
Przeznaczeni Księga 2: Okrutna furia
Autorzy
Lektury
906K
Rozdziały
70
Prolog
Księga 2: Okrutna Furia
CLARA
„Dziś wieczorem masz dyżur w kuchni.”
Clara odwróciła się, a jej oczy były szeroko otwarte, gdy spojrzała na matkę. „Mamo, nie! Miałam w planach spotkanie z Lucy!” Od razu pożałowała swojego tonu. Był zbyt ostry i zbyt zirytowany. Chciała cofnąć swoje słowa. Sądząc jednak po zaczerwienionej twarzy matki, było już za późno.
Jej matka stała nieruchomo w kuchni z dwoma kubkami w dłoniach. Właśnie przygotowywała ich tradycyjną, piątkową gorącą czekoladę. „Czy ty w ogóle zapytałaś mnie o wyjście z Lucy? Bo chyba przegapiłam tę rozmowę.”
„Cóż… nie…” Clara opadła z powrotem na kanapę i ze złością skrzyżowała ręce. Wiedziała, że już przegrała tę bitwę, ale to nie znaczyło, że się podda. „Miałam cię o to zapytać po filmie. Lucy naprawdę potrzebuje babskiego wieczoru. Wiem też, że chcesz, abym była dla niej wspaniałą i wspierającą przyjaciółką.”
Niemal słyszała, jak matka po drugiej stronie pokoju przewraca oczami. „Jezu, kochanie, może dodaj do tego jeszcze trochę dramatyzmu, co?”
Nastąpiła chwila ciszy. Clara westchnęła zła na siebie. Pożałowała, że w ogóle zeszła na dół na ten film. Zazwyczaj nie miała nic przeciwko dyżurom w kuchni, ale nie dzisiaj.
„Myślałam, że ci się to spodoba. Stajesz się całkiem dobrym piekarzem.” Matka zamilkła na chwilę, po czym dodała: „W najgorszym razie stracisz tylko palec. Albo dwa.”
Clara przewróciła oczami. Jako jedynaczka była przyzwyczajona do nadopiekuńczości rodziców. Gdyby tylko dała im powód, owinęliby ją folią bąbelkową i nigdy nie pozwolili wyjść z domu.
„Mamo, jestem beznadziejna w gotowaniu i dobrze o tym wiesz. Albo dodaję za dużo przypraw, albo za mało, albo w ogóle zapominam o składnikach. Henry narzekał ostatnio, że jestem jedyną osobą, którą zna, potrafiącą przypalić wodę.”
„Przypaliłaś wodę?” powtórzyła matka. Weszła do salonu z dwoma parującymi kubkami i uniesioną brwią. „Jak ty w ogóle…?”
Clara przerwała jej z prychnięciem. „Po prostu gotowałam wodę na makaron!” Odwróciła wzrok od rozbawionego uśmiechu matki, próbując ukryć własny uśmiech. „Tak jakby, może, trochę o niej zapomniałam. Woda wyparowała, a garnek zaczął dymić.”
Matka przygryzła wargę. Jej oczy błyszczały, gdy postawiła napoje na stoliku i usiadła obok Clary. „To do ciebie bardzo podobne.”
Wyciągnęła rękę i wygładziła włosy Clary. „Chcę tylko, żebyś czuła się pewnie w swojej roli w watasze. Wiem, że czasem jest ci trudno. Ale wczesne znalezienie swojego miejsca oznacza, że zawsze będziesz je miała. I będzie to miejsce, w którym nie stanie ci się krzywda. Na pewno jest coś jeszcze, co cię teraz interesuje. Coś, co nie wymaga wyjazdu ani przeniesienia po osiągnięciu pełnoletności.”
„Przecież ci mówiłam, że tata mnie uczył…”
„Wiesz, co myślę o tych technicznych sprawach”, przerwała jej matka, posyłając Clarze surowe spojrzenie. „Mają one swoje miejsce, ale to nie może być twoje jedyne zajęcie. To też nie jest jedyne zajęcie twojego ojca”, przypomniała jej z naciskiem.
Clara westchnęła, przyciągając kolana do klatki piersiowej. „Dlaczego rozmawiamy o tym właśnie teraz? Mam dopiero siedemnaście lat. Mam jeszcze czas.”
Oparła policzek na kolanach i spojrzała na matkę podejrzliwie. „Z kim rozmawiałaś?”
Matka podniosła swoją gorącą czekoladę. Dmuchnęła na nią, unikając wzroku Clary.
„Mamo.”
Wypuściła powietrze w doskonałej imitacji prychnięcia Clary, po czym burknęła: „Z Theresą.”
Clara westchnęła i oparła się o ramię matki. „Nic nie jest jeszcze przesądzone. Zastanawiam się nad kursami, które mogłabym podjąć. Sprawdzam, które z nich wymagałyby fizycznej obecności na miejscu. Jestem dobra w obsłudze komputerów i wiem, że mogłabym znaleźć sposób, by wykorzystać to do pomocy watasze.”
„Twój tata robi to dla zabawy, Claro”, powiedziała matka, a w jej głosie słychać było nutę frustracji. Odstawiła napój i objęła córkę ramieniem. „To nie jest praca, nawet w naszej watasze. Musisz znaleźć rolę, w której będziesz mogła coś od siebie wnieść. Każdy ma tu swoje obowiązki…”
„W watasze. Rozumiem, mamo.” Clara westchnęła zrezygnowana. Ta rozmowa była jej aż nazbyt znajoma. „Chciałabym tylko, żebyś pozwoliła mi się wreszcie wykazać.”
„To wszystko brzmi pięknie. Twój tata i ja czulibyśmy się jednak spokojniejsi, gdybyś została bliżej domu.”
Clara wyprostowała się i spojrzała na matkę ze zdziwieniem. „Tata się z tobą zgadza? Od kiedy?”
Matka zręcznie ominęła to pytanie. Często stosowała tę taktykę, gdy nie podobał jej się kierunek rozmowy. „Jesteś moim jedynym dzieckiem, skarbie. Masz dopiero siedemnaście lat. Nie potrafisz pojąć, jak wiele dla mnie znaczysz. Dla nas.”
„Wiem”, mruknęła Clara, ale matka nadal do niej mówiła, nie dając jej dojść do słowa.
„Gdybyś zdecydowała się wyjechać lub przenieść, nie mielibyśmy ci tego za złe. Każdy zmiennokształtny powinien poznawać świat i szukać swojego miejsca. Wiesz jednak, jak ważna jest dla nas rodzina i wataha. Będziemy zagubieni, jeśli nas opuścisz…”
Clara głośno westchnęła, gdy głos matki ucichł. Kobieta w porę się powstrzymała, zanim na dobre zaczęła wzbudzać w niej to znajome poczucie winy. Wyraźnie zdawała sobie sprawę, że gra Clarze na emocjach.
Matka wyciągnęła dłoń i położyła ją na dłoni Clary. „Kochanie, po prostu się o ciebie martwimy. Gdybyś wyjechała do szkoły, co by było, gdyby coś ci się stało? Kto by cię chronił? Ludzie bywają nieprzewidywalni. Byłabyś wiele godzin stąd i nawet nie wiedzielibyśmy, czy masz kłopoty.”
Clara prychnęła na tę myśl. Jej wewnętrzny wilk uważał pomysł, że ludzie mogą stanowić zagrożenie, za bardzo zabawny. Może i była jeszcze uległym, młodym wilkiem, ale nie była bezbronna. Ludzie często obawiali się tego, czego nie rozumieli. To zazwyczaj oznaczało, że unikali zmiennokształtnych.
Zmiennokształtni kierowali się swoimi zwierzęcymi instynktami, często przedkładając je nad ludzki rozsądek. Silver River była watahą zmiennokształtnych wilków. Ludzie z reguły trzymali się z dala od wszelkich drapieżnych zmiennokształtnych. Zresztą jej wataha i tak nie spędzała z ludźmi zbyt wiele czasu.
Zanim Clara zdążyła odpowiedzieć, w ich domu rozległ się ogłuszający dźwięk alarmu. Echo niosło się po pokojach, sprawiając, że dziewczyna aż się wzdrygnęła.
Jej matka poderwała się z miejsca i zamarła. Jej oczy stały się nieobecne, gdy z kimś nawiązała więź mentalną. Clara obserwowała ją w napięciu. Przeraźliwy dźwięk alarmu już przyprawiał ją o ból głowy.
Matka wzięła gwałtowny wdech, a jej głowa odskoczyła do tyłu. Zbladła, gdy odwróciła się do Clary. Jej głos brzmiał bardzo stanowczo: „Zostań tutaj.”
W jednej chwili zazwyczaj nadopiekuńcza matka Clary zmieniła się w silnego żołnierza. Ruszyła prosto do drzwi. „Muszę znaleźć twojego ojca. Zarządzono blokadę całej watahy, więc upewnij się, że zamek w drzwiach jest za mną zamknięty. Użyj zasuwy i nie otwieraj drzwi nikomu poza nami. Nawet jeśli myślisz, że komuś ufasz.”
To było zbyt wiele do przetworzenia naraz. Clara szybko ruszyła za matką, próbując ją dogonić przed wyjściem.
„Co to znaczy? Co się dzieje? Gdzie jest tata?”
„Nie mam czasu na wyjaśnienia. Po prostu zrób to, co mówię, Claro.”
Odwróciła się i posłała Clarze drżący uśmiech, który wcale jej nie uspokoił. Następnie delikatnie dotknęła jej policzka. „Wrócę tak szybko, jak to tylko możliwe. Zostań tutaj i bądź bezpieczna.”
Clara stała nieruchomo przy drzwiach jeszcze długo po wyjściu matki. Jej serce biło mocno, gdy próbowała zrozumieć znaczenie wciąż wyjącego alarmu. W końcu wzięła kilka głębokich wdechów i sięgnęła, by zamknąć zasuwę.
Powoli wycofała się od drzwi. Na wpół spodziewała się, że lada chwila ktoś przez nie wpadnie. Było to absurdalne, ponieważ znajdowały się w swoich kwaterach, głęboko w siedzibie Silver River. To było najbezpieczniejsze miejsce dla nich wszystkich. Ale alarm nadal wył. Gdzieś za drzwiami Clara słyszała krzyki i wycie, ale nie potrafiła zrozumieć, co mówią.
Cofnęła się jeszcze trochę i objęła ramionami, cała drżąc. Jej wilk był spokojny, ale czujny. Słyszała już wcześniej taki alarm. Włączał się jednak tylko podczas ćwiczeń, które miały ich przygotować na wypadek potencjalnego zagrożenia.
Ale to nie były tylko ćwiczenia. Clara czuła w kościach, że dzieje się coś naprawdę strasznego.
Oboje jej rodzice byli wojownikami w watasze. Była to bardzo powszechna rzecz dla pary dominujących zmiennokształtnych wilków. To, co było jednak niezwykłe, to fakt, że ta połączona więzią para miała tylko jedno dziecko. Clara była ich całkowitym przeciwieństwem.
Clara była uległym wilkiem. Ta cecha była wyraźnie widoczna już od jej najmłodszych lat. Wszyscy w watasze zaakceptowali to, że nie pójdzie w ślady swoich rodziców jako wojowniczka.
Nie było to całkowicie niespotykane, by uległy wilk szkolił się na wojownika. Było jednak jasne, że to nie jest przeznaczenie Clary. Była zbyt delikatna i miała zbyt dobre serce. Rodzice nigdy nie dawali jej odczuć, że jest z tego powodu gorsza, ale ona i tak to czuła. Zwłaszcza wtedy, gdy porównywała się ze swoimi rówieśnikami.
Nienawidziła uczucia, że zawodzi swoich rodziców. Czuła się tak, jakby jej geny w jakiś sposób ich zawiodły. Myślała, że rozczarowuje ich po prostu będąc sobą.
Clara opadła z powrotem na kanapę. Jej wzrok utkwiony był w szybko stygnącej gorącej czekoladzie. Ile czasu minęło od wyjścia mamy? Dziesięć minut? Piętnaście?
Jej mama na pewno wróci lada chwila. Po prostu szukała taty i próbowała dowiedzieć się, co się dzieje. Potem na pewno wróci do domu.
Kiedy Clara spojrzała na zegar wiszący nad telewizorem, skrzywiła się. Minęło zaledwie sześć minut.
Jej kolana drżały nerwowo, gdy rozmyślała nad słowami matki. Clara nie należała do osób, które sprzeciwiają się rozkazom. Jednak jej ciekawość i strach toczyły zaciętą walkę z jej wrodzoną uległością.















































