpiewania tej piosenki, którą po raz pierwszy usłyszał.
Ale ona go przyciągnęła; to było powodem, dlaczego znalazł nasze plemię.
Wędrowaliśmy tygodniami, szukając miejsca do życia. Byliśmy zmęczeni i głodni.
Rozpaliliśmy ogień w lesie, by się ogrzać.
Potem śpiewaliśmy razem.
Mój głos zawsze był głośniejszy niż innych, i gdy go używałam, też się w nim zatracałam.
Zgubiłam się tej nocy, śpiewając, nie zdając sobie sprawy, że moja rodzina przestała.
Ale gdy spojrzałam na nich, uśmiechali się, słuchając mojego śpiewu, przy trzaskającym ogniu w zimną noc.
Potem Silas znalazł nas z grupą swoich wampirów.
Słyszeliśmy historie, że są niebezpieczni, ale nie wydawali się tacy. Pozwoliliśmy im usiąść z nami i posłuchać mojej piosenki.
Było za późno, gdy zaatakowali. Zaufaliśmy im, myśląc, że historie są kłamstwem.
Każda osoba w moim plemieniu została zabita, podczas gdy Silas chwycił mnie, jego zęby na mojej szyi, rozkazując mi śpiewać.
Spojrzałam w oczy mojej matki, gdy umierała, jej ostatnie słowa sprawiły, że złożyłam obietnicę.
Dotrzymywałam jej dotychczas.
I będę dalej walczyć, by jej dotrzymać. Niech Silas się wypcha i niech się wypcha mój głupi głos.
– Nie masz prawa mnie gryźć. Słyszałam innych mówiących, że zasady są jasne. Nie możesz mnie zabić ani spróbować mojej krwi. Jest święta – powiedziałam mu.
Myślałam, że to go powstrzyma, ale on tylko się uśmiechnął i powoli podszedł do drzwi mojej celi.
Otworzył je, patrząc na mnie, gdy je otwierał.
Zamknął je za sobą, a ja cofnęłam się do ściany. To sprawiło, że uśmiechnął się szerzej, pokazując swoje ostre zęby.
– Twój błąd to myślenie, że ktokolwiek cię obroni – powiedział, zanim błyskawicznie się poruszył, pojawiając się tuż przede mną.
Zaczęłam się krztusić, próbując uciec, ale było za późno. Chwycił mnie za gardło i przycisnął do ściany.
Pociągnął kosmyk moich jaskrawoczerwonych włosów do nosa, wąchając je i wydając syczący dźwięk. – Jest tak silna. Twoja krew syreny wabi mnie nawet teraz. Czerwone włosy ją zdradzają.
Szarpałam się, chwytając jego nadgarstek, próbując oderwać jego rękę od mojego gardła. – Krew syreny...
Moje pytanie zostało przerwane, gdy uderzył moją głową o ścianę, odchylił ją na bok i wbił swoje kły w moją szyję.
Krzyczałam, moje wrzaski ponownie odbijały się echem w celi.
Ale Silas miał rację.
Nikt nie przyszedł, by go powstrzymać.
Zwisałam bezwładnie, gdy jego ugryzienie mnie wyczerpało, i myślałam, że umieram. To prawie wydawało się ulgą.
Dopóki ból nie zniknął, a coś innego nie wypełniło mojego umysłu.
Uczucie unoszenia się zamgliło moje myśli, moje ciało czuło się nieważkie. Zawirowałam, moje oczy się zamykały, gdy iskra życia zaczęła się we mnie tlić.
Rozprzestrzeniała się wszędzie, moje nerwy budziły się jeden po drugim z czymś ostrym i pełnym energii. To było inne niż spokój w moim umyśle.
To był haj, bardzo dobry haj, któremu ulegały moje ciało i umysł.
– Podoba ci się to, Ruda? – Silas uśmiechnął się, ale jego głos wydawał się odległy. Uśmiechnęłam się i powoli kiwnęłam głową.
Silas postawił mnie z powrotem na nogi, jego rozmazany obraz wydawał się przyjaźniejszy niż pamiętałam.
– Czy to sprawia, że czujesz się dobrze?
Znowu kiwnęłam. Tak. Sprawiało, że nic nie było złe – że czułam się ciepła i bezpieczna. Wiedziałam, że tak nie jest, ale moje ciało tego nie wiedziało; mój umysł kłócił się z tym, co miało sens.
– A co jeszcze sprawia, że czujesz się dobrze? Śpiewanie. Dziś wieczorem zabiorę cię do moich przyjaciół i chcę, żebyś dla nas zaśpiewała. Jeśli to zrobisz, mogę sprawić, że znowu poczujesz się dobrze. Jak to brzmi, kochanie? – zapytał.
Czułam, że próbuje mnie oszukać; wiedziałam, co robi, ale przyłapałam się na kiwaniu głową. – Mmmm – wymamrotałam, niepewna, co się stało z moim głosem.
Chciałam mu powiedzieć, żeby się odczepił, spadał na drzewo i poszedł do diabła, ale słowa nie chciały wyjść.
Silas uśmiechnął się i przeniósł mnie na moje łóżko, kładąc mnie na nim, zanim odgarnął moje czerwone włosy z twarzy.
Moje ciało było tak ciężkie; nie mogłam się ruszyć, by odepchnąć jego rękę.
Nawet nie byłam pewna, czy chcę.
– A to dlatego ta zasada „nie gryźć” musiała zostać złamana. Widzisz? Zasady są po to, by je łamać. Są stworzone tylko po to, by powstrzymać nas przed dobrym samopoczuciem. Więc oboje złamiemy zasady dziś wieczorem, a potem oboje będziemy się dobrze czuć. – Silas wstał i wyszedł z mojej celi. – Do zobaczenia wieczorem, Kassandro.
Wyszedł, a ja nawet nie próbowałam walczyć z hajem, który mnie opanował.
Mój umysł unosił się gdzieś między snem a jawą, a ja dryfowałam przez chmury w moich myślach, zastanawiając się, czy chcę z tego wyjść, czy nie.
Nie byłam głodna, zmęczona ani zmarznięta w zamglonym umyśle.
Zanim zdążyłam zrobić cokolwiek więcej niż leżeć, mgła w moim umyśle zmieniła się, stając się czymś zupełnie innym.
Stała się obrazem, w którym się znalazłam.
Byłam w lesie, na polanie oświetlonej przez krwawy księżyc.
Ale nie byłam sama.
Trzej mężczyźni wyszli spomiędzy drzew, a ja wzięłam głęboki oddech, cofając się.
Moja srebrna sukienka zahaczyła o gałąź drzewa, rozdzierając się na nodze.
Mężczyźni ryknęli, dźwięk był niski i odbijał się echem, gdy moje zimne, bose stopy zapadały się w miękką trawę pod nimi.
Nie byłam pewna, co planowali zrobić ani dlaczego sen wydawał się tak realny, ale tak było. Oni byli prawdziwi.
Gorący, umięśnieni mężczyźni emanujący mocą i tajemnicą.
– Wow – szepnęłam, przyglądając się im uważnie.
Jeden miał blond włosy, ogolone po bokach i zaplecione w kitkę na czubku głowy. Był największy, ale jego uśmiech był najprzyjaźniejszy. Jego oczy były niebieskie – tak niebieskie, że przykuwały mój wzrok.
Oblizał wargi, a to wystarczyło, by moje usta się otworzyły.
Środkowy był wysoki, prawie tak samo umięśniony, z długimi brązowymi włosami, które falowały na końcach. Jego oczy były pięknie brązowe, odbijające światło krwawego księżyca, więc gdy spojrzał na mnie, przeszedł mnie dreszcz przyjemności.
Mój brzuch zadrżał, a ja spojrzałam na trzeciego mężczyznę. Był wysoki, umięśniony i nieco szczuplejszy niż dwaj pozostali. Jego czarne włosy były w nieładzie, kręcone i opadające na jego gęste, ciemne rzęsy. Jego zielone oczy już mnie pożerały wzrokiem.
Próbowałam mówić, ale nic nie wychodziło.
Ale nie byłam przestraszona.
Byłam podekscytowana.
Moje nogi drżały, gdy szli do przodu. Pokonali otwartą przestrzeń w kilku krokach, a gdy mnie dosięgli, nie zatrzymali się.
Dotknęli mnie, gładząc moją skórę. Ciało reagowało na ich dotyk, a ja jęknęłam, gdy położyli mnie na ziemi.
Nadal nie mogłam mówić, gdy blondyn pocałował mnie w szyję. Zielonooki rozchylił moje nogi, opuszczając usta na moje najbardziej intymne miejsce. Brązowooki odsłonił moje piersi.
Krzyczałam, gdy przyjemność opanowała moje ciało. To była głęboka, uzależniająca rozkosz, która wydawała się tak prawdziwa.
To był najlepszy sen, jaki kiedykolwiek miałam.
I nie zamierzałam powiedzieć tym dziwnym mężczyznom, żeby przestali. Nawet gdy moje ciało osiągnęło szczyt, ulegając ich dotykowi w najbardziej zmysłowy sposób.
Podobne książki
Listy książek
Wyświetl wszystkoSięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników















































