
Seria Wyndham
Autorzy
J Goddard
Lektury
326K
Rozdziały
44
Rozdział 1
Księga 1: Ktoś, kogo kiedyś znałam
CALLIE
Stałam na ulicy, kompletnie przemoczona. Miałam rozmowę o pracę, ale myślicie, że przyszło mi do głowy sprawdzić pogodę? Oczywiście, że nie. Więc tam stałam, mokra jak mysz. Do rozmowy zostało dwadzieścia minut i było już za późno, żeby wrócić do domu i się przebrać.
Weszłam do restauracji, mając nadzieję, że zdążę wpaść do łazienki przed rozmową i trochę się ogarnąć, kiedy jakaś kobieta zatrzymała mnie przy drzwiach.
„Witamy w Marly's!” powiedziała radośnie. „Stolik dla jednej osoby?”
Była ładną kobietą, prawdopodobnie po trzydziestce, z prostymi brązowymi włosami i pięknymi niebieskimi oczami.
„Ee, nie, bardzo przepraszam, przyszłam na rozmowę o stanowisko kierownika restauracji, ale złapał mnie deszcz. Myśli pani, że mogłabym na chwilę skorzystać z łazienki? Nie sądzę, żeby ten wygląd był odpowiedni. Nie sądzę, żeby właściciel tak pięknej restauracji uznał to za zabawne – zazwyczaj nie uznają” gadałam bez końca z nerwowym śmiechem, próbując sprawić, by moja sytuacja wydawała się mniej fatalna.
Skoro mogłam zostać jej przyszłą szefową, chciałam mieć dobre relacje z pracownikami.
Uniosła brwi, a na jej twarzy pojawił się mały, znaczący uśmiech. „Tam, proszę. Przyjdź do mnie, jak skończysz. Dam jej znać, kiedy będziesz gotowa.”
„Dziękuję” powiedziałam.
To było trochę dziwne, ale ruszyłam do łazienki.
Spojrzałam w lustro i zobaczyłam coś, co bardziej przypominało topielca. Moje kręcone rude włosy przykleiły się do twarzy, tusz trochę spłynął mi po policzkach, a jedyne eleganckie ubranie, jakie miałam, było całkowicie mokre.
Szybko chwyciłam papierowe ręczniki i zaczęłam wycierać twarz i dekolt, próbując osuszyć, co się da. Na szczęście miałam w torebce trochę kosmetyków na wypadek, gdybym musiała poprawić makijaż. Tym razem musiałam postawić na prostszy wygląd. Spiąłam włosy, skoro już nie były proste, jak chciałam, i podbiegłam do suszarki, mając nadzieję trochę wysuszyć ubranie. Przez chwilę to działało, ale spojrzałam na zegarek i definitywnie zabrakło mi czasu.
Wyszłam z łazienki, wygładzając marynarkę i spódnicę, jak mogłam, i wróciłam do kobiety przy drzwiach. Kiedy skończyła sadzać parę gości, odwróciła się do mnie.
„No, to już dużo lepiej” powiedziała.
Uśmiechnęłam się na jej słowa. „Naprawdę? Musiałam się naprawdę postarać, żeby się ogarnąć.” Denerwowałam się i chciałam zrobić dobre pierwsze wrażenie.
„Nie, wygląda całkiem nieźle. Choć trudno powiedzieć. Szefowa jest dość surowa.” Przewróciła oczami.
„Wiem, jak to jest. Byłam już na kilku rozmowach w tym mieście. Nigdy nie wiedziałam, że pieniądze mogą tak zesztywniać ludzi” powiedziałam obojętnie. „Więc jeśli mogłaby pani powiedzieć pani Wyndham, że już jestem...”
„Jasne” powiedziała. Wstała i uśmiechnęła się. Czekałam, aż się ruszy, ale tego nie zrobiła. Po prostu wyciągnęła rękę.
„Cześć, jestem pani Wyndham. Ty musisz być Callie.”
Otworzyłam usta i musiałam wyglądać bardzo blado. Powoli wyciągnęłam rękę, mówiąc niemal bezgłośnie: „Miło mi panią poznać.”
Uścisnęła moją dłoń z figlarnym uśmiechem na twarzy.
„Tędy, Callie.” Odwróciła się i ruszyła w spokojne miejsce w restauracji. Poszłam za nią, zamykając oczy i kręcąc głową w kompletnym zawstydzeniu.
Usiadłyśmy w rogu restauracji, gdzie było dużo prywatności. Nie było zbyt wielu gości, co chyba było powodem, dla którego wybrała tę porę na rozmowę.
Bawiłam się swoim CV i próbowałam uspokoić oddech, skoro już zrobiłam z siebie idiotkę. Teraz musiałam znaleźć sposób, żeby zmienić jej zdanie o tej niezdarnej kretynce, która właśnie weszła przez jej drzwi.
„Callie.” Położyła rękę na mojej, żeby powstrzymać mnie od babrania się w papierach. „Spokojnie. Tylko się z tobą droczyłam. Wierz lub nie, nie wszyscy bogaci ludzie są zarozumiali.”
Wydałam nerwowy śmieszek i trochę się rozluźniłam, ale wciąż martwiłam się, że przypadkiem ją obraziłam prosto w twarz.
„Zacznijmy od nowa. Opowiem ci trochę o sobie i moim dziecku” zaczęła, wskazując na restaurację. „Potem ty opowiesz mi o sobie.”
Skinęłam głową z uśmiechem.
„Obawiam się, że nie masz całkiem racji co do tych pieniędzy. Moja rodzina jest tu znana” zaczęła z miną, jakby było jej głupio to mówić. Choć nie wiedziałam dlaczego.
„Wyndhamowie wszyscy są w branży restauracyjnej. Niektórzy są bardziej znani niż inni. Mój kuzyn, na przykład, jest całkiem poważnym biznesmenem. Ja natomiast chciałam mieć bardziej nowoczesne miejsce i chciałam to zrobić sama.”
Zaczynałam lubić tę kobietę. Była pewna siebie i dumna z tego, co osiągnęła. Była wszystkim, czym chciałam być.
„Oczywiście miałam kapitał początkowy, ale nie chciałam, żeby to było związane z nazwiskiem Wyndham. Dlatego nazwałam swoją restaurację Marly's. Chciałam, żeby ludzie przychodzili tu dla mnie” zakończyła z dumnym uśmiechem.
„To niesamowite. Musi być pani bardzo dumna. To miejsce jest piękne i ma świetną opinię” powiedziałam z entuzjazmem. Tylko żałowałam, że uważała, iż pasuję do takiego miejsca. „Skąd wzięła się nazwa „Marly's”?”
„To moje pierwsze imię – Marly Wyndham. Więc to wystarczy o mnie. Opowiedz mi o sobie, Callie. Już wiem, że masz długą historię w branży restauracyjnej w swoim rodzinnym mieście. Opowiedz mi trochę o tym, a potem przejdziemy dalej.”
Wskazała, żebym zaczęła w tym momencie, a moje dłonie zaczęły się pocić.
„Cóż, tak jak pani, moja rodzina prowadziła restaurację jeszcze zanim się urodziłam i to był mój cały świat w domu. Zaczęłam od zmywania naczyń, potem przeszłam do obsługi stolików i zanim się zorientowałam, pracowałam na każdym stanowisku, jakiego potrzebowali.
Gotować, sprzątać, obsługiwać – co tylko chcesz, robiłam to. Po jakimś czasie pomagałam rodzicom zarządzać restauracją.”
Zaskakująco łatwo rozmawiało się z tą kobietą. Zwykle mówiłam z trudem, kiedy opowiadałam o swojej historii zawodowej. Pochodziłam z tak małego miasteczka, a restauracja, którą prowadziłam, nawet nie mogła się równać z tym, jak ładna była ta.
„Wygląda na to, że dobrze ci tam szło. Dlaczego wyjechałaś? Nie chcę być zbyt wścibska, ale czy twoi rodzice nie chcieli, żebyś przejęła interes?” zapytała uprzejmie, robiąc minę, jakby myślała, że pyta o zbyt wiele.
„Nie, w porządku, to nie jest zbyt osobiste” szybko odpowiedziałam, ciesząc się, że nie chciała pytać o zbyt wiele. „To nie jest aż tak różne od pani sytuacji, właściwie. Nie tylko miałam większe marzenia, jeśli chodzi o to, jaką restaurację chciałam prowadzić, ale też chciałam to zrobić sama i w końcu stworzyć coś, z czego mogłabym być dumna.”
Uśmiechnęła się, wyglądając na zadowoloną z tej odpowiedzi. „Cóż, jedyna inna rzecz, o której chciałam porozmawiać, to twoje wykształcenie. Nie jest do końca takie, jakie uznano by za wystarczające na to stanowisko, ale twoja historia zawodowa mówi wiele, więc oczywiście biorę to również pod uwagę.”
Przerwała. „Nie jestem wielką fanką rozmów o pracę, Callie, mogłaś to zauważyć. Nie lubię zadawać mnóstwa nieistotnych pytań. Lubię kierować się przeczuciem. Mam przeczucie co do ciebie i myślę, że świetnie by ci tu poszło. Mogłybyśmy sobie nawzajem pomóc. Potrzebuję kogoś, kto będzie prowadził restaurację, kiedy mnie nie będzie, a ty możesz nauczyć się więcej o branży restauracyjnej w wielkim mieście.”
W tym momencie już wstawała. „Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałabym tylko wykonać kilka telefonów do twoich referencji, ale poza tym chciałabym zaoferować ci to stanowisko, jeśli je przyjmiesz.”
Byłam kompletnie zszokowana.
„Żartuje pani? Tak, oczywiście!” odpowiedziałam zdecydowanie zbyt entuzjastycznie. Wstałam i uścisnęłam jej dłoń. „Bardzo dziękuję. Nie będzie pani żałować.”
Uśmiechnęła się w odpowiedzi. „Jestem pewna, że nie będę.”
Zaczęła pakować swoje rzeczy, kiedy drzwi restauracji się otworzyły i uwaga pani Wyndham została przyciągnięta przez osobę, która właśnie weszła.
„Miles! Co ty tu robisz? Na dworze leje jak z cebra.”
Zbierałam torbę i CV i tylko wygładzałam sukienkę. Czułam się bardzo szczęśliwa po dostaniu pracy.
„Nie mogę przegapić poniedziałkowego lunchu w restauracji mojej ulubionej kuzynki, prawda?” odpowiedział najpiękniejszy głos, wyrywając mnie z zamyślenia.
Pani Wyndham roześmiała się na jego odpowiedź. „Myślę, że mógłbyś przegapić jeden dzień, biorąc pod uwagę pogodę, na litość boską. Chodź tu, chcę ci kogoś przedstawić.”
Podeszli do mnie akurat wtedy, gdy zmierzałam do drzwi.
„Callie, to mój kuzyn, Miles Wyndham – ten wielki biznesmen, o którym ci mówiłam. Miles, to jest Callie Martin. Właśnie ją zatrudniłam, żeby zarządzała dla mnie restauracją.”
Podniosłam wzrok i nasze oczy się spotkały z najpiękniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam.
Brązowe jedwabiste włosy, ciemnobrązowe oczy, jego przyjemny zapach wypełniający powietrze wokół mnie, opanowujący wszystkie moje zmysły, jego wielka sylwetka górująca nade mną i najbardziej czarujący uśmiech.
Można by pomyśleć, że upadnę temu mężczyźnie do stóp, ale zapominam wspomnieć, że spotkałam go wcześniej i wcale nie byłam zadowolona, że stoi teraz przede mną. Nienawidziłam tego mężczyzny z całego serca.














































