
Zakochana w moim ochroniarzu
Autorzy
Anaïs Garnier
Lektury
2,5M
Rozdziały
45
Harmoni, córka najbogatszego mężczyzny w mieście, żyje w luksusie, lecz jej nadopiekuńczy ojciec jest zdeterminowany, by trzymać swoją nieokiełznaną córkę pod kluczem. Harmoni jest mistrzynią ucieczek… dopóki jej ojciec nie zatrudnia ostatniego strażnika: Williama, sierżanta SWAT i jej najgorszego koszmaru… a może nie?
Rozdział 1 – Spotkanie, część pierwsza
Harmonia
„Tato, to śmieszne! Mam już trzech ochroniarzy. Zatrudnianie czwartego to kompletna strata pieniędzy!” — wrzasnęłam.
Dwa miesiące temu porwano dwóch chłopców z naszej dzielnicy. Po tym wszystkim wiele się zmieniło w naszej rodzinie. Tata kazał nam się natychmiast przeprowadzić do innej części miasta.
Urodziłam się i wychowałam w Newshire, mieście w Południowej Karolinie. Mieszka tu ponad sto tysięcy ludzi. Zawsze lubiłam nasze miasto. Większość mieszkańców była przyjaźnie nastawiona, a społeczność dbała o zieleń. Zakładano wiele parków, sadzono kwiaty i chroniono las na skraju miasta. Ale żadne miasto nie jest idealne. Wskaźnik przestępczości był bardzo wysoki jak na wielkość naszego miasta.
Zawsze myślałam, że to przez to, że mieszka tu wiele bogatych rodzin. Wielu szefów dużych firm zdecydowało się tu zamieszkać. Wiedziałam to dobrze, bo dorastałam wśród ich dzieci. Ich rozpieszczonych, irytujących dzieci, które myślały, że są pępkiem świata.
Więc nie przeszkadzała mi przeprowadzka z dala od nich. Cieszyłam się, że przestanę mieszkać w dzielnicy, gdzie wszyscy ciągle martwili się tym, co inni o nich myślą. Co było jeszcze lepsze, ojciec przeprowadził nas kilka przecznic od miejsca, gdzie mieszkała moja najlepsza przyjaciółka Emily.
To, co mi się nie podobało, to nagła potrzeba zatrudnienia ludzi, którzy mieli chodzić za mną cały dzień. Nie wszyscy mieli pracować w tym samym czasie. Dzięki Bogu, ale to zaczynało mnie wkurzać. Miałam osiemnaście lat. Nie musiałam być cały czas pod obserwacją.
Nie twierdzę, że nas na to nie stać. Mieliśmy mnóstwo pieniędzy, bo mój tata jest szefem firmy wartej miliony dolarów, Pearson Enterprise. Ale nie widziałam sensu zatrudniania kolejnego ochroniarza, skoro już miałam trzech.
„No cóż, gdybyś nie wpakowywała się ciągle w kłopoty, nie musiałbym dodawać kolejnej osoby, która by cię pilnowała!” — odkrzyknął. Zacisnęłam pięści, próbując opanować złość, która przepływała przez moje ciało.
„Jesteś niemożliwy! Poszłam z Em na lody i wróciłam tylko dziesięć minut po godzinie policyjnej” — odkrzyknęłam, podrzucając ręce w górę, a moje oczy zwęziły się. „Jeszcze jeden ochroniarz nic nie zmieni, uwierz mi! Mam osiemnaście lat i będę robić, co mi się, kurwa, podoba!”
Szczerze mówiąc, nie wychodziłam zbyt często. Wychodziłam tylko po to, żeby iść z Em na lody albo wykraść się, żeby przenocować u niej i oglądać filmy całą noc. Czasami, kiedy było zbyt ciężko, szłam też do mojej zwykłej kryjówki, żeby się zrelaksować i pomyśleć. Wiem, niezbyt ekscytujące, ale mi to wystarczało.
„Lepiej uważaj na swój język, młoda damo! Nie zaakceptuję takiego braku szacunku, zwłaszcza we własnym domu. Poza tym nie tylko wróciłaś późno. Uciekłaś od swoich ochroniarzy i nawet nie zadałaś sobie trudu, żeby uszanować godzinę policyjną. Pozwól, że ci również przypomnę, że chociaż masz osiemnaście lat, wciąż potrzebujesz moich pieniędzy. To znaczy, że jeśli w ogóle chcesz mieć pieniądze na wyjścia, musisz przestrzegać zasad panujących w tym domu. To obejmuje twoją godzinę policyjną!” — kontynuował tata, wkurzając się tak samo jak ja.
Wydałam głośny dźwięk frustracji i przewróciłam oczami, słysząc, jak powtarza to samo w kółko. Poczułam ciężar w żołądku, gdy zdałam sobie sprawę, że nie ma nic, co mogłabym powiedzieć, żeby zmienić jego zdanie. Wiedząc o tym, odwróciłam się i wróciłam do swojego pokoju. Upewniłam się, że trzasnęłam drzwiami tak mocno, jak tylko mogłam. Bardzo dojrzałe. Tak, wiem.
Zsunęłam się po drzwiach, zmuszając się do wzięcia głębokiego oddechu. Usiadłam na podłodze i oparłam głowę na kolanach.
Na początku ochroniarze mi nie przeszkadzali. To znaczy, kto by nie chciał mieć trzech przystojnych mężczyzn chodzących za sobą? Ale szybko zdałam sobie sprawę, że naprawdę chodzili za mną wszędzie. To zostawiało mi bardzo mało prywatności. Jedyny czas, kiedy mogłam odetchnąć, to kiedy szłam do szkoły. Nie wchodzili ze mną do środka, ale pilnowali szkoły z zewnątrz. Albo kiedy byłam w domu.
Najgorsze było to, że skoro pracowali dla mojego taty, upewniali się, że zawsze przestrzegam zasad domowych. Zasady w zasadzie mówiły, że nie mam życia. Musiałam być w domu zaraz po szkole. Jeśli chciałam się zobaczyć z przyjaciółmi, musiałam mieć pozwolenie od ojca. Musiał wiedzieć, gdzie jestem przez cały czas i z kim. I oczywiście musiałam być w domu o siódmej. To znaczyło brak czasu na spotkania z kimkolwiek po szkole. To było szczerze mówiąc śmieszne. Miałam osiemnaście lat, ale wciąż traktował mnie jak dziecko w podstawówce.
Dlatego przez ostatnie kilka tygodni moim głównym celem było uciekanie od ochrony przy każdej okazji i cieszenie się życiem z Em. Robiłam to tyle razy, że mój ojciec zdecydował, że czas dodać więcej ochrony. Nie o to mi chodziło. Chyba nie do końca to przemyślałam.
Po kilku kolejnych uspokajających oddechach wstałam i położyłam się na łóżku. Wyjęłam telefon z tylnej kieszeni i zadzwoniłam pod numer, który znałam na pamięć. Po zaledwie kilku sygnałach odpowiedział słodki, radosny głos.
„Hej Har, co tam?”
Znałyśmy się z Emily od przedszkola, ale powiedzenie, że zawsze byłyśmy przyjaciółkami, byłoby kłamstwem. Właściwie na początku się nienawidziłyśmy. Kazano nam siedzieć obok siebie, a Emily kolorowała wszystko na różowo. To znaczyło, że po pierwsze, nigdy nie mogłam użyć różowego długopisu, a po drugie, jedyny raz, kiedy go puszczała, to kiedy skończył się tusz.
To wystarczyło, żebym się na nią wkurzyła. Nasza nienawiść zamieniła się w przyjaźń, kiedy inny chłopak zdecydował się wysypać jej na głowę całe wiadro piasku, gdy bawiła się w piaskownicy. Powiedzmy tylko, że kompletnie na nim oszalałam. Drapałam go, gryzłam i ciągnęłam za włosy. Tak, mała ja nie była do zadzierania.
Emily była małą rudowłosą dziewczyną z jasnoniebieskimi oczami. Gdybym powiedziała, że nie jest bardzo piękna, skłamałabym. Widziałam, jak ludzie odwracali głowy, kiedy szłyśmy ulicą. Na szczęście zawsze byłyśmy razem. To znaczyło, że moi ochroniarze chronili też ją. Chyba jednak było w tym coś dobrego.
„Mój tata chce dać mi kolejnego ochroniarza” — poskarżyłam się, przypominając sobie rozmowę, którą właśnie odbyłam z tatą. „Możesz w to uwierzyć? To czterech, Em. Czterech!”
„Dlaczego narzekasz, Harmoni? Będziesz miała kolejną ładną twarz do podziwiania” — zaczęła, wywołując u mnie niedowierzający śmiech.
„Przestań się ślinić, Em. Nawet ty wiesz, że nie o to chodzi.” — Nie mogłam powstrzymać śmiechu, który wyrwał mi się z ust. Emily miała crush na jednym z moich ochroniarzy. Najmłodszym, Benjaminie Parkerze. Rozumiałam, dlaczego się nim interesowała. Był młody, z piaskowoblond włosami, głębokimi niebieskimi oczami, i nawet nie każ mi zaczynać o jego umięśnionym ciele. Dokładnie jej typ. Ale on nie zwracał na nią uwagi.
Wszyscy byli bardzo umięśnieni, ale chyba to wynikało z pracy. Ale byli poważni i trzymali dystans. Cieszyłam się, że nie próbowali być moimi przyjaciółmi i tylko grzecznie się witali. „Teraz będzie jeszcze trudniej się wykradać!”
„Wiem, Harmoni. Coś wymyślimy. Szczerze mówiąc, wciąż nie rozumiem, dlaczego twój tata jest taki surowy, jeśli chodzi o nasze wspólne wyjścia. Dosłownie dorastałyśmy razem” — powiedziała ze smutkiem w głosie. Łatwo było usłyszeć, jak bardzo była rozczarowana.
„Nie martw się tym, Em. Jest taki ze wszystkimi, nie tylko z tobą” — próbowałam ją pocieszyć. To była prawda. Mój tata potrafił być bardzo opiekuńczy. Był najbardziej zatroskana osobą, jaką znałam. Odmawiał pozwolenia na branie taksówki, bo wzięcie taksówki byłoby tym samym, co proszenie się o porwanie. Tak, jest trochę przesadzony i po osiemnastu latach wciąż próbuję się do tego przyzwyczaić.
Rozmawiałyśmy przez chwilę. Emily zawsze potrafiła sprawić, żebym poczuła się lepiej. Spędziłyśmy tyle czasu na śmianiu się i droczyniu, że pogodzilam się z decyzją ojca, zanim tata zawołał mnie na kolację. Zastanawiałam się, jaki będzie ten nowy ochroniarz. Miałam nadzieję, że po prostu wstanie i odejdzie.
Zamierzałam użyć mojego zwykłego planu. Kącik mojej wargi uniósł się w górę. To znaczy, jak trudne może być zmuszenie kogoś do rzucenia pracy, prawda? Zrobiłam to już raz wcześniej. Może zadziała ponownie.
Po kolacji usiadłam przy biurku w swoim pokoju i zaczęłam planować. Próbowałam wymyślić, co mogłabym zrobić, żeby zrezygnował z ochrony mnie.













































