
Pierwsza szansa Księga 2
Autorzy
Lektury
114K
Rozdziały
25
Rozdział 20
Layla
Właśnie skończyłam ośmiogodzinną zmianę w najmodniejszym barze w Bostonie. Jestem wykończona i marzę tylko o tym, żeby paść na łóżko. Na szczęście miałam dniówkę, więc nie było aż tak dużego ruchu jak zazwyczaj wieczorami.
Nat cały czas zaprząta moje myśli. Przez ostatni tydzień odezwała się tylko raz.
Obiecała, że będzie w kontakcie, kiedy ją tam podwoziłam. To najdłuższa rozłąka od naszych narodzin.
Wiem, że to dla niej wielki krok. Członkowie „Steele’s Army” budzą strach. Chociaż Nat zgrywa twardzielkę, wiem, że nie da rady udawać w nieskończoność.
Musiałam ją do tego popchnąć. Przez pięć lat patrzyłam, jak zamyka się w sobie. Jako jej najlepsza przyjaciółka nie mogłam po prostu stać obok i na to pozwalać.
Zasługuje na znacznie więcej, niż dało jej życie. Wiem, że moi rodzice, a zwłaszcza ojciec, czują ogromne poczucie winy.
Wiem też, że Nat nigdy nie obwiniała mojego taty za tę tragedię. Nigdy nie musiała tego mówić; od zawsze byłyśmy rodziną.
Ten wypadek zniszczył mojego tatę. Zabił swojego najlepszego przyjaciela, swojego brata i jego żonę.
Od tamtego dnia nie potrafił spojrzeć mi w oczy. To głównie dlatego popierałam decyzję Nat o wyjeździe z Nowego Jorku.
Miałam dość tego, że moja rodzina nie potrafiła spędzić ze mną nawet dziesięciu minut. Myśleli, że pieniądze wynagrodzą ich nieobecność.
Czy lubię te pieniądze? A czy na Antarktydzie jest zimno?
Cieszę się, że nie muszę brać kredytów ani stypendiów na studia. Lubię też to, że nie muszę się martwić o to, z czego zapłacę kolejny rachunek.
Cieszę się, że mogę pomagać ludziom, którzy mają w życiu mniej szczęścia niż ja.
Wchodzę do mieszkania i rzucam kluczyki do samochodu na blat w kuchni. Jestem zbyt zmęczona na gotowanie, więc wstawiam ramen do mikrofalówki.
Kiedy jedzenie się grzeje, postanawiam wejść do pokoju Natalie. Ten tydzień był bez niej bardzo trudny.
Mieszkanie nie jest już takie samo bez niej. Jest tu za cicho bez jej muzyki grającej na okrągło. Jest po prostu samotnie.
W tym tygodniu spałam w jej łóżku chyba z cztery noce, szukając ukojenia w jej pościeli.
Nasze życia miały się splątać na długo przed naszymi narodzinami. Natalie zawsze będzie moją drugą połówką. Częścią mnie.
Zawsze powtarzała, że to dzięki mnie nie zwariowała i to ja jestem jej powodem, by codziennie żyć dalej.
Nie wie jednak, że przygniata mnie poczucie winy za to, co zrobił mój ojciec. Bez względu na to, czy to był wypadek, czy nie.
Gdyby mój tata po prostu zaproponował, żeby wzięli taksówkę, jej rodzice wciąż by żyli. Nie zamknęłaby się w sobie tak bardzo jak teraz. Nie miałaby złamanego serca i nie żyłaby tylko z dnia na dzień.
Czasem myślę, że widzi mnie na wylot. Że rozumie, dlaczego robię to, co robię. Zgrywa twardą i dopuszcza do siebie tylko mnie.
Ja robię coś zupełnie innego. Cały czas wpuszczam ludzi do swojego życia. Ale tylko na kilka nocy dobrej zabawy. Te kilka nocy sprawia, że znów czuję, że żyję. Ale ja nie zasługuję na to, by czuć, że żyję.
Więc kiedy dopada mnie poczucie winy, po prostu wyrzucam ich ze swojego łóżka. Szczerze mówiąc, oni też na to nie zasługują.
Gdybym kogoś do siebie dopuściła i powiedziała, jak bardzo tęsknię za Natalie, jak nienawidzę swoich rodziców, czy jak te myśli mnie niszczą, spojrzeliby na mnie z obojętnością.
Nikt nigdy nie mógłby ani nie chciałby tego zrozumieć.
Otwieram drzwi do jej sypialni i od razu zauważam, że leży w swoim łóżku.
Co jest, kurwa?
Dlaczego jest tutaj, w swoim pokoju?
Powinna być teraz w autobusie w trasie. Jak ona się tu znalazła?
Podchodzę do jej łóżka i potrząsam nią, żeby ją obudzić. Nie reaguje. Potrząsam nią znowu, tym razem mocniej.
„Nat!” – krzyczę.
„Natalie!”
Jej brak reakcji sprawia, że ściska mnie w żołądku ze strachu. Żeby się uspokoić, kładę głowę na jej klatce piersiowej, tylko po to, by usłyszeć bicie jej serca. Bije bardzo wolno.
Zaczynam krzyczeć jej imię. Mam nadzieję i modlę się, żeby odpowiedziała albo się poruszyła. Jej twarz jest nienaturalnie blada.
Zeskakuję z łóżka i wyciągam telefon komórkowy z kieszeni, w panice wybierając numer 911.
Natalie, co ty narobiłaś?
Dyspozytorka odbiera. Wyrzucam z siebie słowa w pośpiechu, mówiąc jej, że moja przyjaciółka nie reaguje, a jej serce ledwo bije.
Kobieta mówi mi, że wysyła karetkę. Że wszystko będzie dobrze.
W tej chwili bardzo trudno mi uwierzyć, że wszystko będzie dobrze. Nigdy nie widziałam Natalie w takim stanie.
Co się stało?
Dyspozytorka zostaje na linii i instruuje mnie, żebym sprawdziła puls Nat. Mam sprawdzać cały czas, żeby upewnić się, że nadal oddycha.
Siedząc obok bezwładnego ciała Natalie z kciukiem na jej nadgarstku, zerkam na szafkę nocną i zauważam kartkę papieru.
To list. Zaadresowany do mnie. O, Natalie. Zrobiła to celowo.

















































